piątek, 12 kwietnia 2013

Gra w zielone



Pierwsze promyki wiosennego słońca oraz niespodziewany zielony deseń nowych obrusów sprowokowały do żartobliwej rozmowy przy stołówkowym stoliku.

- Grasz w zielone? Zapytałam towarzyszącego mi przy obiedzie kolegę.

Siedzące obok dziewczęta spojrzały na nas cielęcym i nic nie rozumiejącym wzrokiem. Myśląc zapewne:  co też ci starzy wymyślają? No tak, skąd dzisiejsze dzieci mają wiedzieć o co chodzi? Przecież to zabawa z innej epoki. 

Grasz w zielone? Masz zielone?

Przegrywał ten, kto nie miał. Gapa, zapomniał zerwać listek. A tu liczył się każdy, nawet najmniejszy skrawek żywej zieleni. Wymiętoszony, wydobyty z zakamarków kieszeni, tornistrów, worków z pantoflami. Przegrana nie powodowała właściwie żadnych sankcji oprócz poczucia bycia fajtłapą. Grać w zielone oznaczało przyłączenie się do grupy i gwarantowało status „fajnego”. Niby nic, ale ile było w tym radości! Ileż dziecięcego zapału i skłonności do żartów. Jaki ładunek radości z budzącej się wiosny!

Kto dziś potrafi się tak cieszyć z nadejścia wiosny? Radować się budzącym nadzieję rozkwitem przyrody, życiem?

Patrzę w zdumione oczy przysłuchujących się naszej rozmowie dziewcząt i dostrzegłam w nich cień żalu i smutku. Chyba poczuły, że coś je omija.

A my, mocno dojrzałe osoby ze śmiechem powróciliśmy do dziecięcych radości. Niech się młodzież uczy!

To jak, gramy w zielone?


Ciąg dalszy tematu "grajmy w zielone" dodany 17 kwietnia  dzięki czujności allensteiner'a, który proponuje tę oto piosenkę 



Wieczorem tego samego dnia także czuwający Anzai protestuje: 
- to nie jest nasze zielone! Zbyt poważne i refleksyjne jak na zabawę. Nasze zielone jest tu, u Alibabek!




Wkrótce, nasz drogi Anzai, poprawia sam siebie i odsyła nas do źródła, do praojca  naszego zielonego. Ot!


Obu Panom bardzo dziękuję za wzbogacenie tekstu. Dzięki temu motto bloga jest wciąż aktualne i prawdziwe.

84 komentarze:

  1. Klik dobry:)
    Myśmy tak mówili:
    - Grasz w zielone?
    - Gram!
    - Masz zielone?
    - Mam!

    A teraz powiem coś innego. Tylko nie nakrzycz na mnie, ale muszę... inaczej się uduszę, o!

    Notka jest przewspaniała. Taka lekka, a ileż poważnej treści między wierszami...
    To się nazywa inteligencja i geniusz!

    Przecudowne i prze...piórkowe, o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie "musiki" to czysta przyjemność! Och, czuję się geniuszowata na wiosnę, och i ach!
      Tak - ten dialog przy "zielonym" tak właśnie brzmiał. Pamiętam jak chłopcy wywalali całą zawartość swoich kieszeni /wiadomo,że były to skarbnice niezbędnych rzeczy/ w poszukiwaniu okruchów zieleni. Prawie zawsze coś tam znajdowali.
      Zabawa ta zupełnie zapomniana.

      Usuń
    2. Myśmy grali w zielone nawet z naszą wychowawczynią.

      Usuń
    3. Trochę bym popolemizował z alEllą. Bo niezależnie od tego jak cudowna, lekka, nastrojowa, a miejscami poważna jest ta notka, to nie da się tym samym stylem opisać np. "zagazowywania więźniów w Oświęcimu". No i chyba topór lepiej pasuje np. do opisywania "linczów KKK w USA". Myślę, że sztuką jest właśnie dobór stylu do przekazywanej treści (celowali w tym np. nasi nobliści). To tylko tak a'propos.

      PS. Jak zwykle przemawia przeze mnie m.in. zazdrość.

