Ufff… Po sobotniej,
intensywnej „szychcie” , upychając w
torbie supermarketowe zakupy / bo ulubiony bazarek już pusty… Buuu…/ rozmyślam
nad upływem czasu oraz zmianą obyczajów i nastrojów.
Moja dawna sobota, ulubiony dzień
tygodnia. To nic, że do szkoły trzeba było iść. Planowano najmniejszą z możliwych
ilość lekcji. A my, szkolne podlotki, na przerwach umawialiśmy popołudniowe
wypady do kina lub organizację składkowej prywatki, czasem romantyczne randki.
Radość z nadchodzących
rozrywek psuły czasem domowe sobotnie porządki. Udział dzieci w obrzędach sobotniego
sprzątania był obowiązkowy. Trzeba wyfroterować podłogi, zawiesić firankę i
wynieść śmieci. Ale spokojnie! Zdążymy ze wszystkim.
Z domu można wyjść gdy już zapach pastowanych
parkietów konkuruje z aromatem pieczonego w kuchni ciasta. Do piekarnika można
zaglądać pokonując kuchenny tor przeszkód: Hyc, Hyc, Hyc! Po rozłożonych na wyszorowanej
ryżową szczotką podłodze gazetach. Hyc, Hyc, Hyc! Aby nie zamoczyć podeszwy
od nasiąkniętych wodą desek. Wilgotne
podłogowe deski pachną czystością choć daleko im do blasku glazury.
Jeszcze glansowanie butów, rozwijanie włosów z wałków i już
wolność i swoboda! I rozrywka! Ale, ale, stop! Grzeczne dziewczynki wracają
przed w dziewiątą! Nooo, czasem, przy szczególnej okazji, można później nieco. Najlepiej
jeśli pod opieką starszego brata lub brata koleżanki, albo jej ojca, albo
jakiegoś zaufanego dorosłego opiekuna. Samotne nocne powroty wykluczone.
Sobota w pachnącym czystością domu też była miła. A to
powstał ręcznie dziergany sweterek, koronkowy kołnierzyk do szkolnego fartuszka
lub uporządkowana była kolekcja znaczków, motyli czy czegoś tam. Zajęciom
hobbystycznym towarzyszyły radiowe słuchowiska i popularne audycje rozrywkowe.
Ulubiony był kabaretowy „Podwieczorek
przy mikrofonie” oraz powieść radiowa „Matysiakowie”. Czasem odwiedziny
koleżanek i wspólne słuchanie płyt albo czytanie wierszy… Domowe wieczorki
literackie w gronie przyjaciół to był ówczesny szpan. W przypadku braku pomysłu
lub towarzystwa do spędzenia sobotniego wieczoru, zawsze sprawdzało się czytanie
książek. Niektórzy przedkładali tę rozrywkę ponad wszystkie inne i chętnie
przybierali przezwisko „ mola książkowego”. Tacy wyrastali potem na „Okularników”
z piosenki Agnieszki Osieckiej.
Aż tu nagle… Łubudu bum dum trach! Sobota awansowała i stała
się weekendem! Taka się zrobiła „amerykanska”. Słowo „nagle” jest tu nadużyciem
bowiem proces amerykanizowania był powolny ale chciałam wzmocnić dramaturgię
przemian. Początkowo była tylko jedna w miesiącu „wolna sobota”. Potem, za rok
lub lat kilka, wolnych sobót było dwie. Za jakiś dopiero czas nastąpiło owe „Łubudubu”
i wszystkie soboty uczyniono wolnymi od pracy. Druga niedziela w tygodniu. Tak
to sobie trwało, naród uczył się weekendy spędzać miło i co raz częściej
wyjazdowo za pomocą Fiata 126p potem Fiata 125 na talony za zasługi, Poloneza lub
Trabanta z bratniego NRD. Kolejne jakieś „Łubudubu” sprawiło, że obecnie już prawie
wszyscy znów w soboty pracują. W mieście korki, w sklepach tłoczno, a na
autostradach wiodących do weekendowych kurortów kolejki Mercedesów, Opli i Hyundajów.
Niech mi to ktoś wytłumaczy: Jest
wolna sobota czy jej nie ma?
Co z tą sobotą?
