niedziela, 17 lutego 2013

Idziemy na jednego!



To bardzo popularne wśród klasy robotniczej powiedzonko trzeba by zapisać w słowniczku wyrażeń zapomnianych. Już tylko na wiejskich weselach można to usłyszeć jako przyśpiewkę oddzielającą serie muzycznych utworów tanecznych. A w peerelu było tak:

Chodźmy na jednego  - to zawołanie kończących zmianę robotników, urzędników zdejmujących zarękawki, rolników czekających w długiej kolejce do punktu skupu… Konsekwencją takich męskich wypadów była troska żon czekających z gorącą zupą, awantury rodzinne, dramatyczne modlitwy o trzeźwość narodu. Dział poradnikowy „Przyjaciółki” pełen był listów zdesperowanych kobiet pytających: „jak żyć z pijakiem?” Bo wtedy nie nazywano alkoholizmu chorobą. Pijący nadmiernie i często był po prostu pijakiem.

W PRL, problem alkoholowy dotyczył znacznej części społeczeństwa. Ostre picie dotyczyło przedstawicieli wszystkich stanów. Prywatnie i służbowo. W domu i w pracy. Często, zwłaszcza w pracy i służbowo. Wyróżniano nawet zawody obarczone wysokim stopniem alkoholowego ryzyka. Na przykład zaopatrzeniowiec. Ileż wódki musiał biedak wypić, aby załatwić  przysłowiową uszczelkę? A wszystkie służby pełniące dyżury nocne, z palaczami CO na czele? W kotłowniach, dozorcówkach i strażnicach  pobrzękiwały butelki. Jak inaczej przetrwać na posterunku do rana? Pijano gęsto w zaciszach gabinetów ważnych dyrektorów fabryk. Panie biurowe ukrywały butelki w segregatorach. Pierwsze, poranne łyki konsumowano już w drodze do pracy. Tak powstało zapewne powiedzenie: „piwo z rana jak śmietana”. Piło się ostro w rolnictwie. Alkoholowy napęd pozwalał przetrwać trudy kampanii żniwnych i wykopkowych. Nierzadki był widok pijanego woźnicy albo traktorzysty. Szczęście nasze, że ruch na drogach niewielki wtedy był.

Proletariat pijał wódkę czystą z czerwoną kartką. Taka etykieta była i można domniemywać dlaczego akurat czerwona?

Inteligencja pracująca gustowała w Jarzębiakach, Krupnikach, Żytniej z Kłoskiem. W latach otwarcia na świat pojawił się calvados… o swojskiej nazwie Złota Jesień. W latach niedoboru popularnym zajęciem była domowa produkcja bimbru. Niekiedy w różnych, wyrafinowanych smakach. Studenci preferowali tanie wina owocowe marki Vino. Na weselach wszyscy solidarnie pili „przepalankę” na spirytusie. Na przyjęciach mało dbano o odpowiednie schłodzenie alkoholu. Ciepłą wódkę w kieliszkach zwanych „małgorzatką” trzeba było wypić obowiązkowo do dna. Dzielenie porcji napitku uważano za brak solidarności. Wrażliwi pomagali sobie popitką lub popychaczem. W tej roli występowała często zwykła herbata w szklance ewentualnie oranżada nalewana do małych szklaneczek zwanych literatkami. Och, jak to smakowało, brrr…
        Z klasą robotniczo-chłopską alkoholowo integrowała się ochoczo inteligencja twórcza. Zapewne za pomocą wspomnianych szklaneczek literatek.

* „Spośród wszystkich idei socjalistycznych mających łączyć stany wódka działała najlepiej”.

                 Pisarze, poeci, filozofowie okresu PRL tworzyli w oparach tytoniowo - alkoholowych wiernie kontynuując tradycje artystów epoki międzywojennej. Sami o sobie mówili: * „my byliśmy bohemą, cyganerią. Mówiliśmy w imieniu szarego społeczeństwa i stamtąd braliśmy tematy do pisania”.

        Może to tylko usprawiedliwienie dla alkoholowych inspiracji? Faktem jednak jest, że używki sprzyjały talentom. Dość wspomnieć  literackie kabarety Zielony Balonik czy bardziej współczesną Piwnicę Pod Baranami powstające w mrocznych i zadymionych kawiarniach. Czy w dzisiejszych, sterylnych warunkach klimatyzowanych pomieszczeń powstanie coś o podobnym poziomie artystycznym? 

Ogólnonarodowe picie wódki trwało aż do momentu gdy władza ludowa powiedziała: dość! Wprowadzono ograniczenia w sprzedaży oraz reglamentację. Alkohol dostępny był od godziny 13-tej. Nigdy nie zrozumiałam, dlaczego akurat ta magiczna godzina stanowiła granicę trzeźwości. Dyktat zegara wkrótce zastąpiła zmiana ustroju i sposobu życia Polaków. 

