niedziela, 14 września 2014

Blok czekoladowy



Z dedykacją dla (nie)typowej Matki Polki, która wspomniała ten produkt w komentarzu do poprzedniej notki. A może za nim zatęskniła?

Stoi na ladzie wielki jak… Blok! 

W PRL, który mieścił się w Bloku Państw Socjalistycznych, blokowe były także: mieszkania, masło i słodycze! Wszystkie wymienione po dwukropku bloki to wielce pożądane produkty – popyt przewyższał podaż, że ho, ho, ho!

Masło z bloku miało słony smak, ale nawet dość dobrze smakowało. Do kanapki z cebulą w sam raz. Zresztą, bez wybrzydzania! Rzucili masło to i trzeba brać te słonawe kawały odrąbywane wielkim masarskim nożem i wystrzegać się stosowania słonego masła do pieczenia słodkich ciast. Do wypieków zalecano Margarynę Mleczną.

Blok czekoladowy zwany czasem Łomem Czekoladowym zazwyczaj był stałym elementem wystroju sklepowej lady. Tuż obok wagi uchylnej, na której odważano produkty spożywcze. Owinięty woskowanym papierem, wielki i twardy jak skała. Widoczne białe plamki keksów kusiły dziecinne paluszki, aby dotknąć, wydłubać lub przynajmniej skubnąć rożek słodkości. Rewelacyjne w smaku toto nie było. Prawdę mówiąc „z braku laku dobry kit”. O, o, o! Porównanie do kitu jest tu bardzo adekwatne. 

Gdy nastał „octowy” czas niedoboru na sklepowej ladzie stała tylko samotna waga uchylna. Jadalne bloki pojawiały się sporadycznie więc bloki czekoladowe przyrządzano domowym sposobem. Z korzyścią dla ich jakości oraz smaku.

W domowym archiwum znalazłam przepis na domowy blok czekoladowy. 

25 dkg Ceresu*, 25 dkg cukru-pudru,2 budynie czekoladowe, 2 całe jaja, 2 paczki keksów / chyba ptiberków!/ , 5 dkg orzechów, 2 dkg skórki pomarańczowej, 5 dkg kakao.
Ceres, budynie, jaja, cukier i kakao mieszać na parze do gęstości. Dodać pokruszone keksy, orzechy i skórkę pomarańczową – wymieszać. Formę cwibakową wyłożyć andrutem dookoła. Wlać masę do formy i wstawić do lodówki. Jak zastygnie obkrajać andruty i wyrzucić z formy.

I chyba można już jeść?

      Może ktoś wypróbuje ten stary przepis? Nie wskazuję palcem, na kogo liczę, ale czekam na relację i opis smakowych wrażeń:))))

 Młodzieży wyjaśniam:
*Ceres – nieistniejący już rodzaj tłuszczu roślinnego. Współczesnym odpowiednikiem Ceresu jest Planta. Ceres występował w postaci sporych rozmiarów sześciennych kostek.



48 komentarzy:

  1. ..´.█
    ..´.███
    ..´█████
    ..´██████
    ´´██████ ´´´´. █
    ´´███████ ´´.█
    ´´´██████ ´´.█
    ´´´´´██████..█
    ´´´´´´´...... ███
    ___██████___ █__██████
    __█▒▒▒▒█_██_█_.██____▒▓█
    _█▒▒▒███____████______▒▓█
    _█▒▒███______▒█▒_______▒▓█
    _█▒████___SŁODZIUTKIE__▒▓█
    _█▒████____JABŁUSZKO___▒▓█
    __█▒████______DLA______▒▓█
    ___█▒▒██____CIEBIE____▒▓█
    _____█▒▒█____▒█▒____▒▓█
    ________█████__█████
    POZDRAWIAM SERDECZNIE I MIŁEGO DNIA ŻYCZĘ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślicznie dziękuję za słodkie jabłuszko. Pozdrawiam słonecznie :)))

      Usuń
  2. Wśród różnych "bloków" wymienić też wypada marmoladę - była w skrzynkach w postaci bloków. Po wydobyciu ze skrzynki i odwinięciu pergaminu(?) na sklepowej ladzie była krojona wspomnianym rzeźnickim nożem, podobnie jak inne bloki. Pewnie trochę dawniej, niż pamiętasz.
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że pamiętam marmoladę w bloku. Dopiszę do specjałów blokowych

