wtorek, 7 listopada 2017

Jak to ze lnem było



        Dawno, dawno temu… Bajka o takim tytule była obowiązkową lekturą szkolną dla najmłodszych uczniów. Mam w pamięci „jak żywy” taki oto obrazek: Pani nauczycielka w mocno dojrzałym wieku o stosownie doń obfitych kształtach, odziana w granatowy chałat z błyszczącej podszewki zasiada na blacie pierwszej w środkowym rzędzie ławki frontem do klasy /nam-dzieciom, zabraniano takiego siadania, ale Nauczyciel miał swoje przywileje/ i otwiera książeczkę. Jeszcze tylko swoistym ruchem odgarnia niesforny kosmyk siwych włosów, który jakimś sposobem wymknął się z uplecionego na czubku głowy koczka. Sprytnie /stara metoda wychowawcza!/ wybrana wysoka pozycja i uważny lecz stanowczy wzrok zza drucianych okularów wystarczał do uspokojenia kilku niespokojnych dzieciaków. Nawet chłopaki przestają dłubać w kałamarzu, a dziewczynki wygodnie podpierają buzie na zaciśniętych piąstkach. Zapada cisza i nauczycielka rozpoczyna czytanie bajki o mądrym i troskliwym królu, który szukał sposobu na poprawę bytu dla swojego ludu. Zamiast oczekiwanego złota odkrył magiczną moc nasion lnu i pożytku z uprawy tej rośliny. Może ktoś ma chęć, aby tę śliczną bajkę autorstwa Marii Konopnickiej przeczytać od nowa?


        Nauczycielka zamyka książkę i białą kredą na czarnej tablicy maluje obrazki przedstawiające proces produkcji tkanin lnianych. Stąd wiem co to jest: paździerz, międlenie, tkanie, wybielanie i skąd pochodzi nazwa miesiąca „październik”! Takich to mądrości uczyła stara szkoła. Docenić len nauczyłam się dużo później gdy nastała moda na tkaniny lniane. Było to po okresie zachwytu nad nylonem i non ironem i tuż przed euforią nad tłoczoną we wzory krempliną. A może równolegle z modą na wymienione tkaniny? Społeczeństwu zaproponowano przewietrzenie spoconych pod sztucznymi materiałami ciał i okrycie ich naturalnym lnem. To było modowe odkrycie! Miastowe modnisie /i ja też!/ zapragnęły lnianych spódnic i sukienek, a swoje mieszkanka w rozmiarze M-3 zdobiły lnianymi zasłonami, obrusami, serwetami… To cóż, że len gospodarczy wymagał prasowania i krochmalenia, a na ubraniach tworzyły się zamięcia i fałdy? To cóż, że krawiecka obróbka polegała na pracowitym obrzucaniu szwów i solidnego zabezpieczenia przed strzępieniem brzegów materii? Ale za to jaka lekkość i komfort noszenia! Jaki szyk i uroda lnianej odzieży! A na duże okazje  elegancko drukowany lniany obrus lub zestaw serwet to idealny prezent w kraju jak i za granicę. Z tych wszystkich powodów, dla zaspokojenia modowych potrzeb i podkręcenia gospodarki otwarto sieć sklepów pod nazwą Polski Len. Wyroby tekstylne pod tą marką wkrótce stały się hitem eksportowym PRL i zawojowały świat! 


 Skąd te lniane wspomnienia? A przez to, że przy niedawnych porządkach z szafy „wyszły” te kolorowe cuda pokazane na zdjęciach. Leżały cichutko wiele lat, zapomniane, wykrochmalone i wyprasowane „na blaszkę”. A są to po prostu kuchenne ścierki, z racji swej urody, nigdy nie zastosowane do codziennego użytku. Bo jakże takim cudem ścierać rozlany sos? No jakże to? Zachwyciłam się na nowo zarówno ludowym motywem kwiatowym, tańcującą z górnikiem krakowianką jak i próbką artystycznej abstrakcji. Na kuchennych ścierkach! Taką estetykę dnia codziennego proponował „szary” /?/ PRL. 



