niedziela, 4 sierpnia 2013

Perskie oko i takie inne sposoby



Podrywanie? A cóż to za wyrażenie? -  krzywił się mój „przedwojenny” ojciec słysząc nowomodne określenia stosowane przez jego nastoletnie dzieci. Typowy konflikt pokoleń. 

Nastoletnie dzieci, wchodzące w okres poszukiwań partnerów do „chodzenia” musiały sobie jakoś w tych poszukiwaniach radzić. Przypominam nieśmiało, że było to w czasach gdy dominowała komunikacja bezpośrednia: oko w oko z drugim człowiekiem. Stąd chyba najbardziej popularny sposób oznajmiania zainteresowania – przymrużenie jednego oka i towarzyszące mu powłóczyste spojrzenie czyli „perskie oko”! Dziś stosowane nadal, ale w formie graficznej esemesowego emotikonka z odmienionym trochę znaczeniem. Teraz wyraża raczej lekką kpinę, żart. W swojej graficznej formie pozbawione jest leciutko erotycznego posmaczku przyprawiającego o dreszcz emocji. Kto dziś puszcza oko do wybranki? Która kobieta, pomijając te z poboczy dróg, odważy się w ten sposób zachęcić mężczyznę do flirtu?

Czy flirt bezpośredni jeszcze istnieje? Już dawno chętnie posługiwano się w tym celu specjalną edycją kart do gier towarzyskich pod tytułem „Flirt towarzyski”. Teraz dominują esemesy i kontakty w portalach randkowych. Cel ten sam, ale forma… Wymiana informacji tekstowych nie wymaga już spojrzenia w oczy, nie wspominając nawet o ich znaczącym zmrużeniu. 

Chodzenie ze sobą było normą, a nawet rodzajem obowiązku w nastoletnim środowisku. I tu pojawiał się kolejny konflikt pokoleń tak genialnie przedstawiony w pamiętnym serialu Wojna Domowa.

 Chodzenie w znaczeniu romansowym było pojęciem co najmniej dziwnym dla naszych rodziców. Według nich należało mówić o sympatyzowaniu, adorowaniu, podkochiwaniu się w najlepszym przypadku. Phi, chodzić można do szkoły albo do sklepu – kwitowali  pogardliwie.

Kto by się jednak tak bardzo przejmował zrzędzeniem „starych”? Aby nie odstawać od normy trzeba było podrywać oraz chodzić z kimś. Podrywanie to prawdziwa sztuka. Młodzieńcy, bo do nich należała inicjatywa, chwytali się różnych sposobów. Najpewniejszym było pokazanie  atrakcyjnych, lecz deficytowych gadżetów. Świetne skutki osiągali posiadacze małych radioodbiorników tranzystorowych noszonych dumnie na ramieniu i ryczących skrzekliwą muzyką z ówczesnej Listy Przebojów. Defilowanie z takim radiem działało jak słup ogłoszeniowy z hasłem: szukam dziewczyny!

Ambitniejsi, początkujący intelektualiści proponowali prezentację kolekcji motyli lub zbiorów znaczków, ewentualnie słuchanie płyt z gramofomu Bambino w swoim pokoju, najchętniej pod nieobecność rodziców… Ale niekoniecznie. 

Najbardziej ambitni, aspirujący do miana okularników /tych od akademików i czajników/ zachęcali do pożyczania książek, atrakcyjnych unikatowych wydań prozy, a zwłaszcza poezji, która znakomicie podkreślała romantyzm sytuacji.

Pobożni i kościółkowi łypali zza filara na damskie sektory /w kościołach obowiązywał ścisły podział miejsc/ podczas nabożeństw, zwłaszcza majowych. No bo maj to maj i ma swoje prawa!

Łatwym, tanim i uniwersalnym sposobem podrywania było zaproszenie do tańca na szkolnej zabawie tanecznej. Zatrzymanie wybranej partnerki do końca imprezy oznaczało miłość od pierwszego wejrzenia, a odprowadzenie po zabawie do domu prognozowało rozpoczęcia chodzenia. Potem to już rutyna: umawianie się do kina, na spacery w parku, czasem wspólną naukę i kolejne szkolne zabawy.

Wszystkie wymienione tu sposoby podrywania dawały znaczną przewagę stronie męskiej. Ich była inicjatywa, ich wybieranie, a przynajmniej tak im się wydawało. Mówię o czasach gdy obowiązywały jeszcze jakieś normy zachowań odpowiednie dla płci. Dziewczętom po prostu nie wypadało zrobić wyraźnego pierwszego kroku. Ale od czego kobiecy spryt i dyplomacja… Prawda?



