sobota, 4 stycznia 2014

Partner za złotówkę, kto da więcej?



Gdy dziś rano dowiedziałam się, że tak właśnie młodzież organizuje sobie towarzystwo na Studniówkę – zbaraniałam. Ten stan trwa nadal, a nawet pogłębia się po przyjrzeniu kilku zaledwie stron w tym temacie.




         Jako, stary studniówkowy wyjadacz od kilku już lat ignoruję ten temat w poczuciu bezsilności. Na cóż słowa dezaprobaty, pojedynczy protest polegający na bojkocie tej „szkolnej” imprezy skoro świat młodzieżowej obyczajowości i tolerancja dorosłej części społeczeństwa  zmierza w tym koszmarnym komercyjnym kierunku? Tego nie da się zatrzymać! 

        Studniówka – cóż znaczy teraz to słowo? Co ma wspólnego ze szkołą i końcowym etapem szkolnej edukacji  zbiór przypadkowych, wystrojonych za niebotyczne kwoty i sztucznie wypacykowanych osób w obcym, wynajętym na jeden wieczór lokalu? W tych okolicznościach nawet resztki studniówkowej tradycji jaką jest inaugurujący bal polonez wygląda groteskowo. Który z wylicytowanych na aukcji partnerów zatańczy szkolny układ? Który z nich odróżni profesora-nauczyciela od kolejnego kupionego na portalu partnera? Skąd wiemy czy taki „zakup” to nie jakiś bandyta i gwałciciel? Co to ma być? W jakim celu i dlaczego szkoły nadal uporczywie nazywają te imprezy Studniówkami i firmują je swoim oświatowym autorytetem? Przecież to nie ma żadnego sensu, a nawet jest społecznie szkodliwe.

        Na naszych oczach rozwija się handel ludźmi. Za usługę „studniówkowego partnerstwa” pobierane są opłaty. Zarabiają portale internetowe, zarabiają młodzi ludzie traktując to jako „dorobienie do kieszonkowego”, a stąd tylko krok do dalszego zarabiania ciałem. Gdzie kontrola rodzicielska i pedagogiczna? Czy w udzielaniu samodzielności i okazywaniu tolerancji nie posunęliśmy się za daleko? Przecież uczestnicy tych internetowych aukcji nie są sierotami! Telewizja ukazująca studniówkowe portale bez cienia wątpliwości o jakości etycznej tego przedsięwzięcia doskonale kształtuje kiepskie wartości moralne. A może się mylę i moje oburzenie to znak nieprzystosowania, niezrozumienia nowych czasów? 

     Wrrrr… Kto powarczy ze mną?

88 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Zgłaszam się do warczenia. WRRRRRR!!!!!

    Ale... z drugiej strony żal mi tych studniówkowiczów nie mających koleżeństwa ze szkoły na tę zabawę. Przecież całą atmosferę studniówki tworzą rozmowy na znane sobie tematy, o nauczycielach, kolegach i koleżankach, a także przytulanki w tańcu z tym miłym/miłą kolegą/koleżanką. Bardzo uboga w doznaniach musi być młodzież na tych studnikówkach z licytacji...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest powód do zastanowienia. Dlaczego młodzież posuwa się do korzystania z portali zamiast pielęgnować więzi koleżeńskie? Przecież okazji do poznawania się "na żywo" nie brak!

      Usuń
    2. Dziękuję za wspólne powarczenie. Wrrrr.....

      Usuń
    3. AlElla warczy? No to ja się zabiję..

      Usuń
  2. Też powarczę, ale tylko do połowy.
    Bezapelacyjnie masz rację, że dzisiejsza Srudniówka (kliknęło mi się r zamiast t, ale może i lepiej?) nie ma nic wspólnego z tradycją szkolną. Moja w 1968 r. też była zrobiona na "odp ... się", ale były do tego powody. W każdym razie siedzieliśmy w swoich przystrojonych klasach, a na ławkach chyba były jakieś słodycze. Na tańce schodziliśmy do sali gimnastycznej.
    Natomiast nie warczę na zwyczaj "wypożyczania partnera" z różnych powodów, bo nie wszyscy chcą się już "partnerować", a większość chce tylko imponować, kasą, ubraniem, no i ... partnerem.

    Andrzej Rawicz (Anzai)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wierzę, że ci się "kliknęło" bezwiednie:))) Warczymy pełnym warkiem albo wcale!
      Myślę, że trzeba warczeć na imponowanie kasą, ubraniem, partnerem. Przynajmniej w realiach szkolnych żeby zachować choć cień funkcji wychowawczej.

      Usuń
    2. Anzai, przecież nie musi być partnerstwo. Myśmy (LO) kolegowały się z całym Technikum Mechanicznym, bo miałyśmy tylko kilku chłopców w klasie. Ileż wspólnych wspaniałych zabaw szkolnych - tzw. "choinek", obozów, kina... , w końcu studniówka. Takich chwil się nie zapomina nigdy.