I tak to z lnianą nitką wysnuły się dziecięce wspomnienia. Przy okazji „dostało się” mojej nauczycielce w błyszczącym chałacie i chłopakom z piątej ławki grzebiącym w kałamarzu. Hi, hi, hi… Tak to ze lnem było!  


49 komentarzy:

  1. No tak... tez pamiętam tą "bajkę" Ale mi się len kojarzy tylko z uciążliwym prasowaniem. Moja mama haftowała :) moje próby szybko się skończyły. Ale podoba mi się precyzja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja lubię prasować:))) Taki ze mnie dziwoląg.

      Usuń
  2. Śliczne te ściereczki i dobrze, że je zachowałaś. Teraz to ja podobne przywoże z Madery albo skąś tam...
    A potem nastąpiła moda na wygnieciony len i trwa do dzisiaj....len, płotno i bawełna ..hmm w tym się chodzi pięknie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ściereczki zostały potraktowane z godnością należną ich wiekowi. Ponownie wyprane i wyprasowane, pomimo braku krochmalu, na "blaszkę". Zachowały sztywność sprzed lat chyba:))

      Usuń
  3. Też były u mnie w domu takie ściereczki, małe, duże, aż do obrusów, ale nie uchowały się, bo wiadomo ... Łódź, miasto włókienników, głównie tkaczy lnu, więc podaż przewyższała popyt, poza ściereczkami używało się pościelowego i bielizny nocnej. No i były używane nie do wycierania, ale do do podkładania pod sprzęty kuchenne, aby nie plamić mebli. Rybek nie miałem, ale róże takie same jak u Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre ściereczki używałam jako serwetki na stoliki, blaty oraz pokojową ławę. Moda na ławę przeminęła i serwetki poszły na spoczynek:)) Ale jest im miło, że są uwiecznione w sieci na wieki wieków.

      Usuń
  4. Były, były. Pamiętam też u mamy. A gdy poszłam "na swoje" to sama malowałam na lnie obrusiki. Były jednak używane i nie przetrwały. Te fabryczne też nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro były mocno używane nie miały szans przetrwania:)) Ale przynajmniej Twoja pamięć odświeżyłam.

      Usuń
  5. A hoj Bet!
    A pamiętasz ten spot reklamowy?
    "Polski len
    zdobi ciebie
    i Twój dom?"..
    wszystkie obecne odpadają!
    A teraz tak poza konkursem..
    Bet,kłaniam się nisko..
    Aleś dała pokaz artyzmu..!!!
    Zamilczę już,bo mowę mi odjęłłłooo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, pamiętam taką reklamę.
      Ale co do artyzmu to nie moja zasługa. To projektant wzorów tkanin wykazał się talentem i dobrym gustem. Bo te serwetko-ścierki są bardzo gustowne.

      Usuń
  6. Mniejsza o stare, zabytkowe ścierki (nie wiem, po co krochmalone, ścierka po nakrochmaleniu przestaje być ścierką). Ciekawsze, czy obecnie w szkołach można się dowiedzieć, skąd się taka ścierka bierze? No i - że powstawała już w zamierzchłych czasach, zanim powstały komputery...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja, allensteiner po dłuższej nieobecności

      Usuń
  7. Miło, że jesteś! Prezentowane ścierki były krochmalone z powodu że nie były używane jako ścierki😉

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wątpię czy program nauczania przewiduje informacje o lnie. Po co komu takie starocie dziś? Przecież len kupuje się w sklepie a mleko bierze się z Biedronki😏

      Usuń
    2. A zawarte w bajce wartości moralne i wychowawcze też godne są przekazania dzieciakom. Bez względu na ich stopień ukomputerowania.

      Usuń
    3. I na koniec, allensteiner, brawo, że zwróciłeś uwagę na ten wątek dydaktyczno-wychowawczy zawarty w tekście.

