wtorek, 25 września 2012

Jak to w maglu bywało



Kto żył w czasach PRL i wcześniej, ten wie! 

       Wikipedia podaje definicję:  "magiel albo maglownica - maszyna, służąca do maglowania, czyli prasowania przy użyciu systemu walców. Maglowaniu poddawane są po praniu na ogół większe sztuki bielizny - pościel, obrusy, ręczniki, zasłony, tzn. takie, których prasowanie żelazkiem byłoby uciążliwe i nieefektywne.
Powszechnie nazwą magiel określa się także nie tylko samą maszynę, ale również punkt usługowy - pomieszczenie, w którym magiel jest zainstalowany. Zgodnie z zasadami literackiego języka polskiego magiel ma rodzaj męski, a przypisywanie mu przez niektórych Polaków rodzaju żeńskiego traktowane jest jako regionalna poboczność".

       Taka właśnie poboczność występowała na moim osiedlu -  kobiety mówiły: - idę do magli , słyszałam w magli…

Aaaa… tak, bo w maglu /magli?/ zajmowano się nie tylko bielizną. Wraz z bielizną „maglowały” się tu okoliczne plotki, z których często wynikały kłótnie i sąsiedzkie obrażania. Taki „magiel” to miejsce tylko dla dorosłych i małe dziewczynki nie powinny tam przebywać - mówiła Mama. 

Magiel – osiedlowe centrum informacji i kształtowania opinii społecznej. To, co odbywa się dziś na łamach tabloidów i forach internetowych wcześniej odbywało się w  maglu! Ot co!

A na wsi, podobną rolę odgrywały zebrania przy okazji darcia pierza lub innych prac zbiorowych. Wydaje się to jednak wersją „light” w porównaniu z miejskim maglem. Wiejskie posiaduszki zdobione były śpiewaniem piosenek, żartami i tańcami… A maglu?  Nieznane są tradycyjne pieśni ludowe z magla. A może się mylę? 

Bawimy się w magiel? Usiądźmy na ławeczce i pogadajmy jak w maglu bywało. Już są trzy „Plotkary” ale miejsc wystarczy dla wszystkich koszykowych gości… posuniemy się na tej ławce.


alElla  - pamiętam z dzieciństwa, że w sąsiednim domu był magiel. Pójdę sprawdzić z aparatem, czy jeszcze jest. Bo pralnia to jest w każdej klatce schodowej, ale nie fotogeniczna. Teraz nikt w kotłach nie gotuje bielizny, więc zawalona jest rupieciami, przeważnie meblami i drewnem.
Mieliśmy wielki,  wiklinowy kosz na bieliznę. Do magla niosły go dwie osoby - taaaki był ciężki. Zazwyczaj tragarzami byli rodzice, a z czasem brat, gdy  tylko  dorósł do takiej funkcji. W maglu, mama nawijała bieliznę na wałki, jakoś tak, żeby jedno prześcieradło za drugie zachodziło, a mniejsze kawałki między prześcieradłami, by całość nie rozpadała się podczas maglowania. Nawijaną na wałki bieliznę pryskało się wodą nabieraną w usta. Nie wiem, dlaczego? Nie było wtedy spryskiwaczy?  Korbą kręcił tato, albo brat. Wszystkie kobitki z tej klatki, w której był magiel, jak tylko usłyszały odgłosy trybów z magla, zaraz schodziły do piwnic i siadały na takiej długiej ławie, czekały, aż skończy się maglowanie. O czym rozmawiały - nie wiem, bo dziewczynki małe w maglu nie siedziały...

Bet  -  a nie mówiłam??? 

Jagoda - jako mała dziewczynka często z mamą chodziłam do magla. Ale przygotowanie bielizny do maglowania też wymagało pewnej wprawy. Z uwagą się przyglądałam jak mama to robi. W końcu to cały ceremoniał był. Najpierw wysuszoną bieliznę trzeba było wyciągać żeby rogi np. poszwy czy prześcieradła się stykały. Potem mama składała wszystko i zawijała np. w duże prześcieradło i taki pakuneczek wędrował do magla niesiony głównie przez mamę. Całe szczęście, że miałyśmy niedaleko bo wcale lekki ten tobołek nie był...
A w maglu to dopiero była ceremonia. Na wąski walec drewniany nawijało się poszczególne rzeczy z prania, ale powierzchnia musiała być niemal płaska, potem wsuwało się ten walec w maszynę, która wyglądała jak narzędzie tortur. Wielgachna, z olbrzymim kołem do kręcenia, a na ten nawinięty walec z bielizną pod wpływem kręcenia kołem przesuwało się wielkie, ciężkie pudło. Trzeba było parę razy przekręcać w jedną i w drugą stronę aby maglowanie można było zakończyć. Za to po rozpakowaniu tego walca bielizna, głównie pościel ukrochmalona, także ścierki i ręczniki były jak listeczek. Potem niestety weszły w obieg magle elektryczne i to już nie był taki urok. W domu mama rzeczy małe np. ścierki czy ręczniki maglowała maglownicą ręczną, spadek po babci. Maglownica ma w tej chwili ok. 150 lat. 

