Lodówka opustoszała.
Nie
ma zbędnych zapasów bo świąteczna żywność kupowana była na kartki… hi, hi, hi. Jak
za PRL? Nie, nie… całkiem inne to kartki. Zakupy precyzyjnie zaplanowane i
zapisane na kolorowych karteczkach z określeniem dnia i miejsca zakupu, ułożone
w szeregu, jak żołnierze. Bo wiadomo, że w czwartek w sklepiku jest najlepsze
świeże mięso, a w piątek na placu warzywa i owoce, a najważniejszy, świąteczny
karp dla spokojności, spędził w zamrażalniku cały przedświąteczny tydzień.
Zamiłowanie
do kartek tkwi w nas mocno. Nie można zapomnieć tego okresu w naszym
peerelowskim życiu. Omawiając asortyment nowo otwartych, kolejnych
supermarketów, wracamy do kartkowych wspomnień. Przestajemy wtedy narzekać, że
masło tylko w dwóch gatunkach, a toaletowy papier w trzech zaledwie kolorach.
Nie ma różowego! Zgroza…
Albo
taki, banalny, sznurek. Dawniej niezbędny do prawidłowego zapakowania paczki
wysyłanej pocztą. Wymagany był sznurek konopny. Stanowczo nieodpowiedni sznur
papierowy używany do transportu papieru toaletowego w formie girlandy na
szyjach obywateli. Oplatanie paczki sznurkiem powinno zakończyć się pojedynczym
węzłem. Należało pozostawić odpowiednio długie końcówki tegoż węzła. Były one klajstrowane
czymś tam / może lakiem?/ w okienku pocztowym. Tylko tak zapakowana paczka
mogła wędrować z Pocztą Polską. W supermarkecie technicznym zwykłego sznurka
nie znalazłam. Są eleganckie, kolorowe i różnej grubości produkty
sznurkopodobne. Zresztą, współczesne paczki okleja się samoprzylepną taśmą i
nikt się nie czepia ilości supełków. Dziś nadanie paczki to łatwizna.
Drugiego
dnia tegorocznych Świąt szturmowano przychodnie zdrowia. Wiadomości o świątecznych
zachorowaniach rodaków były zawsze tematem ważnym i nagłaśnianym w świątecznych
wiadomościach. Ale dawniej informowano o kłopotach gastrycznych, niestrawnościach,
przejedzeniu… Tym razem dokuczało nam głównie przeziębienie. Dolegliwość
leczona herbatą z miodem i malinowym sokiem – dziś wymaga szturmu do
przychodni. Hmm… Będzie okazja ponarzekać na Służbę Zdrowia.
Ale
co tam… pora myśleć o następnym świętowaniu. Nowy Rok przed nami. Czas ustroić
się w Sylwestrowe piórka i zamrozić coś musującego. Kartki niepotrzebne.
Miłego
Świętowania !
Teraz wysyłam paczki oklejone taśmą...
OdpowiedzUsuńSzczęśliwego Nowego Roku !
Jasna8, też oklejam ale... z przyzwyczajenia dodaję też sznurek. Dla tradycji.
UsuńNajlepszego Nowego Roku życzę.
No proszę i ja pisałem kiedyś o takich karteczkach. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTak, Antoni pamiętam twoje karteczki. Dotyczyły jednak porządkowania pamięci - moje porządkują wnętrze lodówki. Tak, więc, nie jest to chyba plagiat?
UsuńBet !!!
UsuńCzy ja coś takiego napisałem
Nawet nie pomyślałem.
Uważam, że karteczki to sprawa ważna i cieszę się że Twoje zdanie jest podobne.
A tak w ogóle inspirujmy się, to jest twórcze.
Pozdrawiam
Antoni, te słowa o plagiacie to był żart, powinnam zakończyć zdanie uśmiechem. Często zapominam, że w komentarzach nie daje się wyczuć intonacji głosu po której poznajemy żart, ironię, sarkazm itp...
UsuńŚwiat wirtualny nie jest doskonały.
Oczywiście, że powinniśmy korzystać z wzajemnej inspiracji.
Pozdrowienia posyłam bez cienia urazy i zwątpienia w dobre intencje.