      Usuń
    4. Anzai, pełna zgoda. Ale... Mówię o tej konkretnej notce przecież. Czy po słowach "Notka jest przewspaniała. Taka lekka, a ileż poważnej treści między wierszami... To się nazywa inteligencja i geniusz! Przecudowne i prze...piórkowe, o!" powinnam dodać, ale nie należy takim stylem pisać o "zagazowywaniu więźniów w Oświęcimu"?

      Usuń
    5. Anzai, czyżbym aspirowała do grona noblistów w kwestii dobierania stylu do treści? Hi,hi,hi... w razie czego masz u mnie autograf jak w banku:)))
      Oczywiście, że toporem lepiej pisać o topornych sprawach.
      Ponadto, zarówno dobór tematów jak i stylu musi pasować do osobowości autora. Ja toporem posługuję się kiepsko...

      Usuń
    6. alEllu, pamiętasz skąd wzięło się określenie "piórkowe"? Same to wymyśliłyśmy. Teraz mamy do kontrastu "toporne" albo "toporowe". Toporowe lepsze bo takie po swojemu wymyślone, prawda?

      Usuń
    7. Zaraz... zaraz...
      Anzai dopiero czwarty w kolejce po autograf. Ja byłam pierwsza, Honiewicz drugi, a Szesnasty trzeci.
      A poza tym Anzai z zazdrości, a my platonicznie. :)))

      ________________________

      Pamiętam, że to myśmy wymyśliły. Nie pamiętam tylko, która z nas i przy jakiej notce. Któraś z nas wysłała drugiej tekst do oceny i padło sformułowanie, że może być, tylko za mało piórkowy. Potem, jak coś było zbyt toporne, to mówiłyśmy: opiórkuj i publikuj.

      Usuń
    8. Hi,hi,hi....kolejka się ustawia!
      Piórkowość wzięła się chyba jako synonim lekkości w związku z piórkiem, którego używasz jako wskaźnika na monitorze.

      Usuń
    9. @ alElla cd. polemiki 14.04.2013 14:27
      Nie powinnaś porównywać piórkowości do topora, bo to są dwa odrębne style pisania, a to właśnie zrobiłaś tutaj, cyt.:

      "...alElla14.04.2013, 09:37
      Cieszy mnie, że kolejny Pan docenił notkę i zauważył jej piórkowość. "Waga piórkowa" jest wielką sztuką. Ja przynajmniej tak uważam. Toporem jest o wiele łatwiej..."
      koniec cytatu.

      Jak zauważyła Bet, nie zawsze jest łatwiej pisać toporem.

      Usuń
    10. Anzai, chyba się nie wyspałeś dziś... Topór wojenny już dawno zakopany :)))

      Usuń
    11. Ja tylko chciałem trochę popo .... ;)

      PS Faktycznie ze snem było kiepsko, barometr w górę, ja w dół, eech

      Usuń
    12. Anzai, uważaj, bo jak cię popo..piórkujemy ! lepiej napij sie kawy albo przespij. Albo połóż barometr na podłogę, będzie w dół.

      Usuń
  2. Ech takie to proste było i tyle radości dawało :-)
    A teraz jest wszystko i biedne dziecko się nudzi :-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Można to porównać do entuzjazmu z jakim chłopcy kopali szmaciana piłkę. Tego brak piłkarzom z ekskluzywnych klubów.
      Zielonej radości brak współczesnym dzieciom.
      Nazywam to "syndromem nadmiaru".

      Usuń
    2. Bardzo trafnie to nazwałaś, Bet.

      Usuń
    3. Ten syndrom dotyka co raz więcej ludzi. Najbardziej jednak żal mi dzieci.

      Usuń
  3. .......nie grałem w zielone bo juz wtedy byłem chłopczykiem. Gralismy w inne rzeczy jak np. ............... wiem ale nie powiem !!.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och ty łobuzie! Chłopczyki też grali, popatrz Antoni potwierdza.

      Usuń
  4. Chłopcy tez grali w zielone. Pamiętam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że grali, jeszcze jak!

      Usuń
  5. Gralam w zielone.I sadze , ze pomimo nadmiaru u dzisiejszych dzieci jesli rodzic czy wlasnie nauczyciel mialby ochote szczera "zarazic"to by sie udalo.Szczegolnie tej wiosny :)) Dzieci dalej pozostaly dziecmi .Glupawka co prawda ogarnelaby coraz mlodsze dzieci bo jakos szybko teraz staja sie stare malenkie ale..daje pod rozwage.