* „Wolna Polska przerwała wódczany karnawał… nowy inteligent upija się tylko w momentach przewidzianych biznesplanem"

Wydaje się, że społeczeństwo wytrzeźwiało w znacznym stopniu. Już nie pijemy w pracy. Preferujemy alkohole lekkie, często używamy samochodów co obliguje do trzeźwości. Upijanie się jest niemodne i potępiane. Pijemy w zaciszach monitorowanych osiedli, przy weekendowych grillach, czasem tylko tracąc umiar na integracyjnych imprezach dużych korporacji. Na weselach rzadko pada się twarzą w sałatkę, alkohol jest prawidłowo zmrożony i dozowany pod postacią „drinków”. Coraz mniej apeli o „trzeźwość narodu”… Mądrzejemy czy cywilizujemy się? A może po prostu czujemy się wyzwoleni i bezpieczni? Wolni od zewnętrznych zagrożeń  nie potrzebujemy neutralizować stresu alkoholem?



*Cytaty pochodzą z artykułu Marcina Kołodziejczyka -„Łzy polskiej ziemi” – raport opublikowany w nr 9 Polityki  z dnia 27 lutego 2010.

W tekście wykorzystałam fragmenty notki publikowanej na onetowym blogu Pogadajmy o Peerelu w dniu 27 lutego 2010
 

84 komentarze:

  1. Chyba jesteś zbytnią optymistką. Pijemy w ciszy monitorowanych osiedli, codziennie po kilka drinków. Elegancko, bez żadnej przesady byle tylko zrelaksować się poprzez przyjemny szum.
    A alkoholizm to nie opić się i chorować, alkoholizm to takie właśnie regularne popijanie dla uzyskania przyjemnego szumu w głowie. Mam przyjaciela alkoholika. Coś mi o tym opowiadał
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Antoni, może mój optymizm jest nadmierny. Z obserwacji wynika jednak, że picie alkoholu zmieniło się. Może nie zmniejszyło radykalnie ale jednak jest inaczej.

      Usuń
    2. A ja myślę, że jest/było picie i picie. Żadne z nich się nie zmieniło. Jedno picie, to lekki szum, dowcip, miła atmosfera, a drugie picie to wstrętne, cuchnące moczem i torsjami okropieństwo... Fuj! Bleeee!


      Usuń
    3. Oczywiście, że tak. Przecież nie od dziś mówi się, że alkohol "jest dla ludzi". W tekście chodzi jednak o jakiś ogólny obraz co działo się w PRL. Nie twierdzę, że wszyscy tak postępowali. Jednak zjawisko picia było bardzo widoczne.
      Twoje "drugie picie" to już jest dno spotykane w niektórych środowiskach zawsze, teraz też.

      Usuń
    4. Tak, zdecydowanie mniej widoczne teraz.

      Po uzależnieniu natomiast, to drugie może czekać każdego i w każdym środowisku. Choć zapewne lekarz, czy pan pan mecenas nie da na siebie powiedzieć "dno z niektórego środowiska".

      Usuń
    5. Zapewne mecenasi będą się wzdragać przed taką ich klasyfikacją ale cóż... po pijaku wszyscy równi. Może nawet ci utytułowani gorsi.

      Usuń
    6. Znam takiego mecenasa osobiście. Ale przecież on nie dno... tylko już wpuścić do domu strach, bo nawet jest w stanie coś ukraść, jak już nie ma pieniędzy. Nawet łazienkę potrafi wyczyścić z różnych drobiazgów.

      Usuń
    7. Wierzę, nadmiar alkoholu oraz uzależnienia robią zwierzę z każdego.

      Usuń
  2. Ha - mysle,ze teraz w Polsce nastala inny sposob picia ale picie jest ...Wiesz - pracowalam na kopalni niegdys .Do historii przeszlo stwierdzenie kolezanki biurowej ,ktora mieszkala w duzym bloku kopalnianym.Nastal czas prohibicji,kartek na wodke itp i na pytanie czemu ona nie robi takich imprez jak jej sasiadka odpowiedziala - bo nie mam aparatury....
    Polacy pija dalej i to ostro.Szczegolnie to jest widoczne tutaj w Holandii.
    A jeszcze w czasach bezkartokowych ,kiedy bylysmy piekne i mlode ,w czasach trudnosci mieszkaniowych kolezanka dostala mieszkanie - jeden pokoj i kuchnia na 4 osoby.Jej maz owczesnie studiujacy automatyke nasprowadzal roznych kotlow i rurek do malenkiej kuchni .Na pytanie co ty robisz odpowiedzial - pelna automatyzacje kuchni.Po wyprobowaniu tejze jego automatyzacji mialam chyba najwieksza czkawke w zyciu...,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Reno, nie twierdzę, że problem alkoholu zniknął. Jest nadal zwłaszcza w niektórych środowiskach. Jest inaczej. Czasy domowej produkcji pamiętamy wszyscy, wielu z nas tego próbowało. Na szczęście już nie musimy tego robić - wszystkie rodzaje alkoholu są dostępne.
      Jesteśmy narodem pijącym, myślę, że nie bardziej niż inne, przejmujemy inne wzorce picia i to widać. Uważam, że zmiany są pozytywne zarówno dla wizerunku jak i zdrowia.

