sobota, 11 marca 2023

Wymarłe obyczaje

        Brrr…. Zabrzmiało grobowo, ale spokojnie, w dalszych słowach tej notki okaże się, że nie ma czego żałować:)

        Mamy marzec – miesiąc obfitujący w okazje do towarzyskich spotkań. Bo to właśnie w tym miesiącu jest nagromadzenie popularnych niegdyś (nadzieja, że jeszcze obecnych) imieninowych solenizantów  oraz ubożejący w uroczystości Dzień Kobiet. No i tak z tej okazji przypomniały mi się pewne zanikające zwyczaje i zachowania, głównie biesiadne.

        Już u progu gościnnego domu uderzał zwyczaj zdejmowania obuwia bez względu na galowe stroje gości. Zapasowe kapcie lub specjalnie wydziergane szmatki pod stopy komicznie harmonizowały z garniturami i strojnymi sukienkami pań. Czy ktoś jeszcze dziś stosuje pantoflowy terror wobec gości? Wątpię, więc zaliczam zmianę obuwia do zwyczajów wymarłych bez żalu.

        Gość w dom zwykle obdarowywał gospodarzy kwiatem oraz flaszką trunku ulubionej mocy. Kwiat wręczano „zielonym do góry” co uznawano za błąd. Ale… Popularnym kwiatem były wówczas goździki o długiej i raczej wątłej łodydze. Goździkowa główka skierowana w dół chroniła przed złamaniem zacnego kwiatka. Z szacunku dla goździka  - błąd usprawiedliwiam choć dziś nie polecam. Sposób podawania flaszki z trunkiem był obyczajowo obojętny i tak już chyba zostało.

       Zatem zasiadamy do stołu gdzie właśnie podano herbatę lub kawę według życzeń. Gorący napój w szklankach bez uszek lub osłonki sprawiał spory kłopot. Jak utrzymać i nie rozlać skoro naczynie parzy dłoń? Obniżenie temperatury uzyskiwano poprzez mieszanie napoju łyżeczką, czasem nawet bardzo głośne i długie bowiem słodzono  obficie. Wtedy jeszcze cukier krzepił. W pewnych kręgach towarzyskich łyżeczkę zatrzymywano w szklance aż do końca procesu picia wymyślnie podtrzymując ją palcem wskazującym. Ten gest skutecznie zabezpieczał oko przed wykłuciem. Opisana procedura picia herbaty jest tak archaiczna, że szczęśliwie już niewielu ją pamięta.

        Ale, ale! Zasiadanie do stołu też bywało zabawne bowiem panie chroniły toalety przed zamięciem unosząc frywolnie tył spódnicy przed klapnięciem na siedzisko. To było ważne przy zaprasowywanych zwykłym żelazkiem fałdach i falbankach:) Dodatkowy bonus tej sytuacji to możliwość kontemplowania koloru bielizny oraz uroku podwiązek. 

        No, dobrze. Koniec wykrzywiania się na imprezowe zachowania. Czasem trzeba było iść na jakieś zebranie w ważnej sprawie, uczestniczyć w prelekcji lub choćby wypić herbatkę z koleżankami. Jeśli okoliczność taka miała miejsce zimową porą gdy mróz i śnieg jeszcze wtedy srogie były – kobiety zakładały futrzane czapy i już nie zdejmowały ich przed powrotem do domu pomimo, że reszta zimowego okrycia znajdowała miejsce na wieszakach w szatni? Panie w czapach na widowni, przy prezydialnym stole, kawiarnianym stoliku, itp… Czym tłumaczyć takie niekompletne rozbieranki? Aaaaa… Może tapirowana koafiura traciła formę pod ciężkim nakryciem? A może przeważała duma z posiadania lisiej czapki i niech koleżanki docenią? Tak czy siak zwyczaj umarł wraz z modą na futra nawet te z królika. Pomogła zmiana klimatu. Uff…

         W domowym zaciszu można było poczuć się swobodnie i… Poczytać przy jedzeniu. W tej sytuacji lepiej sprawdzały się książki oparte o flakonik albo cukierniczkę. Gazety drukowane w wielkich rozmiarach i zdecydowanie lepiej było delektować się ich lekturą leżąc na kanapie. Co było przywilejem relaksujących się po ciężkiej pracy panów. W kawiarniach i klubach oferujących prasę dostępne były specjalne drewniane listwy z wygodną rączką utrzymujące płachtę gazety. To była fajna kryjówka dla niechcianych spotkań. Gadżet ten chyba już całkiem zapomniany i wręcz nieobecny. Trochę szkoda bo czy teraz można się ukryć za smartfonem? Hi, hi, hi…

        To zaledwie kilka przykładów umarłych obyczajów i zachowań. Nie wątpię, że w komentarzach pojawią się kolejne. Ku pamięci!


 


 

sobota, 11 lutego 2023

Atrament i stalówka

        A może inkaust oraz gęsie pióro? Niedługo wszystkie te wyrażenia staną się równie archaiczne. Dodam jeszcze słówko kleks, które współczesnym kojarzą się bardziej jako dekoracja i dodatek kulinarny na przykład ze śmietany w zupie niż atrybut ręcznego pisania. A co z kurą, która bazgrze pazurem i z tej przyczyny była bohaterem złośliwych komentarzy o brzydkim pisaniu?