      Usuń
  3. Zrobiłaś mi tak ogromną niespodziankę, że aż się wzruszyłam tą dedykacją. Dziękuję bardzo, bardzo serdecznie.
    Co do samego bloku- oczywiście, że z chęcią wypróbuję przepis i uprzejmie za niego dziękuję. W końcu jestem chyba największą fanką tego przysmaku.
    A dla równowagi pozwól, że zostawię przepis na współczesną wersję. Nie jest mojego autorstwa i niestety nie potrafię podać źródła (internet;), niemniej wielbię nieznanego autora za to dzieło;))
    *400g mleka w proszku
    *3 podwójne opakowania herbatników (pitberków ;) po 200g każde)
    *4 płaskie łyżki kakao
    *1,5 szkl. cukru
    *1/2 szkl. mleka
    *200g masła
    **w wersji "na bogato" herbatniki zastępuję bakaliami

    Mleko podgrzewam rozpuszczając w nim masło. Cały czas mieszając wsypuję stopniowo cukier i kakao. Gdy cukier całkowicie się rozpuści zdejmuję garnek z ognia i powoli dodaję mleko w proszku. Miksuję do uzyskania jednolitej masy. Na koniec dodaję pokruszone herbatniki lub opcjonalnie bakalie. Całość przekładam do niewielkiej keksówki (takiej na pasztet), wyłożonej folią spożywczą i schładzam przez kilka godzin.
    Smak tak naprawdę nie jest jakiś szczególnie wykwintny, wiadomo. Jednak dla mnie jest wyjątkowy. To się nazywa "sentyment" chyba właśnie;) No i małe przekłamanie, bo jak widzę z oryginałem ma niewiele wspólnego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wersja współczesna wygląda smacznie, nie obiecuję sprawdzenia przepisu bo nie jestem miłośnikiem tego specjału. Miło mi, że sprawiłam przyjemność.
      Słodkiego dnia !

      Usuń
    2. Do tej wersji wykwintnej jest już bardzo blisko. Ja dodaję kawę "Inkę" (tylko ta!) w ilościach 1/2 kakao, oraz 1 zapach rumowy, i spirytus (1/2 tego co mleka w płynie). Gdy temperatura masy spada do ok. 50 st. dodaję pokruszoną czekoladę, lekko mieszając. Dobra jest też pokruszona beza.

      Usuń
    3. Oooo... Wypowiadasz się jak prawdziwy wirtuoz bloków czekoladowych:))) Twój blok czekoladowy jest dozwolony od lat osiemnastu, jak sądzę. Mój "staruszek" wygląda przy tym bardzo zgrzebnie i chyba już jest mu smutno :)))
      Nie wiedziałam, że bloki czekoladowe maja jeszcze amatorów.

      Usuń
    4. przepis na "czekoladę z mleka w proszku" a przepis na "blok kakaowy" (jaki jadałam na początku lat 70 tych, kupowany w kawałku w sklepie spożywczym społem) to chyba 2 różne rzeczy. Przepis na "czekoladę z mleka w proszku" pojawił się na początku lat 80 tych...w dobie kryzysu a ten drugi był "chudszy" czyli mniej mleczny , bardziej twardy ...ale mnie smakował bardziej ten z lat 70 tych gdy jadałam go będąc małą dziewczynką. Oprócz tego w sklepie społem były ślicznie udekorowane masą ciastka tortowe: Helenka i Stefanka - oba uwielbiane przeze mnie...

      Usuń
    5. Być może to kwestia nazewnictwa w różnych rejonach kraju. Czekolada z mleka w proszku to przepis domowy, krążący wśród zaradnych pań, które musiały produkować to czego brakowało w sklepach.
      Smaki dzieciństwa są niepowtarzalne.