alElla -  wiadomość z ostatniej chwili: magiel znowu funkcjonuje! Przywiodła tu ludzi bieda i oszczędzanie prądu. Zamiast prasować, maglują po prostu wszystko jak leci, także drobną bieliznę.

Bet pamiętam, że maszyna do maglowania bardzo hałasowała i rozmowy siłą rzeczy były bardzo głośne - więc wszyscy znali bieżący temat. W latach 70-tych pojawiły się magle elektryczne, a usługi nazwano „Prasowalnią". Prasowano bez obecności klienta, przychodziło się po odbiór już wyprasowanych na "blaszkę" rzeczy. Miejsce stało się anonimowe, straciło rangę Centrum Informacji i w ogóle... to już nie było to...

A tak na zakończenie: MAGIEL występuje:

1. W literaturze: "Prześcieradła, które wynoszą z magla, są jak puste ciała czarownic i heretyków". Autor: Zbigniew Herbert - ''Magiel''

2. W gastronomii:  w Krakowie istnieje knajpka urządzona w dawnym pomieszczeniu magla /prawdopodobnie/ - wskazuje na to wystrój wnętrza: piwniczne ściany i sklepienie, mechanizmy i akcesoria maglownicze, ale atmosfera ponoć wcale nie przypomina rozplotkowanego magla. To raczej "magiel intelektualno - artystyczny", jak to w Krakowie… hi, hi, hi...

76 komentarzy:

  1. Klik dobry:)

    Panów też usadzisz na ławeczce? Do korby ich! Niech kręcą i plotkują kręcąc :)))

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jasne, że niech siadają i kręcą korbą jednoczesnie. Co to dla mężczyzny, taka robota!

      Usuń
    2. Niech siadają i kręcą korbą jednocześnie. Nie da rady?

      Usuń
  2. Ale jazda!!!
    Gdyby nie ta górna metalowa część, to by to był magiel prawie jak ten, który mieliśmy u siebie w domu. Nasz był elektryczny, t.zn. na tym dużym kole zamachowym był założony pas transmisyjny do silnika stojącego na ziemi, ale gdzieś ok. 1956 r. zmieniono napięcie w sieci ze 120 na 220 V i elektryka się skończyła. Nikt zresztą za nim nie płakał, bo magiel był przedwojenny, kapitalistyczny. Ale okazało się, że i w PRL magiel na korbę miał wzięcie.
    Oczywiście nam szkrabom, których głowa była na wysokości dolnego położenia rączki korby nie wolno było samemu wchodzić do "magli" (tak nazywaliśmy budynek gospodarczy w którym to stało. Ale zakazy najbardziej pachną. Więc do magli wchodziliśmy przez dach, i potem przez małe okienko, które było zawsze otwarte. Na tym wózku po obu stronach siadali moi koledzy, i koleżanki z klasy, i zaczynała się szaleńcza jazda mrożąca krew w żyłach, bo z wózka trzeba było zeskoczyć, gdy podjeżdżał do środka, a potem wskoczyć. To samo naprzemian robili ci z drugiej strony. Nie wiem jak to się stało, że żadnego z nas nie wymaglowało ...
    Dla najmniejszych też były atrakcje, po prostu rozpędzało się wózek, i wtedy chętny musiał się uczepić korby, która porywała go do góry. Najczęściej jednak przesuwaliśmy wózek maksymalnie w jedną stronę (wtedy wjeżdżał na taki podnośnik do góry) i wtedy mieliśmy do dyspozycji duży gładziudki stół na którym rozstawiało się żołnierzyki, chińczyka, jakieś rysunki, itp. Oczywiście po zabawie trzeba było wszystko uprzątnąć, aby dorośli się nie zorientowali. O dziwo jednak na przełomie lat 50/60 magiel zyskał drugie życie, bo zaczęli się schodzić sąsiedzi, nasza banda "Nemeczka" musiała się pożegnać ze "swoją siedzibą".
    Anzai

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko kochana, jasna ciasna, toż to była bardzo niebezpieczna zabawa.

