piątek, 13 lutego 2015

Na zakończenie karnawału



        Kto nie dostał lub nie kupił zaproszenia na bal karnawałowy niech zasiądzie  z nami i opowie jakiś dowcip. Może też być kawał  albo wic. Ostatecznie staromodna anegdotkaKawał z brodą,  albo bez. Kto bywał u cioci na imieninach ten wie. W każdym towarzystwie znalazł się jakiś opowiadacz kawałów nazywany duszą towarzystwa.

        Dowcipy-kawały powstawały w najczarniejszych dla narodu momentach. Za okupacji opowiadano dowcipy o Hitlerze, za Stalina o bezpiece, a w czasach PRL-u  o… trudach życia oraz polityce. Uważa się, że opowiadanie dowcipów to był swego rodzaju „wentyl bezpieczeństwa” czyli sposób zapobiegania innym formom buntu. Tę teorię zdaje się potwierdzać  Mirgal, który opowiada:

Prawdopodobnie nie Wiecie, ale w Komitecie Centralnym PZPR istniała sekcja zajmująca się tworzeniem dowcipów politycznych…
Współpracownikiem i ulubieńcem tej sekcji był wyrzucony ze Szkoły  Kadetów "satyryk" , Jan Pietrzak. 

A oto dwa dowcipy powstałe w tej sekcji:

*
Na granicy z Czechosłowacją spotykają się dwa psy: polski i czeski.
Pies czeski - wychuchany, czyściutki z obrożą z jabloneksu. Pies polski –brudny, pokaleczony. Całkowite przeciwieństwo psa czeskiego.
Psy postanowiły, że zamienią się miejscem pobytu. Pies polski zamieszkał w Czechosłowacji, pies czeski w Polsce. Po tygodniu spotykają się na granicy. Sytuacja uległa diametralnej zmianie. Polski pies czyściutki, wyczesany, w obroży z jablonesksu. Piesek czeski brudny, skudlony, poraniony, bez obroży, ale wesoły i zadowolony.
Polski pies zdziwiony zapytał:
- Jak ty wyglądasz? Z czego się tak cieszysz ?
Czeski mu odpowiedział:
- to wszystko nic, ale com się naszczekał, tom się naszczekał.

* Cyrankiewicz -Premier PRL i mąż Niny Andrycz mieli w swej willi łazienkę z dużym basenem, wyłożoną lustrami. W trakcie jednej z kąpieli Nina poprosiła:
- Józiu usiądę ci na głowie.
- Nina, czyś Ty zwariowała?

 Wiecie jak to jest jak kobieta się na coś uprze to i swego dopnie.

Usiadła Mu na głowie. Zaczęła się wiercić i oglądać w lustrach. Kiedy zeszła Cyrankiewicz ją zapytał:
- Nina, czemu chciałaś mi usiąść na głowie ?
- Józiu, chciałam zobaczyć jak byś wyglądał z grzywką!

        Hmmm… Dowcip rodem z PRL, dziś już trochę trąci myszką. Nad walorami jakościowo-wartościowymi można by dyskutować jednak przytaczam je jako „zabytki” wyprodukowane w sekcji dowcipowej KC PZPR.

 Co jeszcze nas śmieszyło w tamtej epoce? Kolejny przykład z trochę innej beczki, ale wciąż przystający do epoki. Mirgal opowiada:

Był taki czas, kiedy to Polacy pochodzenia żydowskiego zmieniali sobie nazwiska. Na dodatek wybierali nazwiska historyczne. Nie, nie, nie królewskie, ale takie z kręgów arystokracji.. Peerelowskie władze musiały wydać zakaz ich używania. No i stało się tak:

* Na Placu Konstytucji spotyka sie dwóch Polaków pochodzenia żydowskiego. Jeden odzywa się do drugiego:
- Cześć Moniek jak ja Cię dawno nie widziałem!
 Ten spojrzał na pytającego z pogardą i odpowiedział:
- Paszoł won! Ja się nazywam Marian Jabłoński !
- A dlaczego tak się nazywasz?
- Bo sobie spolszczyłem nazwisko. Pamiętasz, nazywałem się Apfelbaum. Apfel - jabłko, baum - drzewo więc dlatego Jabłoński !
- Uś, dobry pomysł. A jak ja bym nazywał się po polskiemu ?
- Ty sie nazywasz Libeskind. Libe - miłość, kind - dziecko. Razem Dziecko Miłości. Ty po polskiemu będziesz nazywał się S...y Syn !