      Usuń
  4. W 1972 r. na prywatnej eskapadzie do ZSRR (peryferie Moskwy) zażyczyłem sobie w miejscowym sklepie sernik, pasztet, i blok czekolady, wszystko było w blokach. Pani wzięła duży nóż i po odcięciu nim (bez oczyszczania) zawinęła kawałki do oddzielnych gazet! Po przyjściu do hotelu i rozpakowaniu naszych skarbów zobaczyliśmy, że na każdym z nich odcisnął się druk gazetowy. Ale bloki były świetne, szczególnie czekoladowy.
    Jeżdżąc po Polsce zauważyłem, że ten nasz blok (łom) czekoladowy był różnie wykonywany w różnych regionach. Jako chałwianin przypominam, że dawniej chałwę też sprzedawano "z bloku", była też taka wersja z orzechami lub migdałami, i rodzynkami w środku. Zaopatrzenie zaczęło się psuć dopiero po 1976 r., gdy robotnicy strajkując zażądali tańszych bloków, wódki, i zagrychy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łom czekoladowy z pasztetem i farbę drukarską brzmi interesująco:))) Cóż, takie czasy były!
      Pamiętam też bloki/łomy w wersji białej. Chałwę z bloku "na wagę" także.
      Jak widać moje spostrzeżenie odnośnie popularności "bloków" są nie bezpodstawne. Nie było to złe pod warunkiem mycia noży przed krojeniem:)))) O ileż mniej śmieci wtedy było z powodu braku jednostkowych opakowań.

      Usuń
  5. Pamieta się - pamieta.
    Chyba warto skorzystać z którys z przepisów i sprobować sobie zrobić tylko dzis nie ze względu na puste polki ale obawiam sie, że w tych dzisiejszych słodyczach przeważa chemia i sztuczne smaki.
    Pamyśli sie - pomysli.
    Słodko pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech się nie myśli tylko działa! Czekam na fotorelację - może wystąpisz gościnnie na tym blogu? Zapraszam.

      Usuń
  6. Nie pamiętam bloków czekoladowych ale chałwę pamiętam. Może dlatego że jais tam dostęp do czekolad miałam ...za chałwa przepadam za do dziś - chociaż wiadomo jak ona dobrze robi na talie:))
    Tak w związku z czekolada być może bez związku - mając 40 lat pojechałam do córki w odwiedziny do Berlina. Na drogę powrotna dostałam tabliczkę czekolady. Ujadłam kawałek w autobusie,starannie zapakowałam resztę i wiozę do Polski. I nagle olśnienie - właściwie dla kogo ja to wioże - przecież i tak nie ma nikogo z kim się mogę podzielić. Po raz pierwszy w życiu zjadłam sama osobiście całą czekoladę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chałwa podobno na talie nie szkodzi. Tak przynajmniej twierdzi alElla znana "chałwianka".
      No tak, czekoladę zjadało się dzieląc po kosteczce dla całej rodziny. Taki to delikates był. Podobnie jak pomarańcze: każdemu po cząsteczce. Luksus zjadania czekolady i pomarańczy w całości przyszedł dużo później. Ale jak to wtedy smakowało!

      Usuń
    2. Bet,jestem też "chałwianek",a jużci! Ale ostatnio w jednym z super-ekstra marketów kupiłem taki bloczek chałwy i męczę się,aby to skonsumować,a kiedyś to zeżarłem w kilka dni. Ot co!

      Usuń
    3. Męczysz się bo taki "smaczny"? Czy męczysz się z nadmiaru słodkości?

      Usuń
  7. Oj Bet,oj Bet..Przypominasz starożytne przysmaki i przepisy kulinarne..brrrrr..ślinka leci. Wolę nowożytną epokę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Waszku, nie przesadzaj, aż tak starożytna nie jestem :)))))) TY też nie!

      Usuń
  8. A propos tego zapomnianego tłuszczu
    Były wtedy takie wierszyki reklamowe
    "Margaryna i Ceres wzmacniają interes"
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A: " Margaryna mleczna przecie ciąży jest skuteczna" ? To się nawet śpiewało w piosence.

      Usuń
  9. Tylko mleczna margaryna zrobi z ciebie Gagarina
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Gagarin też występował w takich rymowankach.