      Usuń
  3. "Mądrzejemy czy cywilizujemy się?" Cywilizujemy sie wyraznie: wpadamy w inne nalogi... te z zachodu i wschodu, polnocy i poludnia a nawet z ameryki (male litery sa zamierzone). Niektorzy nie maja nawet czasu ani mozliwosci pogorszenia wlasnego zdrowia :).
    Czesc, jestem echo, ktore czytalo o winie J-23 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, J-23! Pasujesz jak ulał /nomen omen/ do tematu. Słynny "jabcok" vel "jabol"... Nawet nie był taki zły...hi,hi,hi...

      Usuń
  4. He,he,Bet,toż to lustrzane odbicie ówczesnej rzeczywistości! Dziś jest ociupińkę smutniej,bo,ja już zauważyłaś, samochodami się dojeżdza i tak wogóle itp,itd..Ale..kilka razy w roku,np Andrzejki czy Dzień Kobiet,to bryczki pod chałupą się zostawia i"czerwony autobus,przez ulice mego miasta mknie!..". Tradycja tak zupełnie nie zginęła,o nie..Zresztą cóż znaczy Naród bez tradycji,prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przychodzi facio nabuzowany jak stodoła,żona mu otwiera..-Gdzie byłeś?!..-Ooo,to Tyyy tuuu? A jaaa Ciebieee po wszystkich knaaajpach szukaaałem..

      Usuń
    2. m-16 chyba masz rację mówiąc, że jest smutniej. Ale, z drugiej strony, z zadowoleniem obserwuję brak popijania w pracy. Nawet palacze CO są trzeźwi. Daleko nam do doskonałości ale, jaka jest ta doskonałość? Kto wie?
      Jasne, że tradycję trzeba podtrzymywać i dlatego przypomniałam zawołanie "chodźmy na jednego"!

      Usuń
  5. Nie sądzę by teraz mniej pito,
    statystyki podają ,że więcej...
    Pije się tylko chyba inaczej...
    Zresztą chyba najwięcej piją Amerykanie na świecie
    prześcigając nawet Rosjan w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej,chyba się mylisz..Ruscy są nie do pobicia. Kiedyś wódkę do Wisły wpuszczono. Ruscy się pytają-no kto z nami,aby to wypić,kto?-Ja-rzekł Smok Waelski..Zeżarł owcę siarka nadzianą i zrobił takie..-chluuup!-A Ruscy zrobili 3 chlupy..

      Usuń
    2. Jasna8, statystyka mówi, że pijemy nawet więcej. Jednak tak jakoś w ukryciu chyba bo na zewnątrz widać o wiele mniej tego alkoholu.
      Pijemy inaczej, to też prawda.

      Usuń
    3. Oj m-16, coś za dużo tych anegdotek znasz...hi,hi,hi.

      Usuń
  6. Och, Bet ... rozmarzyłem się. Nie do tych butelek, ale do dziewczyn i zabaw jakie przy okazji odbywały się w naszym biurze. Przez rok i dwa miesiące byłem zaopatrzeniowcem w przeds. budowlanym, więc mogę z "pierwszej ręki" wyjaśnić. Wódka z czerwoną (a także niebieską) kartką była tańsza i gorsza w smaku. Masz rację rodzaj wódki definiował konsumenta, ale tylko "do pierwszej krwi", potem niektórzy nie gardzili nawet denaturatem. Godzina 13 to był dobry pomysł, bo ci co przetrzymali kryzys szli do domu. Jednak to rozwinęło handel pokątny, bo przecież Polak potrafił.
    Od zeszłego roku pracuję w firmie elektronicznej, gdzie ze względu na sterylne warunki, nie daje się nawet wyjść na papierosa. Ale Polak potrafi, przed wejściem do portierni już pierwszego dnia zauważyłem kilka półlitrówek i kilkadziesiąt "szczeniaczków", które pracownicy wypili przed wejściem na zakład.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anzai, imprezy biurowe miały swój urok. A wiesz, teraz już nawet unika się obchodzenia imienin. Solenizanci wprost nie życzą sobie przyjmowania życzeń chociaż nikt nie wymaga już poczęstunków z tej okazji. Po prostu imieniny skasowano.
      Nie żartuj z tymi butelkami,aż nie wierzę, że jeszcze gdzieś pija się w godzinach pracy.
      Argument dotyczący godz 13 nie przekonuje mnie.Równie dobrze mogłaby to być godz 12 lub 14 a już najlepiej 15 czyli "po fajrancie".

      Usuń
    2. Pracodawca daje wolny dzień w ramach imienin... nie każdy w prezencie.
      Antoni wspomniał o drinku, tych jest nawet więcej niż jeden, bo słabszy i dobrze się sączy taki drineczek.
      Pozdrawiam:)

      Usuń
  7. Tak, imienin już faktycznie nie obchodzi się, bo to jest jawny dowód na przerwę w pracy. Ale alkoholicy, jak i palący mają przerąbane w pracy. "Na cyku" chodzą ci co nie wykonują zbyt skomplikowanych czynności, reszta stara się trzymać fason, chociaż nie zawsze to wychodzi, bo chleją wszystkie grupy zawodowe, od biskupa do hydraulika.
    A o 13 godz. kończyła pracę pierwsza zmiana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O "cyka" z piersióweczki łatwiej, ale palacze to mają bardziej przerąbane.

