wtorek, 9 stycznia 2018

Weka - zdegradowane pieczywo



        Warto czasem porzucić zakupy w nowoczesnym supermarkecie  i odwiedzić mały osiedlowy sklepik. Można tam niekiedy odnaleźć produkty przypominające dawne, peerelowskie smaki. Moim najnowszym żywieniowym odkryciem jest tytułowa weka! Podłużna, sporych rozmiarów pszenna bułka  formą przypominająca mały bochenek jasnego chleba.  Pieczywo to występowało w poszczególnych regionach kraju przybierając regionalne nazwy. Weka bywała nazywaną bułką wrocławską, paryską lub wręcz warszawską!

        Mnogość świętowania na przełomie roku stawiała zaopatrzeniowe wyzwania. Pieczywo! Szybka decyzja aby braki w tym asortymencie uzupełnić w osiedlowym sklepiku. Idę więc, biegnę zdążyć przed zamknięciem lokalu. A tam, z małej piekarniczej półki mruga do mnie zalotnie tytułowa weka! Nieomal podskakuje i piszczy: Kup mnie, kup mnie! Ach! Gospodarczy zmysł podpowiada, że to niezły pomysł bo z nadmiaru tego pieczywa można uczynić domową tartą bułkę lub ziołowe grzaneczki, a może nawet nada się ten produkt do produkcji mielonego kotleta vel /znowu regionalizm/ sznycla? Ha? Chodź pszenna panienko do mego wiklinowego koszyka!

       
W ten oto sposób weka zagościła na moim śniadaniowo - kolacyjnym stoliku. Układając ją do prezentowanego zdjęcia przeczytałam etykietę. W składzie surowców nie wymieniono żadnego składnika na E. Prawda to czy fałsz? Przekonał mnie pierwszy testowy kęs oraz próba ręcznego ścisku kromki. Bułka smakuje bułką! Ciasto jest spójne i elastyczne. Po rozkrojeniu nie czuje się charakterystycznego puff… Odgłosu wypuszczania wpompowanego weń powietrza, jak to mają nieomal w zwyczaju obecne „dmuchane” acz chrupiące bułeczki. Ach, te legendarne chrupiące pieczywka, za którymi tak tęskniliśmy niegdyś i których obietnicami mamił nas swego czasu minister Wilczek! Wówczas bułeczki nie nadeszły - teraz mamy ich obfitość. Zachodnią modą nie zachwycają smakiem i zapachem, po zamoczeniu stają się gumiastą papką, ale „chrup”  mają europejski!

        Moja weka nie chrupie. Zachowuje jednak świeżość oraz smak kilka dni. I wywołuje wspomnienia. Niegdyś nieodzowny produkt do sporządzania zwyczajnych oraz eleganckich kanapek i obowiązkowy towarzysz półmisków z rulonikami konserwowej szynki oraz sałatki jarzynowej. Klasyka peerelowskiego wykwintnego menu polecanego na uroczystości i spotkania towarzyskie. Z racji owych funkcji pieczywo dawniej ekskluzywne, nieomal luksusowe - dziś zepchnięte na margines przez nowoczesne bagietki i bułeczki z głębokiego mrożenia.

 Postanowiłam: Wekę kupować częściej dla jej smaku oraz w ramach peerelowskiej solidarności i aby nie było jej tak smutno.




48 komentarzy:

  1. Klik dobry:)
    Egzekutywa zatwierdziła do publikacji, a ja zatwierdzam do jedzenia.
    W moich stronach taka bułka nazywała się wrocławska. Nie wiem, jak teraz się nazywa, bo jej nie spotykam.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poszukaj - może jeszcze ktoś wypieka takie pieczywo? Na prawdę moja smakuje jak za dawnych lat.