    OdpowiedzUsuń
  6. Chłopcy też grali! Beż żadnych ceregieli krzyczało się: Zielone! I "okrzyczany" musiał się zielonym wykazać. Nie wiem, czy były jakieś fanty, ale pamiętam, że najczęściej nosiło się to zielone w ustach, bo zawsze było świeże, i można było wszystkim pokazywać język.
    Skoro o grach, to ponownie chciałbym (chyba po raz wtóry!?) przypomnieć jeszcze inną grę w: "Trupa niemowę". Zamiast cześć, krzyczało się: "trup niemowa", a okrzyczany musiał stanąć w bezruchu i trwać aż do zwolnienia go przez krzyczącego. Gra nie trwała zbyt długo, bo z reguły chłopcy wykorzystywali sytuację w stosunku do dziewczynek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zabawy "na trupa" nie znam...
      W grze w zielone fantów chyba nie było. Bardzo rzadko okrzyczany nie miał nic zielonego. Zwłaszcza chłopcy byli w tym dobrzy bo w ich kieszeniach można było znaleźć wszystko, w tym zielone okruchy. Dziewczynki nie miały tylu kieszeni do dyspozycji zważywszy, że w tamtych czasach nosiły sukienki i spódniczki. To była epoka przed dżinsowa...

      Usuń
    2. Sukienki? Spódniczki? Co za bezeceństwa! A gdzie granatowe fartuszki z białym kołnierzykiem i emblematem szkoły na lewym ramieniu?
      allensteiner

      Usuń
    3. Fartuszki z kołnierzykami to strój szkolny. Po lekcjach obowiązywał strój bardziej swobodny czyli to co było pod fartuszkiem...hi,hi,hi..

      Usuń
  7. Bet, po włączeniu przed chwilą laptopa wpadło mi w oko Twoje okienko. Otwieram więc, no i czytam i oceniam tekst. Zazdrość mnie zżera za pomysł, za przypomnienie o zielonym. Uruchamiam wspomnienia. I, w rzeczy samej, też graliśmy w zielone. Zwłaszcza że w otoczeniu zieleni rosłem. Przez którekolwiek okno domu się spojrzało było tylko zielono.

    Zazdrość mnie zżera i z drugiego powodu. Otóż, chcąc na gorąco opisać swoje wrażenie, zobaczyłem komentarz alElli. I to drugi ten powód zazdrości, bowiem niemal identyczną ocenę mam Twojego tekstu, jak alElla. Nie jestem pierwszy w hołdzie!!!

    Nie dodam nic więcej, bo powie alElla, że Ją "plagiatuję".

    P.S. Anzai też mi przypomniał o "niemowie". Dziewczyny były szczypane, by fanty wymusić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honiewicz, nie powiem... nie powiem...
      Skoro się hołd należy, to żaden kolejny nie jest plagiatem.

      Usuń
    2. Honiewicz, niech "okienko" wpada jak najczęściej a przez okienko jak najwięcej zieleni i słońca. Hołdy zawsze chętnie przyjmuję i w każdych ilościach:)))
      Zielone przypomniało mi się z wielkiej za owym tęsknoty. Już jest, dziś kupiłam pęczki rosnących tulipanów, tych co to miały być na Wielkanoc.

      Usuń
    3. alEllu, uwielbiam takie plagiaty:))) Tak miło łaskoczą w dumę...hi,hi,hi...
      ps w słowie "dumę" nie ma pomyłki literowej!:))))

      Usuń
  8. Wydaje mi się, że prosta zabawa w chowanego, trzy ognie, państwa, "pomidora", czy nawet kopiowanie "Wielkiej Gry", dobrze zorganizowane, stawały się bardzo atrakcyjne, wymagały kreatywności, sprytu, no i wiedzy (co z tego, że szkolnej?). To był jednak krótki okres kilkuletnich zabaw z których się, niestety, zbyt szybko wyrastało.

