piątek, 15 maja 2015

Towarzysze, pomożecie?



     Formularz kontaktowy na blogu działa! Niekiedy przynosi bardzo miłe i ciekawe listele. Ostatni z nich brzmi tak:

Dzień dobry, szukając materiałów o epoce PRL-u natrafiłam na Pani bloga. Bardzo mnie zainteresował, bo mówi nie o polityce, ale o codzienności życia w tamtych czasach. Aktualnie piszę krótki reportaż o tęsknocie Polaków za epoką PRL-u i chciałabym poprosić Panią o odpowiedź na kilka moich pytań - z racji odległości - drogą mailową. Czy byłoby to możliwe? Jeszcze raz gratuluję bardzo ciekawego bloga i czekam na Pani odpowiedź. Serdecznie pozdrawiam. Kamila

         Pochwała i miłe słowo działa! Jasne, że odpowiem, czemu nie?
No i dostałam zapytania:

1.Czy pamięta Pani, kiedy na masową skalę zaczęły pojawiać się kraty i domofony w mieszkaniach prywatnych, i czy ma to jakąś uzasadnioną przyczynę? Z rozmów z ludźmi dowiedziałam się, że w głównej mierze jest to przypisywane fali włamań, która zaczęła się wraz z początkami wolnego rynku. Co Pani o tym sądzi? Czy faktycznie różnica w bezpieczeństwie między PRL-em a latami późniejszymi była aż tak zauważalna? 

2.Pod jakimi względami wg Pani w PRL-u żyło się lepiej niż teraz? Czy chodzi tu głównie o stosunki międzyludzkie? 

3. Czemu przypisałaby Pani tę nostalgię dotyczącą czasów PRL-u, którą można zauważyć aktualnie? W jednym z sondaży, okazało się, że: "Najbardziej za czasami PRL-u tęsknią mężczyźni, w tym osoby po sześćdziesiątce (58 %). Wśród 40-latków odsetek ten sięga 37 % podczas gdy co piąty trzydziestoparolatek chciałby cofnąć się znów do czasów „komuny". Modne stają się chociażby ubrania stylizowane na tamte czasy (sklep pewex.pl). Aktualnie zauważam także tendencję do pomijania polityki tamtych czasów i skupiania się na niepowtarzalnym klimacie, którego teraz już nie ma. Wygląda na to, że PRL staje się kultowy. Co Pani o tym sądzi?

Mam nadzieję, że nie przygniotłam Pani ilością pytań - ale nie mogłam się powstrzymać, widząc po blogu, jaką jest Pani kopalnią wiedzy na ten temat! Jeszcze raz dziękuję za kontakt i - mam nadzieję - do napisania!

No i masz babo placek! Ja, przygnieciona? Nigdy w życiu! Ale żeby zaraz „kopalnią” być? No, nie, nie, nie – sama nie poradzę. Bloga współtworzy ze mną Zacne Komentatorium, które wzywam na pomoc! Towarzysze, pomożecie?

Na pewno pomożecie. Ja korzystam z prawa Gospodyni i wypowiem się pokrótce jako pierwsza. Tematy bardzo obszerne więc streszczam się jak mogę licząc na uzupełnienie w komentarzach.

Pytanie pierwsze o bezpieczeństwo

- często zostawialiśmy klucz od mieszkania pod wycieraczką
- na drzwiach mieszkań były wizytówki z imionami i nazwiskami mieszkańców, a często także tytułami naukowymi lub zawodowymi
- bramy do bloków były zawsze otwarte i nie pilnowane
- obozy harcerskie to gromada dzieci w wieku szkolnym pod opieką 18-letniej instruktorki mieszkające w brezentowych namiotach, w środku lasu, bez dostępu do telefonu i jakiejkolwiek ochrony
- często jeździliśmy autostopem lub "okazją" podróżując z nieznanymi osobami
- dzieci na osiedlu bawiły się samodzielnie, dozorowane „przez okno” przez zajęte gotowaniem obiadu mamy lub biegały bez żadnej opieki z kluczem od mieszkania na szyi.
Nie pamiętam dokładnie od kiedy zaczęło się okratowywanie okien. Chyba był to początek lat osiemdziesiątych gdy już mieliśmy kolorowe telewizory, radzieckie złoto i polskie kryształy i bony dewizowe?

