piątek, 17 maja 2013

Maggiczna przyprawa



Na wyraźne życzenie  Allensteinera przedstawiam ponadczasową uniwersalną przyprawę nie tylko do zup i sosów.

       
Ostrożnie! Wkraczamy w świat magii… Popularna i stosowana przez lud nazwa brzmi Maga. Nie jest to zwykłe uproszczenie nazwy, ona magicznie poprawia smak potraw! 

Do czego się ją stosuje? Do wszystkiego! Ja szczególnie polecam: do chleba z masłem, zupy ziemniaczanej, makaronu oraz kasz wszelakich. Mój sąsiad jadał grysik ugotowany na gęsto i skrapiany „magikiem”…

Przyprawa Maggi występuje w dwóch stanach skupienia: stałym w formie kosteczek oraz ciekłym w kanciastych buteleczkach. Nasza kanciasta bohaterka, Maggi, to jedna z nielicznych dostępnych w PRL przypraw. Stołówkowe i barowe stoliki z laminatu zdobiły zestawy przypraw zawierające: sól, pieprz oraz maggi. W sklepach PSS Społem, na ladzie, tuż obok wagi uchylnej do ważenia towarów, stał szklany słój z kosteczkami Maggi. Kupowano je na sztuki. 

Obecnie, Maggi straciła na atrakcyjności z powodu inwazji chińskich sosów sojowych oraz przeróżnych mieszanek ziołowych. Podobno stawiana jest na najdolniejszych półkach w markecie… Ach, ta konkurencja!

Z czego jest zrobiona magiczna Maggi?  Studiuję  etykietę. Drobnym druczkiem, z boku buteleczki z trudem czytam:  woda, sól, wzmacniacze smaku/glutaminian mono sodowy/ E 635, ocet, glukoza, ekstrakt drożdżowy, aromat.

Brzmi znajomo, prawda? Jest, jest! Słynne E-ileśtam! Straszne chemiczne  ulepszacze i poprawiacze stosowano już od 1886 roku i truły nam poprzednie pokolenia! 

Wynika z tego, że działanie przyprawy to nie żadna magia lecz chemia? 

Niezupełnie. Otóż, zalecany ekologiczny zamiennik Maggi to roślina o wdzięcznej nazwie Lubczyk. Tak, tak, ten sam lubczyk stosowany przez wiedźmy i czarownice  w celu pozyskania męskich serc.  Ludowa nazwa tej rośliny to Maga. 

Koło się zamyka. Lubczyk-Maga- Maggi-Maga. Wszystko jasne?

Lubczyk-Maga dodany do rosołu bardzo wzmacnia smak, a jak powszechnie wiadomo: przez żołądek do serca… 

        Jutro kupię sadzonkę lubczyku. Może się przyda?


51 komentarzy:

  1. Bet podaj adres w Krakowie ,gdzie w ostatnich latach były kostki Magi -ostatnie kupowałam pod koniec lat 80-tych.Płynne były i stąd ten sentyment -bo jak grzyby po deszczu nagle pojawiły się wszelakie smakowe kostki ,które miały być uniwersalne ale nie były takie -jak te małe Magi -które jak dopadłam to brałam i 50 sztuk -pozdrawiam bo zawsze umiesz wzruszyć i wywołać te nasze najgłębiej schowane na dnie serca wspomnienia ...Eliza F.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ElizoF, maggi w kostkach nie widziałam od lat wielu. Wyparły je te smakowe bazyliowe, pietruszkowe itp Ale będę teraz baczniej śledzić półeczki z przyprawami. Staram się wszelakie kostki eliminować z kuchni więc mało uważnie przyglądam się tym kostkowym półkom w sklepie.
      Pozdrowienia odwzajemniam.

      Usuń
  2. Ech - Bet - jestes nieoceniona.Zeby bylo smieszniej kupuje u Turka polskie Maggi.Skad oni to maja w takim razie?Turcy. U Turkow kupuje poza tym polski chleb,cwikle,buraczki, ..i polska chalwe.
    Lubcyk poznalam w Niemczech. I od tego czasu wole do zupki dodawac swiezutkiej roslinki.Smaki sa rozne - rosolu sobie nie wyobrazam bez magi i pieprzu ,rozne potrawy miesne rowniez ale chlebek i makaronik czy kasze to wole jednak bez maggi.WIdzialam jak inni to jedza .Probowac probowalam - wole kilka kropel w zupie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mówiłam, że Turcy to mądry naród. Wiedzą co dobre i sprzedają polskie produkty. Ale... z tą polska chałwą to przesadzili...hi,hi,hi..
      Ja najbardziej zapamietałam maggi z dzieciństwa. Wtedy zjadaliśmy te kosteczki jako przegryzkę. Nie było wtedy chipsów, paluszków i innych słonych krakersów. Widać dzieci potrzebują takich rzeczy. Oczywiście podjadanie maggi było ukradkiem, aby mama nie widziała...