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńZakupy świąteczne zawsze robię "na kartki". To najlepszy sposób, aby o czymś nie zapomnieć, albo nie nakupować produktów zupełnie nieprzydatnych. Choć zdarza się i tak, że kartka w ręku, wózek pełny, a... nic jeszcze z kartki w wózku się nie znalazło :)))
Pozdrawiam poświątecznie.
No widzisz, pomyślałam sobie, że jesteśmy pokoleniem naznaczonym kartkowo. Chociaż teraźniejsze kartki występują w roli "hamulca" a peerelowskie wyznaczały należny przydział. Porównanie tych dwóch kartkowych ról znacznie poprawia samopoczucie.
UsuńTe kartki - jeżeli myślimy o tych samych - faktycznie przeszły prawdziwą ewolucję. Jeszcze kilkanaście lat temu żyły pod takimi małymi magnesikami przytrzymującymi je na lodówce, albo czymś metalowym. Tam były zakodowane rozkazy od wynieść śmieci, do sfinalizować kontrakt. Potem pojawiły się takie kolorowe samoprzylepne, też z rozkazami, teraz mamy małego poręcznego telefonicznego Excellka, i tak już chyba pozostanie.
OdpowiedzUsuńJeszcze jestem na etapie kartek pisanych ręcznie, długopisem. Elektroniczne zapiski... to być może przyszłość dla mnie.
OdpowiedzUsuńKartki na zapiski wszelakie to pomysł godny Nobla. Nie tylko w gospodarstwie domowym ale i służbowo wykorzystywane znakomicie. na nic grube notesy i kalendarze TENO lub TEWO...hi,hi,hi... Malutka, lekka karteczka zastąpiła kalendarzowe tomiszcza.
A widziałaś kiedyś swój komputer w pracy oblepiony takimi karteczkami proszę: zgłosić się do kadr, pokwitować w magazynie, zadzwonić do, i ogólnie przynieść, wynieść, pozamiatać. Od kilku lat w pracy odbieramy e-maile nawet od pracownika siedzącego obok (np. z linii produkcyjnej).
UsuńOooo, nie, do nas jeszcze takie zwyczaje nie dotarły. Używamy telefonu...upst..To jest chyba przeżytek? Faktem jest, że te telefony są komórkami, a poczciwe stacjonarne z numerami wewnętrznymi w obrębie firmy stają się bezrobotne.
UsuńBet, ja pracuję w takiej firmie. Niedawno po zdiagnozowaniu usterki na płycie głównej palmtopa złożyłem zapotrzebowanie w internecie, które poleciało do Irlandii, stamtąd do USA, potem do Chin (firmą zarządza Chińczyk z Irlandczykiem), i po paru minutach dowiedziałem się, że taką część pobrał mój kolega siedzący obok nr. ID xxx..., ale jej nie wykorzystał.
UsuńKadrówkę widzę kilka rzędów dalej, ale jej też nie wolno mnie wezwać, ani mnie do niej podejść, możemy tylko wymieniać e-maile.
W poprzedniej firmie składającej TV plazmowe było tak samo.
Gdy przychodzę do pracy na laptopie wyświetla się mój "urobek" z poprzedniego dnia, i bieżące zadania. To ma i dobre strony, bo urlop można załatwić w ciągu kilku minut z dowolnego miejsca na świecie, no i na popołudniowo/nocnych zmianach można sobie pobuszować po necie, Polak potrafi. :)
Wszystko zrozumiałam. To jest firma przez duże F! Stąd te światowe obyczaje dla mnie obce.
UsuńNawet te małe firmy przez małe "f" opierają sie na internecie, i to już od ponad 8 lat. Jeżeli zaczepisz sprzedawcę w hipermarkecie np. Real, Media Markt, itp. to on ci potwierdzi, że przychodzi do pracy i z internetu dowiaduje się ile co kosztuje akurat w tym dniu, co trzeba wystawić na sklep, co schować, i jakie ceny obowiązują (stąd te spory czasem). To działa od 2004 r. Taki sprzedawca nie potrzebuje przełożonego, bo jego praca jest rejestrowana w sieci.