Pytanie drugie o jakość życia

Poprawne, a zwłaszcza przyjazne stosunki międzyludzkie znacznie poprawiają komfort życia. Mówi o tym nawet piosenka z tamtych lat: „Jak dobrze mieć sąsiada”. Ludzie ze sobą rozmawiali, spotykali się na imieninach, bawili na dancingach, wyjeżdżali na wczasy i wspomagali w zdobywaniu wszelkiego dobra. Przyjazne otoczenie pozwala łatwiej znosić braki w zaopatrzeniu czy inne niedogodności. Państwo Ludowe dawało darmową edukację na wysokim poziomie, stałą pracę i emeryturę oraz liczne zabezpieczenia socjalne. Tempo życia było wolniejsze niż obecnie i toczyło się w rytmie: „praca-dom” co było może nudne, ale dawało poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa. Kto chciał mógł się intelektualnie rozwijać i wyżywać artystycznie, a nawet wyjeżdżać na wakacje do Bułgarii.

Pytanie trzecie o nostalgię

Myślę, że każda miniona epoka wywołuje nostalgię. Nasi rodzice tęsknili za czasem „przed wojną”, a my tęsknimy za „peerelem”. Nasza tęsknota jest często podyktowana chęcią wspominania dzieciństwa i młodości. Młodsze pokolenia fascynują się peerelem pod wpływem mody i chęci zaznania innej rzeczywistości. Bo jak można tęsknić za czymś czego się nie zna i nie przeżyło? Peerel jest kultowy bo tajemniczy, inny, nieznany. I ma specyficzny „posmaczek” polityczny – od tego się nie ucieknie.
Mężczyźni tęsknią za Peerelem? To jasne! Wtedy żaden gender nie obowiązywał! Kobiety siadały na traktory, ale zaraz po pracy stawiały gorącą zupę na stół, sprzątały, prały i prasowały, doglądały dzieci. Wszystko po to, aby 8 marca otrzymać goździk i rajstopy.

        Ufff… Powiedziała co wiedziała i… Teraz, wraz z Kamilą, czekam na wypowiedzi Komentatorów. Pomożecie?  Prosimyyyyyyyyyyyyy…


       

85 komentarzy:

  1. To ja przedstawiam obraz mojego osiedla w czasach PRL. Czy można za tym nie tęskinić?

    Osiedle zwykłych, uczciwych ludzi. Polaków. W większości inteligencja, sklasyfikowana przez „peerel”, jako nie lubiana z powodu… Definicji. Wszyscy mieszkańcy osiedla jednak lubią się i szanują wzajemnie, bez względu na pochodzenie społeczne, wyznanie, przekonania, przynależności. Wspólne biesiady w ogródkach działkowych, wyjazdy nad wodę, działalność w klubach przyzakładowych /teatry amatorskie, kabarety, kapele/, sadzenie drzewek, krzewów i coroczne wiosenne wysiewanie kwiatów wokół budynków mieszkalnych. Miło, bezpiecznie, zwyczajnie.



    Jak trwoga, to do sekretarza, choć tak w zasadzie nigdy moim nie jest, bo do partii żadnej nie należę. Ale poskarżyć się na jakąkolwiek krzywdę, wypłakać, czemu nie? Zawsze pomaga.

    Ksiądz przyjazny, bliski swoim parafianom. Dobrym słowem pociesza, modlitwą wspiera, na miętową herbatkę do ogródka przychodzi, żeby porozmawiać.

    Dzielnicowy – wszystkim na osiedlu znajomy. Rozrabiających chłopaków za uszy targa, albo palcem grozi. Nigdy pałką. Wielki autorytet. Szanowany i lubiany.

    Lekarz leczy babcię i dziadziusia. Leczy mamę i ojca. Leczy mnie i dziecko moje. Przez lata ten sam, w tej samej przychodni przyzakładowej „pod schodkami”. Po godzinach przychodzi z wizytą o każdej porze dnia i nocy. Nie potrzebuje kartoteki, ani wywiadu. Wiedzę o chorobach i życiu swoich pacjentów ma w głowie, a miłość do zawodu i swoich chorych w sercu.

    Relacje? Ludzkie. Ksiądz chrzci dziecko sekretarza, sekretarz załatwia cement na remont kościoła. Ksiądz dziękuje sekretarzowi z ambony, sekretarza wyrzucają z pracy. Cała społeczność parafialna /bezpartyjna/ manifestuje w obronie sekretarza.