Opowiadanie i słuchanie dowcipów było narodową rozrywką Polaków w czasach gdy zbierano się na biesiadnych spotkaniach. Zabawne historyjki trzeba było atrakcyjnie opowiedzieć, ale i właściwie zrozumieć. Z tym był czasem kłopot i wtedy powstawały dowcipy o „zarzynaniu kawałów”. Taki przedsmak opowiastek o blondynkach. 

Ja tam nigdy nie miałam głowy do kawałów co oznacza, że śmieszne historyjki nawet takie bardzo intelektualnie wyrafinowane przyswajałam ze zrozumieniem, wybuchałam stosownym śmiechem i natychmiast zapominałam… Bez szans na powtórzenie i błysk humoru w innym towarzystwie. Cały mój zapas dowcipów to scenka z serii „mrówka i słoń”. Uwaga, opowiadam!

Słoń i mrówka maszerują przez most. Mrówka mówi:

- Ale tupiemy…

Koniec. Więcej dowcipów nie pamiętam. Teraz Wasza kolej!



56 komentarzy:

  1. Sposób na mrówki: Polać miejsce ich pobytu spirytusem i posypać tartą cegłą. Mrówki się upiją, zaczną się obrzucać cegłami aż się wytłuką.
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedzie sobie czołg drogą polną. Nagle musiał się zatrzymać, bo na środku drogi siedziała wielka ropucha. Patrzy na nią z pod lufy i nadaje: ale obrzydliwa, wstrętna, ochydna taka, fuj !!!
    Na to żaba, zerkając ku górze na czołg: pchi, też mi elegancik z chujem (hujem?) na czole!

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój ulubiony - chłop małorolny ma serię nieszczęść ,dziecka się pochorowały,stodoła spaliła, rzeka zalała plony dobytek zwierzęcy padł , żona uciekła.Zdesperowany chłop ,padł na kolana i pyta, - panie Boże ,czegoś ty mnie ta karzesz.?! Na to Bóg wychyla się zza chmurki i mówi - żebyś ty sk.....nie wiedział jak ja cie nie lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, prosto, szczerze i "po chłopsku" ! Lepsze to niż przesłodzona hipokryzja.

      Usuń
  4. Jaka jest różnica między PRL a RP?

    Za PRLu rząd był w Londynie, a naród w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To współczesny dowcip, ale zaliczam bo odwołuje się do PRL:)))

      Usuń
  5. Wybory w latach 50-tych. Na ścianie wisi portret Stalina. Przyciąga uwagę starszej, niedowidzącej babci.
    - O! Piłsudski.
    - Nie Piłsudski, towarzyszko, tylko Josef Wisarionowicz Stalin.
    - A co on takiego zrobił ten Stalin?
    - On wygnał Niemców z Polski.
    - Dałby Bóg, pogoniłby i Ruskich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, tego nie słyszałam nigdy.

      Usuń
  6. Ta sama mrówka, i ten sam słoń. Są już po drugiej stronie mostu, ale słoń padł i leży martwy. Wokół niego biega mrówka i biadoli: "Chwila kochania, i caaałe życie kopania grobu". W czasach PRL, aby być duszą towarzystwa nie wystarczyło opowiedzieć jakiś kawał. Kawał musiał być a'propos.
    A to już nie dowcip, tylko moja refleksja (zastrzegam sobie prawa autorskie). Myślę, że w PRL dość wcześnie, bo już za Gomułki, przestano wsadzać do pierdla ludzi opowiadających antyrządowe dowcipy. Za to w obecnej RP, też dość późno. bo dopiero za Komorowskiego, zaczęto wsadzać ludzi, za internetowe żarty. Historia zawraca?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mrówkę - piątka! Była cała seria takich kawałów.
      Kawały a' propos powstawały natychmiast po jakimś ważnym lub bardzo widocznym dla społeczeństwa wydarzeniu. Często już nazajutrz po zaistniałym fakcie sprawę komentowano w formie kawału. Kto je wymyślał? Jakim sposobem tak błyskawicznie rozpowszechniał. Nie było komórek i internetów...
      Odnośnie wsadzania do pudła to myślę, że wszyscy /rząd też/ jesteśmy bardziej delikatni pod względem obrażania. To też jakiś objaw zmian.