UsuńBet, jesteś naprawdę cudownym dinozaurkiem, takim jakim ja byłem, gdy zaczynałem pracę w hipermarkecie. :)
Dziękuję ci za mianowanie dinozaurkiem... to urocze i bardzo mi z tym do twarzy. Niech już tak zostanie.
UsuńJa już wolę moją wewnętrzną centralę telefoniczną:))) No i to, że jeszcze mogę być czyimś przełożonym! Jeszcze mnie komputer nie wygryzł.
A mnie już trzy razy wygryzł komputer, i aż się dziwię, że jeszcze go naprawiam ...
UsuńTeż sie dziwie. Ja bym nie naprawiała.
UsuńMuszę to przemyśleć, bo tak naprawdę to dopiero teraz Ty mi to uświadomiłąś, że wygryzły mnie komputery, któe zawodowo naprawiam. Ale jak zacznę je psuć, to znów mnie wygryzą? :(
UsuńNiestety, to jest proces nieodwracalny. Stało się i już.
UsuńZawsze lepiej jest naprawiać niż psuć.Wszystko.
Święta, a nawet poświętna racja. :)
UsuńNo widzisz?
UsuńJednak się zgadzamy czasem:)))
Z tymi komputerami to czasami duża przesada. Zamiast np. zerknąć na termometr wiszący za oknem i na parkujący pod oknem samochód, to sprawdza się w internecie, jaka w danym mieście pogoda i czy w nocy padał śnieg na nasze auto.
UsuńKoleżanka poproszona o radę jej syna, ponaglana odpowiada, że jeszcze nie było syna na gg (syn jest w pokoju za ścianą w zasięgu jej głosu).
Noooo... to już jest patologia. To co jest zrozumiałe w międzynarodowym koncernie to już na poziomie rodziny jest nie do pojęcia.
UsuńParę razy byłem u kolegi na t.zw. "łódzkim Manhattanie". Mieszka na 36 piętrze, i dawniej gdy chciał wyjść, to sprawdzając pogodę dzwonił do portiera na dole. Teraz ma dane w sieci, a dodatkowo może sobie osiedlową kamerą najechać na dowolny punkt i zobaczyć, czy np. jakiś piesek nie "nakupkał" mu obok samochodu. Niestety jego pieska tez podglądają sąsiedzi, gdzie i w co "kupka".
UsuńCzy, mimo wszystko, nie można samodzielnie spojrzeć na zaokienny termometr? No i po co śledzić każdy skrawek osiedlowego trawnika? Po co? To, co opisujesz wygląda na zwykły snobizm no i działanie dla zabicia czasu.
UsuńDruga strona opisanego przez ciebie przykładu jest taka, że wskazuje na bardzo dobre sytuowanie części społeczeństwa. Trochę wbrew temu co lubisz pisać o stanie naszego państwa...hę???
Bet, wchodzimy znowu do "Jurassic Park" :) Termometr Ci nie pokaże, czy wziąć parasol, bo pada deszcz, albo szpilki zamienić na traktory, bo jest stłuczydupa. Tam powyżej X piętra okna nie są otwierane. To fakt, że nie są to mieszkania dla ubogich, a monitoring to jest konieczność ze względu na bezpieczeństwo.
UsuńAle chyba używanie rozumu nie jest tam zakazane? Jak pada deszcze to chyba wiadomo, że trzeba wziąć parasol:)))
UsuńAcha... brak otwieranych okien...toż to więzienie, a nie żaden luksus! Phiii... dobrze, że mnie na to nie stać.
Jeszcze trochę, a chłopi będą w internecie sprawdzać, czy na ich polu jest susza, albo stonka:)))
UsuńNadmierne korzystanie z urządzeń współczesnej cywilizacji, to czasami nie rozwój, a wręcz cofanie się umysłowe. Jak np. nazwać kierowcę, który wjechał do jeziora, bo tak go komputer naprowadził, albo rolnika, który podlewa pietruszkę zgodnie z komunikatem meteo, zamiast wtedy, kiedy na jego polu trzeba? Nie głupole? Grozi nam kompletne zacofanie umysłowe.
Symptomy zacofania już są widoczne choćby w zaniku wypowiadania się pełnymi zdaniami o pisaniu i liczeniu ręcznym już nie wspomnę.