      Żołnierzyki, chińczyki.... powiadasz? Hmmmmmm, a co robią widoczne na pierwszym zdjęciu butelki i puszki pod maglem?

      Usuń
    2. No widać, że dorośli też uwielbiali zabawę w maglu ...
      Anzai

      Usuń
    3. No,no jak udało się Wam przeżyć takie zabawy?

      Usuń
    4. Mam na myśli te szalone jazdy wózkami, nie zabawy z butelkami...upst znowu chyba dotknęłam niewłaściwego tematu....

      Usuń
    5. "Wózek" (a nie wózki), to ta olbrzymia skrzynia magla (w środku z reguły były ciężkie kamienie). My siadaliśmy na niej, a inni kręcili korbą. Też się dziwię, że nawet nam łap nie poobrywało, ale może dlatego, że na początku komuś palca nieco przytrzasnęło.
      Anzai

      Usuń
    6. Mieliście szczęście, łobuzy. Kto was tam wpuścił same dzieci?

      Usuń
    7. Jak się powyjmowało te ciężkie i wielkie kamienie, to był niezły schowek. Ale to już była "wyższa szkoła jazdy".

      Usuń
    8. No i nie dla "grzecznych dziewczynek", prawda?

      Usuń
    9. A na poważnie, tak poza zabawami, to gdzieś czytałam, że podczas okupacji, w jakimś sierocińcu wyjmowano z magla kamienie, znaczy z tej części, co Anzai wózkiem nazywa, i tam chowano żydowskie dzieci podczas kontroli sierocińca.

      Usuń
    10. Też o tym schowku pomiędzy kamieniami słyszałem. Cały urok zabawy w tym maglu polegał na tym, że to było zamknięte, a my tam wchodziliśmy przez otwarte okno (od pryskania prania byłaby wilgoć) i wtedy wszystko było nasze. To pomieszczenie na zdjęciu wygląda dość obskurnie, w tym moim maglu było czyściutko, i było nawet światło, ale nie świeciliśmy, żeby nie zdradzić się. "Grzeczne dziwczynki" też tam czasem wchodziły ...
      Anzai

      Usuń
    11. Ten magiel na zdjęciu jest w piwnicy, w pomieszczeniu przejściowym - ogólnodostępnym, przez które przechodzi się do prywatnych piwnic. Myślę, że tym maglem mógłby zainteresować się jakiś konserwator. Czy to nie aż taki zabytek?

      Usuń
    12. Bardziej zabytkowa od magla jest ta ławka (chyba z jakiegoś sądu), bo takiej to nawet u mnie nie było! Magiel jednak nie pochodzi z jakichś markowych wytwórni, bo tam części metalowe były ozdabiane tłoczeniami, złoceniami, itd. (tak było u mnie). Także obudowa drewniana nie ma wypalanych napisów, co było charakterystyczne dla pierwszych egzemplarzy. Ale muzeum techniki chyba by było zainteresowane ...
      Anzai

      Usuń
    13. To jest chyba niezła myśl z tym muzeum techniki... Może Właścicielka magla sie wypowie na ten temat? Halooooo..... "właścicielko"! Jesteś wywołana "do tablicy" w sprawie ochrony zabytków!

      Usuń
    14. Nikt go nie odda do muzeum, bo jest używany. Ludzie maglują!

      Usuń
    15. Ale może kiedyś przestaną??? Na prawdę maglują jeszcze?

      Usuń
    16. Jak nie, jak tak. Toż nawet w notce pisze.

      alElla - wiadomość z ostatniej chwili: magiel znowu funkcjonuje! Przywiodła tu ludzi bieda i oszczędzanie prądu. Zamiast prasować, maglują po prostu wszystko jak leci, także drobną bieliznę.

      Usuń
    17. Myślałam, że te wiadomości już się zdezaktualizowały...

      Usuń
    18. No gdzież bym nie skorygowała, gdyby wiadomość się zdezaktualizowała, albo nieprawdziwa była.

      Usuń
    19. W takim razie pozdrawiamy dla panie i panów maglujących.