Witaj Beatko :)
OdpowiedzUsuńWróciły wspomnienia, tej szczególnej soboty :) Ostatniej soboty wakacji. Książki oprawione w szary pakunkowy papier, naklejki przyklejone, piórnik przygotowany /ten kupiony w 1962 roku, plastikowy z przegródkami mam do dzisiaj/ :) Worek z nowymi pantoflami, strój gimnastyczny, chałat z białym kołnierzykiem wisiał w szafie. Co roku to samo. Chociaż były zmiany. Nadszedł czas, że szary papier pakunkowy został zastąpiony papierem kolorowym, granatowym albo zielonym. A plastikowe okładki na książki i zeszyty? To dopiero był full wypas :) Na froncie okładek specjalna kieszonka na imię i nazwisko :) Zaczęło być kolorowo, nie tak jak dzisiaj, ale zmiany były widoczne. Nie pamiętam jaki miałam pierwszy tornister w I klasie, plecaków nie pamiętam, ale teczki z rączką miałam. Gwarantowały skrzywienie kręgosłupa :) Dzisiaj dzieciaki zakładają na plecy kolorowe plecaki, albo ciągną kolorowe plecako-walizki.
Chyba ze swoimi wspomnieniami cofnęłam się w zbyt odlegle czasy :) W soboty chodziliśmy do szkoły, rodzice do pracy. W końcu i my zaczęliśmy pracować w soboty. Wszystkie soboty. Aż dostaliśmy jedną wolną sobotę w miesiącu. Następnie dwie, a czy ktoś pamięta od kiedy wszystkie soboty były wolne?
Pozdrawiam:)
Elżbietka53
Elżbietko, przypomniałaś słowo "chałat". Ciekawa jestem czy tak nazywano szkolne fartuszki w innych regionach kraju także. Chałat bardziej oddaje istotę tego odzienia, które nijak fartucha nie przypominało. Chałat był bezkształtny, często przewiązany paskiem w talii i uszyty z błyszczącej granatowej podszewki. Brrrr... Okropne to było.
UsuńCzy worki na pantofle jeszcze istnieją i są potrzebne?
Beatko, wiele osób pamięta tę błyszczącą podszewkę :) Dopiero w średniej szkole miałam elegancki fartuszek uszyty z granatowej wełenki. Biały kołnierzyk był oczywiście obowiązkowy. Pytasz czy worki na pantofle jeszcze istnieją. Mijam codziennie szkołę w drodze do pracy, ale machających workami nie widzę :) Moje przedszkolaki mają worki, nie na pantofelki tylko na strój do gimnastyki korekcyjnej.
UsuńPytasz co z tą sobotą, poszerz pytanie co z tą niedzielą :) Tu dopiero jest kolosalna różnica. Nie wiem jak Ty, ale ja w niedziele maszerowałam do kościoła, potem był obiad, a o 14:00 maszerowałam z Mama do kina "Wanda" na poranek filmowy dla dzieci. Kino było pełne. A dzisiaj?
Elżbietka53
No właśnie, worki na pantofle zniknęły. Dzieci nie zmieniają obuwia? Pamiętam, że brak obowiązku zmiany butów był odbierany jako awans bo był dostępny w szkole średniej. Podstawówka miała kapcie i worki obowiązkowe! Worek z kapciami to także ważny argument w szkolnych nieporozumieniach:))) Dziś dzieci używają żyletek i noży w takich przypadkach.
UsuńDobry temat, Elżbietko, zapodałaś. Nad niedzielą warto się też zastanowić.
piątek o czternastej trzydzieści uświadomiłam sobie, że jeszcze godzina pracy i potem dwa dni wolnego. O mało nie rozpłakałam się ze szczęścia ;).
OdpowiedzUsuńSobotę miałam bardzo pracowitą - jest czas przetworów. Wyjazdy nawet na krótko pozwalają odpocząć i oderwać się od "muszę to, muszę tamto bo już jutro znów na autobus o szóstej trzydzieści".
Najbardziej zadziwia mnie porównanie tempa życia w tych dwóch epokach: PRL i RP. W poprzednim okresie mieliśmy czas na wszystko pomimo braku samochodów, telefonów i komputerów, pralek automatycznych i mikrofalówek. Wydaje się, że doba miała jakby większe godziny bo więcej się w nich mieściło.