UsuńTak, szare komórki są w zaniku!
ps światli chłopi już posługują się komputerowym dozowaniem paszy dla zwierząt, dojarki są sterowane elektronicznie, dawkowanie nawozów w uprawach szklarniowych także...
Tego typu mechanizacjo-komputeryzację rozumiem i popieram.
UsuńAle bezmyślnemu zdawaniu się na komputer mówię NIE! To zresztą pokazał doskonale pierwszy film z serii "Dekalog". Naukowiec zaufał komputerowi i osiągnięciom współczesnej nauki, ale nie wziął pod uwagę czegoś, co można nazwać - jak wyżej w komentarzach - spojrzeniem za okno. W efekcie doprowadził do tragedii.
A poza tym nie są wszędzie potrzebne udoskonalenia techniczne, a już a pewno nie pseudoudoskonalenia. Ludziom nie są potrzebne np. parasole z prysznicem, czy gaśnice z pożarem, a - upraszczając - do tego zmierzamy.
Co racja to racja.
UsuńOch kartki - to sie pamieta.Zaczelo sie niewinnie od cukru a potem polecialo.Ci co palili pol litra wymieniali na papierosy i odwrotnie ,cukierki i czekolady czekoladopodobne brrr.. szly tez na wymiane bo trudno to cos co za czekolade robilo bylo dawac dziecku...Byly tez czasy..teraz tylko posmiac sie mozna lecz wtedy..Nie dosc,ze kartki to jeszcze kilometrowe kolejki za tym czyms co na kartki bylo...W tych kolejkach 2 kolejki - jedna inwalidow i ciezarnych ,druga kolejka normalnych smiertelnikow.Na wczasy tez jezdzilo sie z kartkami i wycinali ci co nieco.ech czasy z lezka w oku mozna powspominac.Teraz z kartkami czy bez - nudno na zakupy chodzic.Wszystko jest,papier toaletowy i kawalek mydla juz nie cieszy a niezbednik sie zrobil,skonczyly sie polowania na szampon itp.I kurcze mozna miec butow ile kogo stac a gdzie te czasy ,ze kartka na buty zimowe i kartka na letnie no gdzie:))
OdpowiedzUsuńNo tak Reno, teraz miło powspominać ale w tamtym czasie nie było nam do śmiechu... Moja koleżanka, z powodu niedostatku słodyczy /kartki na cukierki dostawały tylko dzieci i kobiety w ciąży/ udawała ciążę a na koniec wyemigrowała do USA. Jest tam do dziś.
UsuńByły nawet "dyżurne" dzieci, które sąsiadki sobie pożyczały do uprzywilejowanej kolejki obok kolejki, bo osoba z dzieckiem na ręku też się załapywała.
UsuńNo tak, dyżurne ciężarne też bywały oraz babcie i dziadkowie "stacze".
UsuńPamiętasz piosenkę: ..."szoruj babciu do kolejki...."?
Bet27.12.2012 19:37
OdpowiedzUsuńDziękuję ci za mianowanie dinozaurkiem... to urocze i bardzo mi z tym do twarzy.
Tak, tak Bet, mówisz świętą prawdę o sobie. Jesteś dinozaurkiem, a właściwie dinozaurą /tak jest bardziej parlamentarnie i ministerialnie/ ;)
Zupełnie nie wiem dlaczego, ale jestem o ten tytuł zazdrosna. Nikt mnie jeszcze tak pieszczotliwie nie nazwał. :)
Hi,hi.... pani dinozaura! Pięknie to brzmi...tak dostojnie.
UsuńAż mi kopara opadła, gdy widzę, ile prawdy tutaj napisano o naszym wątku komputeryzacji społeczeństwa. AlEllu masz rację, że głupiemu to i dziesięć komputerów nie pomoże, jednak trzeba przyznać, że pewne czynności już od od ponad 70 lat nie są możliwe do wykonania przez człowieka. Komputer jest głupi jak but z lewej nogi, nawet ten wyposażony w inteligencję, możliwość samonaprawy, a nawet reprodukcji, i komunikacji pozaprogramowej. Ma tylko niezmiennie jedną przewagę nad nami, bardzo szybko liczy zera i jedynki, i dlatego warto go stosować tam gdzie to jest potrzebne, a nie jak słusznie zauważasz do produkcji Parasola z prysznicem, czy gaśnicy z pożarem. Ale biznes jest biznes ...