      Usuń
    20. W tym ferworze maglowania zapomnieliśmy do czego tak naprawdę służy magiel. Otóż mam niejasne podejrzenia, że magiel jest dla pań tym czym dla panów "budka z piwem", bo w obu miejscach toczą się dysputy społeczno-polityczne na najwyższym szczeblu profesjonalizmu. Gdyby dzisiaj zapytać młodzież co to jest magiel, to chyba by to była taka odpowiedź.
      Anzai

      Usuń
    21. anzi, nieuważnie czytałeś notkę. Piszę tam o takiej funkcji: Magiel – osiedlowe centrum informacji i kształtowania opinii społecznej. To, co odbywa się dziś na łamach tabloidów i forach internetowych wcześniej odbywało się w maglu! Ot co!
      Młodzież może nie znać słowa "magiel"...

      Usuń
    22. Zgadza się, pierw był magiel, teraz jest internet. Chociaż to niekoniecznie to samo, w maglu siedzimy obok siebie i w razie czego mamy mocniejsze argumenty ;))) Słowa "magiel" to młodzież może nie znać, ale chyba wie co to znaczy jak ktoś kogoś przy tablicy "wymagluje".
      Teraz sobie tak wymyśliłem, że może maglowanie to też prostowanie opinii ...
      Anzai

      Usuń
    23. Ciekawa myśl, maglowanie kojarzy mi się z ubijaniem i kręceniem... także opinii. Ale przecież sensem magla jest prostowanie, gładzenie, więc w stosunku do opinii można rozumieć jako jej prostowanie.
      Oj, chyba zagmatwałam opinię:)))

      Usuń
    24. To była opinia wyrażana "na sucho", a w maglu przedmiot maglowany trzeba pierw zwilżyć/opluć wodą. Mnie jeszcze zastanawia zawód "maglarka", bo z tego co pamiętam to klientki raczej same maglowały swoje pranie, wyjątkiem było ramowanie firanek, ale to już bardziej wyrafinowana usługa.
      Anzai

      Usuń
    25. W moim maglu była maglarka. Nie znam magla samoobsługowego.
      Ta czynność z firankami nazywała się niekiedy "prężeniem firanek" lub "szpanowaniem".

      Usuń
    26. Ten ze zdjęcia magiel jest samoobsługowy. Za korzystanie można wrzucić pieniążka do puszki, albo zejdzie ktoś do piwnicy, jak posłyszy i pieniądze weźmie.

      Usuń
    27. No właśnie ten "mój" magiel był samoobsługowy. Przed wojną ktoś go obslugiwał, ale potem nie było już czasu na taką zabawę. Przychodziły najczęściej sąsiadki, same sobie maglowały, a przy wyjściu zostawiały kilka złotych. Czasem ktoś prosił o pomoc, to wtedy szliśmy do magla z mamą. Firanki u mnie były jednak "ramowane", może dlatego, że rozwieszało się je na mokro na takich ramach.
      Anzai

      Usuń
    28. Czyli jest "ktoś maglowy" co kasuje pieniążki zapewne na konserwację i sprzątanie wokół.

      Usuń
    29. anzai, ramowanie i prężenie lub szpanowanie firanek oznacza chyba to samo.To tylko słownictwo regionalne jest różne. Chodzi o naciąganie mokrych i wykrochmalonych firanek ręcznie robionych szydełkiem lub inną techniką firankową.

      Usuń
    30. Rodzice traktowali ten magiel jak "wrzód na d...", ale była to pamiątka rodzinna, więc stał sobie w końcu ogrodu, ku ogólnemu pożytkowi. Nasz domek stał w drugiej części ogrodu, więc nieraz rodzice nawet nie wychodzili z domu, aby otworzyć - mieliśmy takie zmyślne urządzenie, które samo otwierało furtkę. Tak, to była pełna samoobsługa, nieraz się załapałem na kasę, jak nie było rodziców. Ale o wiele ciekawsze było buszowanie po tym maglu, no i jeżdżenie na wózku!
      Anzai

      Usuń
    31. aaaaa.... wyszło szydło z worka! Ten magiel był Twój /Twoich rodziców/ bez cudzysłowu. Prywatny! W PRL?