    OdpowiedzUsuń
  9. W pomidora! To było cudowne! Siadaliśmy rzędem na trzepaku jak kurczaki,a przywódca "pomidor" przodem do nas wyznaczał kolejnego "pomidorka". Zaśmiewaliśmy się do bólu...z niczego.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bet,wspaniale! Lekkim piórem,tj.klikiem napisałaś tę notkę. Gratulacje! Dawnych wspomnień czar..Kto nie grał wtedy w zielone lub pomidora? Był jeszcze cymbergaj,pliszka i ze dwadzieścia innych zabaw. To trwało gdzieś tak do ukończenia 4 klasy. Potem to już tylko piłka nożna,siatkówka,pływanie,kino,książki i inne poważniejsze zajęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję m_16. Co to jest "pliszka"?
      Inne poważniejsze zajęcia to było głównie randkowanie. To czas pierwszych miłości.

      Usuń
    2. Cieszy mnie, że kolejny Pan docenił notkę i zauważył jej piórkowość. "Waga piórkowa" jest wielką sztuką. Ja przynajmniej tak uważam. Toporem jest o wiele łatwiej.

      Usuń
    3. alEllu, z toporem na zieleń? Raczej kosiarka i piła :)))

      Usuń
    4. ... i polewaczka :)))

      Usuń
    5. No, chyba, że mamy do czynienia z dżunglą...wtedy bez topora nie poradzisz.

      Usuń
    6. Oj,ale barbarzynki! Na przyrodę z toporem,piłą,kosiarką?! Najwyżej można z brzytwą na poziomki.

      Usuń
    7. Przecież mówię, że z toporem to do dżungli! Wbrew pozorom nie taka ona egzotyczna... Wręcz pospolita w dyskusjach politycznych.

      Usuń
    8. Nie wiem skąd się wzięła piórkowość, ale wiem, że mój szef miał niezwykle "lekkie pióro", wystarczyło, że łyknął 50 g wódeczki, i po przyłożeniu pióra do papieru samo mu pisało świetne teksty. Ale po 4-5 wódeczce "co to wiadomo, że nigdy nie zaszkodzi", jego pióro stawało się toporem, a teksty topornymi.
      Co do "topora" to ja chciałem tylko zauważyć, że nie można porównywać dwóch stylów na takiej zasadzie: cyt.:

      "...alElla14.04.2013, 09:37
      Cieszy mnie, że kolejny Pan docenił notkę i zauważył jej piórkowość. "Waga piórkowa" jest wielką sztuką. Ja przynajmniej tak uważam. Toporem jest o wiele łatwiej..."

      bo to są odrębne style. Czekam aż Bet, albo alElla napiszą np. o "Zadowolonym obywatelu" posługując się "toporem". :) ;)
      Ale topornie mi to wyszło.

      Usuń
    9. Piórkowość została wyjaśniona w drzewku alElli. Wyjaśniałam też, że topory w moim wydaniu wychodzą fatalnie.
      Widzę, że Zadowolonego Obywatela nie możesz mi wybaczyć :)))

      Usuń
    10. No tak. Takiej zdrady PRL-u nie wybacza się łatwo.

      Usuń
    11. Proponuję zieloną gałązkę pokoju.

      Usuń
    12. No to gram w zielone! :)

      Usuń
    13. Anzai, z łatwością pisania Twojego kiedyś szefa po pięćdziesiątce, to podobnie u mnie. Dobrze się mi pisze po jednej, drugiej, no dobrze, może trzeciej szklaneczce. Potem nie zawsze trafiam w klawisze, zwłaszcza że mam małe (klawisze), że bez "wspomagania" też nie trafiam.

      Usuń
    14. Och,cho... nie wierzę w ani jedno słowo, Honiewicz. Będziesz się nazywał Szklaneczkowicz od teraz.

      Usuń
    15. Bet, to w miejsce Honiewicza? Za długie to nazwisko. 15 liter!!!
      Bez szklaneczki ze złocistym kolorze płynu, o smaku wyrafinowanym, o zapachu ekscytującym trudno by było......

      Usuń
  11. Bet,pliszka to taki zaostrzony z obu stron kawałek kijka (tak ok.5cm długości).
    Zabawa polegała na tym,że kładło się to na ziemię,uderzało pałką z jednej strony,pliszka wyskakiwała do góry i wtedy sruuu! ją pałą z całej siły aby jak najdalej poleciała. To tak z grubsza,bo jeszcze przy tym inne ceremonie obowiązywały. a randki to tyż,tyż,ale to sporo lat później..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaaaaa.... takiej zabawy nie znałam. To wygląda prawie jak amerykański bejsbol.