UsuńTe "inteligentne domy" przeżyły już swój kryzys kilkanaście lat temu, bo nie sprawdzają się właśnie w warunkach awaryjnych, pożar, trzęsienie ziemi, burze, itp., ale pozostają niezbędne udogodnienia.
Nie sprawdziły się też "cudowne dzieci komputerowe", bo w rzeczywistości są analfabetami, i mają ogromne trudności z przystosowaniem się do nowych warunków - vide 30% absolwentów uczelni to bezrobotni!.
Byłoby jednak dobrze, żeby babcia wychowująca wnuka wiedziała czym się różni Excell (przydatny do gospodarowania) od bylejakiej gry.
Jak to "kopara opadła"??? To jeszcze nie wiedziałeś jakie mądre z nas Dinozaurki? Ha??? Ładnie to tak wątpić?
UsuńJesteśmy najlepszym przykładem znajomości techniki i nie powstydzimy się przed wnukami. Ooooo...nie!
Bet,Wszystkiego Najlepszego z Nowym Rokiem! A nuż to cósik da?? Oby tak było!
OdpowiedzUsuńCichy, na pewno cósik da. Dzięki wielkie i dla Ciebie mnóstwa cósików:)))
UsuńDo Anzai. Uchodzisz chcesz być tu za autorytet w sprawie komputerów. Dobra. A słyszałeś historię już z r 1976,że systemy komputerowe armii USA"wykryły" masowy atak rakiet nuklearnych na terytorium Ameryki? Całe szczęście,że potraktowano to jako manewry. A gdyby prezydent USA otworzył walizkę i uruchomił kody do startu rakiet amerykańskich? Bylibyśmy teraz kostkami pod warstwą radioaktywnego pyłu. A wiesz,że jakiś bajtel,zdolny uczeń liceum,haker,włamał się do systemu obrony powietrznej USA? Był na ten temat nawet fabularny film(nie pamiętam w tej chwili tytułu). A wiesz,jak obecnie łatwo jest zupełnie sparaliżować ten system? Dla ciekawostki Ci podam,że Ruscy na Uralu tysiące starych czołgów T-34 i T-54,niewrażliwe na zakłócenia wirtualne, utrzymują w gotowości na taką okoliczność w przypadku tego typu zakłóceń?
OdpowiedzUsuńBet, oczywiście lakiem! Gdyby nie Twoje wspominki o paczkach i sznurku ( tak konopnym!) zupełnie" wyszło" mi z pamięci (kartek nie używałem i nie używam nadal), to pakowanie i wysyłanie paczek pod rygorem nie przyjęcia przez pana, panią w okienku, często zakratowanym, jeśli nie wystają końcówki sznurka z węzełka. Cały ceremoniał tego był. Świeczka rozgrzewała lak, który ociekał na ten węzełek z końcówkami, przywalał stemplem w ten lak rozgrzany.
OdpowiedzUsuńŚwieczkę gasił poczciarz plując na paluchy, by się nie poparzyć. Czasem jednak zaskwierczało.
P.S. Te piękne kielichy z barwnym napitkiem, to na płytkach stoją, czy mnie oczy mylą? Do Sylwestr u mnie by nie wytrwały.
Honiewicz, nareszcie ktoś się zachwycił tym sznurkiem i pocztowym terrorem w czasach PRL. Wdzięczna jestem. Już myślałam, że tylko moja poczta była tak rygorystyczna. Skoro potwierdzasz, że to lak był to jestem już spokojna. Lakiem zamykało się tez butelko z czymś ważnym, prawda?
OdpowiedzUsuńKielichy stoją na tacy udającej srebrną. Przetrwały tylko na zdjęciu...hi,hi,hi...
Ależ Bet, jestem oburzony stwierdzeniem Twoim, że terror pocztowy w PRL był. Choć w pewnym sensie masz rację, na poczcie niczym w aptece cisza i spokój były.Paczki nie ginęły, mimo czasów westernowych. Przynajmniej u mnie na środkowym- zachodzie.