      Usuń
    4. No to ja jeszcze dołączę się wyjaśniając, że ścierki krochmalono dlatego, że to dawało gwarancję termicznej obróbki, która usuwała bakterie inne drobnoustroje. To ważne, bo taka ścierka/ściereczka służyła głównie do wycierania sztućców na stole i ew. ust, po posiłku spożywanym przez różne osoby (a wiadomo, bakterie obcych są groźniejsze od własnych domowych).
      U mnie też używano tych ścierek jako elementu zastawy stołowej (pod szklanki, kubki, talerzyki) i te już nie musiały być krochmalone.

      Usuń
    5. Zauważyłeś, że teraz krochmal wyszedł z powszechnego użytku? Dawniejsze prania nie obywały się bez takiego wykończenia. Bielizna pościelowa bez krochmalu była uważana za błąd w sztuce prowadzenia domu:)) Aspekt bakteriobójczy jest istotny lecz estetyczny chyba był bardziej brany pod uwagę. Pod tym względem ważne było także prasowanie. Prasowano zwykłe ścierki, ręczniki a zwłaszcza dziecięce pieluszki.
      No, ale nie mieliśmy wtedy tak silnych środków piorących. To jest chyba jakieś usprawiedliwienie dla współczesnego unikania krochmalu i żelazka?

      Usuń
    6. Jak wiesz rodzice moi mieli m.in. magiel. Pamiętam, że większość prania przynoszona do maglowania była już nakrochmalona. Po maglowaniu (jak i po prasowaniu) zyskiwała tą dodatkową gładkość.

      Usuń
    7. Gładkość i sztywność. Krochmalna pościel dawała uczucie chłodu i świeżości. Ale w ręcznym prasowaniu wymagała użycia sporej siły.

      Usuń
    8. Wiem, że to tylko dziwny zbieg okoliczności, bo zapewne chodziło ci o krochmaloną pościel, ale moi dziadkowie mieli magiel na ulicy ... Krochmalnej. :)

      Usuń
    9. To znakomita lokalizacja dla pralni:))) Nie mów mi i przypadku :)) Dziadkowie wiedzieli co robią już wtedy znali się na marketingu:))

      Usuń
    10. Bet, ja uważam, że dzisiejsze pranie jest mniej higieniczne, niż to dawne. Pierzemy w niskich temperaturach, często nie prasujemy. Wyobrażam sobie, ile bakterii różnej maści namnaża się w wilgotnych bębnach i przewodach w pralkach automatycznych.

      Krochmal jest w sklepach w małych rożkach papierowych. Wczoraj krochmaliłam serwetki.

      Usuń
    11. Bet, wiedza, że mleko bierze się z Biedronki, to już wielka wiedza. Mniej uczeni wiedzą, że mleko bierze się z lodówki.

      Usuń
    12. Wiem, że krochmal nadal istnieje w handlu. Ja jednak zawsze robiłam go sama z maki kartoflanej, która zawsze jest w domu na wypadek przyrządzania np klusek śląskich:))
      Aaaa... Teraz sobie przypomniałam, że czasem wykorzystywano wodę po gotowaniu klusek albo makaronu lub ryżu nawet do usztywniania serwetek.

      Usuń
    13. No tak, wiedza o pochodzeniu mleka jest bardzo zróżnicowana, ale prawie nigdy nie sięga na pastwiska:))

      Usuń
    14. A ja myślałam, że dzisiejsza chemia wszystko zeżre:))

      Usuń
    15. W czasach kiedy nie było jeszcze non-ironu, do kołnierzyków (gdzie nie było fiszbinów) używano krochmalu. Wtedy koszula była mięciutka a kołnierzyk sztywny.