      Usuń
    2. To było o margarynie, a nie o Gagarinie. Ale proszę bardzo: Chcesz się cieszyć zdrowym synem - pokryj żonę Gagarinem.
      allensteiner

      Usuń
    3. Och, allensteiner :))))

      Usuń




  10. Jednym z moich wykładowców był przedwojenny V-ce Premier prof. Eugeniusz Kwiatkowski. Z pewnością pamiętacie, że po zakończeniu II wojny światowej Rząd PRL przystąpił do: ODBUDOWY, PRZEBUDOWY I ROZBUDOWY (prawie od podstaw) Kraju.
    Nie Wiecie jednego, że ten program nie był pomysłem ani naszego wielkiego brata, ani ówczesnych władz. Był to plan opracowany przed II wojną przez e V – cy Premiera Kwiatkowskiego i Jego ekipę. Efektem tego było wybudowanie miasta i portu w Gdyni , oraz Centralnego Okręgu Przemysłowego w Stalowej Woli. Program ten miał by realizowany z w trzyletnich etapach. Całkowita realizacja miała być zakończona w drugiej połowie lat pięćdziesiątych.
    Profesor po powrocie do Kraju całą tą dokumentację przekazał ówczesnemu Rządowi. Pan Profesor został pełnomocnikiem do zrealizowania tych planów.. Niestety, ówcześni rządzący, chcąc się przypodobać Wielkiemu Bratu polecił wprowadzić etapy pięcioletnie i dostosować do pięciolatek radzieckich.
    Protest Profesora spowodował zwolnienie go stanowiska Pełnomocnika. Zezwolono Mu jedynie na kontynuowanie prac naukowych oraz prowadzenia wykładów.
    Wiecie ? Zaistniała w tym czasie ciekawa sytuacja
    >Duża część naukowców nie darzyła sympatią ówczesnego systemu.
    >Pracownicy i członkowie KC zdawali sobie sprawę z tego, że państwo musi posiadać jak najszybciej kadrę dobrze przygotowanych kapitanów. Z resztą do tego wniosku dochodzili nasi wykładowcy.
    Wiecie ? w tym czasie, przez cały okres studiów odbywaliśmy praktyki robotnicze. Ja przyszły „kapitan” rozpoczynałem praktykę od stanowiska gońca .
    Z dużą sympatią i szacunkiem wspominam tych dyrektorów robotników.

    Miało być o czekoladzie a ja znowu zaczynam od Adama i Ewy.. Może dla teg, że historię tej rodziny ii zakładów poznałem od Profesora.
    Rodzin Wedlów przyjechała do Warszawy w połowie XIX wieku. Rozpoczęli produkcję cukierków w małym wynajętym lokaliku.
    Na przełomie XIX i XX rozpoczęli budowę swojej fabryki ze specjalizacją produkcji czekolady. Charakteryzowała ich dbałość o swych pracowników np. na terenie zakładów uruchomili przedszkole dla dzieci swych pracownic.
    E. Wedel i ic h logo było znne nie tylko w Polsce wle w całym świecie.. Czy iecie, e była to jedyna firma posiadająca swój własny samolot .
    Chałwa produkowana przez Wedla i nie tylko chałwa uzyskiwały brdzo wysokie noowania.Już nie przypominam sobie narodowości sprowadzonego przez Wedlów mistrza nadzorującego produkcji.
    W 1946 roku firma firma została znacjonalizowana. W niedługim zasie do nazwy 22 lipca dodno dawny E. Wedel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mirgal, znów porcja wiadomości dla nas. Dziękuję. Niektóre fakty są znane ale bardzo pobieżnie. Bardzo dobrze znana jest firma Wedel nawet w swojej socjalistycznej formie. Ideologia raczej nie zepsuła jakości wyrobów. Cała historia tej firmy jest świetnym przykładem na pewną pobłażliwość systemu wobec niektórych przedwojennych firm. Nazwę zmieniono lecz firma ocalała.
      Praktyki robotnicze obowiązywały w programie studiów jeszcze w latach siedemdziesiątych. Nawet przed rozpoczęciem nauki odbywaliśmy "praktykę zerową" jako zwykli robotnicy w zawodach odpowiadających wybranemu kierunkowi /kierunki techniczne/ lub gdziekolwiek przy prostych pracach fizycznych w przypadku kierunków humanistycznych. Każdy z nas musiał wytężyć mięśnie zanim poczuł się intelektualistą. No i bardzo dobrze. Każdemu się to przydało.
      Pozdrawiam serdecznie zajadając czekoladkę firmy Wedel.