UsuńMoże właśnie dlatego, ze nie było komputerów, tylu samochodów, tv i związanych z tym potrzeb konsumcyjnych - zycie toczyło się innym tempem. Inne były piorytety. Najbardziej nostalgicznie wspominam "majówki" i "pieczonki", spotkania rodzinne z okazji lub bez......
UsuńPodwórko z ogrodem "na zadku", gdzie "wszystkie dzieci są nasze".....ech, miniona epoka....
Było o wiele mniej zadań i mniejszy przepływ informacji, telegram przychodził na drugi dzień, list czy pismo wędrowało kilka dni, nikt nie dostawał pod koniec dnia wiadomości, że jeszcze trzeba załatwić to i owo bo nie było możliwości przekazania tych wieści. Teraz jadąc autobusem dostaję sms, wracając do domu znajduję wiele e-maili na które trzeba odpowiedzieć.
UsuńKlarko, było mniej zadań? Co masz na myśli bo przecież codzienne obowiązki pozostały niezmienne. Wiele z nich jest nawet łatwiej teraz wykonywać. Skoro przepływ informacji nam przeszkadza to może są to informacje zbędne?
UsuńRzucam te pytania bo wciąż szukam na nie odpowiedzi.
maradag, też tęsknię za tymi pieczonkami i grzbobraniami. Ale... Choć za nimi tęsknimy to obecnie nie mamy na nie czasu. Kilka lat próbowaliśmy wskrzesić wspólne wyjazdy lub choćby ogniska integracyjne w gronie współpracowników. Wszyscy byli na tak ale nie sposób było wyznaczyć terminu odpowiadającego wszystkim. Gdy przychodziło do konkretów to każdy wymawiał się jakimiś super ważnymi sprawami do załatwienia. Więc gdzie tkwi problem: w nas czy w natłoku zajęć, które przecież zawsze były.
UsuńBo kiedys kazdy robil to samo i tak samo zyl, np. rano praca, potem wolne. Matki wszystkie to samo, na macierzynskim, wychowawczym, wiec sie spotykalo. A teraz kazdy ma inne godziny pracy, nieregularnosc kroluje. znam nawet osoby pracujace 8-12 potem maja wolne w srodku dnia, potem znow do pracy 17-21. Jak oni maja sie spotykac z ludzmi...
UsuńA może było mniej muszę?? Wiesz wydaje mi się ,że było tak samo tyle,że inaczej.. Tyle,że niegdyś w tygodniu więcej się poświęcało czasu na stanie w kolejkach bo te pamiętam od zawsze...Teraz pracuje się więcej godzin. A sobota? Dla mnie była zawsze pracująca bo w te nie pracujące brałam ekstra dyżury bo były więcej płatne .I do teraz tak jest. No i wszystkiego dawniej było jakby mniej i to wszystko miało inny wymiar..Były książki bo nie wszyscy mieli tv,był aparat :Bambino: i płytoteka, były fijfy a nie dyskoteki , Byli też rodzimi hippisi, wynalazki w postaci kompotu z makówek itp. No wiesz - mielismy też swoje rozrywki. No tak prywatki zwane dzisiaj domówkami te z były i nie zawsze pod opieką rodziców i nie zawsze bardzo grzeczne....Było inne i miło powspominać.
OdpowiedzUsuńI pomyśleć, że o wolne soboty związki zawodowe walczyły. Niedługo cieszyliśmy się tą zdobyczą.
UsuńMniej "muszę"? Nie sądzę, obowiązki domowe pozostały niezmienne a nawet dawniej było trudniej bo brak współczesnych udogodnień technicznych. Z zakupami też trzeba było zdążyć przed sobotą. Z tym, że tych zakupów było znacznie mniej: mniejszy asortyment w sklepie i mniejsze potrzeby.
Związki zawodowe niewiele miały wspólnego z wolnymi sobotami i w ogóle z sytuacją "ludu pracującego miast i wsi" - slogany "partia to naród" i "PZPR wiodącą siłą narodu" załatwiały wszystko. Wolne soboty wprowadzano programowo przez kilka lat, pierw było tylko kilka w roku, potem dwanaście, itd.
UsuńChyba masz rację Andrzeju, to partia chciała udowodnić, że w socjalistycznym państwie można mieć styl życia "zachodni". I chyba jej się to udało.