      Usuń
    16. Tak,znam to z opowiadań mamy:))

      Usuń
  8. No, z tą bakteriobójczością jak efektem krochmalenia to żeście przesadziły. Zarówno pościel, jak i ścierki gotowano w specjalnym kotle z dodatkowym, dziurkowanym denkiem zabezpieczającym bieliznę przed przypaleniem. Po tej operacji żadna bakteria nie miała szans. Krochmal to wyłącznie kwestia estetyki.
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roztwór mydlany wrze w temp. nieco poniżej 100 st.C (ok. 90), a więc nie załatwia wszystkich bakterii. Natomiast prasowanie lnu to z reguły temp. ok. 230 st. C, a to już daje radę:
      http://www.focus.pl/artykul/jak-gorace-jest-zelazko

      Usuń
    2. No proszę, naukowo dowiedzione!

      Usuń
    3. Krochmal podobno roztocza lubią wcinać, więc chętnie z nami przebywały w tej wykrochmalonej pościeli.

      Usuń
    4. Roztocza chyba wszystko wcinają.

      Usuń
  9. Masz rację te cuda z szafy są cudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tylko patrzeć i podziwiać - nie używać! Hi, hi, hi...

      Usuń
    2. A żyrafy wchodzą to szafy.

      Usuń
  10. Klik dobry:)
    I ja mam lniane serwetki. Służą tylko do leżenia w szufladzie i prania.
    Kiedyś mieliśmy węglową kuchnię, na brzegu której wisiała brudna od sadzy i węgla ścierka. Jednak już po obiedzie, kiedy pod fajerkami wygasało, ta paskudna ściera znikała, a jej miejsce zajmowała jedna ze ściereczek z Twoich zdjęć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I co potem? Pięknisia znikała przed kolejnym obiadem? Pełniła rolę reprezentacyjną czy też zwyczajną "ścierkową" lecz do lżejszej służby bez palenia w piecu?

      Usuń
    2. Absolutnie to była rola reprezentacyjna. Piękna ściereczka znikała, kiedy znowu rozpalało się pod kuchnią.

      Usuń
    3. Czyli - taka ścierkowa arystokracja:)))

      Usuń
  11. Wiesz,Bet..Jak mi ciemno,głucho i wogóle psio,to we w kompie wciskam klawisz odpowiedni i już dusza się raduje!
    Dzięki,Bet..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo miło, że poprawiamy Ci humor.
      U mnie też jest dzisiaj szaro i psio za oknem.

      Usuń
    2. Poprawiamy?
      Łoj Bet,to ile was tam jest? Ja jestem zdolny kochać tylko jedną,ale za to dziko i wściekle! Tak wielu to nie dam rady..

      Usuń
  12. Lniane ściereczki z nadrukiem, często traktowane jak serwetki, były także w moim domu. Najwięcej jednak lnianych tkanin gładkich kupowałam do haftowania. Kupowany krochmal u mnie się nie sprawdził, bo podobno tkaninę trzeba było prasować, gdy była jeszcze lekko wilgotna, a u mnie wszystko wysychało na "pieprz". Nie lubię krochmalonych rzeczy, ale jeżeli już muszę coś usztywnić, to przyrządzam krochmal sama. Bardzo interesujący i pouczający(nie tylko dzieci) tekst. Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwono, krochmalona tkanina musi być lekko wilgotna aby prasowała się "na gładko". Dlatego wyschniętą "na pieprz" pościel trzeba było kropić wodą a potem ręcznie naciągać zgodnie z biegiem nitek i dopiero prasować bardzo gorącym żelazkiem. Potem wymyślono żelazka z nawilżaczem parowym. Ale to jednak nie to co kropienie:))

      Usuń
  13. Ja pamiętam, że o tej bajce w klasie rozmawialiśmy z panię Młodożeniec i że szukając określenia, w jakim kolorze jest naturalny jen powiedziała - o , taki jak włosy Iwonki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłaś zatem dziewczęciem o lnianych kosach... Ach, jak to wszystko pasuje do nazwiska nauczycielki:))) Pewnie dlatego tak zapadło w pamięć.

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.