      Usuń
    2. Wybacz, Anzai, ale co do Komorowskiego to chyba żeś pomylił inteligentne dowcipy, choćby niekiedy okraszone tzw. niecenzuralnym słowem, ze zwykłym chamstwem. Można powiedzieć, że papież albo prezydent jest idiota. Ale co w tym śmiesznego?
      allensteiner

      Usuń
    3. Allensteiner, wybaczam - bo celowo przytoczyłem ten internetowy wygłup. Oczywiście, że porównując dowcipy obu epok miałem na myśli te najbardziej wulgarne (w stylu "Iksiński to h.."), bo przecież na tych jętelegętnych PRL-owska władza się nie znała. A skoro porównujemy to warto przypomnieć, że jednak L. Kaczyński nie wsadzał do pierdla, nawet, gdy mu wypominano kim jest, i czyim jest synem.

      Usuń
    4. Ale za tzw. komuny nie zorganizowano powszechnej akcji samooskarżania się obywateli, że współpracowali z sanacją. Takie numery tylko w IV RP...
      allensteiner

      Usuń
    5. Jakże to? A samokrytyka składana na piśmie na zebraniach POP PZPR? Nie spotkałam się z tym co prawda osobiście ale fakt znam ze słyszenia i "widzenia" na jakichś materiałach filmowych.

      Usuń
    6. To na zebraniach. Jak się robi małe deseczki? Rżnie się dużą deskę. Jak się robi małe dziewczynki? Rżnie się dużą dziewczynę. Jak się robi małych chłopców? Stawia się dużego chłopa przed egzekutywą. A pan Jarek przed egzekutywą postawił wszystkich, czy chcieli - czy nie chcieli być na tym zebraniu.
      allensteiner

      Usuń
    7. Uważaj ze słowem "deska". Tak się nazywa kolejny kandydat na Prezydenta.

      Usuń
    8. Ktoś, kiedyś powiedział: - "Zanik żartów politycznych można uznać za ważny sygnał ostrzegawczy dla władzy. Dlatego jeśli w jakimś kraju zaczynają zanikać dowcipy polityczne, to powody mogą być tylko dwa. Albo wszystko w państwie jest w tak idealnym porządku, że nie ma z czego żartować, albo sytuacja jest już tak zła, że i żartować się nie chce."

      Usuń
    9. Jeśli coś w tym jest to zaczynam się bać bo dawno nie słyszałam żadnego kawału politycznego.

      Usuń
  7. KC PZPR ogłosił ankietę na temat: „Jak zaradzić trudnościom gospodarczym w Polsce?”
    Jeden z pytanych odpowiedział: „Wypowiedzieć Stanom Zjednoczonym wojnę i natychmiast po tym, poddać się”.
    Wtedy byliśmy przekonani, że to wystarczy do szczęścia. A dzisiaj? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miłość, a raczej uwielbienie do USA niektórym zostało do dziś:)))
      Masz rację, był czas gdy postrzegaliśmy USA jako ósmy cud świata i państwo idealne.

      Usuń
  8. Kto wymyśla kawały? - zapytał Stalin. - To studenci! - Dać mi tu takiego jednego.
    Stalin onieśmielonego studenta oprowadza po Kremlu. - Śmiało, towarzyszu studencie, nie krepujcie się, za kilka lat każdy obywatel ZSRR będzie żył w takich warunkach. - Zdaje się - powiada student - że to mnie tu sprowadzono do opowiadania kawałów!
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że miałam podobny do Stalina dylemat:"kto wymyśla kawały"?
      Kolejne pytanie brzmi: kto i jak je rozpowszechnia w błyskawicznym tempie?