      Usuń
    2. Już dawno nie widziałam nikogo "na cyku" / też stare,wysłużone powiedzonko/ w pracy. Nawet pracownicy warsztatów i polowi są trzeźwi! Gorzej z paleniem bo zakaz łamią prawie wszyscy na czele z dyrektorem.
      Natomiast zakaz palenia w lokalach gastronomicznych przyjął się bez większych oporów. Co by na to powiedział Piotr Skrzynecki, który żył w kawiarniach, a palił i pił jak smok?

      Usuń
    3. Hiszpanie sobie z zakazem palenia w restauracjach poradzili. Nawet w zimie mają stoliki na zewnątrz. Zainstalowali ogrzewanie i jeszcze koce dają.

      Usuń
    4. Cykacza trudno dostrzec, bo on zawsze jest "na cyku", cyka się właśnie po to, aby sukcesywnie i niezuważalnie uzupełniać poziom alkoholu we krwi. Jest to plaga w zawodach wolnych i samozatrudniających się, tyle tylko, że teraz pije się inaczej, tak aby nie stracić pracy, czy firmy.

      Usuń
    5. Może i trudno dostrzec ale chyba można poczuć cykacza?
      Kolejne piękne słówko nam się urodziło: cykacz.

      Usuń
    6. A kto by tam wąchał cykaczy, którzy pracują: a/ na zapleczu spożywczaka w hipermakecie, gdzie wszystko smierdzi rybami i rozbitymi jajami, b/ w magazynach półzewnętrznych gdzie nikt nie słyszał o BHP, c/ na liniach produkcyjnych, gdzie nie ma maszyn, d/ w warsztatach, transporcie, i myjniach, c/ marketingowców roznoszących ulotki i usługi, d/ pomoce kuchenne, itd. itd.?

      Usuń
    7. O, przepraszam, mam pomoce kuchenne oraz palaczy i nie cykają. Jak bum cyk, cyk...hi,hi,hi
      Ale mi się skomponowało to powiedzonko z naszym cykaniem.

      Usuń
    8. Coś tak czułem, że cykasz :)

      Usuń
    9. Nie, nie cykam. W dzieciństwie funkcjonowało u nas takie powiedzonko: "jak bum cyk,cyk" na potwierdzenie mówienia prawdy. Towarzyszyło temu picie piąstką w klatkę piersiową.
      Nie sądzę aby miało to cokolwiek wspólnego z naszym,tu dzisiaj, cykaniem.
      Dlatego się uśmiałam.

      Usuń
    10. Acha, "nie cykaj" w naszej dziecięcej gwarze, znaczyło: "nie bój się".

      Usuń
    11. No Bet, nawet nie potrafisz się wytłumaczyć, i sama piszesz, że chodzi o picie w klatkę. Ale zgadza się, oba powiedzonka u mnie też oznaczają to samo. To cykanie to przecież tylko "nasze" dzisiaj spłodzone wspólne dziecko. ;)

      Usuń
    12. Hi,hi,hi... miało być "bicie w klatkę"... Tak mnie skołowaliście alkoholem.
      A cykanie udało nam się nadzwyczajnie.

      Usuń
  8. Nie dziwota, że Hiszpanie wpędzili się w kryzys... skoro ogrzewają powietrze...hi,hi,hi
    U nas co najwyżej stawiają popielnicę na chodniku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo! Dobre! Powiem to im.

      Teraz też wiemy, dlaczego, jako jedyni w Europie byliśmy "zieloną wyspą". :)))

      Usuń
    2. To chyba jedna z przyczyn naszego wyspiarstwa.

      Usuń
  9. Tu tez pali sie tylko w ogrodkach.Jestem palacz i czuje sie szykanowana.Nie ma nic lepszejszegp niz papierosek przy kawie w kawiarni.I to tez mi zabrali!!.
    Powaznie - wszyscy dbaja o nnasze zdrowie,nie pij ,nie pal itp..A ja chce sie dac czasem sponiewierac!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Holandia od lat ma nadwyżkę budżetową to ich stać na podgrzewanie palaczy...hi,hi,hi.
      Czasem sobie myślę, że w PRL mieliśmy więcej wolności niż teraz. Można było pić w parku, palić na przystankach i dworcach a nawet na uczelniach. teraz co krok to zakaz czegoś tam... Do tego wciąż straszą rakami, każą badać sobie co chwilę coś innego. Czasem aż strach otworzyć TV.

      Usuń
    2. Mało tego, wpychają się nawet w intymne sfery człowieka obwarowując je nakazami i przepisami.

      Usuń
    3. No tak. Gdzie tu wolność i prawa człowieka?