      Usuń
    3. No jasne, że tak. Nie było dawniej presji na bycie z kimś. Nikogo nie dziwiło, że dziewczyna czy chłopak idzie na studniówkę bez pary. Wszyscy bawili się razem, z nauczycielami też.

      Usuń
    4. Bet droga, toż by Ciebie dzisiaj wyśmiał cały społecznościowy "szajsbuk". Dziewczyna, która nawet ma chłopaka, z którym się partneruje, ale niższego od siebie, na studniówkę kupuje takiego 183 centymetrowego, bo wstyd z niższym, w ktorym się zakochała na swoje wielkie - studniówkowe - nieszczęście.

      Usuń
    5. Kliknęło mi się bezwiednie, ale potem już całkiem "wiednie" to pozostawiłem ... myślę, że ze świadomością, iż obecne studniówki nawet się nie umywają do naszych. Tam powstawały przyjaźnie, związki, a nawet małżeństwa. Dzisiaj to wszystko można kupić, bo na wszystko jest cena.

      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    6. alEllu, to straszne jest co mówisz... Zwykłe warczenie nie wystarczy!
      Czy cena takiego "partnera" zależy od wzrostu? Może taki 170 jest tańszy?

      Usuń
    7. Anzai, Rawiczu Andrzeju /hi,hi,hi... Boisz się posadzenia o zdradę?/ Nie oburzam się na Twoją półświadomą /wszystko robisz na wpół:)))/ literówkę bo to racja. Racją jest też to co mówisz o przyjaźniach i związkach. W tych prawdziwych Studniówkach liczyło się wspólne ich przygotowywanie, praca nad dekoracjami, programem kabaretowym, zdobywaniem żywności itp... Zawsze, po każdej takiej Studniówce widać było świeżo zakochane w sobie pary i naprawdę czasem kończyło się to szczęśliwym małżeństwem.

      Usuń
    8. Po studniówkach różne rzeczy się zdarzały, i dobre, i złe, ale na ogół było to środowisko o dużym oddziaływaniu. Dzisiaj za naukę się płaci i wymaga, a dyplomy za marchewkę nie są nawet wyjątkiem.
      Podpisuję się nickiem podwójnym, bo wiele osób nie kojarzy tych kilku blogów ze mną.

      Usuń
    9. Nie przesadzajmy, za naukę w szkołach średnich płaci grupa bogaczy, większość to szkoły publiczne, a kupowanie dyplomów techników chyba nie jest za bardzo rozpowszechnione. Zresztą uzyskanie takiego dyplomu za marchewkę nie jest teraz takie proste. Obowiązują egzaminy oceniane przez Komisje Centralne. Nic nie da przekupienie nauczyciela prowadzącego.

      Usuń
    10. Chyba wczoraj podano w TV jak była nauczycielka sprzedawała świadectwa dojrzałości. Wpadła, bo liceum było żeńskie, a matury wydawano wyjeżdżającym do Anglii chłopakom. Wynika z tego, że korupcja dotarła do Komisji Centralnej ...?

      Andrzej Rawicz (Anzai)

      Usuń
    11. Nie wierzę w to. Chyba, że sprzedawała takie stare, już i tak nieważne licząc na to, że Anglicy się nie połapią. Nie wiem jak to możliwe bo druki świadectw są zabezpieczane jak papiery wartościowe... No, ale ja nie jestem oszustem więc się nie znam.

      Usuń
    12. Znowu manowce, proszę Towarzystwa, ha? Toż studniówka dopiero. Do dyplomów w maju dojdziemy :)))

      Usuń
    13. Zgadza się. n
      Nawet nie w maju, a gdzieś w połowie lipca teraz to się odbywa. A sezon studniówkowy dopiero się zaczyna.

      Usuń
  3. Możemy warczeć, ale zauważmy, że przecież studniówka to tylko kolejny etap. Komercja i pokazówka zaczyna się od komunii i bierzmowania, a dalej już z górki. Tylko najstarsi ludzie pamiętają, że kolejne etapy duchowego czy duchownego wtajemniczenia mogły się obejść bez kosztownych strojów i prezentów, bez wystawnych przyjęć, a bal maturalny - w gronie klasy, czy kilku równoległych klas i ich nauczycieli. Niestety, ważniejsze stały się inne sprawy, niż wychowanie młodego pokolenia.
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i kto tego uczy te dzieciaki? No kto?

      Usuń
  4. Bet, zapominasz, że panta rhei ! Ale, mimo tego, podzielam Twoje zniesmaczenie oraz wnioski z tego nowego sposobu studniówkowego - wyciągnięte.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płynie... płynie... Ala dlaczego w kierunku zatracania? Przecież zmiany mogą podążać w kierunku rozwoju...

      Usuń
    2. Och, alEllu - jaka mądra Twoja wypowiedź! Jasne, że płynie, jasne, że dostrzegamy zmiany ale przecież nie musimy godzić się ze złem. Upływ czasu nie jest tu żadnym wytłumaczeniem.