      Usuń
    2. Drogie Panie ! Ale narobiłyście smaku - a ile wspomnień - o DOBRYM CHLEBIE. Tak...tak.... był kiedyś DOBRY chlebuś....a jaki chrupiący....a jaki pachnący CHLEBEM. A zwyczajne bułeczki....Boże..... jakie one były nadzwyczajne. I komu to psiakrew przeszkadzało !!! Potwierdzam - u mnie to też były "bułki paryskie", była także ich odmiana - leciutko posypana makiem. Po wojnie - mieszkałem w miasteczku na Ziemi Lubuskiej, gdzie wypiekano TEN CHLEB i TE BUŁECZKI. Płynie tam rzeczka - o dziwnej nazwie Postomia - ileż tam było pstrągów. Wędzony w domowej wędzarni pstrąg - albo pieczony na masełku....i chlebuś albo bułeczka. Tego smaku i aromatu nie zapomina się przez całe życie. A było to tak - Pan Świderski miał piekarnię - gdzie pachniał ten chlebuś i miał syna, z którym "chodziłem" do jednej klasy. Czasami Pan Świderski pozwalał nam wejść na zaplecze piekarni (przeważnie przed świętami) i pomagać w pieczeniu. Przeważnie "glazurowaliśmy" chleby i niektóre bułeczki. Owo glazurowanie polegało na "malowaniu chleba" płaskim pędzlem przy użyciu wywaru z kawy zbożowej lub ziółek o składzie znanym tylko MISTRZOWI. Pomalowane chleby po obeschnięciu wędrowały do pieca - wtedy skórka była błyszcząca. Jeżeli miała być bardziej "spękana" - nie należało podsuszać owej "glazury" - tylko ładować do pieca "na mokro". To pierwsza z tajemnic.... a druga ??? Piece piekarnicze opalane były przed wypiekiem metrowej długości szczapami drewna sosnowego oraz brzozowego lub bukowego. Czasami na spodzie bochenka trafiał się mały węgielek. Ja myślę, że to drewno dawało jakiś dodatkowy aromat ówczesnemu pieczywu. Dzisiaj się "pichci" pieczywo w piecach gazowych lub elektrycznych - to nie to. Podobnie jest z wędlinami i odpowiednim doborem drewna do wędzenia.Inaczej smakują szynki "dębowe", inaczej "olchowe" a jeszcze inaczej "bukowe". Czasami - jak domowników" najdzie chcica - robię takie szynki na działce - koniecznie w "zimnym dymie" (około 45-50 stopni) i przez 3-4 dni. I broń Boże używać do peklowania trucizny o nazwie azotyn sodu lub "soli do peklowania|". Tylko niejodowana sól i odrobina saletry potasowej.Przepraszam, ze sie tak wmieszałem do dyskusji - ale TEN CHLEBUŚ I te bułeczki !!!!

      Usuń
    3. Dobieranie!Dziękuję za ten smakowity i bardzo ciekawy komentarz. I za pochwałę Ziemi Lubuskiej, którą znam trochę i kocham jak Ojczyznę:-) Miło powspominać dawne smaki bo one już nie wrócą. Sięgam po współczesną bułę i wzdycham bo cóż innego zrobić mogę?

      Usuń
    4. Oczywiście miało być Sobiepanie! Tablet czasem mnie nie słucha. Przepraszam.

      Usuń
    5. Bet !!! Też jestem zauroczony Ziemią Lubuską Zna, tam niemal każdy zakątek, kade jezioro i wiele wspaniałych lasów z "taaaakimi grzybami". Historia też jest ciekawa.Może kiedyś coś tu skrobnę na te tematy, bo po wojnie była tam "istna wieża Babel" - osiedlali się ludzie z różnych stron Polski, co było nie raz powodem różnych zabawnych i mniej zabawnych zdarzeń. Ale w sumie - przynajmniej dla mnie - był to "Raj na Ziemi" i oaza spokoju.

      Usuń
    6. Napisz, napisz koniecznie! Chętnie opublikuję tu Twoje wspomnienia jeśli pozwolisz i zechcesz. Bardzo zachęcam:)

      Usuń
  2. U nas była to bułka paryska :), wrocławskie natomiast były takie maleńkie przesmaczne bułeczki, niby zwykłe ale wybornie smakowały, nie trzeba ich było nawet masłem smarować, wystarczyło mleko pite z "gwinta" szklanej butelki, pychota :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli mam rację, że to było dobre pieczywo. "Bułka paryska" bo przypominała odrobinę francuską bagietkę.
      Wrocławskich bułeczek nie znam.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedyś pieczywo czerstwiało, a teraz pleśnieje. Dlaczego?

    OdpowiedzUsuń
  5. Pleśnieją te świństwa, które dodają do pieczywa. Chyba...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, jak babcia - nauczona wojną i okupacją - zbierała chleb na wypadek wojny. Suszone przylepki i skórki wisiały w workach na strychu.