        Ech… Mając na uwadze kłopoty pewnego gracza Milionerów, który miał kłopoty ze zdefiniowaniem słowa „grzęda” – kiepsko to dla drobiu wygląda. Bo teraz dominuje pogląd, że kurczaki biorą się z Biedronki i nie zajmują się drapaniem w ziemi, czyż nie?

        Jak widać co raz lepiej się czuję w roli dinozaura i ładnie wychodzi mi zrzędzenie na nikłą u współczesnej młodzieży świadomość rzeczy, które dla nas były oczywistością i codziennością.

        Czas już chyba zaliczyć słówka: atrament, pióro, kałamarz i kleks do Słowniczka wyrazów zapomnianych. Może Ogólnokrajowy Dzień Pisania Piórem jest do tego okazją?

        Dla zainteresowanych tematem proponuję klik w poniższy obrazek i przypomnienie mojego wiekopomnego tekstu z dnia 10 lutego 2017 roku

 


        Może ponarzekacie razem ze mną? Z okazji Dnia Pisania Piórem pochwalę się, że pismem odręcznym wciąż się posługuję robiąc tygodniową listę zakupów oraz bieżące notatki przypominające o czymś tam. Gardzę notesem w telefonie, a okolicznościowe kartki do ważnych dla mnie osób piszę także ręcznie. Polecam, jako ćwiczenie zapobiegające zapominaniu sztuki pisania.

        Do popisania!


 

               


piątek, 27 stycznia 2023

Tradycje ciagle żywe

          Żywe są choć mało kto wspomina ich rodowód. Mam na myśli rozpoczynające się dumnym Polonezem Studniówki. Jest akurat szczyt sezonu na owe bale współczesnych wkraczających w dorosłość młodzieńców (uwaga - jestem trendy w lansowanym obecnie nazewnictwie) oraz młodzieńczynie. Nie będę zrzędzić nad panującym teraz przepychem bo nie po to wszak obalaliśmy socjalizm aby teraz brzydzić się bogactwem części społeczeństwa. Niech młodziankowie mają marmurowe posadzki i brylanty w uszach, makijaże oraz limuzyny. Zastanawiam się jednak co współcześnie tak hucznie świętowane jest na Studniówce?

Wkraczanie w dorosłość? Oj, młodsze od maturzystów nastolatki już korzystają z jej atrybutów wędrując weekendowo po nocnych lokalach, spędzając wakacje w parach, budując internetowe biznesy, zarządzając kontami mediów społecznościowych, itp…

Egzamin maturalny? A jakież to teraz ma znaczenie skoro nie koniecznie stanowi przepustkę do tak zwanego lepszego życia a część młodzieży dobrowolnie rezygnuje z tego egzaminu nie tracąc świadectwa ukończenia szkoły średniej? Jest jedynie wymaganym dokumentem do dalszego kształcenia, które także nie jest obecnie jedyną ścieżką prowadzącą do życiowego sukcesu. I już rzadko nazywany jest  Egzaminem Dojrzałości.

Możliwość uwolnienia się z ram szkolnego regulaminu? Ach, palenie papierosów już dawno niemodne choć nadal popularne, a alkoholowy Pierwszy Raz często doświadczany jest o wiele wcześniej.

Noooo… Chyba że świętujemy osiągnięcie pełni praw i obowiązków obywatelskich w tym, prawa wyborczego. Choć to raczej okazja do fetowania z okazji „osiemnastek”, też zresztą obyczajem z okresu PRL, o ile się nie mylę. Tę intencję stanowczo popieram i nawet zatańczę archaicznego poloneza ku czci!

A więc może jednak kultywujemy po prostu tradycję wywodzącą się z jakże często pogardzanego, słusznie minionego ustroju? Studniówki  narodziły się  w czasie Polski Ludowej w miejsce przedwojennych Bali Maturalnych.

 A po co organizowano Studniówki? Może po to, aby podnieść rangę kształcenia jednocześnie zaznaczając odrębność od przedwojennej epoki gdy młodzież balowała dopiero po maturze? Zaznaczyć, że przekroczenie progu Matury rzeczywiście stanowi duży krok do awansu społecznego? Choć i tu czasem wystarczała rekomendacja właściwego organu partyjnego, ale jednak tworzenie warstwy inteligencji było istotnym kierunkiem działania ludowego państwa.

A dumne kroki Poloneza cechujące studniówkowe bale? Może nawiązywano do narodowych tradycji nadając delikatny wydźwięk patriotyczny co w kontekście często narzucanych „rosyjskości” nie było bez znaczenia? Faktem jest, że Polonez, przez wszystkie lata nie stracił na atrakcyjności i współczesne, wystrojone do granic możliwości pary maturzystów nadal z ochotą kroczą w takt tej melodii? Jest to chyba jedyny element wspólny dla Studniówek dawniej i dziś.

Taaa…Dam! Raz dwa trzy, ukłon, raz dwa trzy…