      Usuń
    3. Honiewicz, rozumiem, że dołączasz do chóru warczącego:)))
      Popatrz jak pieknie alElla skomentowała to płynięcie...

      Usuń
    4. Tak, Bet, warczę na te nowomodowe obyczaje. Zasmuca, że piękną tradycję - także czegoś uczącą - zamienia się w handel "żywym towarem".

      Usuń
    5. Jak miło z Wami powarczeć w słusznej sprawie.

      Usuń
  5. Ha no nie wiem ,co gorsze. Sama nie wiem. Bo wiem jaka traume przezyla moja corka wlasnie traume zwiazana ze studniowka. To bylo baaardzo dawno temu .D o LO chodzily w wiekszosci dziewczyny.Chlopcy z zewnatrz na stusniowke nie byli zaprasani.Ale po oficajlnym rozpoczeciu balu zwyczajowo wpuszczano sympatykow..i narzeczonych na sale tancow.Chlopak corki nie zalapal sie na wpuszczanie -wiec mialam studniwke w domu ..spedzona na pocieszaniu corki .Ktora cala oprawe plastyczna,cale oficjalnie otwarcie przygotowala jako jedyna artystka w towarzystwie .O mojej studniowce nie wspomne - chlopcow nie bylo wcale bo sobie mozna wyobrazic 38 bab i 6 chlopkaow.zadnych zaproszonych gosci nie bylo ...straszne - ja nie poszlam na te studniowke moja a przezyc mojej corki nie chcialabym miec...wiec nie wiem. To sa wspomnienia z przezlosci. Jak jest teraz ale wiem jedno - jako ew.maturzystka chcialabym sie bawic i tanczyc.Poczuc smak doroslosci. A te cala dzisiejsza oprawe,te restauracje ,sale balowe ,wynajmowanie tancerzy ,no ja nie wiem .Byc moze nam sie to w glowach nie miesci .
    Tak nawiasem mowiac - w Swieta obejrzalam kilka polskich komedii w towarystwie mojej corki.Ona swiadomie i z cala premedytacja nie jest na topie jesli chodzi o polska sztuke. Stwierdzila, jedno - komedie sa calkiem ,calkiem ale dlaczego wylacznie o przekretach,pieniadzach i kryminalistach...Chodzila o Swira,,dzien kojota i Nikosia Dyzme.Ten ostatni moim zdaniem jest tragicznie smutny..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Renato, Przeżycia Twojej córki to wynik bylejakiego i niejasnego postępowania szkoły. Zasady muszę być jasne: zapraszamy "narzeczonych" lub nie tolerujemy ich obecności. Wpuszczanie lub nie, bocznym wejściem, wg jakiegoś "widzimisię" jest niedopuszczalne. A może niewpuszczenie towarzysza córki było spowodowane jego zachowaniem? Przepraszam, za podejrzenie, ale taki mógł być powód. Myślę, że w tym przypadku nietrafiony bo chłopak zapewne uczestniczył z Tobą w pocieszaniu rozczarowanej dziewczyny.
      POlskie komedie chyba nie są najmocniejszą stroną naszej kultury, prawda? Są oczywiście takie mówiące o miłosnych perypetiach itp ale znacznie gorszej jakości. Lepiej żeby tego nie oglądała córcia:)))

      Usuń
  6. Od wynajęcia partnera czy partnerki na studniówkę do wynajęcia partnera czy partnerki do łóżka droga krótka...

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pominąłbym więc tę studniówkę.

      Usuń
    2. Allenteiner, zauważyłam również ten problem. jest o tym w tekście notki. Niestety, to prawda.

      Usuń
    3. Honiewicz, od kilku już lat pomijam kolejne studniówki aby się nie stresować. Choć te dawniejsze wspominam z rozczuleniem.

      Usuń
  7. Niby tak - teoretycznie masz racje. Moze po prostu kiedys niby nie bylo oficjalnie stron w internecie o wynajciu partnera/ki ...ale te wici rozsylane po roznych znajomych,kuzynach ,kolegach z innych szkol..Bylo tak samo prawie tyle,ze oprawa byla inna...Prynajmniej mnie tak w pamieci zostalo...Bylo siermieznie, niby prosto i grzecznie ale czy na pewno???Inna sprawa,ze to my rodzice uczymy sami te dzieci ,te mlodziez ze kasa,oprawa i blichtr jest najwazniejsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie pamiętam studniówki jako prostej i siermiężnej. No, chyba, że tak nazwać granatowe lub czarne spódnice z krempliny, cienkiej wełny lub kaszmiru oraz koronkowe lub batystowe czy jedwabne białe bluzki z wstawkami z gipiury. Wszystko inne, jak dekoracje, kultura tańca, zespół muzyczny, występy kabaretu szkolnego, zabawa z nauczycielami, były na najwyższym poziomie. Mało jedzenia było, które przecież i tak młodzieży, w takich ilościach jak dziś, niepotrzebne.

