piątek, 14 września 2018

Musztardówka - jej rola i znaczenie dawniej i dziś


        Upalne, letnie dni wykorzystuję czasem /!/ na porządkowanie szafek i szufladek kuchennych oraz salonowych witrynek. Na polerowanie zastaw i rodowych sreber każdy czas jest dobry. Hi, hi, hi… Kto nie jedzie na wakacje „do wód” jakichś - niech się bawi jak Kopciuszek, prawda? 

        W szarym kątku jednej z kuchennych szafek  znalazłam takie oto szklaneczki po musztardach. No i sobie przypomniałam wiekopomną rolę „musztardówek” w służbie peerelowskiego narodu. 


 Musztarda była bardzo popularnym dodatkiem do przekąsek oraz dań różnych z racji tego, że wybór w tym zakresie mieliśmy nader skromny. Właściwie to oprócz wspomnianej musztardy dostępny był chyba tylko majonez, najczęściej domowej roboty. Ketchupy, sosy meksykańskie, greckie i wszystkie inne były nam obce podobnie jak wyjazdy za granice bratniego bloku socjalistycznego. Wydaje mi się, że majonezy „sklepowe” pokazały się w handlu dopiero gdy przemysł spożywczy opanował ówczesne wyżyny technologiczne w produkcji żywności. Natomiast musztarda dostępna była zawsze, odkąd pamiętam. Musiała być, bo jakże inaczej smakowałaby kiełbasiana zagryzka do wódeczki albo parówki o chrupiącej skórce podawane na kolację albo kiełbasa na patyku upieczona przy ognisku? No jak? Mało tego! Niektóre dzieci chętnie zjadały chleb z masłem i musztardą jako niebanalną przekąskę, a kreatywni młodzieńcy urozmaicali taką kanapkę kleksem owocowego dżemu. W menu biwakowym, musztarda świetnie komponowała się z konserwą rybną albo jakiem na twardo. Och, zastosowania musztardy można by wyliczać długo i ciekawie bo taka to z niej była uniwersalna pasta do wszystkiego!

        A teraz, uwaga! Musztardę sprzedawano w słoiczkach z grubego szkła zamykanych plastikowym dekielkiem nazwanych  musztardówkami” czyli adekwatnie do zawartości. Opakowania te były wyrobem solidnym i  zasługiwały na drugie, po musztardowe życie. Tym bardziej, że o recyclingu jeszcze wtedy nikt nie słyszał, a ludzie byli przyzwyczajeni do wielokrotnego używania przedmiotów trwałych. Przy odrobinie dobrej woli i estetycznej tolerancji musztardówki można było uznać za szklanki „gorszego sortu” i w tej roli wykorzystywać. Niestety, grube szkło słabo tolerowało gorące napitki pękając pod wpływem wrzątku nierzadko. Naczynka o grubym szkle świetnie jednak nadawały się jako „stakancziki” do wódki oraz zimnej „zapitki”. Dzieci i młodzież oraz osoby starsze, wszyscy oni, mogli śmiało spijać z musztardówek chłodną  herbatkę z cytryną lub zbożową kawę Turek. Oj, musztardówki stanowiły wyposażenie kuchennych szafek wielu mniej zasobnych rodzin. 

 Zachowane w mojej kuchni egzemplarze prawdopodobnie zasłużyły na wieloletnie przechowywanie z powodu swej urody odbiegającej znacznie od opisanego powyżej pierwowzoru topornej, peerelowskiej musztardówki. Te, pokazane na zdjęciu, pochodzą z  bardziej cywilizowanej generacji szklanych opakowań. Powiedzmy, ze to takie „celebrytki” swego gatunku! A jednak, stoją bezużyteczne, zapomniane, zastąpione w swojej funkcji przez modniejsze i bardziej eleganckie kubeczki oraz filiżanki, w tym takie nietłukące z Duralexu. 