      Usuń
  10. Alkohol pity w miarę nawet w największych ilościach nie szkodzi.

    A na filmie "Twój rower" Urbaniak jako dziadek wyjaśnia "wnuczkowi", że każdy alkohol jest bardzo dobry z wyjątkiem denaturatu, który jest dobry.

    A w tekście błąd ortograficzny: Wini marki Wino (zwane też J-23) pisało się przez "W", a nie przez "V".

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
  11. Kto pije i pali, ten nie ma robali. Ale nie przesadzajcie z tym ustawicznym piciem w PRL. Napoje alkoholowe były dobrem luksusowym. W latach 60-tych za średnią pensję można było nabyć około 40 butelek "z czerwona kartką", gdy obecnie za tę średnią można kupić około 150 flaszek czyściochy. Ta półlitrówka to był ekwiwalent np. około 80 przejazdów tramwajem, 4-8 biletów do kina, 15 paczek tanich papierosów. Przeliczcie to wszystko na dzisiejsze ceny.

    Owszem, w pracy się pijało - wszak trzeba niekiedy sprawić sobie odrobinę luksusu, zwłaszcza, że z pracy nie wracało się samochodem a ryzyko utraty pracy z tak błahego powodu praktycznie nie istniało.

    Jeszcze jeden szczegół - o ile dobrze pamiętam, to z czerwoną kartką miała 40 %, z niebieską 45 %.

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Procenty to była wtórna sprawa, bo dolewano ich mniej lub więcej. Natomiast Żytnia różniła się tym od tańszych wódek, że była pobierana z innej, czystszej frakcji. Mazowiecka dodatkowo była ratyfikowana węglem retortowym, a nie chemicznie.
      Najbardziej szokowało zestawienie ceny wódki z czynszem, bo w PRL za M3 w blokach (czyli balkon, łazienka, gaz, co, TVSat) płaciło się niecałe 2 Żytnie (1 szt a' 104 zł.). Dzisiaj ten sam czynsz to już ok. 23 półlitrówek.
      Za czerwoną (albo niebieską, obie po ok. 70 zł.) można było z żoną iść do teatru, dzisiaj taka zabawa to też około 20 półlitrówek.

      Usuń
    2. Panowie, w rachunkach jesteście obaj bardzo dobrzy. Anzai, dodatkowo zdał egzamin z produkcji wódki.
      Okazuje się, że moja znajomość tematu bardzo pobieżna jest skoro nawet w nazwie wina robię błąd, ale to tylko dobrze o mnie świadczy, prawda?
      Wiem jedno, nigdy nie kupowałam wódki w takiej ilości jak za czasów przydziału kartkowego. Magazyn był w szafie ubraniowej.
      Ktoś to jednak wypijał...

      Usuń
    3. Podaję ceny, bo jest to bardzo czytelny obraz panującego ustroju politycznego. W PRL np. najdroższy atlas z kolorowymi zdjęciami nie kosztował drożej niż 1 butelka wódki. W RP tej przed epoką internetu niektóre katalogi to ok, 20-30 butelek.

      Usuń
    4. To bardzo cenne uwagi, Anzai.

      Usuń
  12. Pisałem o czasach, kiedy "Mazowieckiej" jeszcze nie wynaleziono. I z czynszem było wówczas ciekawiej, niż to pisze Anzai. A co do kartek - był wybór - gorzała albo papierosy. Przestałem wówczas palić, wszak wódka zdrowsza...

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie się wydaje, że wódka była zawsze, niezależnie od papierosów.. Można było na czekoladę wymieniać. Ale może słabo pamiętam.

      Usuń
  13. Milutki temat chociaz dla mnie troche żenujący. Od zarania swojego zywota - dokładnie od połwiecza lubię, uzywam i mi smakuje nasza gorzałeczka. Żenujące jest to że po winie rzygam jak kocinka. Wyobraźcie sobie co ja przezywam - Holandia, rodzina, wszyscy bardzo eleganccy - jeden aperitif, inny piwo a wiekszość ajn chlas wajn austublift /szklaneczkę wina proszę/ a ja przezywam katusze i wyksztuszam - nei dankie - taki ze mnie qrcze abstynent. Córka już mi pomaga przy spędach rodzinnych męża i jak sobie chćę chlapnąc to wiem gdzie szukac ukrytej flaszki. Przysiegam, że próbowałem sie przełamać. Bylismy w eleganckiej restauracji i wszyscy pili wino ja też. Wiedzieli że jako smakosz potraw próbuję rozności a wtdy to były żabie udka i osmiornica wszyscy zjedli oprócz mnie - moje wszystko wróciło......taka moja dola.
    Niech żyje okowita !!!!!!.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Współczuję przypadłości, bo każdy alkohol jest dobry (o czym pisałem powyżej). Ale my, Polacy, przywiązujemy wagę do właściwej relację między ceną i procentami. Gdybym więc miał wydać 50 albo 100 albo 200 zł (zależnie od koloru etykietki) na butelkę Jasia Wędrowniczka, lub identyczną kwotę na tej samej wielkości flaszkę pochodzącą z jakiegoś château, czy wręcz przeciwnie - z siódmej kondygnacji piwnicy w Reims, to oczywiście - wybrałbym pierwszą możliwość.