      Usuń
    32. Ach, Bet to teraz się zemszczę, też nieuważnie czytałaś mój pierwszy komentarz, bo ja już tam przyznałem się do korzeni, cyt.: "... magiel prawie jak ten, który mieliśmy u siebie w domu ...". To był magiel zakupiony przez dziadka, i przed wojną pracowała na nim jakaś zatrudniana maglarka. Po wojnie dziadkowi zabrano zakład, a magiel trafił do naszego domku. I dlatego stał się samoobsługowym.
      Anzai

      Usuń
    33. Zemsta jest słodka, prawda? Hi,hi...
      W cytowanym przez Ciebie komentarzu zrozumiałam, że "mieć u siebie w domu" znaczy w swoim bloku... Ja blokowa jestem od urodzenia i nie znam się na własnych domkach,prywatnych maglach i innych prywatnych inicjatywach. Jam dziecko PRL!

      Usuń
    34. anzai, jestem wymaglowana - idę grzecznie spać. Możesz napawać się zemstą do zaśnięcia:)))

      Usuń
    35. Zemsta, jak zemsta, ale często się zastanawiam jak dużo jest nieporozumień na blogach. Kłócimy sie zapamiętale, a potem okazuje się, że właściwie nie było o co. To chyba wina tych skrótów, które są konieczne przy takiej formie wymiany poglądów.
      Do 13 roku życia mieszkałem w domku jednorodzinnym, który "poszedł" pod bloki. Potem, do 21 r.ż. mieszkałem/przebywałem w domu wielorodzinnym moich dziadków, który też "poszedł pod bloki", teraz mieszkam w bloku, który - mam nadzieję - już chyba nie "pójdzie pod bloki"?
      Anzai

      Usuń
    36. No to się trochę jeszcze ponapawam ;)))
      Anzai

      Usuń
    37. Nieporozumienia są nie tylko na blogach, ale także w życiu. Widzę wiele przyczyn, miedzy innymi:

      - język polski jest częściowo mało logiczny i nieprecyzyjny (np. "W Warszawie samochód rozjechał mężczyznę. Ofiara wypadku została przewieziona do szpitala. Jan Kowalski czuje się dobrze." Pytanie: kogo zawieziono do szpitala? Tego faceta rozjechanego, czy jakąś kobietę, która była drugą ofiarą tego samego "rozjechania" lub innego wypadku?
      I kto ten Jan Kowalski? Jakaś trzecia osoba?

      - sami nie dbamy o precyzję, co jeszcze bardziej tę nieprecyzyjność językową pogłębia (ja mówię "moja Afryka", "mój dom", a nie mam przecież ani Afryki ani domu. W niektórych językach jest rozróżnienie czy mój dom w sensie ciepła rodzinnego, czy mój-własność notarialna.

      - wady słuchu i wzroku - słuchamy a nie słyszymy, patrzymy a nie widzimy,

      - nie wierzymy jeden drugiemu albo interpretujemy po swojemu - nawet, jeśli ktoś mówi/pisze jasno i precyzyjnie, (Ratunku! - Eeeeeeee, myślałam, że żartujesz. Nie mogę chodzić! - Eeeeeeeeeee, myślałam, że wyolbrzymiasz),

      - mamy tendencje do przekręcania cudzych słów. W tym nie do przebicia są redaktorzy telewizyjni i dziennikarze.

      Ale i tak mamy piękny język. Trzeba tylko troszkę zadbać, aby komunikaty były bardziej precyzyjne. W dyskusji nieporozumienia na tym tle są nawet przyjemne, szczególnie zabawy na kanwie wieloznaczności lub podobieństwa słówek i całych fraz, ale w konkretnej sytuacji, wymagającej szybkości działania - nie.


      Hi.... hi....
      Ale temat w maglu. Cha,cha, cha!

      No, pokręciłam (o języku), idę na wózek pojeździć.


      Usuń
    38. Aaaaaa...
      Jeszcze jeden punkt.

      - wyobrażamy sobie to, czego nie ma, na podstawie widzenia czegoś innego, co jest, albo przewidzeń własnych.

      Jeden z komentatorów na moim blogu stwierdził, że mam dom. Tłumaczę się, że nie mam, mieszkam w bloku. On na to - nie kłam, przecież widzę, że masz kominek.

      Albo... Też na blogu. Pisałam notkę o pewnej Eli - znajomej mojej bratowej. Większość komentatorów mi współczuła. Ciekawe, na jakiej podstawie?