UsuńPanie Andrzeju :) Dobrze, że przypomniał Pan te hasła. Ja do dnia dzisiejszego pamiętam hasło nad drzwiami Fabryki Domów - "PROGRAM PARTII PROGRAMEM NARODU" :)
UsuńElżbietka53
No tak, Bet, partia "chciała udowodnić". Za Gomułki - sprowadzając filmy włoskie, francuskie, amerykańskie, których wcześniej nie było, uruchamiając produkcję mikrusa i syreny - jakie były - takie były, ale dwa od podstaw polskie samochody w ciągu 20 lat po wojnie, czego nie dokonano w ćwierć wieku demokracji. To za Gomułki wypełzł z katakumb jazz a partia "udowadniała" zezwalając na organizację, a także finansowanie przez państwo festiwali jazzowych. To za tegoż wrednego komunisty (by udowodnić?) uruchomiono produkcje fiata 125p, nadawanie programów radiowych na falach ultrakrótkich a także produkcję sprzętu do ich odbioru. Co było za Gierka pamiętasz lepiej, wspomnę choćby ułatwienia zagranicznych wyjazdów, zwłaszcza do krajów "naszego obozu", a także tytułowe wolne soboty, które zainaugurował kodeks pracy z 1974 roku - bardzo dobry, psuty później wielokrotnie, m. in. dlatego, że inne partie też "chciały udowodnić".
Usuńallensteiner
O, widzisz! Czekałam na datę wprowadzenia wolnej soboty bo nie pamiętałam - 1974 rok.
UsuńNazywaliśmy je gierkowskimi sobotami.. Pamiętam też, że niektórym ludziom ciężko się było przyzwyczaić do takiego dodatkowego wolnego dnia.
W 1974 wprowadzono kodeks pracy. Kiedy była pierwsza wolna sobota? Szukaj dalej.
UsuńNie bądź taki... Podpowiedz. Byłam wtedy jako pracownik zieloną gęsią a nawet jeszcze pisklęciem więc nie pamiętam jak to było.
UsuńCoś Ty! Występowałaś w teatrzyku Gałczyńskiego?
Usuńallensteiner
Beatko :) Tak to było -
Usuńhttps://pl.wikipedia.org/wiki/Wolna_sobota_(PRL)
Elżbietka53
Dzięki Ci Elżbietko, tylko kobieta zrozumie kobietę i pomoże:))) Nie chciało mi się guglować bo wiele godzin pracy za mną i ślepia domagają się zamknięcia.
UsuńNo tak, jak mogłam pamiętać skoro jeszcze nawet nie myślałam o pracy.
Skoro udało się ustalić kiedy w PRL wprowadzono pierwszą wolną sobotę to ja uzupełnię, że właściwie to nie wiadomo. Nie był to 21 lipca 1973 r., bo niektórym zakładom o t.zw. ruchu ciągłym opłacało się wolną sobotę "zamienić" na dzień przed lub po wydłużonych świętach. W jednym z podległych zakładów (produkcja zbrojeniowa, t.zw. "S") był to 27 grudnia 1972 r.
UsuńW ogóle władza migała się od udzielania wolnej soboty jak tylko mogła i generalnie zależało to m.in. od:
"w Polsce wolna sobota przysługiwać miała pod pewnymi warunkami.
- Warunkiem udzielenia dodatkowych dni wolnych od pracy jest wykonanie zadań planowych lub usługowych, osiągnięcie ustalonych wskaźników ekonomicznych oraz nieprzekraczanie planowanego funduszu płac ..."
http://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/891964,Praca-w-kazda-sobote-Tak-bylo
W praktyce decyzję ostateczną cedowano na samorządy pracownicze, zw. zawodowe, i kierownictwo zakładu.
ŁŁŁŁeeee... Aż tak? W takim razie te samorządy pracownicze i zawodowe były dość tolerancyjne skoro jednak wolne soboty stały się powszechne. Zresztą, nawet nie musiały być tolerancyjne bo wszyscy normy przekraczali planowo:))
Usuńdawniej byla najwazniejsza rodzina i znajomi, a takze znajomosci, wiec na to byl zawsze czas. Praca nie byla priorytetem, bo to bylo cos oczywistego. Teraz odwrotnie, kazdy goni tylko by zdobyc prace... A pamietam jak kiedys ktos wpadal niezapowiedziany to sie rzucalo wszystko i to bylo najwazniejsze, albo robilo sie robote przy nim...teraz bys sie bal krytyki ze zle gotujesz, pierzesz.