      Usuń
  11. Wiesz zdarza się, że historia daje "reformatorom" prztyczka w nos. Miedzy innymi spotkało to reformatorów tej nacjonalizacji.
    Produkcjaj tego przedsiębiorstwa była znana na rynkach światowych. W konkursach zagranicznych ich wyroby znajdowały się w czołówce.
    Kiedy zmieniono nazwę zapotrzebowanie spadło prawie do "O"
    Zlecono naszym profesorom zbadanie - znalezienie przyczyn Między innymi doszukiano się przyczyn ideologicznych.
    Przyczyna była bardzo prosta Kupujący chcieli wyroby E.Wedla a nie "22 Lipca".
    Podpisano ze spadkobiercami umowę nowej dwu członowej nazwy z ich nazwiskiem a na stanowisku Głównego Technologa - Dyrektora Technicznego zatrudniono prawnuka założyciela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to nie był taki rodzaj "dziejowego kompromisu"? Bardziej surowy reżim zniszczyłby dorobek rodziny kapitalistów.

      Usuń
  12. Ten Weel, który w połowie XIX wieku uruchomił zakład produkujący słodycze nie był "kapitalistą" . Był po prostu "rzemieślnikiem".
    Z pewnością Znasz reklamowaną historię z USA o powstaniu pot ężnej firmy produkującej samochody FORDA. Ich przodek rozpoczynał od małego rzemieślniczego warsztaty "Z pucybuta - milioner".

    Dochodzę do wniosku, że po prostu w każdej znanej mi ekipy ekonomistów przeważali nie douczeni ideolodzy
    Jaki był Leper wszyscy wiemy , ale w okrzyku "Balcrowicz musi odejść" miał raję

    OdpowiedzUsuń
  13. O ile chodzi o "dziejowy kompromis" to Stanisław Staszic powiedział:
    "NAD WSZYSTKIE POŻYTKI I SZCZĘŚLIWOŚCI NARÓD,, KTÓRY CHCE BYĆ WOLNYM, PRZENOSIĆ POWINIEN WEWNĘTRZNĄ ZGODĘ".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest głęboka mądrość, na którą nie stać jest współczesnych polityków.

      Usuń
  14. No i co mi z tych mądrości ? No i co mi z tego, żę:
    Nauczyli mnie mnóstwa mądrości,
    Logarytmów, wzorów i formułek,
    Z kwadracików, trójkącików i kółek
    Nauczali mnie nieskończoności.
    Rozprawiali o "cudach przyrody",
    Oglądałem różne tajemnice:
    W jednym szkiełku "życie w kropli wody",
    W innym zaś - "kanały na księżycu".
    No i co z tego, że starałem się zdobyć możliwue jak najwięcej wiedzy ? Co mi z tego, żę starałem się mieć dobre wyniki w pracy zawodowej ?
    Wiesz w połowie lat 80 - tych członkowie partii acęli oddawać legitymacje partyjne
    Kiedy w tym czasie przyjchałen do Warszawy, mój Ojciec na wejściu spytał mnie: Czy oddałeś legitymację partyjną ? Odpowiedziałem krótko, że nie. Ojciec stwierdził:to dobrze. Zdziwiony spytałem : Dla czego Tatuś pochwala moją decyzję ?. Na to ojciec:legionista, uczestnik wojny w 1920 roku, uczestnik wojny w 1939 roku, oficer odpowiedział : Bo bym musiał zmienić o tobie zdanie, że byłeś w partii dla koniunktóry. Okazuje się że zmarnowałem 80 lat swego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem dlaczego mówisz o zmarnowanym życiu?