      Usuń
  3. Klik dobry:)
    Pamiętam Maggi na stolikach w stołówkach. Przydawała się szczególnie do rosołu bez smaku - takiego - jedno skrzydełko na 10 litrów wody i sosów z wody z mąką.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, alEllu, dobrze, że przypomniałaś o stołówkowych "przysmakach".
      Zbierzemy to kiedyś w osobna notkę pt "koszmary PRL"?

      Usuń
    2. "Najlepszy" - jaki kiedykolwiek jadłam - był krupnik w sanatorium w Ciechocinku. Szara woda, o zapachu namoczonej brudnej ścierki, z pływającymi w niej glutami. Pensjonariusze wlewali tyle Maggi, że nie wystarczyło dla każdego.

      A z czego robiły się te gluty?

      Usuń
    3. Zapewne ze źle zrobionej zasmażki / w najlepszym przypadku/ lub z powodu nieudolnego zagęszczania zupy wodą z mąką. Po kij zagęszczać krupnik? Same "krupy" zagęszczają. Ale ich chyba w tej zupie było jak mniemam.
      ps zostaw te jedzeniowe horrory na osobna notkę.

      Usuń
  4. Czytajcie wszystko, zwłaszcza drobnym drukiem. Czysta natura - sok wiśniowy czy malinowy zawiera kilkadziesiąt procent soku jabłkowego czy aroniowego, a owocu ze swej nazwy - mniej niż 5 %. Pasztet pieczarkowy zawiera soję, a także 1,5 % pieczarek. Kostki rosołu z drobiu od kostek bulionu warzywnego różną się tym, ze w drobiowych jest 0,5 % mięsa...

    Maggi o smaku identycznym z naturalnym? Przypominam trzecią postać Maggi - moja mama miała w ogródku - zrywała listki z odpowiedniej roślinki.

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. allensteiner, o trzeciej postaci Maggi nie zapomniałam. To jest lubczyk, popularnie nazywany Maga lub Maggi. Świetnie nadaje się do zup i wzmacnia ich smak nie gorzej niż chemiczne ulepszacze. Stanowczo polecam lubczyk zamiast, nawet tej starodawnej i zapewne zacnej Maggi.

      Usuń
    2. U nas też rósł w ogródku lubczyk o zapachu maggi. Dziewczynki dostawały go do pierwszej po urodzeniu kąpieli. Ale nie wiem, z jakich powodów i dlaczego tylko dziewczynki.

      Usuń
    3. Jak to dlaczego dziewczynki? Aby miały powodzenie u chłopaków! Ja nie dostałam tego do kąpieli, jestem pewna.Buuuuuu...

      Usuń
  5. Ja Wam dam "koszmary PRL". A kysz, a kysz ... ;) :)
    Co do Maggi to to jest to! Też daję się uwodzić temu smakowi, ale nie polecałbym dzieciom, bo jeszcze im, tfu, tfu, tfu, wyrośnie ucho między oczami. Nie bardzo wierzę w te wszystkie polepszacze, utrwalacze, i poprawiacze smaku, skoro nawet wyroby masarskie potrafimy robić z padliny ... Niedawno rozbroił mnie jeden z producentów, który ze szczerością stwierdził, że w produkcji wędlin najbardziej przeszkadza konieczność stosowania 30% wsadu ... mięsa. Podobno bez tego szynki byłyby lepsze i smaczniejsze. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anzai, koszmary były, były... teraz też są. Zawsze będą. Te peerelowskie powspominamy z rozrzewnieniem jako "bywsze".
      No tak, trzeba nam badacza zawartości mięsa w mięsie - to też peerelowskie badanie:))))

      Usuń
    2. Pewno, że były koszmary w PRL, ale one wcale nie stały się "bywsze", bo są nadal, tyle, żnacznie wieksze i bardziej dolegliwe.
      W poprzedniej notce dałem linka do receptury Maggi, więc tu tylko zacytuję:

      " ...Wśród tych dodatków znajduje się m.in. E635. To rybonukleotyd disodowy, który ma znacznie silniejsze działanie niż glutaminian sodu. Choć Unia Europejska dopuszcza jego stosowanie, nie brakuje opinii, że ten wzmacniacz smaku może wywoływać lub pogłębiać astmę, nadpobudliwość, zmiany nastroju, problemy z nerkami, swędzące wysypki skórne. Powinny go unikać osoby uczulone na aspirynę i dzieci przed 12 rokiem życia.