UsuńPrawda, prawda.
UsuńJest taka sielskość w opisie tej soboty z dawnych lat:) Nie mogę czasy, a jednak gdy przeczytałam ten wpis to zapragnęłam takiej soboty. Aż miło czytać.
OdpowiedzUsuńPani Mago, ja nie koloryzuję. Tak było. Spokojnie, bez "zadyszki" a wszystkie czynności niezbędne do życia wykonane. Nie rozumiem często dlaczego dziś tak się spieszymy ze wszystkim... Wciąż mam wrażenie, że dni i godziny są krótsze. A może to starość tak sie objawia? Hi, hi, hi...
Usuńps Pani Mago! Wiesz czasem jest mi szczerze żal młodszych pokoleń, które nie miały szans na takie "sielskie" czasy. I chyba mam rację skoro Ty piszesz, że chciałabyś to przeżyć.
UsuńJa jestem srednio mloda -po 40tce, ale rzeczywiscie mi zal, ze nie moge zyc tak jak moi rodzice. Pamietam, ze mieli jako cos oczywistego prace, wczasy raz lub dwa do roku, przyjaciol, stale zycie towarzyskie. Ja dalabym wszystko zeby tez to miec , bo to dla mnie wazne. Brakuje mi tez stalosci i zorganizowania,np. cokolwiek sie zaplanuje-to maz nagle dostaje wiadomosc ze jedzie na delegacje na 2-3 i zmiana planow rodziny.
UsuńJak to średnio? Bardzo młoda:))
UsuńCałe to gadanie o dawniejszych sobotach jest właśnie po to aby uwidocznić różnice pomiędzy obecnymi a dawnymi laty. Nic na to nie poradzimy, tak po prostu jest i już.
Myślę, że gdyby dokładniej przyjrzeć się czasom, które tak namacalnie opisujesz, to widać, że w PRL wszystkie dni tygodnia były tak charakterystyczne, że np, już po programie telewizyjnym można było zorientować się jaki to dzień tygodnia. Bo przecież: Pn. to teleturnieje, seriale dla dzieci i dorosłych, i oczywiście teatr TV, Wt. - to nauka (Pomysławek, Zrób to Sam, Sonda, itp.), seriale, i dobry film. Śr. to rozrywka, kabarety, i sensacyjny film, bo naród już zmęczony, Czw. - to reanimacja narodu, czyli najlepsze seriale i ... Kobra, Pt. - jak w czwartek, od popołudnia serwowano powtórki najlepszych programów, Sb. - tu już pełny full od rana, wieczorem dwa filmy, i często program nocny dla dorosłych, Nd. - tak jak w Sb., z tą różnicą, że skracano programy wieczorne, wiadomo naród musiał w Pn. wstać i iść do pracy. Rytm życia odmierzany telewizorem ...
OdpowiedzUsuńAndrzeju :) Wiele programów wymieniłeś, ale zapomniałeś, że był także "Turniej miast" :)
UsuńNie pamiętam w którym dniu tygodnia, ale był. I oczywiście "Eureka", którą później zastąpiła "Sonda" z rewelacyjnymi prowadzącymi panami Kamińskim i Kurkiem. A w soboty? W wolne soboty było STUDIO-2. Czy jest ktoś, kto z tego okresu nie pamięta pani Bożeny Walter i panów Tadeusza Sznuka i Tomasza Hopfera? Później do ekipy dołączył pan Mikołajczyk.
Elżbietka53
Witam Elżbietko!
Usuń"Turniej Miast" to hit sezonów letnich. A "Studio-2" i "Panorama" to pierwsze jaskółki nowości TV. Nie wymieniałem tych programów, bo pojawiły się nieco później, gdy już funkcjonował II program. A to już były zupełnie inne czasy. Wcześniej można było, idąc między blokami bez przerwy słuchać jednego programu telewizyjnego, a wieczorami wszystkie okna w jednym rytmie migotały niebieską poświatą ... :)
Andrzeju, trafiłeś w mój punkt widzenia jak w dziesiątkę! Też zauważam, że peerelowskie dni tygodnia były zdefiniowane. Nie tylko poprzez program TV /choć to w znacznym stopniu/ ale i poprzez obyczaje. Poniedziałek - bezmięsny z powodu zamkniecia sklepów z mięsem. Piątek - też bezmięsny bo post kościelny. Sobota - czas porządków i mycia dzieci / no tak! Tak bywało w wielu rodzinach/ oraz pucowania "na niedzielę". Niedziela - kościół, odświętne ubrania i wizyty i cioci, babci, imieniny itp.