      Usuń
    2. A moja znajoma z resztek pieczywa robi ziołowe grzanki. Kroi pieczywo w kosteczkę, przysmaża na oleju posypując jakąś mieszanką ziołową. Bardzo to smaczne i chętnie podgryzane wprost z patelni:))

      Usuń
  6. Dwadzieścia lat temu ,jak zawitałam do Holandii niczego mi tak nie brakowało jak polskiego chleba. Za każdą wtedy wizytą w Polsce targałam ze sobą kaszę i chleb...Kasza wtedy była nie do zdobycia w Holandii a o chlebie ,a już o bułeczkach nie było mowy.
    Jestem i zawsze byłam "chlebojad". I cała szczęśliwa jestem, że teraz mam aż trzy sklepy polskie, gdzie mogę sobie kupić coś co czasem przypomina "ten smak"
    U nas taka bułeczka nazywana była paryską( to znaczy w moim domu). ALbo zwyczajnie wekiem. Ech ,smakowe wspomnienia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to fajnie, że Holandia poszła "dobrą drogą" dopuszczając polskie chleby do sprzedaży:)) Jednak żeby nie wiem co - dawny smak pieczywa nie wróci. Chyba wszyscy czegoś dosypują...
      Czytaj poniżej co A.Rawicz pisze na ten temat

      Usuń
  7. Kilka lat temu "Galileo" pokazało jak Chińczycy produkują pieczywo dla dowolnego kraju na świecie. Pieczywo, które nie tylko jest nie odróżnienia od wyrobów regionalnych, ale smak jest poprawiony polepszaczami, a trwałość przedłużona. Pieczywo to wstępnie podpieczone ciasto, potem zamrożone, i tak przygotowane, aby w każdej chwili można było rozmrozić i dokończyć pieczenie na dowolny sposób.
    Rewelacyjna jest jeszcze cena, u nas np. takie małe bielutkie bułeczki kosztują 20-60 gr., a Chińczycy sprzedają ich 1000 szt. (!) za taką sama cenę. W "Galileo" pokazano jednak ciąg produkcyjny i po udowodnieniu, że w celu zachowania świeżości dodaje się zmielone ludzkie włosy odechciało mi się wszystkiego. Od ponad 3 lat wypiekam wszystko w takim domowym kombajnie. I to dopiero jest super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej chyba nie wiedzieć co zjadamy. Pamiętam swoje własne zgorszenie po obejrzeniu filmu Ameryka / był emitowany w TV jako narzędzie propagandowe obrzydzające "zgniliznę kapitalizmu"/ gdzie pokazano co zawierają i jak są produkowane amerykańskie parówki.
      No i co? Teraz sama zjadam nie lepsze produkty... Ech, racja - lepiej przejść na własny wypiek. Czasem to robię ale nie mam kombajnu:( Wyrabiam ciasto własnymi "ręcami".

      Usuń
    2. Bismarck ponoć twierdził, że nie należy patrzeć jak sie robi politykę i kiełbasę. Jak kiełbasę jem, a jak ją robią - bardzo dawno nie widziałem.
      allensteiner

      Usuń
    3. Bardzo słuszne stwierdzenia:))

      Usuń
  8. Weki to dla mnie zawsze były słoiki zamykane na gumkę i sprężynę. W drugiej kwestii - w Warszawie był w knajpach kotlet mielony, za to w Krakowie sznycel siekany, co na to samo wychodziło. Co zaś do pieczywa, to istotnie, w znanych mi krajach nie sposób znaleźć prawdziwy chleb, jeśli zaś znajdziemy podobny, to niepodobnie kosztuje.
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, słoiki także tak się nazywały. W sprawie sznycla także pełna zgoda. Zawsze jem sznycle, nawet bez przymiotnika "siekane" bo każdy wie, że są zrobione z mięsa mielonego:))
      Sznycel to pozostałość z czasów zaboru austriackiego i modnego tam sznycla. Prawdziwy Wiedeński sznycel wprawdzie nie jest siekany ani mielony ale nazwa "sznycel" przylgnęła nawet do mielonego.
      Podejrzewam, że nazwa "weka" dla pieczywa też ma podobne pochodzenie.

      Usuń
  9. Nie znałam nazwy Weka, choć bułkę znam oczywiście. U nas nazywana była wrocławską. Teraz gdy podobną kupiłam była napompowana do granic możliwości i smakowała jak wata. Miałaś szczęście, że na prawdziwą trafiłaś. A zauważyłaś Bet, że kanapki wyszły z mody? A takie piękne "amerykanskie" się kiedyś robiło. Czego to na nich nie było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwono, moja weka miała smak bo piekła ją firma niewielka, rodzinna - zdecydowanie nie był to "wypiek przemysłowy". Małe sklepiki zaopatrują się w takich małych firmach, które nie mają szans dostać się na półki supermarketów. Na szczęście jeszcze tak jest:))
      O zapomnianych kanapkach pisałam już tu kanapka perełka jadłospisu

      Usuń
  10. Tu Poznań, tu Poznań... :)
    U nas weka = kawiorek (kiedyś)/ kawiorka (obecnie)
    W rodzinie używało się obu nazw (weka, kawiorek) zamiennie, a to dzięki "krakowskiemu odłamowi" familii. :)))
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilko, pan Krzysztof Daukszewicz /może też z Poznania?/ napisał ostatnio satyryczną piosenkę: "Chodzi Kurski po szpitalu, ma prezentów cały worek i do rezydentów mówi:"Zjedz kawiorek, zjedz kawiorek..." Może chodziło o kromeczkę mojej weki a nie ikrę ryby czyli prawdziwy kawior jak myślałam dotąd?
      W każdym razie: Niech żyje sojusz krakowsko-poznański:))

      Usuń
    2. Ja też chcę być w SOJUSZU, o! Lubię kawiorek.