      Najwięcej kontrowersji budzi jednak glutaminian sodu. Według niektórych badań MSG (skrót od angielskiej nazwy – monosodium glutamate) spożywany w zwiększonych dawkach może wywoływać uszkodzenia komórek mózgowych. Sugeruje się, że substancja wpływa na przypadłości neurodegeneracyjne, takie jak choroba Alzheimera, Parkinsona i Huntingdona. Co więcej, niektóre badania wykazały, że glutaminian sodu wywołuje niekorzystne objawy fizjologiczne, takie jak drętwienie, osłabienie i palpitację ..."

      Smacznego! Szczegóły na stronie:

      http://kuchnia.wp.pl/zyj-zdrowo/health/1448/1/10/przyprawy-w-plynie-sama-chemia-.html

      Usuń
    3. Dziękuję bardzo za szczegóły. Wystarczy to co już napisałeś. Drętwienia już mam...

      Usuń
    4. Drętwienia ustają po prostym przepisie na tatara.
      Z uwagi na to, że zbliża się lato i surowe mięso jest zbyt ryzykowne ja przekręcam przez maszynkę jakąś średniej klasy kiełbasę, a dalej jak zawsze: żółtko, cebulka, pieczarki, trochę czosnku i soli, biała bułeczka z masłem i DUŻO MAGGI. Można też 20-50 g koniaku (dobra Metaxa), ale do gardła, nie do tatara.

      Usuń
    5. ooooo....tatar z kiełbasy? Koniak do tatara? Hmmm.... ale skoro dretwienie ma ustapić to trzeba zaryzykować.

      Usuń
    6. Uważaj tylko na Honiewicza, któy ma tendencje do modyfikowania przepisów na napoje, i w zasadzie zawsze dodaje jedno dwa zera do grammatury. A to już grozi zdrętwieniem na zawsze.

      Usuń
  6. Bet, jak już urośnie Ci ten lubczyk, to pamiętaj o ważnej zasadzie. Potrawę z lubczykiem nie podawaj swojemu lubemu, gdy planuje wyjście po posiłku, gdzie są inne kobiety. Zdrada murowana! On działa na chętkę na tę panią, która w danej chwili jest w pobliżu. Nie musi być ta, która strawę z lubczykiem podała.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaaaaa, z lubczyku można też robić nalewki. Polecam zalewanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo... dziękuję za ostrzeżenie. Nie widziałam, że lubczyk jest taki mało inteligentny i nie wie co robi:))))
      Ciekawe jakie działanie ma nalewka z lubczyku...

      Usuń
    2. Pewnie, jak każda nalewka. Robi kaca hi, hi...

      Usuń
    3. To na pewno ale myślę, że ma też jakiś wpływ na amory???

      Usuń
    4. Ma działanie wiatropędne. Nie wiem, czy to pozytywnie wpływa na amory, ale... mało romantyczne :)))

      Usuń
    5. Amory przeminą z wiatrem...

      Usuń
  8. Oj, alEllu, nie strasz Bet lubczykiem! Nawet zapity mocniejszym trunkiem ochoty na kobiety nie rosną. Sprawdzone!
    Co zaś do maggi, to jest to znakomita przyprawa. Dobra do wielu potraw, chociaż nie próbowałem do chleba z masłem o czym Bet napisała. Na pewno sprawdzę.
    Tatara trudno mi by było zjeść bez maggi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Po lubczyku Ochoty nie rosną? To, jak mawia alElla, po kij go jeść i zapijać?

    OdpowiedzUsuń
  10. Dla smaku, Bet, dla smaku. Chleb z masłem i maggi spróbowałem podczas kolacji. Bardzo dobre. Dziękuję za podpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  11. Może jednak, Honiewicz, eksperymentowałeś w towarzystwie niewłaściwych kobiet? Albo powinieneś uzupełniająco lub zastępczo stosować inne środki, o czym przypomina piosenka kończąca się słowami, że wina czasem brak...