      Może było prosto. Za to prostacką, choć z przepychem, to nzwałabym studniówkę, na której byłam z ramienia komitetu rodzicielskiego w czasch bliższych dzisoejszym. A mój syn np. ze studniówki wyszedł bardzo wcześnie ze swoją koleżanką, bo mieli dość zarzyganych łazienek i schodów, po których się chodziło do sali konsumpcyjnej.


      A zapraszania kolegów z innej szkoły nie można porównywać do handlu ludźmi na allegro.

      Usuń
    2. Zgadzam się alEllu - dawniej nie znaczy siermiężnie. Było elegancko, błyszcząco i z zachowaniem etykiety na najwyższym poziomie. Stroje, nawet te biało granatowe też były niezwykle eleganckie i niecodzienne choć z zachowaniem kanonu szkolnego. Jak ocenić wkład pracy młodzieży, nauczycieli i rodziców w ten wspólny uroczysty wieczór? Tego nie da się przeliczyć na pieniądze i nikt nawet tego nie próbował robić.

      Usuń
    3. Renatko, zaproszenie na studniówkę kuzyna lub brata koleżanki nie można porównywać z aukcją na Allegro. Wybacz, ale nie można. Oprawa nie gra to żadnej roli.

      Usuń
  8. Alez oczywiscie - zgadzam sie. Zwyczajnie mysle,ze to rodzice wymyslaja te restaurcje a handel ludzmi - no coz - odgrywa sie na naszych oczach ciagle ,bez przerwy, w mentalnosci rodzicow dzisiejszych przyszlych maturzystow najwazniejsza jest kasa.Juz dawno zapomniano po co wlasciwie studniowka jest. Do czego sluzy szkola tez. Zreszta - dzisiejsi maturzysci to nie ludzie wkraczajacy w zycie a studniowka to nie pierwszy przedsmak doroslosci.Dzisiejsze nastolatki zarabiaja w galeriach na zabawe,kupuja sobie paartnerow itp. Za cichym przyzwoleniem rodzicow.To fakt - w pale sie nie miesci nam ..temu pokoleniu po nas jak najbardziej...Zreszta - mozemy sobie warczec..Moze sie nam to nie podobac ( i nie podoba) ...ale popatrz - Beb w swojej szkole jest bezsilna i pod presja rodzicow i niechetnych nauczycieli ( bo zorganizowanie na terenie szkoly studniowki wiaze sie z wysilkiem wszystkich - mlodziezy,nauczycieli i rodzicow) zatrzymanie idei tych 100 dni przed matura rozmywa sie gdzies ,to juz zadna idea to jest tylko teoria - teraz wazne jest - pokazanie sie ,blichtr i kasa. Byc moze nie mam racji ,nie upieram sie.. bo fajnie przeciez widziec mlodych ludzi z jakimis ideami i potrzebami z tzw. wyzszej pulki niz zwyczajnie kasa..A wodka w toalecie.... no coz - zeby tylko wodka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego oświata się na te wymysły godzi i firmuje swoim szyldem? WRRR!!! Przecież do pokazywania się, niepotrzebna jest impreza szkolna.

      Oświato! Wstydź się!

      Usuń
    2. Rodzice z tej "półki" mogą przecież wysyłać swoje dzieci na bale debiutantek do Wiednia czy Paryża, czyż nie? Po co na studniówkę?

      Usuń
    3. alEllu, wstydzę się za Oświatę! Też uważam, że nie powinna uczestniczyć w tej farsie i wykreślić pojęcie Studniówka z kalendarza imprez. To się zresztą dzieje samoistnie bardzo powoli. W tym roku mamy 4 klasy maturalne. Z tego jedna zrezygnowała w 100% w tej imprezie a w kolejnej klasie zgłosiła się do udziału tylko jedna uczennica z partnerem obcym szkole. Mam nadzieję, że nie zakupionym.

      Usuń
    4. Kolejna pochwała dla alElli za wysyłanie panien na Bal Debiutantek. To jest właściwy kierunek "tego co płynie" /aluzja do komentarza Honiewicza/ dla ambitnych i majętnych rodziców. Po to są te bale, prawda?

      Usuń
    5. Tak w zasadzie... to, czy płynie? Może się cofa? Toż dawno wieki w karnawale m.in. do Krakowa przyjeżdżali na bale debiutantek arystokraci i ziemnianie ze swoimi córkami. Te bale nazywano targiem. W gazetach, które się zachowały można przeczytać: „Rzadka okazja. Majątek około 600 mórg gruntu (w tym stu mórg lasu) zostanie rozparcelowany pomiędzy przyszłych mężów trzech moich córek. Zgłoszenia osobiste przed Popielcem. Kandydaci, mogący się wykazać biletem na bal i zapłaconymi rachunkami, będą mieli pierwszeństwo”.

      Usuń
    6. Płynie w odwrotnym kierunku! może to jest efekt zawracania Wisły kijem?