42 komentarze:

  1. Wydawało mi się, że "perskie oko" sygnalizowało, że tego co właśnie robimy, piszemy, czy mówimy nie należy do końca brać na serio. Wydaje mi się też, że ten sygnał jest na tyle uniwersalny, że obowiązuje nadal tam, gdzie nie można inaczej się porozumieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też, ale także rodzaj uwodzicielskiego spojrzenia na płeć przeciwną.

      Usuń
    2. Moi drodzy, alEllu i Tęczowy! Perskie oko ma dwa znaczenia:
      -uwodzicielski
      -powątpiewający
      Oboje macie więc rację w 100% bez zmrużenia okiem.

      Usuń
  2. Strasznie dawno nie widziałam nikogo "puszczającego" oczko tak na żywo. Gest, a raczej mimika odchodzi w zapomnienie przez te przeklęte klawisze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Klawisze też odchodzą, często widuję tych co piszą do dyktafonu. Ale masz rację, że perskie oczko do podrywu się nie nadaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uważam, że się nadaje! Tylko już nikt tak nie podrywa!
      Pisać do dyktafonu? Coś mi tu nie gra...

      Usuń
    2. W niektórych smartfonach jest już opcjonalnie wbudowana aplikacja pozwalająca na przetwarzanie głosu na tekst, i tekstu na głos, tyle tylko, że cały czas trzeba być w necie. Oddzielnie jest to koszt nawet kilkudziesięciu tys. zł., ale jest coś zamiast tych przeklętych klawiszy.

      Kiedyś się podrywało dla wyrwania, wyrywało dla chodzenia, a chodziło, by pojść do łóżka. Teraz ta droga znacznie się skróciła, jak ktoś chce to może nawet nie wychodzić z łóżka, to tylko kwestia czasu i pieniędzy.

      Usuń
    3. No widzisz, jaka jestem informatycznie niedoinformowana?
      Dzięki Tobie to się zmienia:))))
      Wiesz, z tym chodzeniem dla seksu to bym dyskutowała. Młodzieżowe chodzenie było od tego dość dalekie w tamtych czasach. Na tym chyba polega teraźniejsza różnica pokoleń. Nam wystarczały przytulanki, całowania i trzymanie za rękę. Na etapie nastoletnim, oczywiście.
      Nie byliśmy tak epatowani seksem i bardziej liczyły się uczucia.
      Przynajmniej w moim i moich koleżanek przypadku tak było.

      Usuń
    4. Też bym podyskutował. To "chodzenie" miało zupełnie inne znaczenie w różnych kręgach środowiskowych. Inaczej się "chodziło" na wsi, inaczej w mieście, inne zwyczaje mieli wykształceni "chodzący" i inne "inteligentni inaczej". Ktoś się chciał dowartościować, inny sprawdzić, niektórzy potwierdzali swoje "prawo do własności", ale na ogół otoczenie wiedziało "kto z kim, i za ile". Teraz coraz częściej widuję "wolnych strzelców" nawet jeżeli to są stateczni małżonkowie, czy ich żony. To są czasy ...

      Usuń
    5. Dobre czy złe czasy?

      Usuń
    6. Trudno to ocenić, bo społeczeństwo jest straszliwie rozwarstwione. Nie wiadomo też czym oceniać to "chodzenie", czy ilością "zerwanych", czy jakością "zrywania", a może jeszcze czymś innym ...
      No i nie ma naturalnych ciągotek, takich jak: małżeństwo, macierzyństwo, ognisko domowe, itd. by można wymieniać ... ale to zdaje się Ty miałaś podyskutować?

      Usuń
    7. Właśnie dyskutuję zadając pytanie. Nie byłam pewna czy obecną modę na singielstwo oceniasz pozytywnie czy negatywnie.
      Wydaje mi się, że "chodzenie" już nie jest takie rozwarstwione - nie widzę różnic pomiędzy miastem i wsią. No, może jeszcze jakieś są w kategorii wykształcenia chociaż i to się zaciera równając w dół niestety...

      Usuń
    8. Mogę się mylić, ale kiedyś się chodziło po to, aby chodzić i nie odstawać od innych. A, że społeczeństwo przy okazji nie było rozwarstwione, więc teoretycznie chodzić mógł każdy z z każdym (nawet "wsiowy" kierowca autobusowy po podstawówce z "miastową" studentką - to pokazano chyba w "Daleko od drogi"). Dzisiaj byłby to conajmniej mezalians. Poza tym "chodzą ze sobą" lesbijki, geje, a nawet biseksy, i tp.
      Inny był też cel chodzenia przed 30-40 laty i inny dzisiaj, chociaż dzisiaj raczej nie zauważam, typowego chodzenia.
      A kiedy było lepiej? No jasne, że dzisiaj, chociażby ze względu na większe uświadomienie młodzieży

      Usuń
    9. No właśnie, też mi się wydaje, że typowe "chodzenie" zanikło. Młodzież spotyka się ze sobą w domach, właściwie to od razu prawie pomieszkują razem no i chodzą na sobotnio-nocne imprezy.
      Phiiii... jakie to "chodzenie"???
      Ha, nawet na imprezy już nie chodzą, ale jadą autami.

