niedziela, 1 listopada 2026

Imigranci są wśród nas

 

         Często, przy okazji wizyt na „moim” cmentarzu,  odwiedzam kwatery gdzie pochowani są żołnierze radzieccy polegli w tej okolicy podczas II Wojny Światowej. Tę część cmentarza podzielono na kilkanaście zbiorowych kwater gdzie znajdują się bezimienne szczątki żołnierzy. Jest też pamiątkowy obelisk. Cały ten obszar jest zawsze zadbany, a w dniu 1 listopada płonie wiele zniczy. Ludzie przychodzą w to miejsce kierowani odruchem serca i potrzebą uszanowania walczących żołnierzy bez zastrzeżeń w mundurach jakiej armii przyszło im zginąć.          

        Będąc niegdyś uczennicą pobliskiej szkoły oraz aktywną harcerką miejsce to pamiętam jako obiekt wielu uroczystości rocznicowych i patriotycznych. Przy tym pomniku składałam Przyrzeczenie Harcerskie i odebrałam Krzyż Harcerski – bardzo cenny element młodzieńczego życia. Przy tym pomniku pełniłam warty honorowe prężąc młode, odziane w szary mundur, ciało w pozycji „na baczność”. Szacunek do tego miejsca pozostał mi do dziś.

        Zapalam tu zawsze znicz, wzruszam się i nie przeszkadza mi w tym symbol czerwonej gwiazdy na grobach. Wszak to Ludzie zakończyli tu swoje młode, zapewne, życia. Dziś zagadnęłam Pana zapalającego znicz obok mnie, dlaczego to robi. Odpowiedział: „Bo chcę i czuję taką potrzebę”. Tak samo jak ja – ach, jak miło.

        Dziś, pierwszy raz w życiu zauważyłam, pozostawione na nagrobkach i obok pomnika - kolorowe cukierki. Zdumienie… Ale wrodzona inteligencja podpowiedziała, że to jakiś prawosławny obyczaj i znak, że bywają tu mieszkający dość licznie w okolicy, Ukraińcy. Sztuczna inteligencja potwierdziła moje przypuszczenia. Ufff… Szare komórki jeszcze aktywne:)

Oto dowód jak elementy innych kultur mogą wzbogacić nasze otoczenie. Ale uwaga! Cukierkiem można się poczęstować choć przeznaczony jest dla Duchów, lecz zobowiązuje to do modlitwy za tego ducha! Nie ma nic za darmo – Cukierek albo Modlitwa!


 

       

niedziela, 25 października 2026

Krakowska Pijalnia Wód

        Mateczny – tak, odkąd pamiętam, potocznie nazywano pewne miejsce w krakowskiej dzielnicy Podgórze. Mawiano: Blisko Matecznego, przystanek na Matecznym, przy Matecznym itp. Mało kto wówczas zastanawiał się skąd i dlaczego taka nazwa i co oznacza? Szczególnie młodzież stosowała bezwiednie to nazewnictwo bez analizowania jego źródeł.

        A właśnie o źródło chodziło tu wręcz dosłownie gdyż w roku 1898, pewien Pan z Czech, budując studnię na własnej posesji, przypadkowo natrafił na wodę o dużej zawartości siarki oraz innych, cennych minerałów.

        Jakież to krakowskie! Powszechnie wiadomo przecież, że już słynny Szewczyk Dratewka użył siarki dla poskromienia Wawelskiego Smoka. Może nadmiar tego paliwa zdeponował w podziemnych źródłach – na zapas?

        Pan z Czech, był światłym bywalcem zagranicznych Sanatoriów więc docenił wartość siarkowej wody i uzyskawszy stosowne certyfikaty stworzył w tym miejscu Uzdrowisko. Pan Odkrywca oraz Założyciel to Inżynier Antoni Mateczny i dlatego jego nazwisko stało się popularną nazwą tego miejsca. Kto ciekaw szczegółów niechaj zajrzy tutaj: Mateczny. Zacny ten Obywatel Krakowa nie ma swojej ulicy upamiętniającej dokonania  uzdrowiskowe, ale ma okazałe Rondo Matecznego, które powstało w miejscu zwykłego niegdyś skrzyżowania ulic. Z tramwaju nadal wysiadamy „na Matecznym”:)

        Długo, długo po okresie zdrojowej świetności trwało deprecjonowanie, zaniedbywanie, dewastowanie i tym podobne haniebne uczynki. Ale teraz mamy tu Krakowską Pijalnię Zdrojową oraz Uzdrowiskowy Zakład Leczniczy i Park Zdrojowy nie byle jaki. Dokumentację zdjęciową na dowód walorów estetycznych tego miejsca zamieszczam poniżej.



         Z przykrością przyznać jednak muszę, że efekt uzdrowiskowy psuje fatalna, moim zdaniem, organizacja funkcjonowania tego miejsca. Otóż, z budyneczku Pijalni nie można swobodnie przejść bezpośrednio do Parku Zdrojowego z kubeczkiem wody w dłoni jak „ u wód” bywa w zwyczaju. Trzeba obejść ogrodzenie strzeżone groźnym napisem: „Teren Prywatny – wstęp wzbroniony” długim spacerem wzdłuż ruchliwej ulicy. Beeee… 


         Pan Antoni Mateczny chyba nie jest zadowolony. Ja też nie.

 

    


   

 

niedziela, 27 września 2026

Moje grzybobranie

Taka aura zachęca...

 A więc idę w las, na grzyby. Bez koszyka i kozika na bezkrwawe łowy:)

Strażnik lasu już przy wejściu zapowiada bogate zbiory! 


 No to idę i zbieram!

 




 I cóż z tego, że (chyba) niejadalne? Przynajmniej nikogo nie otruję a piękno się liczy!