      Usuń
    7. Zapewne to rodzice z "górnej półki" narzucają takie a nie inne standardy, ale rolą władz oświatowych (i - odpowiednio - kościelnych powinno być pohamowanie tych zapędów rujnujących domowy budżet rodzin, dla których każda wydana setka robi różnicę i po raz kolejny uświadamiające dzieciom, że są gorsze.
      Granatowe fartuchy były siermiężne? Nie tylko. One ograniczały wpędzanie w kompleksy dzieci, nie mogące uczestniczyć w "pokazie mody".
      allensteiner

      Usuń
    8. Oczywiście, że to nauczyciele powinni narzucać standardy szkolnych uroczystości, duchowni standardy kościelnych uroczystości a rodzice standardy rodzinnych uroczystości w tym bale debiutantek jeśli taka ich wola.
      Dlaczego nauczyciele tak pokornie poddają się presji górnopółkowych? Hmmm... Obawiam się, że z lenistwa i braku zaangażowania i odwagi. Organizacja Studniówki w wynajętym lokalu nie wymaga żadnej pracy. Nawet o bezpieczeństwo zadba ochrona hotelowa. Wystarczy przyjść i zamknąć oczy na to jak i z kim bawią się uczniowie.

      Usuń
  9. Renatko, czy to nie my-dorośli, rodzice i nauczyciele jesteśmy odpowiedzialni za wartości jakie cenić będzie młodzież? Pierwszy błąd popełniamy dając dziewczynkom lalkę Barbi i czyniąc z niej bohaterkę dzieciństwa. Dalej już leci zgodnie z reklamami w TV .
    Widzę swoja bezsilność bo należę już do pokolenia odchodzących nauczycieli i mam wokół większość młodych, wychowanych już wg ideologii Barbi. Mój głos przyjmowany jest z politowaniem i wzruszaniem ramion.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wrrrr… Kto powarczy ze mną?
    Ja- to już są szczyty wszystkiego powiem krótko wstyd dla,,,, gdzie tu sens i logika (szkola,uczeń ,rodzic czy nauczyciel ,jak to ma wyglądać?)to jest ta nowoczesność?może myślę innymi kategoriami czy może spadłam z Marsa? serdecznie pozdrawiam







    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie spadłaś z marsz Różo! To się dzieje tu i teraz. Powtarzam, że wstydzę się za szkoły, które nadal organizują takie pseudo studniówki. czas z tym skończyć! Niech młodzież baluje i kupuje siebie nawzajem pod szyldem własnych rodziców i za ich pieniądze. Ja się pod tym nie podpiszę uczestnicząc w takim balu.

      Usuń
    2. Myslałam że chyba śnie że tak nie może być ale jako doświadczony belfer masz prawo do oburzania się ,,świat chyba obraca się do góry nogami''i to ma być ta nowoczesność i postęp -NIE serdecznie pozdrawiam

      Usuń
    3. Kraino, jak widzisz po komentarzach, nie wszyscy podzielają oburzenie. Może jednak taka MA BYĆ nowoczesność a MY jesteśmy gderliwymi dinozaurami?
      Hmmm...

      Usuń
  11. Bardzo dziękuję za podwójną pochwałę. :)

    A ja zastanawiam się, czy pochwalić młodzież, która rezygnuje z tych handlujących żywym towarem studniówek. Z jednej strony pochwalam, ale z drugiej żal mi, że normalni uczniowie, nauczyciele i rodzice coraz mniej mają siły, by przeciwstawić się i postawić na swoim, tylko muszą się wykluczyć... To smutne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano smutne. Cóż, zawsze tak bywało, że prawdziwa cnota choć krytyk się nie boi to jednak zostaje w tyle.

      Usuń
  12. No to może z innej beczki.
    Na szkolnych imprezach (połowinki, studniówka, bal maturalny) z reguły "stałem pod ścianą". Jak już wcześniej pisałem od 2 kl. szk. średniej do końca studiów działałem w Klubie Tańca Towarzyskiego. W efekcie nie chciało mi się męczyć z koleżankami (poza jedną Elą - pozdrawiam), a one bały się tańczyć ze mną. Dopiero w klasie maturalnej dziewczyny zaczęły mnie męczyć o "pokazywanie kroku", więc pokazywałem ;) :)
    Myślę więc, że jednym z powodów wynajmowania tancerzy może być właśnie ten problem. Zauważyłem też, że koleżanki garnęły się do nauki tańca, ale koledzy konsekwentnie stronili. Więc to pewnie też sporo winy nas nauczycieli.
    No i kwestia zasadnicza, potrzeby tego typu nie są dla wielu uczniów, i ich rodziców, potrzebami najważniejszymi. Może to warto zmieniać, a mniej narzekać?
    Andrzej Rawicz (Anzai)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Andrzeju,nie wiem czy dobrze zrozumiałam kwestie potrzeb "tego typu" - chodzi ci o naukę zachowania w towarzystwie, umiejętność tańca itp?
      Na studniówkach /ostatnia w 2009/ tańczy się to co młodzież ćwiczy na bieżąco w dyskotekach. Nie zauważyłam żadnych problemów z tańcem u młodzieży. U starszych "belfrów" zresztą też - świetnie sobie wszyscy radzili. Inauguracyjnego Poloneza maturzyści ćwiczyli kilka tygodni w określonym układzie i tu żaden obcy tancerz nie czułby się pewnie dlatego tańczyli uczniowie z nauczycielami.