      Usuń
    10. Nie wiem czy zjawisko mezaliansu jeszcze jest? Myślę, że zatarło się z powodu wielkiej emancypacji kobiet i ich przewagi liczebnej. Myślę tu o pokoleniu wyżu demograficznego z lat 50-tych. Szeroko dyskutowany był problem "magisterek", którym zabrakło dorównujących poziomem chłopaków miastowych, a do "wsiowych" jakoś nie bardzo wypadało się dobierać. Czasem nie było innego wyjścia...

      Usuń
    11. Jest! I to jest największy powód tylu nieudanych małżeństw. Bo teraz mezalians nie wynika z różnicy pochodzenia (!), ale posiadania. Np. facet mówie, że ma willę, i samochód, a potem okazuje się, że willa wynajęta, a samochód wypożyczony, czasami nawet ukradziony.

      Usuń
    12. O, w takim przypadku to jest po prostu kłamstwo-oszustwo a nie mezalians.
      Myślę, że mezalians jest jednak związany głównie z pochodzeniem. nawet wykształcenie i poziom "obycia" nie bardzo podpadają pod to określenie. No, chyba, że z peerelowskim przymrużeniem oka.
      Prawdziwy mezalians wywodzi się chyba z kręgów arystokracji.

      Usuń
    13. Tytuły rodowe już od kilkuset lat można kupić i to oficjalnie, wystarczy zakupić posiadłość herbową, i zarejestrować. Jak wiesz w szlacheckich, hrabiowskich, książęcych, a nawet królewskich rodach, prawo do najwyższego tytułu nabywa tylko dziedzic majątku.
      Formalnie nawet każdy z naszych prezydentów automatycznie dostawał tytuł księcia, nawet jak był burakiem. No cóż, świat schodzi na psy, a my razem z nim.

      Usuń
    14. O, przepraszam, ja nie schodzę.
      Zawsze i wszystko można kupić - ale to nie zmienia reguł dotyczących tych "nie kupionych".

      Usuń
    15. Wyznacznikiem tego, czy ktoś "schodzi na psy" nie jest jego samoocena, ale sytuacja w środowisku: zawodowym, społecznym, kulturalnym, itp. Jeżeli nawet my się nie czujemy "schodzącymi" to jak to wytłumaczyć, że ponad 5 milionów ludzi zdolnych do pracy jest na bezrobociu, albo "za chlebem", a przy korycie państwowym od ponad 20 lat kręci się ta sama banda nieudaczników?

      Usuń
    16. Oj, chyba za bardzo zboczyłeś z tematu.

      Usuń
    17. Tak, ale parapaństwo jeszcze bardziej zboczyło z właściwego kursu.

      Usuń
    18. Jesteś niemożliwy:)) Znowu ci wyszło, że to wina Tuska:)))

      Usuń
  4. Słusznie prawisz Bet. Były nawet takie przypadki,że jak chłopak miał mimowolny tik w oku,to nie mógł się opędzić od dziewczyn.
    Interesuje mnie,jak mrówek robił perskie oko do mrówki,skoro nie ma powiek,no jak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi,hi,hi...Mrówki mają inne sposoby!

      Usuń
  5. Tak, Bet, dla pokolenia przedwojennego, to "chodzenie" było dziwne, niezrozumiałe. A "podrywanie" czasem szokujące. Kręcenie głową było odpowiedzią na te "nowości".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kręcenie głową oraz kąśliwe uwagi...Nie było jednak tak źle bo jednak z czasem zaakceptowali te nowości a nawet włączali swojego słownika te młodzieżowe powiedzonka i wyrażonka. Starali się nadążać za nami, trzeba to przyznać.

      Usuń
  6. Dziwna historia. Kiedyś, gdzie się człowiek ruszył, były same stare baby: dwudziesto-, trzydziesto-, czterdziestoletnie. Dzisiaj, gdzie tylko spojrzeć, młode dziewczyny: dwudziesto-, trzydziesto-, czterdziestoletnie a nawet starsze.

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, allensteiner, to trochę dziwne zjawisko.
      ..."tu biuścik zachwyci, tam nóżka... bo nie ten, bo nie ten ,już wzrok..."
      Coś w tym jest!