UsuńCzwartek - Kobra w TV. Bez wyraźnego określenia pozostawał tylko wtorek oraz środa.
Teraz wszystkie dni do siebie podobne. Nawet niektóre seriale są codzienne.
A "Niebiesko Czarni" wszystko pozmieniali:
UsuńW poniedziałek, w poniedziałek ja nie mogę
Bo pomagam mamie
A we wtorek. a we wtorek i w środę
Ty masz w domu pranie
No a w czwartek, no a w czwartek ja mam dyżur
W piątek, w piątek dwa zebrania
Ty w sobotę, ty w sobotę też nie możesz
Bo na lekcje ganiasz
Ale za to niedziela,
Ale za to niedziela,
Niedziela będzie dla nas
No właśnie - jakiś "Dziwny mieli Świat" i Niebiesko-Czarny tydzień:)))
UsuńKro robi pranie w środku tygodnia?
moj rozklad tygodnia w 2017 roku :
Usuńpon-pt odprowadzanie dziecka do szkoly, potem zakupy drobne, potem w domu ich rozpakowanie, potem na kawe i zakupy w galerii, potem odbieram dziecko, potem spacerek z nim, potem robie z nim lekcje i w kuchni roboty domowe,potem spac. W soboty wieksze zakupy, zalatwianie spraw, bo w weekendy mąż zawsze jest i nie ma delegacji. W ndz. kosciol, czasem odwiedzanie rodzicow.
Niedługo rozkład weekendowy zmienisz:)) Bo sklepy i galerie zamkną i zakupy będzie trzeba zrobić w tygodniu. Może harmonogram weekendowy trochę sie rozluźni ? Kto wie, może będzie taki efekt tej "dobrej zmiany"?
Usuń... a radio ? Rozgłośnia Harcerska z Listą Przebojów ( wcześniej słuchało się Radia Luxemburg ! ) ,Koncert Życzeń , W Jezioranach , Matysiakowie , "Muzyka lekka , łatwa i przyjemna" ( z Kydryńskim ) "Podwieczorek przy mikrofonie" , niezliczona ilość słuchowisk , później nieco "60 minut na godzinę", " Zapraszamy do Trójki ", nocne audycje muzyczne prowadzone przez młodego Wojtka Manna ..... no i dalej "Lato z Radiem"
OdpowiedzUsuńo czym zapomniałam ... ?
jejku ! .... ja chcę , żeby to se vratilo , pane Havranek ..... !!!!
Hi,hi,hi Lilko, ale się rozpędziłaś! A "radio nocą" gdzie były rozmowy ze słuchaczami na żywo?
UsuńPamiętasz?
Ne wrati... Ale witaj w peerelku:-)
No nie wiem, czy to można zaliczyć do PRL, ale dla mnie radio nocą to (fonetycznie, bo każdy chyba to pamięta) "rejdiooo laaaksembuuurg". Tej przychodzącej i odchodzącej fali słuchało się przez całą noc.
UsuńNie o tym pisałam. Radio nocą to była audycja z wykorzystaniem rozmów ze słuchaczami na żywo. Taki prekursor czatu. Audycję nadawano w godzinach nocnych.
UsuńRadio Luksemburg to inna "para kaloszy".
Bet, ja wiem czym było "Radio Nocą", jednak na przełomie lat 60/70 ub.w. "Radio Luksemburg" było absolutnym hitem dla młodzieży i fonoamatorów. Ten zaśpiew spikera "rejdiooo laaaksembuuurg' elektryzował bardziej niż nieco późniejsi "Beatlesi", bo był dostępny każdego dnia po zmroku. No chyba, że ktoś wolał nucić "Wyklęty powstań ludu ziemi..." :-D
UsuńWyklętego trzeba było śpiewać na baczność i w blasku dnia więc to żadna konkurencja dla Luksemburga wieczorno-nocnego słuchanego na miękkiej kanapie:))
Usuń... no , bo tak czytam i czytam ...i jest tak , jakbym stary album przeglądała
OdpowiedzUsuńprzypominają mi się fakty , które już dawno wyrugowałam ze wspomnień , bo ... nie mam (?) czasu ...