      Usuń
  9. To podobno (jak nas zapewniał profesor Vacat) jest metodą, która podobno powstała w Stanach Zjednoczonych aby w dłuższym wystąpieniu mniej więcej co 15 – 20 minut opowiedziec jakiś dowcip, który zapobiegnie usypianiu słuchaczy.
    Następną radą pana profesora nie używać słów, których część słuchaczy może nie znać
    A oto poniżej dwa przykłady:
    1.Lotnisko na Okęciu\, czerwony chodnik, kompania honorowa , orkiestra, przedstawiciele
    Komitetu Centralnego i Rządu czekających na lądowanie samolotu z Szefem zachodniego państwa. Samolot ląduje przy czerwonym chodniku.. Po schodkach schodzi Gość Honorowy
    Przemówienie powitalne odczytuje z kartki najwyższy rangą przedstawiciel naszych władz.
    Po odczytaniu tego wystąpienia głos zabiera nasz Gość. Całe swoje wystąpienie nie czyta a po prostu wygłasza.
    W trakcie tego wystąpienia jeden z członkowie naszej delegacji komunikuje zdziwiony drugiemu: „TY POPATRZ ON NIE UMIR CZYTAĆ ?”

    2.Narada na najwyższym partyjnym szczeblu. Prelegent wygłaszający wprowadzenie do dyskusji Co kilka zdań w tym wystąpieniu mówi: „TOWARZYSZE 1 ABSTRAHUJE………..”
    Jeden ze słuchaczy zwraca się do drugiego : „TY 1 CO TO ZNACZY ABSTRA ? BO TO DRUGIE SŁOWO TO DOTYCZY NAS".


    Oprócz kawałów politycznych były całe serira dowcipów na temat"polaków pochodenia żydowskiego, naszych milusieńskich dzieci, księży.

    Uwielbiałem dowcipy żydowskie opowiadane przez dyrektora Szurmieja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, nie umiał czytać biedaczek...Hi, hi, hi...

      Usuń
  10. Chruszczow zaprosił swoją matkę, oprowadza ją po Kremlu. Matka podziwia, podziwia, aż w końcu mówi: - Nie boisz się, Nikita, że przyjdą bolszewicy i ci to wszystko zabiorą?
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
  11. Bądź moją Walentynką. :)


    Serdeczne pozdrowienia od Walentego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, Walenty! Dziękuję i odserduszkowuję ♥♥♥

      Usuń
    2. Walenty,odzwal się,ja byłem pierwszy!

      Usuń
    3. To odzywka w stylu epoki:)) Chłopcy tak mówili "odwal się" gdy coś im nie pasowało.
      Piękne słówko!
      ps a ja myślałam, że Walenty to Waszek:)))

      Usuń
  12. Czym różni się Syrena* od Rolls Royce’a?

    Syrena ma z boku ozdobną listwę, a Rolls Royce nie ma.
    __________
    * Syrena - polski samochód osobowy i dostawczy produkowany w latach 1957-1972 przez Fabrykę Samochodów Osobowych w Warszawie, a od 1972 do 1983 przez Fabrykę Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, nie, tego też nigdy nie słyszałam:)) Dobrze, że wyjaśniłaś pojęcie Syrena - młodsze pokolenie może nie wiedzieć co to takiego:))

      Usuń
  13. Brak mi talentu do opowiadania kawałów, ale opowiem o zdarzeniu, które rzeczywiście miało miejsce. W latach 50. polski minister kultury gościł swojego odpowiednika z Francji. Ówczesnym zwyczajem zaprosił go na obiad do pałacu w Jabłonnie, która do r. 1945 stanowiła własność rodziny Potockich, a w tamtejszej restauracji nadal zatrudniony był kucharz ostatniego hrabiego. Nieznający obcych języków nasz pan minister oczywiście porozumiewał się ze swoim francuskim dostojnym gościem za pośrednictwem tłumacza. Panowie spożyli wykwintny obiad, który do tego stopnia zachwycił Francuza, że zapragnął poznać kucharza. Kiedy go wezwano, ku zdumieniu gościa okazało się, że może z nim rozmawiać bez pośrednictwa tłumacza i że posługuje się on doskonałą francuszczyzną. Francuz powiedział później do kogoś: Co za kraj, język obcy zna kucharz a minister musi korzystać z tłumacza! (Było to w czasach, gdy "łaciną" Europy był jeszcze język francuski, a nie jak obecnie - angielski, czego młodzi już nie pamiętają).
    Jeśli chodzi o zmianę imion i nazwisk przez Polaków żydowskiego pochodzenia, to nie zawsze robili to oni dobrowolnie, znam przypadki, gdy żądały tego od nich władze, np. zamiany Szmula na Stanisława.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Evo70, niewiele się zmieniło w kwestii znajomości języków. Żąda się tego od kelnerów i sprzedawców w sklepach a od Prezydentów i Premierów niekoniecznie:)))
      Przypuszczam, że zmiana nazwisk oraz imion na życzenie władzy zdarzała się w przypadkach znanych i potrzebnych tej władzy osób.