      Usuń
  15. A ceres służył do smażenia pączków i faworków.
    Wiesz Bet, nie mogę zapomnieć sklepów rybnych... Mama dawała mi garczek i kazała iść kupić cztery śledzie opiekane a na koniec zawsze prosiłam o trochę zalewy...
    Śledzie były porozkładane na białych, emaliowanych kuwetach i pachniały.
    Jako że ten sklep miałam pod nosem, często tam latałam i do dziś pamiętam smak tamtych śledzi. Dziś to już tylko śledziowe popłuczyny. Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Ceres był do smażenia karnawałowych przysmaków. Do jedzenia słabo się nadawał dlatego dziwi trochę jego obecność w moim przepisie na blok czekoladowy. Ale cóż, różne rzeczy jadało się w tamtych czasach.
      Ja pamiętam śledzie z beczki. Kupowało się je wprost z takiej wielkiej beczki, panie sklepowe pakowały je w gazety... W domu trzeba było moczyć je w wodzie całą noc w celu odsolenia. Potem patroszenie, czyszczenie i filetowanie. Było z tym pracy wiele, brudu wiele ale smakowały faktycznie wybornie. Zupełnie inaczej niż współczesne sterylnie pakowane i czyściutkie fileciki.

      Usuń
  16. Żyłem, uczyłem się , odbudowywałem, rozbudowywałem i o i przebudowywałem w Kraju nie "okupowanym ale w PRL-u. Myślę, że nie doczekam czasu , kiedy to Instytut Pogardy Narodem nazwie mnie "
    Przepraszam l że rozpocznę od sprawy margaryny.
    Miałem w tym czasie psa (takiego białego z czarnymi łatami) rasowego dalmatyńczyka. Kupiłem go kiedy miał sześć miesięcy. Tresowałem go sam, oczywiście przy pomocy zawodowego tresera służącego w MO. Pies nazywał się Chiew

    Miał wtedy chyb dwa lata. Jedliśmy akurat kolację: normalnie pieczywo, masło i jakąś wędlinę. Chiew miał zawyj, że zawsze przebywał w tym samym pomieszczeniu w związku z tym w każdym pomieszczeniu leżał materacyk dla niego.
    W pewnym momencie wstał z materacyka doszedł do mnie co znaczyło, że chce bym go poczęstował kanapką.
    Był to akurat okres w którym wszędzie i jak się dało reklamowano margaryny: rodzaje, wartości i skład. Postanowiłem, że rezygnuje z masła na rzecz margaryny. Żona moja pozostała przy maśle..
    Posmarowałem kawałek chleba margaryną , obłożyłem wędliną . Pies powąchał , fuknął i poszedł do Żony. Żona posmarowała chleb masłem, obłożyła wędliną. Pies zjadł tą knapkę podziękował Żoni i poszedł na swój materac
    Pies witając kogoś, lub żegnając albo dziękując pięknie się kłaniał
    Zmarł na serce na moich rękach. Był u nas 14 lat

    Wiesz ! Byłem prawie przez całe życie członkiem nomenklatury ekonomicznej jak również i partyjnej. Ta nasza PRL-owska nomenklatura to był normalny Korpus Kadrowy. Nie prawdą, że tylko partyjni mogli awansować. Z nas sześciorga wszyscy ukończyli studia wyższe, nie byli członkami Partii i normalnie awansowali
    Byłem zaprzyjaźniony z kilkoma członkami PZPR. Którzy wywodzili się z KPP. Nie byli Oni lubiani i szanowani przez młodszyh członków PZPR
    Nie zapierałem się i dalej nie zapieram, że aż do „wyprowadzenia sztandaru ‘ byłem członkiem tej Partii
    Należałem do tej grupy członków PZPR którzy kierowali się zasaą:
    „DOBRY FACHOIC BO BEZPARTYJNY”

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepraszam l że rozpocznę od sprawy margaryny.
    Miałem w tym czasie psa (takiego białego z czarnymi łatami) rasowego dalmatyńczyka. Kupiłem go kiedy miał sześć miesięcy. Tresowałem go sam, oczywiście przy pomocy zawodowego tresera służącego w MO. Pies nazywał się Chiew