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mili Panowie, na temat gustów się nie ma dyskusje. Każdy wybiera to, co lubi i co jego organizm toleruje. Piotrze, to żaden wstyd, możesz śmiało mówić o swojej dla wina nietolerancji, myślę, że nawet masz szansę być w centrum zainteresowania z tego powodu. Taka egzotyka dla Holendrów...hi,hi,hi
      A, co, trzeba być sobą!
      Myślę też, że nasze słowiańskie gardła genetycznie bardziej są przystosowane do mocniejszych trunków.

      Usuń
  15. Bet, jak widzę, tamat wywołał żywe zainteresowanie. No cóż, ktoś tu wcześniej napisał, że alkohol dla ludzi jest. Stąd alkohol jest dla ludzi z charakterem. Ale wiadomo, że nie tylko, bo zwierzaczki tez pociagają. Z tego wynika, że jest alkohol niezbędnym elementem pożywienia żywych stworzeń.

    Po pierwszych niefortunnych doświadczeniach z alkoholem, może trochę późno, ale w końcu zacząłem, polubiłem i uznałem, że to jest TO!.

    Zarówno w PRL, jak i teraz alkohol jest powszechny w życiu Polaków. Czy dawniej więcej wypijano, czy obecnie? Na pewno zmieniła się struktura spożycia - mniej się pije wysokoprocentowego. Poza tym, kiedyś, alkoholowemu zainteresowaniu sprzyjały okoliczności. Migracja ze wsi do miasta, wielkie budowy, wyrwanie ze środowiska.
    Stąd takie obrazki, które, alElla, określiła - Fuj! Bleeee! Świetnie, obrazowo opisałaś picie na weselach. Byłem na takim. Brrrrrrrrrr.
    Ale też, Bet, Twoja uwaga, że - Jednak zjawisko picia było bardzo widoczne - jest, powiedziałbym, dyskusyjna z tego powodu, że teraz to "zjawisko" chowa się do aut. Także, Bet, nie podzielę oceny - A może po prostu czujemy się wyzwoleni i bezpieczni? - bo, co prawda, jesteśmy "wyzwoleni", czy jednak "bezpieczni"?

    Honiewicz.

    P.S. Bet, wchodziłem na Twój blog w niedzielę, ale tego wpisu nie było. Nie był widoczny. Czy robisz jakieś sztuczki? Dzisiaj wpadł mi w oko po otwarciu natychmiast.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Honiewicz, to nie sztuczki ze znikaniem notki. Kilka razy poprawiałam tekst, zmieniałam zdjęcia i może w tym momencie na chwilkę notki nie było.
      Temat budzi emocje ale był wywołany twoją uwagą pod notką o kartach...hi,hi,hi...
      Słowa o wyzwoleniu i bezpieczeństwie dotyczyły sytuacji politycznej, braku zagrożeń zewnętrznych oraz brak nadzoru ZSRR. Wszak alkohol piło się dla rozładowania stresu wojennego oraz w poczuciu zagrożenia ingerencją Wielkiego Brata...
      Tak niektórzy tłumaczą naszą skłonność do znieczulania się alkoholem.
      Teraz pijemy z przyjemności???
      Może to ryzykowna teza?

      Usuń
    2. Sama wymieniłaś kilka tez. Dla rozładowania stresu, z poczucia zagrożenia, dla znieczulenia, dla przyjemności... Jeśli ktoś potrzebuje szczególnego powodu - każdy jest dobry, można ich na poczekaniu wymyślić setki. W razie potrzeby podeprzeć się literaturą, zwł. J. Tuwim "Polski słownik pijacki i antologia bachiczna", Wwa MCMLIX.

      - Dlaczego pijesz? - Żeby zapomnieć. - O czym? - Że piję...

      allensteiner

      Usuń

    3. To nie była chwila, Bet, bo dwa albo trzy razy wchodziłem. Tak, tak! To podejrzana sprawa.

      Pić, albo nie pić. Oto jest pytanie? Dobrze to Allensteiner skwitował. Marek Hłasko, w swoim opowiadaniu - "Pierwszy krok w chmurach"- opisującym lata powojenne - na podstawie którego powstał film Hassa, Pętla, uzasadniał picie sytuacją polityczną, reżimem.

      W znakomitym filmie Morgensterna, Żółty Szalik i genialnej w nim roli Gajosa, z 2000 roku, pokazuje już "wyzwolony i bezpieczny" - kraj. Spustoszenie więc w człowieku, jakie robi alkohol, nie ma związku z stanem zagrożenia. Ze swojego doświadczenia wiem, że długie napięcie nerwowe wywołuje potrzebę rozładowania alkoholem. Bo o nim tu piszemy. Są też inne. Ale o tym przy innej okazji.