- Hi, hi, hi… Też mi elegancja! Drwią fajanse i porcelanowe modnisie w kwiatki malowane rozpychając się w pierwszym rzędzie ustawionych na półce naczyń.

 Aby zapobiec porcelanowej awanturze uznaję, że musztardówki mają wartość sentymentalną. Wypucowane na błysk odbyły sesję zdjęciową na kuchennej „ściance” a za sprawą tej notki otrzymują wiekuiste miejsce w sieci Internetu oraz dożywotnie miejsce w szafce. Tym bardziej, że… 

Nazajutrz, robiąc zakupy w pewnym markecie staję jak wryta przed regałem pełnym… No, czego jest tu tak bardzo dużo? 


 Współczesne musztardówki! Słoiczki wprawdzie całkiem nowoczesne, podkolorowane, z zakręcanym na twist dekielkiem i wyposażone w gustowne słomki – antenki. Wypisz – wymaluj podrasowana musztardówka! Helloł… Wraca stare!






53 komentarze:

  1. Kochana, takie słoiczki jak te ze zdjęcia, to teraz szczyt mody - pije się z nich różne smoothy - czyli po naszemu koktajle. Broń Boże do nich musztardę wpychać. Ci, co te słoiczki zaprojektowali to pewnie nawet nie wiedzą, co to znaczy musztardówka. A w takiej musztardówce to dopiero ówczesne drinki smakowały!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc właśnie dlatego wspomniałam musztardówkę.
      Oczywiście zauważyłam teraźniejszy trend modowy w pojemnikach na napoje i postanowiłam troszeczkę go ośmieszyć zestawiając z pogardzaną ongiś musztardówką.

      Usuń
  2. Ta szklaneczka która stoi lekko z tyłu jest z Nutelli - mam takich kilka - lubię je :) A słoiczki z drugiego zdjęcia stoją tylko na ozdobę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie tam na ozdobę! Ludzie to kupują w celu napełniania chłodnymi napojami. Przykrywki i słomki służą do ochrony przed owadami, które w plenerze czasem dokuczają konsumentom.

      Usuń
  3. No niestety masz wyjątkowo elegancki zestaw musztardówek. W moim regionie królowały takie bardziej toporne i kanciaste. Były za to bardzo "niewywrotne", a to ważne, bo wiadomo przy spożywaniu płynów % ziemia staje się niestabilna.
    Do musztardówek można było wlewać nawet wrzątek, ale sposobem znanym gospodyniom (wlewamy pierw odrobinę wrzątku, rozgrzewamy musztardówkę, wylewamy i dopiero potem właściwy "zalew").

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, Jaga A powyżej troszkę mnie zdekonspirowała rozpoznając słoiczek po Nutelli:))) Szczerze mówiąc sama byłam przekonana, że to musztardówki nowszej generacji! Ale skojarzenie szklaneczek po słodkim kremie z dawną musztardówką jest chyba prawidłowe i temat do wspomnień pasuje do tematu bloga.
      Myślę, że to drobna manipulacja będzie mi wybaczona:))

      Usuń
  4. Klik dobry:)
    Twoje musztardówki, to Jaśnie Panie Musztardówki. Ale i rola tych najzwyklejszych była nie do przecenienia. Ja trzymałam w nich smalec ze skwarkami. Świetnie z nich się wybierało nożem, czego nie można powiedzieć o słoikach.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, mam Musztrdówki-Arystokratki:)) Pomysł ze smalcem jest świetny tylko skąd teraz wziąć jadalną słoninę na smalec?

      Usuń
    2. A istnieje w ogóle słonina?

      Usuń
    3. No właśnie, z tym jest problem:)) Istnieją jakieś namiastki słoniny, odtłuszczone do granic możliwości, bez smaku i zapachu.

      Usuń
    4. Przesadzacie, Szanowne Panie. Ile razy potrzebuję słoniny, to ją kupuję, choć czasem za drugim czy trzecim podejściem.