      Usuń
    2. Nie, nie, Bet! To nie mój osobisty wzrok, to statystyka. Swego czasu większość populacji była ode mnie starsza. Z czasem sytuacja się odwróciła, mimo, że te ongiś stare, 20-, 30-, 40-letnie baby kwiatki wąchają już od spodu. Z Rocznika Statystycznego wyczytać można, że większość pań jest ode mnie młodsza, to obiektywna prawda. Podejrzewam, że dotyczy to i innych tu obecnych osób, niezależnie od płci...

      allensteiner

      Usuń
    3. No cóż,metryki nie oszukasz. Przynajmniej można sie teraz napatrzeć na młodych, też niezależnie od płci.

      Usuń
  7. W rzeczy samej, allensteiner, w rzeczy samej. Kiedyś te 20-, 30-, 40-latki nie podobały mi się, teraz i owszem.

    OdpowiedzUsuń
  8. A cóż to za spiekładuchy??? Hej chłopcy! bagnet na broń!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No,no, szesnasty! Nie buntuj chłopaków - tak się rozmarzyli:)))

      Usuń
  9. Ech Bet, od strony młodych chłopaków to nie wiem, ale dziewczyny być może perskiego oka oczekują, ale też i od razu kalkulują. Piszę, bo co nieco prawdy syn mi uszczknął jak to w jego środowisku wygląda.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cały czas ich podejrzewam / młodzież obecną/ że komunikują się wyłącznie sms-ami i facebookami. Ale skoro mimika twarzy jeszcze jest używana to bardzi się cieszę.

      Usuń
  10. Och Bet - pozno bo pozno cos tu skrobie .Masz racje. Ja jestem pokolenie hippisowskie i bardzo mi sie hippisi podobali. W moim miasteczku ich nie bylo ,niestety i o zgrozo chodzilam na dodatek do zenskiej klasy. Matko jedyna - czlowiek musial sobie urozmaicac zycie jak mogl. W szkole zabawy szkolne - chocby siadl i plakal ...Do domu kultury na tzw. fijfy nie mozna bylo mlodziezy licealanej chodzic bo a nuz z plebsem sie pokuma...
    Ja bylam obrazoborcza co niestety najlepeiej sie dla mnie to nie skonczylo no ale to inna historia.A bylas moze podrywana na zielonego jamnika???!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielony jamnik? Bardzo intrygujące. Opowiedz.

      Usuń
  11. nie rozumiem powiedzenia 'schodzi na psy' -o ile wiem to psy są bardzo porządne i wierne a o tym przecież ten wpis
    bardziej adekwatne byłoby powiedzenie schodzi na hieny lub koty
    Psy patrzą na nas z szacunkiem, koty z pogardą, a świnie jak na równych sobie.Churchill
    Koty nie uznają za elokwentnego nikogo, kto nie potrafi miauczeć.
    Marie von Ebner-Eschenbach
    "Wielcy ludzie mają zazwyczaj tak wielkie serce, że się w nich zawsze znajdzie miejsce dla uczciwego psa"/ Kornel Makuszyński/

    "Pies jest jedyną istotą na świecie , która bardziej kocha Ciebie niż samego siebie"./J. Billings /

    "Pochwała psa: Jedynym całkowicie pozbawionym egoizmu przyjacielem, na jakiego człowiek może liczyć w tym samolubnym świecie, jaki go nigdy nie opuści, nie okaże niewdzięczności bądź zdrady, jest jego pies (...) Całować będzie dłoń, która nie zdoła zapewnić mu pożywienia, lizać będzie rany i sińce, powstałe w zetknięciu z brutalnością świata (...)"/Georg Vest, 1870/
    ."Aby mieć właściwe spojrzenie na własną pozycję w życiu, człowiek powinien posiadać psa, który będzie go uwielbiał, i kota, który będzie go ignorował"./ D. Bruce/
    "Pies jest jedynym zwierzęciem, które potrafi wyrazić zadowolenie lub śmiać się....kręcąc lub wymachując ogonem
    .... i czyni to nieporównanie wdzięczniej i naturalniej niż człowiek, strojący obłudne grymasy.
    Wcale się nie dziwię, że ten i ów na pieski sobaczy. Ileż to razy pies przykro człowieka zawstydza."/Artur Schopenhauer/

    ."Wierności i przebaczenia ucz się od psa" - /Bogumił Buczyński/

    Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo! Zwróciłaś słusznie uwagę jak wiele niesprawiedliwości kryją niektóre stereotypowe powiedzonka. Faktycznie, psom wyrządzamy krzywdę mówiąc o nich pogardliwie.
      Dziękuję, że te mądre i serdeczne wypowiedzi w obronie naszych czworonożnych przyjaciół.

      Usuń
    2. Anonimowy(10:07)..doskonałe!!!

      Usuń
    3. Anonimowy (10:07) podpisał się jako Magda. Też uważam, że to cenny komentarz.

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.