      Usuń
    2. Ja miałem na myśli umiejętność tańca", ale może też chodzi o zachowanie w towarzystwie. W każdym razie w mojej klasie dziewczyny tez "gibały" się w rytmie twista, bluesa, rock and rolla,, kozaczoka, a nawet jivea ( to już standard), ale to nie są tańce tylko wygibańce dyskotekowe. Może więc zafundowanie sobie fordansera, to chęć zaimponowania?

      Usuń
    3. Oj nie sądzę, te panny musiałyby jakieś umiejętności same posiadać, a o to nie posądzam większości z nich. A "fordanserzy" to też zwykli chłopcy dyskotekowi.
      Popatrz na ogłoszenia. Dziewczynom najbardziej chodzi o wzrost chłopaka.
      A wracając do Twojego postulatu to nie mam żadnych oporów aby te umiejętności zachowania w towarzystwie i tańca wprowadzać do programu wychowawczego. Można to robić od zaraz - każda szkoła sama sobie ustala program wychowawczy więc nie widzę problemu. Trzeba tylko chcieć i przekonać do pomysłu grono pedagog. To rola dyrektora całkiem możliwa do realizacji.

      Usuń
    4. Chyba powoli dochodzimy do sedna sprawy. Bo masz rację z tymi umiejętnościami, ja jednak nie myślałem o jakimś wysokim zaawansowaniu (bo po co?) tylko o czymś wyższym od zwykłego "gibania", czyli stąpania jak klempa w miejscu. Dla takich "tancerzy" jest obojętny rytm, tańczą wszystko w ten sam sposób, im jest obojętne, czy w danej chwili orkiestra gra walca, tango, czy jakiegoś innego "standarda". I to wygląda śmiesznie i karykaturalnie. Ale wystarczy jak jedna ze stron ma jakieś ogólne pojęcie o tańcu, czyli prowadzi, i już jest inaczej. Może więc chodzi tylko o pozory.
      A może - co gorsze - to jest tylko taki szpan "stać mnie na wynajęcie". Najgorzej, gdyby to miał się okazać sposób na życie wyniesiony np. z domu, czy środowiska.
      Co do propagowania w szkole, to mam pewne obiekcje. Bo nie da się tego wprowadzić ogólnym zarządzeniem, a inicjatywy własne mogą się skończyć kiepsko. W mojej szkole nie było hucznej studniówki, bo liceum środowiskowo umieszczone było w dość konfliktowym otoczeniu (stadion, restauracje, meliny), gdzie dość często dochodziło do bójek z użyciem noży, kastetów, itp. gadżetów.

      Usuń
  13. Andrzeju, wybacz, że to wytknę ale jednak realia szkoły, otoczenia szkoły i sama młodzież szkolna - wszystko to zmieniło się od naszych czasów. Młodzież tańczy co tydzień na swoich dyskotekach i naprawdę nie są to kiwania klempy... Większość bardzo ładnie czuje rytm i rusza się zgodnie z muzyką. Mniej wyrobieni organizują tańce grupowe, kółka, pędzące węże itp.
    Licytacje partnerów to chyba wynik ekspansji świata internetu. Może nawet nasze pokolenie nie jest w stanie do końca tego zrozumieć. Licytuje i kupuje pokolenie "wychowane w sieci" i ich rzeczywistość inaczej się tłumaczy niż nasza.
    Ale,,, Są na tym świecie jakieś wartości niezmienne o czym winni poinformować swoje dzieci rodzice i nauczyciele. Taką wartością jest ludzka godność, która nie powinna dopuścić do wystawiania się na targowisko próżności.
    Nie wszystko trzeba wprowadzać zarządzeniami - wychowawcy maja dość dużą swobodę w układaniu programów wychowawczych. Nikt nie narzuca tematów na lekcje wychowawcze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bet, mówiąc o "kiwaniu klempy" mam na myśli brak PODSTAWOWEJ umiejętności wyczucia rytmu. Jeżeli jedna osoba tańczy 2/1 czyli walca, a druga 2/2, np. tango, to trudno powiedzieć, że oni coś tańczą, poza tańcem wojennym, np. rapowaniem. Moje obserwacje dotyczą środowisk bardziej "utanecznionych" niż szkoły, np. TV program "Jaka to melodia", z t.p. programów dyskotekowych. I to potwierdza moje obawy. Ci co "stoją pod ścianą" i dają się wreszcie zaprosić, z reguły tańczą w stylu amerykańskim, czyli "chodzonego, gibanego, lub połączonego z gimnastyką".
    I pewnie jednak masz rację, że przeważa chęć upokorzenia swojego otoczenia i pośrednio partnera. A to już jest wynik strasznego podziału i rozwarstwienia społeczeństwa. Słyszałem, że potencjalni partnerzy także wynajmują luksusowe samochody i ubrania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A za czyje pieniądze to wszystko się odbywa?