      Usuń
  14. Telefon do ministra, odbiera żona.
    - Halo! Czy jest Moniek? - Mariana nie ma w domu.
    Za godzinę.
    - Halo! Czy jest Moniek? - Mariana nie ma w domu.
    Za trzy godziny.
    - Halo! Czy zastałem Mariana? Żona zasłania słuchawkę. - Moniek! Telefon do ciebie!
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo Panie Supełkowy! Jak zawsze nadążasz za tematem, nawet wśród komentarzy:))

      Usuń
  15. Prawo Murphiego mówi - pokaż że cos potrafisz , od jutra stanie się to twoim obowiązkiem.
    Kiedyś pokazałem że umiem opowiadać dowcipy, potem wszyscy tego ode mnie oczekiwali.
    Teraz staram się tworzyć tło.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być tłem to także nie lada sztuka :)))

      Usuń
  16. Obraduje aktyw partyjny. Jeden z towarzyszy się spóźnił. Mówi na swoje usprawiedliwienie:

    - Czarny kot przebiegł mi drogę i musiałem iść drogą okrężną.

    Sekretarz gani spóźnialskiego:
    - Marksista, partyjny, a taki przesądny! Na drugi raz róbcie tak jak ja: gdy czarny kot przejdzie mi drogę, to tylko się przeżegnam i idę prosto dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi, hi, hi... Pewnie nosił też wodę święconą w butonierce. Tak na wszelki wypadek:))

      Usuń
  17. Kandydat na członka PZPR..
    Komisja:proszę nam podać,towarzyszu,jakie szczeble władzy są..
    Gmina,powiat,województwo,KC
    No i co dalej?
    Dalej? To już chyba Bóg..
    A za Bugiem,a za Bugiem???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dowcip z wyższej półki, dla tych co uważali na lekcji geografii:)))

      Usuń
  18. Wchodzi facio do sklepu,a tu nic,jeno wiszą portrety Gomółki i Cyrankiewicza..
    Facio nadaje:"Nie ma mięsa ni kiełbasy,jeno wiszą dwa ku..kuryku!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się to ładnie w myślach rymuje:))))

      Usuń
  19. Zapraszam na śledzika serdecznie pozdrawiam
    ŚLEDZIK

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest śledzik! To jakaś rybka z rafy koralowej:))) A może akwariowa?

      Usuń
  20. Jeżeli zapomnieliście to dziś jest DZIEŃ KOTA. A ięc to nie dowcipy to SA fakty autentyczne i wydarzenia te pochodzą z 1951 roku.

    Mieliśmy tez to miłe zwierzątko u siebie w domu. Był to zwykły kot „proletariusz” czyli inaczej określając dachowiec. Był bardzo towarzyskie, zawsze przebywał tam, gdzie akurat przebywała największa częśćrodziny a było nas osiem osób. Zawze siadał gdzieś wyżej, by móc kontrolować cały pokoj i osoby w nim przebywające.
    Był to akurat okres czasu kiedy to wystąpił na rynku brak mięsa. Brak ten spowodował, że kolejka przy sklepach mięsnych stawała już po południu .
    W zasadzie do kolacji siadała cała Rodzina w komplecie. Oczywiście Łazęga zajął swój punkt obserwacyjny na kredęsie.
    Przy kolacji Mama zaczęła się zastanawiać głośno co może przygotować nam następnego dmia na obiad, ze nie ma kawałka mięsa itd. Itp. Następnego dnia kiedy weszła do kuchni , oniemiała. W kuchni leżało zagryzione dziesięć gołęb. Po jednym dla każdego (+) jden dla Łazęgi.