    Miał wtedy chyb dwa lata. Jedliśmy akurat kolację: normalnie pieczywo, masło i jakąś wędlinę. Chiew miał zawyj, że zawsze przebywał w tym samym pomieszczeniu w związku z tym w każdym pomieszczeniu leżał materacyk dla niego.
    W pewnym momencie wstał z materacyka doszedł do mnie co znaczyło, że chce bym go poczęstował kanapką.
    Był to akurat okres w którym wszędzie i jak się dało reklamowano margaryny: rodzaje, wartości i skład. Postanowiłem, że rezygnuje z masła na rzecz margaryny. Żona moja pozostała przy maśle..
    Posmarowałem kawałek chleba margaryną , obłożyłem wędliną . Pies powąchał , fuknął i poszedł do Żony. Żona posmarowała chleb masłem, obłożyła wędliną. Pies zjadł tą knapkę podziękował Żoni i poszedł na swój materac
    Pies witając kogoś, lub żegnając albo dziękując pięknie się kłaniał
    Zmarł na serce na moich rękach. Był u nas 14 lat

    Wiesz ! Byłem prawie przez całe życie członkiem nomenklatury ekonomicznej jak również i partyjnej. Ta nasza PRL-owska nomenklatura to był normalny Korpus Kadrowy. Nie prawdą, że tylko partyjni mogli awansować. Z nas sześciorga wszyscy ukończyli studia wyższe, nie byli członkami Partii i normalnie awansowali
    Byłem zaprzyjaźniony z kilkoma członkami PZPR. Którzy wywodzili się z KPP. Nie byli Oni lubiani i szanowani przez młodszyh członków PZPR
    Nie zapierałem się i dalej nie zapieram, że aż do „wyprowadzenia sztandaru ‘ byłem członkiem tej Partii
    Należałem do tej grupy członków PZPR którzy kierowali się zasaą:
    „DOBRY FACHOIC BO BEZPARTYJNY”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądry pies to był, nie podatny na reklamy i wiedział co dobre. Jakość peerelowskiej margaryny pozostawiała wiele do życzenia. Ale i tak nikogo nie otruła, nawet nieźle smakowała jako podkład pod kanapkę. Zwłaszcza z surową cebulą dobrze się komponowała.

      W drugiej sprawie - moje obserwacje karier znajomych i przyjaciół rodziców także wskazują na to, że nie koniecznie trzeba było być w partii aby awansować. Czasem, rekomendacja partyjna windowała ludzi w górę, ale nie był to warunek konieczny i niezbędny.
      Oba hasła: "dobry fachowiec BO /lub zamiennie ALE/ bezpartyjny" sprawdzały się podobnie w różnych okolicznościach i środowiskach.

      Usuń
  18. A w "Polityce" pisali: "Dobry fachowiec, ale bezpartyjny"
    Ty, Migral, swoje opowieści powinieneś spisać, nie w krótkich odcinkach zamieszczanych tutaj, a może i gdzie indziej, a w zwartej postaci, przeznaczonej choćby dla wnuków, żeby wiedzieli, jak to kiedyś wyglądało. Żeby potrafili pojąć, dlaczego dziadek jednego polityka służył w Wehrmachcie, drugiego u kajzera Wilhelma, a innego jeszcze należał do PZPR.
    Bo niestety, wszyscy kiedyś musimy odejść, a wraz z nami jakiś zasób wiedzy, której brak ktoś wykorzystuje do robienia wody z mózgów. Balcerowicz, Lepper a nawet jeden z namiestników Pana Boga wiedzieli, kiedy odejść, mało kto wie, kiedy - jak śpiewali Starsi Panowie - zejść ze scenki...
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
  19. Coś nie mogę się wpisać

    OdpowiedzUsuń
  20. Wiecie Państwo doskonale, że w powstaniu uczestniczyły również 14-letnie i młodsze dzieci. Miarą tej tragedii jest wiersz 14-letnie harcerki sanitariuszki:

    Żeby wszystkie kule na świecie,
    Trafiły we mnie,
    Toby nie mogły trafić w nikogo.
    I żebym umarła tyle razy,
    Ilu jest ludzi na świecie,
    Żeby nie musieli już umierać,
    Nawet Niemcy.
    I żeby ludzie nie wiedzieli,
    Że ja umarłam za nich,

    Żeby nie było im smutno.