      W zabawach szkolnych chodziło zawsze o to aby "się wyszaleć" a nie prezentować wyuczone umiejętności taneczne. Dlatego wszelkie style tańca na takich imprezach uważam za dozwolone. Nie, dziś nie ma już "stania pod ścianą"... Tańce grupowe wyeliminowały potrzebę "proszenia do tańca".

      Usuń
    2. Bet, jeżeli wrzucimy do jednego worka: domowe prywatki w kapciach, dyskoteki, studniówki, bale maturalne, sylwestry, itd. do jednego worka, i będziemy się przerzucali argumentami z tych różnych imprez, to to nas do niczego nie doprowadzi.
      Syndrom "stania pod ścianą" nie dość, że istnieje, to jeszcze się pogłębia. Pojawia się wszędzie: nie zgłaszamy się do odpowiedzi, nie podejmujemy trudnych zadań, czekamy na innych, itd zawsze wtedy, gdy się obawiamy naszych kwalifikacji, wiedzy, umiejętności.
      "W zabawach szkolnych chodziło zawsze o to aby 'się wyszaleć' a nie prezentować wyuczone umiejętności taneczne" - to po kij wynajmować fordansera? Chyba rozmawiamy właśnie o tym problemie, czyli co się stało, że jednak nie chcą się wyszaleć, a prezentować (kij wie co).

      Usuń
    3. Anzai, rozmawiamy o wypaczeniu idei studniówki oraz o poszukiwaniu wrażeń w aukcjach internetowych. Jestem pewna, że nie o tańce tu chodzi.
      Nie wiem dlaczego twierdzisz, że nie podejmujemy trudnych zadań i nie zgłaszamy się do odpowiedzi.Na jakiej podstawie?
      Mówię o "staniu pod ścianą" na potańcówkach w sensie dosłownym. Nie te czasy gdy panny oczekiwały zaproszenia na parkiet. Same tam wskakują i tańczą solo lub w grupie.

      Usuń
    4. Łooooooo....maaaaa....tuuuuu...niu !
      Nudno już się zrobiło z tym fordanserowocośtam. Normalnie zęby mnie rozbolały.

      Fordanserzy na dancing!
      Panny bogate i szpanujące "kij wie czym" na Bale Debiuantek!
      Uczennice i uczniowie na studniówki!
      Anzai z Bet do kółeczka!

      Usuń
    5. No to nas załatwiła alElla:))) Ale, ale, czy są jeszcze dancingi, takie bez okazji? Dawniej bywały, nawet w dni powszednie w niektórych restauracjach. Dostępne dla zwykłych obywateli.

      Usuń
    6. W Ciechocinku. Tylko nazywają się fajfy. I tam dobre miejsce dla fordanserów.

      Usuń
    7. Tak, fordanserzy na dancingi!

      Usuń
    8. Byłem niedawno na takim spotkaniu psychologów szkolnych i przedstawicieli wszystkich kuratoriów. Na proste pytanie: Czy ktoś z państwa zetknął się z przypadkiem nielegalnego usunięcia ciąży "z gwałtu" u uczennic w wieku 14-18 lat? nie odpowiedział NIKT. A powinien się podnieść las rąk. W chwilę potem przedstawiono dane z których wynikało, że takich przypadków było w 2011 r. ponad 720. Dane pochodziły z zagranicznych placówek medycznych. Oczywiście tłumaczono się, że uczennic już nie ma w tej szkole, tylko, że w ciąże zaszły właśnie w tej szkole ...
      Bet, nie oszukujmy się, jeżeli jutro dojdzie do Ciebie wiadomość, że uczennicę Twojej szkoły zgwałcił np. konserwator szkolny, to nie mając dowodów udasz, że nie wiesz o niczym. I to jest m.in. to "Stanie pod ścianą". Ale skoro nie chcecie o tym wiedzieć, to ja już odpadam.

      Usuń
    9. A kto i w jakim celu zadaje takie pytania pedagogom i kuratorom? Skoro i tak wiarygodne są dane "z zagranicy"? Usuwania ciąży nikt nie omawia z pedagogiem, więc skąd mają mieć o tym wiedzę? Ciąże uczennic są w szkołach tolerowane jak nigdy dotąd. Pomoc z każdej strony łącznie z indywidualnym tokiem nauki i zazwyczaj z powodzeniem kontynuują naukę uczennice z niemowlętami.
      Przykład z konserwatorem zupełnie abstrakcyjny chyba, że chodzi o reakcje na plotki. Takie faktycznie ignoruję.

      Usuń
    10. Wydawało mi się, że wyraźnie pisałem, że: "... przypadki nielegalnego usunięcia ciąży 'z gwałtu' ..."
      Poza tym nie chodzi o pedagogów, a o pedagoga szkolnego, ich obowiązki zasadniczo się różnią. Może jednak o pogodzie ...?