      Usuń
    39. Nie chodź na wózek, bo tu nareszcie pogadamy i wymaglujemy co trza (cza, cza?). Od dłuższego czasu przymierzam się do - zadanego mi zresztą - tematu nieporozumień w kontaktach międzyludzkich, głównie w zakresie komunikacji słownej. Chciałem to rozszerzyć też na komunikację w piśmie, ale okazało się to za bardzo rozbudowane. W konsekwencji przystano na komunikację wirtualną, i gdzieś na blogu puściłem taki wpis. Bardzo pięknie to ujęłaś (chyba też nad tym wcześniej pracowałaś) i właściwie niewiele pozostaje do dodania, ale jednak trzeba.
      Język polski, wbrew pozorom jest bardzo logiczny (jednocześnie bardzo trudny składniowo), bo plasuje się tuż poza angielskim i włoskim, o ile jest poprawnie stosowany. Na jego poprawność wpływa to kto go stosuje, i do kogo jest kierowany. Masz rację nie dbamy o precyzyjność, bo zakładamy, że odbiorca myśli i rozumuje naszymi kategoriami (he, he, he!). Jeżeli do tego doddać naleciałości regionalne, gwarowe, środowiskowe, to mamy już piękną katastrofę. Ważne jest tez nastawienie psychiczne, i doświadczenie w kontaktach z daną osobą, czy grupą. Przekręcamy i inaczej interpretujemy najczęściej, gdy coś nie zgadza się z naszą opinią. Jeżeli się zgadza, to nie przeszkadza nam nawet, że ktoś się przejęzyczył (kiedyś z Bet myśleliśmy o Boży Ciele, mimo, że ja uparcie kilka razy pisałem o Bożym Narodzeniu). No i wreszcie najgorszy nasz grzech to zakładanie, że odbiorca przeczytał dokładnie, zapamiętał, i będzie odtą zawsze stosował się do naszych uwag. Itd., itd.
      No to teraz wio na wózek! Tylko zeskakujemy jak dojedzie do środka, bo urwie nam łeb, a potem wskakujemy na wózek, bo inaczej nas wymagluje. Fajnie, nie?
      Anzai

      Usuń
    40. PS. Pozjadałem sporo liter, ale chyba da się zrozumieć? ps. do ps. Oczywiście chodzi o j. polski TECHNICZNY (to pierwsze zauważone nieporozumienie)
      Anzai

      Usuń
    41. Klik dobry Ranny Ptaszku:)

      Anzai, weź i wymagluj ten temat jeszcze raz. To by była bardzo ciekawa notka. Tylko bez wkręcania na wałek innych wątków (lubisz czasem wkręcać i dokręcać różne fatałaszki).

      Zbliżam się do środka! Skaczę! Złap mnie, proszę:)

      Usuń
    42. To dopiero Bet by mnie wymaglowała. "Paluszek i nu, nu" byłby pieszczotą. A z wózka, i z magla uciekamy, bo klienci idą maglować!
      Anzai

      Usuń
    43. Anzai, właśnie przeczytałam u Ciebie na blogu komentarz z 2012-09-27 09:30 i nic, ale to zupełnie nic nie zrozumiałam. Zupełnie nie wiem, o co chodzi i o czym ktoś pisze. A przecież napisane po polsku. I teraz się zmartwiłam, że jestem zupełnie niekumata.

      Usuń
    44. No to jest właśnie dobry przykład naszego w.przyt. rozumowania. Ja też na początku nie zawsze wiedziałem o co chodzi Tonette (bo o Niego tu chodzi), ale po kilku komentarzach zobaczyłem, że bardzo wiele nas łączy - nadajemy i odbieramy na tej samej FQ - dlatego pozwalamy sobie na częste wtrącenia i dywagacje. I pomimo tego, że mamy nieco odmienne poglądy polityczne, to udaje nam się nawiązywać wiele nici porozumienia.
      Anzai

      Usuń
    45. O ile w relacji autor - komentator jest to w porządku, ważne by się oni nawzajem rozumieli, ja nie muszę wiedzieć, o co chodzi, o tyle n.p. w mediach uważam za niedopuszczalne używanie języka w taki sposób, że nie wiadomo, o co chodzi. Zawsze wpędza mnie to w kompleksy, że to może ja taka nierozumna jestem.