      Usuń
    5. Jasne, że trochę przesadzamy, ale tylko po to aby podkreślić różnice między naszymi a dawnymi laty. Odnajdujesz w obecnej słoninie smak słoniny? Ja trafiam prawie zawsze na jakieś nędzne wspomnienie jej zapachu i smaku .

      Usuń
    6. "Najlepsza witamina to boczek i słonina!"
      - z musztardą?

      Usuń
    7. Jasne, że tak:)))

      Usuń
  5. Dasz wiarę, Bet?
    TE poszły za 78 zeta! :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę godne podziwu. Widać, że wartości sentymentalne można mierzyć w złotówkach!

      Usuń
  6. Oj pamiętam, pamiętam... Gdy mój Małożonek jeszcze studiował, to na imprezkach często funkcjonował tego rodzaju "sprzęt". Do napojów zimnych, oczywiście... ;-). A mówiło się na to szumnie: szkło :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo to naprawdę było "Szkło" w odróżnieniu od plastikowych kubeczków do mycia zębów, które to często służyły za pojemniki do picia:))
      Jednak ze "szkła" lepiej smakowało!

      Usuń
  7. A były musztardówki rżnięte, uhonorowane przez poetę.
    „W przepysznie rżniętej wina szklanicy
    Zasnął gdzieś na dnie musztardy smak"


    Został nawet wydany zbiór tekstów pt. "Musztardówka".
    "...Z honorem jednak musisz znieść: Pamiętaj, że jesteś dziewką z ludu i nigdy nie pożyjesz jak równa wśród szklanek i kieliszków.
    Nawet jeżeli się dopchasz do stołu, przy pierwszej lepszej biesiadzie, ktoś z kryształem z garści może złośliwie zauważyć, żeś toporna i grubo ciosana, nawet nie pół krwi. To co wtedy?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łałł...Tego nie wiedziałam. A któryż to poeta piewcą musztardówki był?

      Usuń
    2. Tadeusz Kwiatkowski-Cugow

      Usuń
    3. A Grześkowiat śpiewał „...W przepysznie rżniętej wina szklanicy
      Zasnął gdzieś na dnie musztardy smak...".

      Usuń
    4. Te rżnięte musztardówki miały na dole taki "karbowany" pierścień, z którego trudno było zmyć pozostałe w rowkach resztki musztardy, co dawało trunkom musztardowy posmak.

      Usuń
  8. Och, takiego poety nie znałam. Dzięki za informację.
    Grześkowiaka i jego pieśni znam, akurat fraza o musztardówce nie zapadła w pamięć. Ale przytoczony cytat jest typowy dla jego twórczości.
    Mam jednak wątpliwości co do "rżniętej" musztardówki bo to cecha szlachetnych kryształów. Myślę, że to taka poetycka przenośnia.
    Wręby na dnie były, owszem, ale raczej na skutek formy do odlewów. Myślę się?

    OdpowiedzUsuń
  9. Wrębów na dnie nie pamietam, ale te pierścienie zapadły mi w pamięci ze względu na trudne ich domycie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MOja Droga! "Wręby" to wg mnie właśnie takie pierścienie:))) Użyłam skrótu myślowego w swoim stylu, wiesz, że czasem naginam rzeczywistość:)))

      Usuń
    2. Mnie się wręby skojarzyły z lasem, hi, hi... Z ppoż. w leśnictwie pamiętam, że odległość między wrębami oraz odległość między wrębem a ostatnim pasem zrębowym powinny być równe podwójnej szerokości zrębów czy jakoś tak. :)))

      Usuń
    3. W lesie są wyręby - od wyrąbać.

      Usuń
    4. Wręby czy wyręby. Kij z nimi. Ważne, że musztardówki też w lesie na biwaku bywały.

      Usuń
    5. O! Jeszcze i jak!