... a miło mi tu tak , jak kiedyś na herbatce , u ulubionej cioci !!!!
pozdrawiam !
Widzisz jak sami wpadamy w te sidła braku czasu:-)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że jest tu miło - cel osiągnięty! Gdzieś w archiwum jest notka o imieninach u cioci.
Sięgaj śmiało po wspomnienia.
kiedyś magnetofon Grundig (to ci był dopiero wypas ! ) miał funkcję cofania ...
OdpowiedzUsuńdlaczego nie można tego zrobić z ... życiem ... ?
nie , no nie mogę tu zbyt długo przebywać , bo dostanę kociokwiku z żalu ... ;))))))))
No niestety, życia nie da się powtórzyć ale powspominać można. Tylko się nie rozklejać!
UsuńJa tam wolę zapach grillowego dymu.
OdpowiedzUsuńKiedyś nabyłem pastę do mebli z terpentyną, śmierdziała jak podłogi w dzieciństwie
Zrobiło się nostalgicznie
Pozdrawiam
A widzisz? Jednak nostalgicznie... Dym grillowy też lubię ale udaję, że nie lubię bo traktuję go jako import amerykański więc według mnie "be" :)))
UsuńCiiii..... Nie mów o tym nikomu.
oj , tam ...
OdpowiedzUsuńgrilla można zawsze "podciągnąć" pod nasze stare "majówki" , albo ówczesny wypad nad jezioro z tobołkami pełnymi termosów , gotowanych jajek , kanapek , ogórków kiszonych - z kocykiem pod pachą i wianuszkiem dzieciaków wokół
... później do ekwipunku doszła Szarotka lub Koliber ( przecież wiecie , co to ? ) : )))
OK, podciągam i oczyszczam w ten sposób sumienie:)))
UsuńAch! Szarotka i Koliber! Znam, znam! Era tranzystorów!
UsuńMam pecha, ale jako elektronik z PRL, znowu muszę wtrącić swoje "3 grosze". Szarotka jeszcze była 5 lampową superheterodyną, ale Koliber to już era tranzystorów. Ech rozmarzyłem się przy Was.
UsuńNie wiem jak mogłem zapomnieć o jedynej najważniejszej dla mnie audycji radiowej "Trójki", jaką było "60 minut na godzinę". To było prawie jak kabaret O. Lipińskiej. Aresztowanie Fedorowicza na fonii przyciągało miliony słuchaczy, to była siła mediów!
Gdzie tu pech? To szczęście mieć elektronika w gronie przyjaciół:))) Prostujesz nasze błędy i chwała za to.
Usuń"Panie Sułku, kocham pana..." Och, to był kabaret!
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńPamiętam "jak przez mgłę" - u nas w domu nie miał fanów. Nie wiem dlaczego. Przypuszczam, że może zbyt warszawski był? Hi, hi, hi... Animozje krakowsko-warszawskie były dość mocne:)))
UsuńCiekawe czy ktoś pamięta felietony Wiecha, niestety nie udało mi się znaleźć tego kultowego o "telewizji z lufcika", ale ten przypomni chociaż znany zapewne głos.
Usuńhttp://static.polskieradio.pl/12ee164a-f60a-41ed-8b86-56d222fa0294.mp3
PS. Usunąłem, bo literówki.
Chyba zahaczyliśmy o teorię względności czasu - pierw odpowiedź, potem pytanie. ;) :)
UsuńNo tak! To przez twoje usuwanie:)))
UsuńKlik dobry:)
OdpowiedzUsuńJa pracowałam na dwa etaty w świątek, piątek i niedzielę. Także w wolne soboty, więc zupełnie nie mam wspomnień w kwestii sobót. Ale miło było poczytać.
Pozdrawiam serdecznie.
No cóż, "służba nie drużba" - prawda?
Usuń
OdpowiedzUsuńWitam !
Cieszę się bardzo , że mogę jeszcze poczytać Wasze dowcipne komentarze dotyczące naszego przecież PRL – owskiego okresu życiorysu.