      Usuń
    46. No oczywiście masz rację, pewne skróty SB, FSB mogą być nieznane młodszym czytelnikom. Opieka SB nad piłkarzami - którzy formalnie są ślusarzami w zakładzie A, wojskowymi w jednostce B, piłkarzami w zespole C, i współpracownikami/agentami w egencji D - też może nie być zrozumiała. Ale ci co żyli w tamtych czasach, i dzisiaj czytaja peany o któych pisze Tonette mogą się pośmiać.
      Tak a propos przypomina mi się znana legenda bułgarska, gdzie walcząc ze "sturczeniem" (uwaga Bet!!!) umówili się, że kiwanie głową z gory do dołu oznacza "nie", a na boki "tak". To podobno odniosło taki sam skutek jak nasz "wós Drzymały". To jest kwestia "znaków umownych".
      Jeszcze lepiej to podsumował R. Gwiazdowski (debata u Kaczyńskiego), który przeczytał Kaczyńskiemu fragment ustawy podatkowej i zapytał czy Prezes coś zrozumiał. Oczywiście odpowiedzią było: "Ni kija" ;)))
      Anzai

      Usuń
    47. Oczywiście ten wós to nie był znak umowny, chodzi o wóz. A kij? Kij ci w oko.
      PS Te wyjaśnienia są przeznaczone dla osób, które naukę j. polskiego pobierały za granicą.
      Anzai

      Usuń
    48. Bet nas chyba oboje wymagluje. Ja na wszelki wypadek się chowam do wózka.

      Usuń
    49. Nie zapomnij wcześniej kamieni wyjąć, to ja też tam wskoczę.
      Anzai

      Usuń
    50. No, łobuziaki, wyłazić z tego wózka! Nauczyli się wchodzić przez okienko i harcować w maglu jak dzieci:))) W dodatku mnie obgadują.
      Ech....nie można Was spuścić z oka.
      ps cieszę się, że miło Wam w maglu:)))

      Usuń
    51. Nie sposób wypowiedzieć się w sprawie zawiłości języka polskiego oraz komunikacji między ludźmi bo komentarze nie wchodzą "pod kogoś" a teraz, na koniec to już nikt nie będzie wiedział czego dotyczy odpowiedź.
      Piszę to, żeby nie było, że nic nie zrozumiałam z tych językowych mądrości. Zrozumiałam i podzielam:))

      Usuń
  3. O zgrozo,wstyd sie przyznac ale nigdy nie bylam w maglu.Byl niedaleko.Bedac mala dziewczynka majaca za zadanie sie wylacznie uczyc,mam mi glowy nie zawracala takimi rzeczami jak pomoc przy np.maglowaniu.Potem jak zaczelam samodzielne zycie wstydzilam sie zapytac kogokowiek jak sie toto obsluguje..i prasowalam wszystko recznie.I nie chodzilam do magla. Tak,ze tylko wiem jak to wyglada ale czym sie to je nie wiem:))Nie mam wspomnien maglowych,magielniczych czy jak to odmienic?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reno, nie masz wspomnień z magla - tak będzie poprawnie. Nie żałuj, siadaj z nami i posłuchaj naszych wspomnień

      Usuń
  4. Jeszcze "Magiel towarzyski", ale to przypadkiem obejrzałam jeden program... prowadzącą polubiłam:))
    W maglu, tak jak u fryzjera, magluje się różne informacje.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Akwamaryno, teraz wizyta u fryzjera załatwia nasze potrzeby plotkarskie.Pod warunkiem, że to miejscowy, znajomy fryzjer, bo te salony markowe to chyba nie plotkują?

      Usuń
    2. Nie, te nie maja czasu, ważniejsze jest sugerowanie odpowiednich kosmetyków... Tu dbałość o włosy klienta jest priorytetem.

      Usuń
    3. Phi... a dbałość o psychikę? Przecież wizyta u fryzjera to też psychoterapia... ma być.

      Usuń
    4. :)) Bet, trochę wtajemniczona jestem. Fryzjer dbający o klienta serwuje mu podczas mycia włosów masaż głowy, taki relaksująco - uspokajający.

      Usuń
    5. To już coś, ale plotek nie zastąpi:))))

      Usuń
  5. Nijak nie mogę zrozumieć, co w cytowanych w notce słowach chciał powiedzieć Zbigniew Herbert. Ktoś wie? Że... to niby ludzie są tymi prześcieradłami? Człowiek nie jest aż tak biały i prosty, jak wymaglowana pościel. Ktoś wie?

    To ja już wolę Brzechwę. Prosto, jasno i czytelnie hi, hi...