      Ja piję dla przyjemności. Ale, po moim "zasłabnięciu laryngologicznym" w Sylwestra, o czym Ci wspomniałem - nie piłem do początku lutego. Nie smakowała mi whisky. Ani wino, ani piwo. To dopiero była choroba!!!
      Honiewicz.
      P.S. Cieszy mnie, że do czegoś się przydałem w tych swoich pisaniach o kartach.

      Usuń
    4. Gdyby oprzeć się na badaniach, a jeszcze lepiej na własnych obserwacjach, to widać, że tylko w jednym na kilkaset tysięcy przypadków - np. zalecenia zdrowotne, dietetyczne, wytłumienie straszliwej traumy po utracie bliskich, itp. - picie alkoholu rozwiązuje problemy dla których pijemy. To fakt, że po wypiciu nasz rozbity samochód sam się składa, żona nie czeka na nas z wałkiem, dostajemy awans w pracy, ale po wytrzeźwieniu na ogół jest jeszcze tak samo, albo jeszcze gorzej, bo samochód jest na szrocie, żona zgłosiła nas do AA, a w pracy zamiast awansu "dyma".
      To prawda, że nieco większym procentem skuteczności mogą się pochwalić artyści, malarze, pisarze, prezenterzy, wodzireje, a nawet przydomowi podrywacze, ale takie same umiejętności, bez alkoholu, prezentują upośledzeni psychoruchowo, np. autyści, niewidomi, inwalidzi, a nawet schizofrenicy.

      Usuń
    5. Honiewicz, to pięknie powiedziane: "zasłabnięcie laryngologiczne" kupuję pomysł do użytku własnego choć mam nadzieję, że nie będzie potrzeby go używać.
      Też uważam, że alkohol pozwala na rozładowanie napięcia oraz wzmacnia siły. Stosuję z powodzeniem.
      Motywacji do picia znajdzie się chyba tak wiele jak wielu jest konsumentów. Najbardziej odpowiada mi jednak motyw:"dla przyjemności".
      Obyśmy używali alkoholu właśnie w tej opcji jak najdłużej.
      ps oczekuję kolejnych inspiracji do nowych tematów! Śmiało, o czym teraz powspominamy?

      Usuń
    6. Ale nas załatwiłeś, Anzai, porównując do schizofreników...hi,hi,hi. Zapewne z punktu widzenia medycznego masz rację.
      Zadziwiający jest pozytywny wpływ alkoholu na twórczość artystyczną. Tu też można stwierdzić analogię z chorymi psychicznie, którzy wykazują się niekiedy niebywałym talentem artystycznym.
      Czy zatem zdrowy i trzeźwy umysł jest mniej twórczy pod tym względem?

      Usuń
    7. Nieraz dla uproszczenia wypowiedzi operuję skrótami, dlatego wrzuciłem schizofreników. Ale przecież nietrudno zauważyć, że już uczniowie cierpiący na dys/leksję/kalkulię/grafię, czy dysortografię nadrabiają to w innych dziedzinach tak skutecznie, że wybijają się ponad przeciętność. W życiu bywa podobnie z naszymi ułomnościami (np. jąkała staje się geniuszem w fizyce). Ale to są wyjątki, wiekszość, "tańczących z alkoholem" kończy (albo zaczyna!) w AA.

      Także picie "dla przyjemności" najczęściej jest skutkiem obniżenia poziomów samokontroli, ja też nieraz piłem dla przyjemności, ale smakowych. Fantastyczny jest np. "szczeniaczek" z mojego przepisu, czy 30g. rumu "Sen'orita" z tortem Schwartzwaldzkim, albo lampka białego wina z łososiem, lub szampan dla damy, którą uprowadzamy do numeru hotelowego ...

      Kilka razy zdarzyło mi się pić "mózgojeba" (kiedyś tak nazywano wino patykiem pisane) w ilości kilku butelek na głowę, ale wtedy nie było co innego do roboty, i nie było to dla przyjemności.

      Usuń
    8. Anzai, niezwykłe zdolności plastyczne i manualne ujawniają też osoby autystyczne... Niezbadane sa tajemnice ludzkiego umysłu.
      Zauważ, że smaki zmieniają się wraz z wiekiem. Tanie wina owocowe smakowały bosko w pewnym etapie życia. Podobnie jak bimber był akceptowany w specyficznych okolicznościach. Teraz imponuje "szampan dla damy"... Pięknie się to układa, prawie jak pory roku w kalendarzu.

      Usuń
    9. ... chodziło mi głównie o te damy, które same o sobie mówią: Bawimy się, jak "damy". ;) :)

      Usuń
    10. Jak dzielą się kobiety? Są damy, nie damy, oraz nie każdemu damy.