    Domek w którym mieszkaliśmy stał w ogródku na terenie ogrodonym. Był to domek piętrowy. Dziadek i my sześcioro rodzeństwa mieszkaliśmy na piętrze, natomiast Rodzice mieli sypialnie na parterze. Oczywiście lato wtedy to było rzeczywiście lato, co pozwalało na trzymanie otwartych oken.
    Pewnego dnia raniutko Łazęga zaczął budzić Mamę. Mama spojrzała, że okno jest otwarte więc zlekceważyła sobie sygnalizacje głosową kota. Ponieważ on się upierał więc Mama wstała a on zaprowadził Mamę do kuchni. W kuchni leżały dwie martwe myszy
    Łazęg najpierw kilka razy podskoczył do wiszących na ścianie na wieszaku patelń następnie wskoczył na piec kuchenny sygnalizując Mamie „smaż mi te myszy”.
    Życzę wszystkim kotom wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słuchając tej historii zaczynam podejrzewać, że to nie był kot. To jakaś dusza formie reinkarnacji. Rozumna i pożyteczna duszyczka czyjaś:))
      Tak, dziś jest Dzień Kota. Nie przepadam za tymi zwierzątkami ale życzę im samych wesołych dni w kocim życiu. Chciałam powiedzieć " życzę dostatku myszy" ale dzisiejsze koty żywią się pokarmem z puszek... Nawet smażone myszy pewnie by nie smakowały:))

      Usuń
  21. A gdy już w pobliskiej okolicy zabrakło gołębi, wróbelków a nawet myszy - znaleziono w kuchni martwego kota. Przygnieciony był patelnią, na którą sam usiłował wskoczyć...
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest "czarny scenariusz" autorstwa allensteinera:)))

      Usuń


  22. Koty – leczą duszę i ciało
    Posiadacze kotów wiedzą, że ten przyjaciel jest „lekiem na całe zło”.
    Są lekiem na całe zło /©123RF/PICSEL
    Są lekiem na całe zło /©123RF/PICSEL
    Przytulanie i głaskanie mruczącego pupila uspokaja oraz wprawia w dobry nastrój.
    Lekarze są zgodni, że zabawa z kotem obniża poziom cholesterolu, normuje ciśnienie krwi i pracę serca oraz korzystnie wpływa na układ odpornościowy.

    Dlatego coraz częściej osobom starszym oraz cierpiącym na depresję zaleca się sprawienie sobie kotka.
    To jest też fakt, że kot potrafią zlokalizować miejsce choroby poczym kładą się na to miejsce i jego przytulanie do tego miejsca łagodząc ból.
    Nie prawdziwa jest opinia, że między kotami i psami istnieje wojna . W domu moich Rodziców zawsze był pies i kot (pies wilczur), wspaniale się bawiły a nawet spały do siebie przytulone

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, że to jest cała prawda o kotach. Może kiedyś przyjdzie i na mnie "kocia chętka"...
      Koty i psy świetnie się dogadują jeśli dzielą wspólne życie i nie muszą rywalizować o uczucia właścicieli. Taka jest moja teoria.

      Usuń
  23. Kiedyś w dzieciństwie w trakcie zabawy by pomóc szukającemu sygnalizowaliśmy mu naprowadzając go słowem: ciepło, ciepło, gorąco. Właśnie znalazłaś się w strefie „gorąco”.
    Prawdopodobnie można przyznać kotom możliwości metafizyczne:
    „metafizyka – jedna z podstawowych dyscyplin filozoficznych, badająca najogólniejsze własności bytu”. Wspomniałaś o reinkarnacji, jest ona jedną z wielu hipotez metafizycznych. Kotom również przypisuje się w metafizyce dość dużą rolę właśnie w metafizyce od czasów
    Starożytnych czyli od Egiptu.
    No ale może kiedyś po tem ponieważ jest to temat „rzeka”.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koty zawsze były uważane za stworzenia magiczne. Niech tak zostanie.

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.