OdpowiedzUsuńOtóż był to rok `46 albo `47 byłem na poczcie w Freizingu z matką, która wysyłała paczkę do kraju. Zapamiętałem tamtą pocztę i gdy się znalazłem na Ziemiach Odzyskanych ( nie wiem, czy wiesz o co chodzi z tą nazwą Ziemie Odzyskane), ale poczta główna, z której już sam wysyłałem paczki, wyglądała podobnie, jak tamta w Bawarii. NO!!!
Co zaś do butelek z lakiem, to kiedyś, mimo tego laku wyciągnęliśmy z kolegami całą zawartość czyściochy, nie pomnę czy niebieska, czy czerwona kartka była na butelce (no i widzisz znwou kartki), nie naruszając óczesnego znaku akcyzowego.
UsuńPodczas świąt - gdy zamykałam próżniowo specjalnym korkiem i pompką butelkę z niedopitym winem - wywiązała się rozmowa właśnie o laku. Syn opowiadał swojej córce, co to był lak i jak wyglądał. Zapamiętał lak w postaci brązowych twardych batoników i jak mój tata rozgrzewał koniec "batonika" i lakował butelki z winem domowej roboty. Chyba w piwnicy mam jeszcze "batoniki" lakowe.
Jak jeszcze masz te "batoniki" to spróbuj sobie jednego rozgrzać, zobaczysz jaki piękny żywiczny zapach się wtedy wydziela. Lak służył też do uszczelniania brzegów podeszew w skórzanych butach, w ogóle był dość uniwersalny, ja też mam takie resztki laku, razem z pieczęciami dziadków, służył im do pieczętowania listów. Teraz zamiast laku mamy kit.
UsuńTerrorem pocztowym nazwałam te rygory sznurkowo supełkowe i strach towarzyszący wysyłaniu paczek:"przyjmą czy nie przyjmą...."
UsuńTak, tak, znam Ziemie Odzyskane i strasznie mnie interesuje życie tamże zaraz po ich "odzyskaniu".
Pamiętasz powiedzenie: "z braku laku dobry kit"?
Ooooo... widzę, że temat laku budzi pozytywne emocje. Fakt, że młodzieży ten produkt jest całkiem nieznany. Takie batoniki to cenna pamiątka.
UsuńTo wybaczam Ci te terrory pocztowe w PRL. Od tamtych czasów Poczta Polska niewiele się zmieniła. Kolejki do okienka, jak były. tak są. Mimo komputeryzacji, mechanizacji i czegoś tam jeszcze. O czym pewnie Anzai jeszcze swoje wtrąci.
UsuńPanów tylko mniej jakoś w okienkach.
Bet, na Ziemiach Odzyskanych, w tamtych czasach byliśmy i pozostaliśmy forpocztą powiewu Zachodu (cokolwiek to znaczy), do naszego kraiku. Będąc bliżej tego zgniłego, zdeprawowanego, nihilistycznego, jak to arcybiskup Michalik nazywa przy każdej okazji - czujemy się bardziej otwarci na uciechy życia. Jednak za wyższą cenę. No, ale to koszty cywilizacji!!!
Bet, to powiedzenie "z braku laku dobry kit", czasem nadal cytuję w sytuacji do tego odpowiedniej. No i zobacz, ile wyzwoliłaś tym wspomnieniem o laku, paczkach i kartkach. Nie wiem, czy zwróciłaś uwagę na to, że o tych na cukier i alkohol, papierosy itd., dyskretnie temat omijam?
O kartkach na cukier, papierosy i tym podobne napisano już tyle...że staje się to banalne. Ale o laku mało kto wspomina i o pakowaniu paczek.
UsuńTak, masz rację na Poczcie Polskiej niewiele się zmienia. Oprócz cen naturalnie. Ceny mamy światowe!
Tak, tak, to były czasy! Lak w gospodarstwie domowym w tamtych czasach był uniwersalnym i niezbędnym.
OdpowiedzUsuńTylko mam, Anzai, wątpliwości co do tych brzegów butów. Ja bowiem zapamiętałem, co widziałem u szewca, to on woskiem smarował brzegi moich narciarek (choć nie mam pewności, czy wiesz co to było te narciarki?).
