piątek, 21 października 2011

Podobiadek z podwieczorkiem

Odkurzam i stawiam do analizy kolejne „zapomniane słówko” , które dopiszę do mojego słowniczka w ramce po prawej.
        Podobiadek – mawiała moja mama podając mi kanapkę jako drobny posiłek po powrocie ze szkoły. Bo właściwy obiad, dwudaniowy: zupa oraz tzw „drugie”, a czasem też i deser, mama podawała około godz 16 gdy tato wracał z pracy. Wtedy już wszyscy byliśmy tylko dla siebie i spokojnie zjadaliśmy rodzinny obiad. Codziennie.

        Podobiadek – urocze słówko pełne takiego rozkosznego, beztroskiego rozpasania… Tak, tak. Pamiętam analizę tego słowa przy okazji omawiania „Przedwiośnia” St. Żeromskiego. Podobiadki jadali, ba, celebrowali wręcz jako jeden z licznych posiłków, mieszkańcy  polskiego, wiejskiego dworu. Pieszczotliwa forma tego słowa czyniła z niego nieomal symbol próżniaczego życia ziemiaństwa.

        Ten oto symbol przetrwał parcelację majątków ziemskich i występował czasami w siermiężnym Peerelu. Podobnie jak jego „kolega”- „podwieczorek” . Kolejny relikt  burżuazyjnego rozpasania?

 Podwieczorki często były częścią jadłospisu dziennego  w państwowych placówkach wychowawczych np. przedszkolach, na  koloniach letnich itp. W sanatoriach podwieczorki były okazją spotkań towarzyskich. Organizowano wtedy potańcówki wkrótce nazwane „fajfem” od angielskiego obyczaju picia herbatki o godzinie 17 czyli „five o’clock”. Znajomość angielskiego nie była wtedy powszechna więc zdarzały się śmieszne sytuacje gdy zapowiadano „Five o;clock” na godzinę 18.30…hi,hi, drobiazg. Taki „fajf” organizowany jeszcze później, po kolacji, zyskiwał już miano „dancingu” .
Socjalistyczna władza sankcjonowała podwieczorki nawet pod angielszczoną nazwą  ale podobiadków już nie.
Mało tego, podwieczorek wszedł na długie lata do kanonu kultury pod postacią słynnej radiowej audycji „Podwieczorek przy mikrofonie”. Całe rodziny zasiadały przy radioodbiornikach z zielonym okiem, aby bawić się wraz z Sołtysem Kierdziołkiem, kolegą Malinowskim oraz „Rolską do tablicy”. A jakie tam śpiewano przeboje, a jaka kunsztowna konferansjerka i satyra na najwyższym poziomie! Tu zaczynały się prawie wszystkie kariery estradowe.

Tak sobie często myślę: jak bardzo zmieniło się nasze życie…
Nie mamy już podwieczorków i podobiadków. Nie mamy codziennych rodzinnych obiadów z zupą i deserem oraz rozmowami: „co tam, synu, w szkole?”  O wspólnym słuchaniu radia już nie wspomnę. Młodzież wcina pizzę ze słuchawkami w uszach i wzrokiem wbitym w klawiaturę telefonu, rodzice na służbowych lanczach i branczach…
Poczciwy Podwieczorek przekształcił się we wspomniany już „ fajf”  podobiadek stał się lunchem… i poooooszło! Skończyło się na tym, że już nie wiadomo kiedy jest kolacja bo dawne dania obiadowe jadamy teraz często późnym wieczorem. I na nic innego już nie ma miejsca bo w końcu trzeba iść spać.
A podobiadek? Ten uroczy  posiłeczek, całkiem zbędny, przeznaczony dla łasuchów… taki kulinarny pieszczoszek dla zabicia czasu, a nie głodu. Ach, wrócimy do niego może na emeryturze…


2 komentarze:

  1. Pamietam jeszcze PODSNIADANEK.
    To byl posilek ok 6 rano przed wyjsciem do pracy w polu. Sniadanie bylo ok 9. Wszyscy wstawali ok 6, czesc szla do pracy a gospodyni rozpalala ogien, gotowala, doila krowe i przygotowala jajecznice itd na 9:00. We dworze tez tak bylo. Kto proznowal to proznowal ale pracowac tez musial ktos i pilnowac tego interesu np Bogumil Niechcic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Podśniadanka nie znałam. Urocze słowo!
      No, ale ja "miastowa" jestem to i dojenie krów i doglądanie gospodarstwa znam tylko z literatury. Niechcica bardzo poważam, bardzo.
      Dzięki, Anonimowy, za zaglądanie w głąb tego bloga:))) Zapraszam serdecznie.

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.