      Usuń
    11. ... coś czuję, że zaczyna się przyjemność ;)

      Usuń
    12. Zaczyna się??? Rozmowa z Wami to czysta przyjemność i trwa już od jakiegoś czasu :))))

      Usuń
  16. Allensteiner, bardzo cenne są Twoje "podpórki" literackie. Aż się rumienię z powodu nieznajomości wymienianych przez Ciebie pozycji.
    Blogowanie kształci i wzbogaca. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jestem. Bet, zirytował mnie nasz Anazi, zdaniem o konsekwencjach przyjemności picia.
      Ma, na ten temat opinię, jak większość konowałów. Uwikłani w zależności do koncernów farmaceutycznych, o "zdrowotności" alkoholu nie mówią nic, bo nie uczestniczyliby w podziale kasy za truciznę, którą produkują. Sami wlewają w siebie spore ilości.

      Szczęściem, że - przynajmniej - artystów ocenił w tym kontekście dobrze. Bo wiązankę bym Mu posłał.
      Przykład z wymienionymi chorobami jest o tyle dobry, że ci ludzie są w stanie permanentnej "wyższej gotowości".

      Obiektywną ocenę liczby wypadków "autowych" na drogach ustaliła NIK. Nie policja i ich sługusy - media, że alkohol jest sprawcą katastrof. Nie alkohol jest przyczyną.
      Najistotniejszym elementem jest zły stan dróg! I, paradoksalnie, kierowcy w dobrych autach, w wieku 25-39 lat. Nie pijani.

      Honiewicz

      Usuń
    2. Honiewicz, Anzai "tak ma" ale chyba za to go lubimy, prawda?
      Nie znam statystyk wypadków drogowych ale myślę, że najczęściej ich przyczyną jest ignorowanie przepisów wszelakich, brak kultury jazdy i nonszalancja kierowców. Alkohol też robi swoje bez wątpienia. Pijanym kierowcom odbierałabym prawo jazdy dożywotnio. Tyle, że taki "odebrany" zapewne jeździłby nadal nawet bez dokumentu. To jest właśnie nasze polskie nie szanowanie prawa, główna przyczyna wielu nieszczęść.

      Usuń
    3. Skąd wiecie jak Anzai "ma"? Po degustacji alkoholowej z reguły "ma" odwrotnie. :)
      Ja podałem przykłady, ale można zamiast samochodu wstawić uszkodzony komputer, zamiast żony z wałkiem teściową z wykładem, a zamiast dymisji podwyżkę czynszu, i wtedy też sięgniemy po alkohol, który niczego nie rozwiąże.

      Usuń
    4. PS. Nie wiem skąd się wziął ten wątek "pijanych kierowców"? Ja samochód chętnie w tym przykładzie zamieniam na np, komputer, bo chodzi mi o jakieś zmartwienia. Pijani kierowcy to chyba oddzielny temat.

      Usuń
    5. Anzai, chyba się nie obraziłeś za to "ma"?
      Na kierowców zeszło w myśl zasady: "od słowa do słowa".

      Usuń
    6. Cieszę się, że to "mam", jeszcze ;) :)
      A wyjaśniałem, bo na blogach łatwo o nieporozumienie, czy nawet zwykłe niedoczytanie. Cykajmy zatem dalej.

      Usuń
    7. Coś mi się wydaje, że temat się wycykał...

      Usuń
  17. Bóg zapłać, Bet (w dowolnie przez Ciebie wybranej walucie) za dobre słowo.

    Co zaś do twórczości, to przyznam, że raz czy drugi po większej imprezie miałem genialne pomysły, siadałem więc do komputera, by o nich nie zapomnieć. Gdy nazajutrz zabrałem się, by rzecz rozwinąć i dokończyć - okazywało się, że te rewelacje są guzik warte. Od tego czasu w stanie wskazującym za żadną twórczość się nie zabieram, choć nie wykluczam, że są osoby, którym to wychodzi inaczej.

    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. allensteiner, "najwolę" zapłatę dobrym słowem.
      Może zbyt krytycznie oceniasz swoją twórczość? Może ktoś powinien to przeczytać?

      Usuń
    2. Bet, albo przeczytać, albo te "rewelacje" powinny być skończone jeszcze w tym ...stanie

      Usuń
    3. Hi,hi,hi... tak, dokończyć w stanie początkowym.
      Akwamarynko, powiedz to allensteinerowi :)))

      Usuń
  18. Przysłowia mądrością narodu.

    "Nie ma lekarstwa na to, czego nie wyleczy masło i whisky."

    "Wąska szyja powstrzymuje od opróżniania butelki jednym haustem."

    "Błogosławione niech będzie wino - przeklęte pijaństwo."

    "Zakąska jest zachętą do wódki."

    "Każda ryba bez wina jest trująca"


    ;) :)

    O !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ho,ho,ho.... to już mądrości z górnej półki!

      Usuń
  19. Klik dobry:)
    Przeczytałam wszystkie komentarze. Ale tu "cyknie" :)
    Serdecznie pozdrawiam Cykających.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że "cyknie" w sensie pięknie? Pozdrowienia odwzajemniam

      Usuń
    2. Kochana, pięknie - znaczy tylko pięknie, a tu jest aż "cyknie".

      Usuń
    3. To dobrze, bo w pierwszym momencie skojarzyło mi się "cyknie"-cuchnie...że niby wódką tak cuchnie...
      Ufff..... aż mi ulżyło.

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.