Alellu, u mnie butelki z winem lakowała matka, ojciec bowiem był od "wyższych" spraw i nie zajmował się produkcją wina. On był od opróżniania butelek. Zwykle, gdy rodzice mieli gości i wino, wyprodukowane przez mamę znalazło się na stole, najwięcej miał do powiedzenia o jego procesie technologicznym.
O butach wspomniałem skrótowo, ale widzę, że trafiłem na fachowca. Masz rację Hon, to były dwa rodzaje laku stosowane do męskich butów z cholewami, głównie narciarek (tak!) i "oficerek". Ten zwykły lak twardy lało się na obcasy, a potem wyrównywało takim specjalnym rozgrzanym żelazkiem w kształcie płaskiego młotka. Ten drugi, bardziej miękki, zabezpieczał boki podeszew. Dobrze wykonane zabezpieczenie pozwalało chodzić w wodzie tak jak w gumowcach.
OdpowiedzUsuńAnzai, teraz przypomniałam sobie, że w sprawach szewskich masz sporą wiedzę. Ujawniłeś się już z tym przy okazji notki o ginących zawodach. Dobrze pamiętam?
UsuńOch, Anzai, "łoficerki" przypomniałeś mi! To był sznyt! Te akcesoria do ich zdejmowania, albo dupa moja, nadstawiona, gdy w perspektywie mogła być z ojcem nieprzyjemna rozmowa (bo matka, to skarżypyta była), to wszystko miało wręcz rytulną otoczkę.
UsuńZgadza się, aż trzej bracia moich dziadków nosili oficerki, no i oczywiście całe do nich wyposażenie, po swoich dziadkach, jeden z nich w czasie wojny ukrywał się udając szewca. O ile pamiętam to chyba z "Elżbietką 53" rozwinęliśmy ten temat.
OdpowiedzUsuńTak było. Niezłą mamy pamięć.
UsuńZnalazłam tą notkę na blogu onetowym i zachowała się wasza rozmowa z Elżbietką53
Usuńhttp://polska-peerelu.blog.onet.pl/2012/01/12/szewcy-2/
Aż sam dziwię się sobie, że nie pomyliłem "Elżbietki53". Ciekawe, czy teraz by wiedziała do czego służył lak i całe oprzyrządowanie?
UsuńPoczekajmy... może ją przywołamy telepatycznie. To czasem działa.
UsuńTakie głosy sie rodzą pod niebem błękitnym Bałkanów.
OdpowiedzUsuńTereza Kesovija - http://www.youtube.com/watch?v=rlHbVoiquf8
Dla przyjaciół z blogów Alelli, Bet i Anzai`a.
No cóż, po wysłuchaniu mogę tylko zapewnić, że: "sviram, sviram". Dzięki Hon, że przypomniałeś te piękne lata, kiedy w Jugosławii słychać było śpiewy, a nie świst kul. A więc posvirajmy w czasie tych świąt.
UsuńWszystkim życzę Szczęśliwego Nowego Roku.
PS. Tak sobie myślę, że gdyby dano Gierkowi dokończyć to w co zainwestował, to pewnie bylibyśmy wówczas drugą Jugosławią. Nie wiem tylko, czy by to było źle czy dobrze ...
Hiniewicz, dziękuję za piękny prezent Sylwestrowy.
UsuńHon! Potrafisz wprowadzić nastrój dnia Sylwestra! Dziekuję, już ni nogi podskakują:)))
OdpowiedzUsuńMiłe jest też zaliczenie do grona przyjaciół, w moim blogowym karneciku już jesteś od pewnego czasu.
Wszystkiego najlepszego!
Uważaj, uważaj... Ja też mam Honiewicza w karneciku :)
UsuńTo nic nie szkodzi.
UsuńBardzo ciekawy artykuł. Pozdrawiam serdecznie !
OdpowiedzUsuńDziękuję. Ja uważam, że dyskusja pod artykułem jest dużo ciekawsza niż tekst:-) Pozdrawiam równie serdecznie!
UsuńBardzo ciekawie to zostało opisane.
OdpowiedzUsuńDziękuję i zapraszam częściej:))
Usuń