Z tym widzeniem to nie jest żadna przesada. Rzeczywiście ostatnio miałem kłopoty z oczyma. Z oczyma. Po prostu w związku z wiekiem i stanem zdrowia zacząłem tracić w dość szybkim tempie wzrok. To już był nadmiar szczęścia dla mnie Ponieważ ze względu na wiek i stan zdrowia nasze polskie szpitale bały się wykonać zabiegu, wiec udało mi się wykonać go w Klinice niemieckiej. Trwało to dość długo bo aż przeszło dwa miesiące. Miedzy zabiegiem jednego oka a drugiego musiała być trzydziesto dniowa przerwa. Kosztowało mnie to trochę czasu i pieniędzy. Myślę, że uda mi się około 75% wyegzekwować NFOZ..
W tej chwili jestem pod ścisła kontrolą Kliniki Pulmonologicznej i Instytutu Onkologicznego. Jestem w nich w charakterze „królika doświadczalnego”. Ciekawe czy będę również takim „królikiem” w Klinice Okulistycznej.
Pamiętam o Gawędach.
Jak tylko dojdę do siebie to przystapie do ich pisania. Chcę Wam przypomnieć „walkę „ o pozyskanie sobie dzieci i młodzieży szczególnie ZHP.
Co za „nieuk” był autorem powiedzenia, że „starość jest piękna”. Przecież ze starością jest związana niesprawność oraz pogarszający się stan zdrowia.
Zgłaszając swój powrót do Was informuje, że jakiś czas mniej aktywny. Wspaniałe są te Wasze, trochę żartobliwe komentarze.
aElla !
To Ty jesteś pracowita jak mrówka lub pszczółka !
Czuj, czuj, czuwaj! Na cześć Druha Mirka: hip, hip, hurrra! To Ty jesteś wspaniały skoro tak dzielnie zmagasz się z chorobami i upływającym czasem. To prawdziwa przyjemność, że powracasz do nas. Miło, że nasze rozmowy bawią ale i skłaniają do refleksji, jak sądzę.
UsuńCzekamy na Gawędy !
Tak mnie korciło dzisiaj tu zajrzeć i dobrze uczyniłam. Niedziela z druhem Mirkiem, to Miła Niedziela, o!
UsuńCzuwaj!
Dobre korcenie:)))
UsuńWłaśnie się zastanawiam czy nie napisać coś o niedzielach. Już mnie wcześniej Elżbietka53 podpuszczała.
A może nawet cały tydzień, wykorzystując także komentarze o tym tygodniowym "schemacie".
UsuńCiekawy był poniedziałek, bo zaczynał się po szewsku a kończył w Teatrze Telewizji.
UsuńNooo... Myślenie włączam. Drrrr.... Wrrrr.... Słychać jak pracuje?
UsuńCiszej, bo ktoś Ci myśli ukradnie, o! :)))
UsuńDziś jest "cicha niedziela" Hi, hi, hi...
UsuńJuż pukuję na boczku. Ciiiii.................
Kryminalny czwartek!
OdpowiedzUsuńWitajcie Dziewczyny !
OdpowiedzUsuńGratuluje tempa . Dwadzieścia minut i dziewięć wpisów.
Przyznaje Wam PRL - owski tytuł Przodowniczek .
A Wy tak "po cichu " już spełniłyście obywatelski obowiązek ?
Bet i aEllu !
Bardzo mi miło z Waszej radości, ze wreszcie do Was wróciłem.
Dzięki komputeryzacji możemy spotykać się w wirtualnym świecie. Jesteśmy wirtualnymi Przyjaciółmi. Ale wyrazy Waszej sympatii to nie są wirtualne
Moje "boje i przeboje" medyczne to nie są "walką o życie"
Jest to moja walka o komfort choroby i na razie (od sześciu lat) wygrywam
Bardzo, bardzo się cieszę, że znowu jestem z Wami.
Druhu Mirku, jesteśmy przyjaciółmi bez wątpienia i miło nam towarzyszyć Tobie.
UsuńDalszego wygrywania życzymy i kibicujemy.
Acha, "obywatelski obowiązek" zignorowałam pierwszy raz w życiu jako znak protestu wobec manipulowania ludźmi i bezsensowności poczynań polityków.
Usuń