      Usuń
    11. Och, Andrzeju, kompletnie nie znam się na gwałtach i usuwaniach ich skutków więc chyba lepiej zatańczmy w kółeczku za radą alElli.

      Usuń
    12. Pytałaś: "... nie zgłaszamy się do odpowiedzi. Na jakiej podstawie? ..." więc odpowiedziałem. Poza gwałtami, mogą być też problemy z nauczaniem, narkotyki, przemoc, pedofilia, itd. Żaden nauczyciel, czy dyrektor szkoły nie wyjdzie przed szereg ... ze strachu, że go zapytają o realizację programu. Jak nie wierzysz to zapytaj tego co mu na głowę kosz do śmieci włożyli. Życzę przyjemnego kółeczka, i samopoczucia.

      Usuń
    13. Jakoś na samopoczucie nie narzekam i prywatnie i zawodowo. Wszystkie zjawiska jakie wymieniasz istnieją, i nikt tego nie neguje. W większości nie jesteśmy tchórzliwymi hipokrytami jak sugerujesz. Nie jesteśmy też bogami, którzy mogą negatywne zjawiska wyeliminować z życia.

      Usuń
  15. "Inna beczka" - czyli kroki taneczne (ja akurat walca - i angielskiego i wiedeńskiego tańczę w takcie 3/4) - piękne, ale w temacie kupowania studniówkowych partnerów jednak nie mają raczej nic do powiedzenia. Ogłoszenia wskazują, że nie o taniec chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to wyjaśniam. Na młodzieżowych potańcówkach znajomość tańca towarzyskiego może nawet być przeszkodą bo onieśmielać zwolenników tańca dyskotekowego, podskakiwanego. Młodzież ślicznie tańczy po dyskotekowemu, po swojemu.

      Usuń
    2. Bet, a jak się zdarzy, że tańczą w parach, to przytulają się, czy raczej na technikę tańca zwracają uwagę. Bo... tak... sobie myślę, jak się przytulić do wynajętego? Czy z przytulaniem ma wyższą cenę?

      Usuń
    3. No, nie wiem. Przytulania nie było w ofercie. Ja to mam w nosie takiego nieprzytulnego partnera:)))

      Usuń
  16. Za usługę partnerowania panience, do której nie mam prawa się przytulić zażądałbym wyższej ceny

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod warunkiem, że partnerka "warta grzechu":)))

      Usuń
  17. Chyba trochę demonizujesz problem.
    Spójrz jaka to szansa dla tych mniej obleganych. Zawsze było mi ich trochę żal. A teraz? Płacę i wymagam. Oczywiście w granicy rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo szansa albo łatwizna.

      Usuń
    2. Faktycznie szansa. Dzisiaj, jak się nie jest obleganym, za gadżet z supermarketu można mieć młodą galeriankę. W trakcie nużącej drogi - tirówkę, a nawet dziewczynę czy chłopaka online. Oczywiście w granicach rozsądku. Tylko.... że granice w kwestiach "wynajmu" bardzo rozmyte... ;) )

      Usuń
    3. Rozmyte albo nie nabyte gdy się ma naście lat.

      Usuń
  18. Moją studniówkę, ktora przezyłem ponad 40 lat temu, wspominam z wielkimrozrzewnieniem i bawilismy sie we własnym klasowym gronie... Obcy partnerzy (-rki) stanowili margines. Natomiast casus "szukam partnera" przypomina mi agencję towarzyska na wyjeździe! O tempora o mores!!!
    Zapraszam Cie, Bet, do mnie, na terapeutyczna dawkę kretyńsywa!
    uściski

    OdpowiedzUsuń
  19. Och, myślę, że "temperowanie" nie pomoże. To się już stało i pójdzie w tym kierunku dalej. terapia przyda się. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ło matko jedyna! Samo warczenie tu słyszę! W takich warunkach to ja nie mogę pracować!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szesnasty, słuch masz dobry:))) Troszkę wybiórczy skoro tylko warkoty usłyszałeś:)))

      Usuń
  21. wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
    hrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr
    no coś strasznego, Bet nie miałam pojęcia, Boże w jakim świecie nagle się znalazłam ... ech studniówka, amor fruwał hak oszalały a ja marzyłam o tańcu z tym moim jedynym wybranym chłopaku z mojej klay ... nasi nauczyciele trochę mniej oficjalnu, naq stołach oranżada ciastka i kanapki przez "grono rodzicielskie" przygotowane, ... czasem szampan skrzętnie ikrywany pod stołem OGROMNE PRZEŻYCIE ... tańczyłam poloneza w pierwszej parze i niebo mi na głowę zlatywało .... c czt to można kupić nie tylko za złotówkę ale za tysiące złotówek ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Malinko! Jesteśmy ostatnim pokoleniem, które ma takie wspomnienia. Czy można tak wspominać licytację na Allegro?
      Pięknie warczysz:)))

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.