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. allensteiner, nie mogę tego wykluczyć. Acz, wtedy, wydawało się, że to nie ma większego znaczenia, bo po każdej butelce więcej te "niewłaściwe" stają się właściwe.
      I niedowierzanie budzi się gdy: - "Lecz Ziuta, gdy wytrzeźwieje człowiek, wtedy inny gust ma, inny smak"

      Usuń
  12. W sytuacji jaką wyżej opisują allensteiner i Honiewicz rano budzi się para tych "niewłaściwych", co im się wcześniej wydawało, że są "właściwi".
    On, z niedowierzaniem patrząc na to co jeszcze wczoraj było bóstwem, pijackim bełkotem pyta: - ty, ile ty k.... masz lat?
    Ona, z lubieżnym i zalotnym uśmieszkiem odpowiada: - tyle, na ile wyglądam.
    On: - nie pie..ol, ludzie k.... tyle nie żyją ...


    PS. Bet, jeżeli uznasz, że nie ma tutaj żadnego związku z lubczykiem to kasuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panowie, troszkę odeszliście od tematu ale w granicach dopuszczalnych zważywszy na romansowe właściwości lubczyku.
      Lubię przysłuchiwać się męskim pogaduszkom:)))

      Usuń
    2. Panowie normalnie świntuszą, hi, hi...
      Więcej lubczyku lepiej im nie dawać.

      Usuń
    3. Obawiam się, że to nie lubczyk tak na nich wpływa...

      Usuń
    4. Przyszłam zobaczyć, co Panowie na to, a oni się pochowali i nie zdradzają, co na nich wpływa?

      Usuń
  13. Stoi u mnie w kuchni zgrabna nieduża buteleczka wypełniona maggi. Ma swój charakterystyczny smak. Nie nadużywam jej, ale na pewno pasuje do kapustnych, do niektórych sosów mięsnych. Miałam lubczyk (inaczej maggi) w ogrodzie, świeże, a zimą suszone listki... po którejś zimie nie wyrosła,zapomniałam o niej.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akwamarynko, jeśli masz ogród to koniecznie uprawiaj lubczyk. Listki lubczyku można podobno zamrażać w ramach zapasów na zimę...
      Też mam maggi w butelce, nawet chyba dwie... ale prawdę mówiąc prawie ich nie używam. Stoją z przyzwyczajenia:))))

      Usuń
    2. Jak na razie w żadnym zaprzyjaźnionym ogródku nie spotkałam lubczyku. Szukam dalej...
      Moja mama suszy. ja tez suszyłam. Podejrzewam, że mrożony ma ten najlepszy smak.
      U mnie syn zaczyna pichcić, czasem tez korzysta z tej przyprawy:)).
      Pozdrawiam:)

      Usuń
    3. Dziś dostałam wiązeczkę lubczyku z zaprzyjaźnionego ogródka. Pachnie cudownie. Oskubałam listki i zamroziłam...
      Sprawdzę smak za kilka dni i dam znać jaki efekt. W razie czego mam pozwolenie na dalsze skubanie w tym ogródku:))))

      Usuń
  14. Moja żona pisze mi na liście zakupów - Kup maggi Knorra. Ja jej mówię albo , albo
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację...maggi Knorra nie istnieje. Kup żonie lubczyk - będzie zachwycona.

      Usuń
    2. Lubczyk rośnie mi już w ogrodzie, trzeb tylko wyciągnąć rękę

      Usuń
    3. Super, Antoni! Smacznego życzę!

      Usuń
  15. Ale wstyd po smrodzie i tak pozostanie... feee...

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie przypuszczałem, że znajdę się na tak eksponowanym miejscu i do tego - na tak długo. Pozdrawiam

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. allensteiner, czy jest ci tu źle?

      Usuń
  17. Lepiej późno, niż wcale... Odszukawszy w sklepie Maggi ucieszyłem się pamiętanym z dawnych czasów kształtem butelki i kolorem etykietki i z entuzjazmem zacząłem używać. W końcu jednak przeczytałem.

    Składniki: woda, sól, wzmacniacze smaku (glutaminian monosodowy E635, ocet, glukoza, ekstrakt drożdżowy, aromat.

    Wszystko się zgadza, oprócz... maggi.

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.