      Usuń
    2. Bet, to co M-16 opisał nie jest do bejsbola podobne. U nas, to palant był. A ta pliszka u M-16, to u mnie była klipa.
      Przednia zabawa to była.Wymagała refleksu, sprytu, no i oka!!!

      Usuń
    3. O! Co raz więcej się dowiaduję o chłopięcych zabawach.

      Usuń
  12. http://www.facebook.com/l.php?u=https%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Ffeature%3Dplayer_embedded%26v%3DfIYLTIG82zY&h=0AQFY36XR

    Bet, to na dobranoc. H.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, H. Wielka jest potęga życia. Nie było na dobranoc ale na dobre popołudnie.

      Usuń
  13. Zadziwiające, że przy tym temacie nikt nie pamiętał o...

    http://www.youtube.com/watch?v=NeWYgFQYAF0
    http://www.youtube.com/watch?v=TniEe4ay_0Y

    alleneteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. alleneteiner, dziękuję bardzo za przypomnienie tej piosenki. Pozwoliłam sobie włączyć ją do notki bo naprawdę warto.
      ps czy allensteiner to Ty? Czy pomyliłeś się w podpisie?

      Usuń
    2. To nie jest "nasze zielone!!!".
      Obie piosenki, M. Umer, i W Młynarski powstały prawie 30 lat po "naszym zielonym". Nasze zielone to "Alibabki":

      http://www.youtube.com/watch?v=ro_rTrIvkQs

      Nasze zielone to dziecinna gra, a gra w zielone, to gra, ale gra z życiem, i to jest zupełnie inny temat. Ot, zbieżność słów. Ale dobrze, że allensteiner przypomniał i tę drugą wersję.
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Anzai, połowicznie masz rację. Alibabki są bardziej nasze i dotyczą tej dziecinnej zabawy. W moim tekście pobrzmiewa jednak też coś więcej niż dziecinne igraszki więc i Magda Umer tu pasuje.
      Wlepiam Alibabki do notki także
      i dziękuję za czujność.

      Usuń
    4. Znalazłem tę oryginalną wersję Olszy:
      http://www.youtube.com/watch?v=w6C6VjDZ2FE

      Usuń
    5. Wiesz Bet, tym razem chyba nie dam się przekonać. Młynarski i Umer to klasyczne protestsongi, nam tej 30-paroletniej młodzieży o coś wtedy jednak chodziło. Natomiast Olsza i Alibabki to jest właśnie to "wycie do wiosny", wycie i nic więcej. Nie mylmy epok. I tego się będę trzymał. :)

      Usuń
    6. I tak cie nie przegadam:))) Idę wyć do księżyca:)))

      Usuń
    7. Bardzo ciekawy zapis "wycia"...Hi,hi,hi..

      Usuń
    8. Już się "wywyłaś"?
      Bo ja tak, i "nie chcem, ale muszem" stwierdzić, że cenię takie notki, gdzie wspólnymi siłami ustaliliśmy czym była ta gra w zielone, i co było nagrodą (ja nie wiedziałem, Honiewicz szczypał dziewczyny).
      Osobiście zaskoczyło mnie to jakie olbrzymie spustoszenie w psychice małego człowieka spowodowała II wojna światowa. Przecież ta "gra w zielone" funkcjonowała w międzywojennej Polsce, i grali w nią dorośli! Po wojnie z powodzeniem bawiły się nią dzieci. Jest tu gdzieś miejsce na infantylizm naszych przodków, a może to tylko przemiany kulturowe?
      No cóż, gdyby nie allensteiner to pewnie byśmy dalej lukrowali tę piękną notkę, a tak mamy jeszcze "wartość dodaną".
      Gratuluję!

      Usuń
    9. anzai, taka jest uroda tego bloga, że "każdy wnosi coś swojego..."- patrz motto bloga w ramce po prawej. Wszystkim za to dziękuję.
      Wasze piosenki bardzo wzbogaciły notkę, która i tak w zamyśle miała wzbudzać refleksje nie tylko związane z zabawą.
      I chyba wzbudziła.
      ps nie wyłam, usnęłam:)))

      Usuń
  14. Żebyś widziała mój rękopis.....