    Jan Brzechwa. "Dwie gaduły"

    (...)
    Gadalińska rada gada,
    Madalińskiej opowiada:
    "Mówią w maglu, moja pani,
    Że na wiosnę będzie taniej,
    A po drugie, że już w lecie
    Będzie wojna, a po trzecie,
    Że się wszystko jeszcze zmieni,
    Jak śnieg spadnie na jesieni." (...)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama niedawno pisałaś "kto zrozumie poetę?"... Może chodziło mu o ludzi bezbarwnych, nieciekawych, płaskich...i pospolitych jak prześcieradła? Oryginalne to jednak porównanie.
      A Brzechwa jak zawsze śliczny, zrozumiały i radosny.

      Usuń
  6. A ja do magla, już elektrycznego , chodziłem w latach osiemdziesiątych.
    Wcześniej podglądałem Jak Babcia prasuje , żelazkiem z duszą.
    Spróbowałem sam i do dziś jestem , nie chwaląc się niezły w tej robocie.
    Dlatego zamierzam ubiegać się o jakąś posadę w okolicach alElli bo tam panuje duże bezrobocie a ludzie są leniwi.
    Z plotkarskim pozdrowieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadali w maglu, że w pobliżu Ciebie, Bob, widuje się tak pięknie odprasowaną panią? To Twoja robota?

      Usuń
    2. Bob, obawiam się, że w okolicach alElli wkrótce nie będzie już dla nas miejsca - tylu chętnych! Aż szkoda, że wszyscy wirtualni...
      Gratuluję umiejętności prasowalniczych - to wielka rzadkość wśród Panów.Nie zazdroszczę jednak bo też lubię prasować.
      Plotkujmy, plotkujmy...

      Usuń
    3. Tak, tak, wszystkie wirtualne miejsca zajęte i prace wykonane. Tylko okna jak były brudne, tak brudne dalej hi, hi...

      Usuń
  7. @alElla pisze:

    "...W maglu, mama nawijała bieliznę na wałki, jakoś tak, żeby jedno prześcieradło za drugie zachodziło, a mniejsze kawałki między prześcieradłami, by całość nie rozpadała się podczas maglowania..."

    Nie wiem czy to prawda, czy luki w pamięci? A może różnice regionalne?
    Ja dzieciństwo spędziłem w Bydgoszczy i tam też chodziłam do "magla" prawie takiego samego jak na zdjęciu. Różnica była niewielka - zamiast korby było duże koło z rączką. Pełniło ono dodatkowo funkcję koła zamachowego. Było to niezwykle istotne podczas zawracania wózka. Wtedy trzeba było pokonać dodatkowo siłę bezwładności (zmiana kierunku poruszania się bardzo ciężkiego wózka).
    Jednak różnica o której wspomniałem cytując Elę polegała na tym. że w moim "maglu" do dyspozycji klientów było grube szare (a może ciemnozielone?) płótno o wymiarach - szerokość nieco mniejsza od szerokości wałków, długość większa od długości stołu. I na tym płótnie układało się bieliznę dokładnie ją rozciągając, by nie powstawały "zakładki". Potem nawijało się to na drewniany wałek. Oczywiście, ponieważ wałki były dwa, były również dwa kawałki tego płótna.
    Po pewnym czasie właściciel magla usprawnił go nieco. Wstawił duży stół (o wymiarach podobnych do magla) dołożył komplet wałków i płócien (2+2). W ten sposób było zajęcie dla wszystkich. Jeden kręcił korbą a drugi przygotowywał nowy "wsad". "Zmaglowana" już bielizna była z wałkami wyjmowana spod wózka. W to miejsce wjeżdżały przygotowane wcześniej nowe wałki.
    Jako ten kręcący korbą, przeklinałem pomysłowość właściciela. Zabrał mi chwile odpoczynku.

    OdpowiedzUsuń
  8. Być może luki w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oboje Was podziwiam za pamięć o szczegółach technicznych. Ja pamiętam tylko hałas maglownicy, zapach wilgotnego powietrza i to, że miałam zaraz wracać do domu z wymaglowana bielizną.

      Usuń
  9. Pamiętam taki jak na górnym zdjęciu
    Chodziłem razem z matką na sesje maglowania
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Witamy w klubie pt. Magiel

    OdpowiedzUsuń
  11. Witaj Bet, mogłaś dorzucić zdjęcie ręcznej maglownicy, które to zdjęcie dawno temu ci posłałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację Jagodo, zapomniałam o tym zdjęciu.

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.