    To dziecko, ta mała harcerka przemawia do nas w tej swojej poezji jak dorosły wykształcony człowiek. Ileż to dziecko musiało przeżyć przy swoich rannych by dojść do takich konkluzji. Tej mądrości nie posiadało kierownictwo wojskowe i cywilne Powstania. Nie tylko Ona , Jej starsi koledzy którzy również zginęli apelując:

    Tu zęby mamy ostre a czapki na bakier,
    Tu z nas nikt nie płacze w walczącej Stolicy,?
    ....
    A Wy tam wiąz w Londynie, że z kurzem krwi bratniej
    Niszczeje stolica
    ...
    Halo, tu serce Polski ! Tu mówi Warszawa !
    Niech pogrzebowe pieśni wyrzuca z audycji !
    Nam ducha starczy dla nas, starczy go i dla Was!
    Oklasków też nie trzeba!
    ŻĄDAMY AMUNICJI !
    Ci chłopcy żądający amunicji i pomocy nie wiedzieli ,że Prezydent USA i Premier Wielkiej Brytanii zagwarantowali Stalinowi swoją obojętność i brak pomocy dla nich, ,ginących w płonącej stolicy .Nie mogę pominąć wiersza szesnastoletniego chłopca , pochodzącego z dobrej rodziny, wychowanka gimnazjum ojców Marianów, pałającego nienawiścią do związku radzieckiego, poległego na Powiślu. On wróg prosi Armię Radziecką o wkroczenie do stolicy. On już Wie , że Jego miasto , jego Stolica ulegnie zniszczeniu. Pisze:
    "Czekam na Ciebie czerwona zarazo byś wyzwoliła nas od czarnej śmierci., byś nam kraj przed tym zerwawszy na części ,Była zbawieniem witanym z radością."

    To dla Ciebie Anonimowy jedna trzecia mojej publikacji z 02.08.2014
    Napisałem to jako protest przeciwko robieniu z tej tragedii kiermaszu odpustowego.

    Oczywiście był to artykuł zamieszczony w Polityce przed Plenum KC na tematypracy .
    W pewnym sensie ten artykuł wywołał burzliwą dykusję a jdnocześnie pokazał 'kto jest kim" .
    Kto jest za reformowaniem a kto jest betonem.
    Było jeszcze jedno pismo, też tygodnik "Po Prostu"
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. Ogromnie tragiczne są te słowa walczącej młodzieży. Dlatego nie potrafię zrozumieć współczesnych mądrali nazywających Powstanie Warszawskie "tragiczną pomyłką" , "bezsensownym przelewem krwi" itp...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bet, moim zdaniem temat Powstania Warszawskiego jest wieloaspektowy. Nikt (chyba?) nie podważa heroizmu walczących i nikt nie odmawia im honorów. Natomiast druga strona medalu to Powstanie rozpatrywane pod kątem militarno- strategicznym i w tym aspekcie było ono "tragiczną pomyłką" ówczesnych dowódców. Pewnym, masowym samobójstwem. Czy wysłanie ludności cywilnej i dzieci na pewną śmierć to coś, z czego powinniśmy być dumni?

      Usuń
    2. Masz rację, to zależy od tego jakie postawimy pytanie. Na to, postawione przez Ciebie nie można odpowiedzieć twierdząco. Na pytanie: "czy powstanie było zrywem patriotycznym" - należy odpowiedzieć twierdząco. I z tego faktu możemy być dumni.
      Prawda?

      Usuń
  22. cyt wiki "Ceres – roślinny tłuszcz jadalny, biała lub kremowa substancja otrzymywana z miąższu orzechów palmy kokosowej" Moja mama (rocznik z konca wojny mówi, że gdy ona była młoda to jej mama piekła ciasto na tym tłuszczu i to był naprawdę dobry tłuszcz, naturalny, prawdziwy...nie wiem czy bywał z darów (wiem że jakieś cudownie pyszne mleko w proszku było z amerykańskich darów) ale chyba tylko taki był wtedy w sklepach ....no i ....reszta cytatu wiki teraz: " W Polsce produkowany w procesie chemicznego utwardzania z oleju rzepakowego.
    Stosowany do głębokiego smażenia, m. in. pączków..." -czyli nie to samo co ceres
    Planta skład:oleje roślinne (palmowy, rzepakowy, słonecznikowy, w zmiennych proporcjach) .....

    OdpowiedzUsuń
  23. Och, dzięki za tak wnikliwą analizę Ceresu:)))

    OdpowiedzUsuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.