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę klikopis:)) Już poprawiam pisownię Twojego nicka w notce u góry!

      Usuń
  15. Bet, pewnie, że grałam w zielone.Gram nadal, dla samej siebie, jak Pollyanna w zadowolenie.
    A pomidor też był, tak jak u Ciebie, na trzepaku. A po zabawie robiłyśmy fikołki i gwiazdy też, ale to już nie każda chciała, do tego potrzeba było więcej odwagi.
    Pozdrawiam wesoło:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, widzę Twoje zielone w każdej notce i pochwalam.
      Fikołki fikałam ale tylko z niższego poziomu trzepaka. Natomiast gwiazdy nigdy nie umiałam zrobić, podobnie jak przeskoczyć kozła na WF-ie. To skakanie przez kozły to moja szkolna trauma. Nikt jednak sie wtedy takimi fobiami nie przejmował. Nosiło się etykietkę "niezdary" i już.

      Usuń
    2. Ja też z parteru i to wyższego:), przy gwieździe musiało być dostatecznie wysoko. A kozły to faktycznie dzieliły na tych co przeskoczą i się ...zatrzymają. To może przy zaliczeniu fikołków na materacu nadrabiałaś?

      Usuń
    3. Ja wskakiwałam na kozła i siadałam jak placek na środku. Dalej nie chciało mnie wyrzucić:))) Tak, na materacu szło mi lepiej, ale stresu kozłowego nie zapomnę nigdy.

      Usuń
  16. Dzięki, Bet, za rozgrzeszenie. Rzeczywiście, w pierwszym momencie naszły mnie wątpliwości, czy wyciągnąłem właściwe zielone. Ale przecież Umer, Młynarskiemu, czy - istotnie najsłuszniejszemu - Olszy szło o to samo zielone, co Bet, tylko z zastosowaniem innej formy wyrazu i innej techniki przekazu. Czyż wszyscy tu obecni jesteście dużo młodsi od wymienionych wyżej, z wyjątkiem Olszy?

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi,hi,hi... na temat młodości można dyskutować:))) Od Olszy chyba jesteśmy młodsi, ale od M.Umer to już niekoniecznie:)))
      Dobrze, że wyjąłeś zielone, bardzo dobrze. Jak widzisz anzai poszedł tym samym tropem i wyszukał takie perełki jak prezentowane w "dośpiewku".
      Na tym polega urok tego bloga, że goście wzbogacają prezentowane treści. Za to Wam wszystkim dziękuję.
      ps przeczytaj motto bloga w ramce po prawej.

      Usuń
  17. Ciepełko się zrobiło,pewnie Wędrowna Mróweczka Bet ruszy na szlak,wędrując uparcie i skrycie..Oj, będzie chyba posucha na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie. Na jutro deszcz zapowiadają:)))

      Usuń
    2. Deszcz? To znakomita okazja do zajrzenia w dawno nie odwiedzane zakątki tego interesu przez jego szefową...

      allensteiner

      Usuń
    3. A żebyś wiedział! Będą dawne zakątki porządnie odkurzone, już wkrótce.

      Usuń
  18. Żałuję, że nie zajrzałem tu parę dni temu. Prawdopodobnie po mojej "wiosennej depresji" nie pozostał by żaden ślad.
    Chociaż z drugiej strony o czym bym wtedy pisał w swoim felietonie?

    Jednak jak się położy na jednej szali wątpliwej jakości felieton a na drugiej tekst bezboleśnie aplikujący "radość życia" - to werdykt może być tylko jeden.
    Bet - to już wystarczający powód by Cię nie lubić!!
    Jednak jakoś nie potrafię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. _leszku, jakże miłe to wyznanie! Dziękuję!
      Cieszę się, że po depresji już nie ma śladu. Tematów do pisania nie zabraknie.

      Usuń
  19. Jestem w Bieszczadach i mam zielono. Trawę na pewno, pąki na drzewach jednak mocno zwinięte jeszcze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honiewicz, jakże zazdroszczę tego natury łona! Upajaj się zielonością. Pąki obudzone już choć w górach jeszcze troszkę zaspane.

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.