      Usuń
    6. A jakby tak teraz biwak urządzić na wrębie?

      Usuń
    7. Lepiej jednak na wyrębie:)) Tylko skąd ja tu wyrąb znajdę? Zaledwie jeden pieniek mam pobliżu:)))

      Usuń
  10. Teraz pomyślałam, że może dla autora tekstu i uczestników biesiady przy musztardówkach "rżnąć" oznaczało zgrywać się, grać rolę kogoś/czegoś, podszywać się, pozorować... Rżnięta musztardówka w roli kieliszka udawała kryształ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobry trop. Coś w tym brzmi jak lekka i wyrafinowana kpina.

      Usuń
  11. A teraz pomyślałam, jak wiele rzeczy/przedmiotów udawało coś wykwintnego, czego ludzie nie mieli. Przysposabianie czegokolwiek do zadań nadzwyczajnych to zwykłe radzenie sobie, czy głębsza sprawa psychologiczno - socjologiczna?

    No, tak. Rozmawiam sama se sobą :))), bo nikogo w tej chwili tu nie ma, kto podejmie się poetyckiego i naukowego rozpracowania rżniętej musztardówki. ;) :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja! Na przykład kaszankę nazywano polskim kawiorem:))
      Byłam nieobecna ale teraz rozważam aspekt psychologiczo-socjologiczny musztardówki.
      Jak dobrze, że wskazałaś ten tok myślenia! popatrz, niby zwykłe szkło a ile w nim treści!

      Usuń
    2. Faktycznie treściwa jest musztardówka. Od musztardy, poprzez smalec, aż do trunków wyskokowych i aspektów psychologiczno-socjologicznych. :)))

      Usuń
    3. Musztardowe manowce!

      Usuń
  12. Mam temat na kolejną notkę pt. "Rżnięcie czyli udawanie czegoś innego w PRL".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomysł świetny lecz tytuł dość ryzykowny:)))))

      Usuń
    2. Ale ponadczasowy,o!

      Usuń
    3. MOże nawet teraz bardziej aktualny niż kiedykolwiek:))

      Usuń
  13. Musztardówki miałam, bo były niezawodne na imprezach, gdy brakowało szklanek, które tłukły się na potęgę.
    Pewnie nie uwierzysz, ale na chleb z masłem kładłam musztardę, a potem dopiero wędlinę, biały lub żółty ser. Ostatnio jakaś dietetyczka też mówiła, żeby smarować chleb keczupem lub musztardą, bo to, co było dawniej dobre wróci wcześniej lub później.
    Serdeczności zasyłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pamiętam, że musztarda na chlebie czasem zastępowała wędlinę. Obecność dodatków "do chleba" nie była tak oczywista jak dziś a przynajmniej nie w takich ilościach i wyborze. Zdarzało się kłaść dwa plasterki kiełbasy na dużą kromkę i przesuwać je w miarę ubywania podłoża bo kiełbasy musiało wystarczyć dla pozostałych członków rodziny.

      Usuń
  14. Zauważyłem w jednym z komentarzy: "wraca stare"! Nie owo stare nie odeszło, "ono" jest. Całe piękno polega na tym, żeby je zauważyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale kto może je zauważyć? Tylko stare pokolenie czyli my!

      Usuń
  15. To co na zdjęciach to eleganckie jakieś naczynia, mocno odstają od starych, dobrych musztardówek, z czasów, gdy jeszcze nie były nakrywane plastykowym, tylko szklanym wieczkiem jakoś tam papierową banderolą zaklejane. A w piosence Grześkowiaka "Kawalerskie noce" to co o musztardówce to wyłącznie poetycka przenośnia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie pamiętam szklanych wieczek od musztardówek. Może to sprawa lokalnych wytwórni?

      Usuń
    2. Och, jak miło to słyszeć:))))

      Usuń
  16. Słyszeć? Więcej! Masz to na piśmie...

    OdpowiedzUsuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.