      Usuń
    3. Ale jaki kawiorek lubisz? Rybi czy mączny? Do sojuszu i tak i siak Cię przyjmujemy. O!

      Usuń
    4. Kawiorek mączny z masłem maślanym i kawiorkiem rybim.

      Usuń
    5. Ale trafiłaś! Mam to wszystko!

      Usuń
    6. Jakim cudem poplątała się ikra wytwornych ryb z pieczywem? Dowiedziałem się, że istnieje też forma żeńska - kawiorka. A ponieważ Poznaniakom "a" ucieka w "o" - zapewne idzie o kawiarkę, czyli bułkę do kawy...
      allensteiner

      Usuń
    7. No to teraz dopiero zamieszkałeś, allensteiner:-)

      Usuń
    8. A gdzież ja znowu zamieszkałem?

      Usuń
    9. Hi,hi,hi... Zamieszałeś:)))) Jak piszę z tableta to takie błędy wychodzą. Ale zawsze miło Cię spotkać.
      Teraz już zrozumiałam o co chodzi z kawiarką=kawiorką. Na pewno masz rację. A Panu Daukszewiczowi na pewno chodziło w piosence o zdrobniałą formę "kawioru" rybnego bowiem cały jego tekst jest wyraźnie ironiczny. Głodującym rezydentom proponuje "kawiorek" jako posiłek.

      Usuń
  11. Na moim chorzowskim blokowisku, Bet, uruchomiono dwa sklepy, gdzie oferują "chleb na zakwasie". Niby to oczywiste, ale po drugiej stronie jezdni kusi konkretny "gmach" "Biedronki".
    Do sklepików niezmiennie ustawiają się kolejki.
    buźki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znaczy, że ludzie zachowali rozsądek:))

      Usuń
  12. Dlatego wolę sama upiec sobie chleb niż jeść te nadmuchane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Jago, że Twój chleb jest pyszny. Mnie się tak nie udaje ale tłumaczę sobie, że nie można umieć wszystkiego.Prawda? Hi,hi,hi...

      Usuń
    2. Słusznie, nie można być jednocześnie mądrym ładnym i jeszcze umieć piec chleby :) hi hi hi

      Usuń
    3. A Tobie się to udaje!

      Usuń
  13. Witajcie cudowne kobietki! A specjalnie dla Jagi zaproszenie na Jej cuuudowny blog hi hi!

    OdpowiedzUsuń
  14. Pamiętam tę bułkę ze swojej młodości(mówiliśmy we Wrocławiu na nią "bułka paryska"). Nie mam szczęścia do pieczywa, które dostarcza mi mój syn, bi albo gliniaste, które zapycha albo dmuchane, którym się człowiek nie najada. A taka weka wyborowa, to smaczna była pod każdą postacią. Smacznego jedzenia i miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę trudno jest trafić na dobre pieczywo teraz. Nie zawsze zresztą jest czas na to aby porządnie poszukać. W moim Carrefour pewna piekarnia rodzinna z wielkimi tradycjami ma swoje stoisko - często tam kupuję. Wypieki tej firmy znam od dzieciństwa i jakkolwiek obecne ich chleby są poprawne w smaku to daleko im do tych dawnych, sprzedawanych w malutkim sklepiku obok piekarni. Do tego sklepiku jeździliśmy specjalnie, tramwajem aby dogodzić smakom. Nie ma już śladu tamtej piekarni i sklepiku - firma istnieje i nadal wypieka ale raczej nowoczesnymi przemysłowymi metodami. Więc to już nie jest to...

      Usuń
  15. m_16lobo@poczta.onet.pl13.01.2018, 22:22

    jaga

    OdpowiedzUsuń
  16. Summa summarum:
    Weka = bułka paryska = bułka francuska = bułka kielecka = bina = kawiarka = bułka wrocławska = kawiorek = kawiorka = kawiarka.
    Coś pominęłam? :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jest komplet! Smacznego:))

      Usuń
  17. Dziękuję za podpowiedź, od dawna nie mogłam znaleźć w Krk smacznego pieczywa

    OdpowiedzUsuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.