    Chuligani pilnują psa dzielnicowemu, gdy ten w godzinach służbowych odwozi matkę do szpitala w innym mieście, dzielnicowy chuliganom pomaga wyrastać na porządnych ludzi.

    Pielęgniarka pani Jasia bezinteresownie robi zastrzyki wszystkim potrzebującym na osiedlu, a chłopaki idą z szuflami pomagać Pani Jasi, gdy widzą, że krucha kobieta węgiel zrzuca do piwnicy przez okienko.

    Koty nakarmione, psy dopilnowane, można wyjechać na parę tygodni. Kwiaty nie zwiędną na pewno, a o włamaniu do mieszkania mowy nie ma! Dopilnują, jak swoje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, kochana alEllu... Wiedziałam, że na Ciebie można liczyć w pierwszej kolejności. Super komentarz. Kamila będzie zachwycona.

      Usuń
    2. alEllu,zdejmuję kapelusz i kłaniam się nisko..

      Usuń
  2. Bet, masz rację. Nie przyznawaj się do bycia kopalnią, bo kopalnie zamykają. ;) :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czuję się "zamknięta"... Ho, hi, hi... Chociaż... Kopalni złota i diamentów chyba nie zamykają???
      Ale my i tak brylantami jesteśmy czyli związek z węglem utrzymany.

      Usuń
    2. chałwy nie było !!!!! ale jak już rzucili i się wystało to smak bez porównania :-)))

      Usuń
    3. O! Malinka trafiła w sedno. Na jakość życia ma też wpływ jakość produktów. Tak! Tęsknię za tamtą chałwą w szarym papierze, albo gazecie i wieloma innymi produktami o jakości, której nawet w małym procencie dzisiejsze nie dorównują.

      Usuń
    4. Nie było chałwy ale był kogel-mogel! Pyszny i zdrowy i wykonany samodzielnie!
      Tak, alEllu, wiele smaków i zapachów odeszło na zawsze.
      Wyhodowano nowe odmiany roślin i zwierząt. To dlatego miedzy innymi nie ma porządnej wieprzowej słoniny i skwarków i smalcu itd...

      Usuń
    5. A mnie ówczesna chałwa nie smakowała, raz nawet po zjedzeniu się pochorowałam. Niedawno w moim "parafialnym" supermarkecie na specjalnym stoisku sprzedawano wyroby syryjskie i tam nabyłam aż trzy rodzaje chałwy, która była nieporównywalna z tamtą, po prostu była przepyszna (podobnie oliwki i nadziewane papryczki różnego rodzaju). :)

      Usuń
    6. No to już wiemy dlaczego spada spożycie mięsa, jak donosi Scyzoryk poniżej. Syryjskie papryczki wcinamy zagryzając oliwkami! Schabowy nie wytrzymuje takiej konkurencji:)))

      Usuń
    7. ... i słynne ośmiorniczki. ;) :)))

      Usuń
    8. Jeszcze i to! Hi, hi, hi...

      Usuń
    9. Malinko,CHAŁWY NIE BYŁO??? Zgroza,niemożliwość..Bij zabij,kto w Boga wierzy!!!

      Usuń
  3. Pomożemy!!! Mam nadzieję, że nie tak jak Gierkowi, ale (tu już cichutko) pomożemy ... Jednak pierw warto by było sprecyzować pytania. I tak:

    1. Zabezpieczenia swoich dóbr nie należy wiązać wyłącznie ze stanem, czy zasobnością, wolnego rynku. Na całym świecie, i we wszystkich epokach historycznych jest to uzależnione od poziomu rozwarstwiania społeczeństwa. Póki wszyscy mają równo (nawet jeżeli jest to g...) to nie ma obaw o swoje dobra. Problem pojawia się, gdy ktoś nadmiernie - najczęściej niemoralnie, nielegalnie, bezprawnie - wzbogaca się, wtedy dochodzi do "społecznie usprawiedliwianych" kradzieży, włamań, rozbojów. Warto zauważyć, że nadal w prawie naturalnym, czy zwyczajowym, okradanie złodzieja jest aktem prawie honorowym. Stąd też do chwili obecnej najsilniejsze zabezpieczenia mają księża, prawnicy, lekarze, i ostatnio politycy. Rozwarstwienie zaczęło się nasilać od połowy lat 70' ub.w.. gdy Gierek zaczął rozwozić w workach pieniądze po zakłądach (Radom 1976 r. i dalej). Trudno więc ustalić kiedy zaczął się proces okratowywania okien (chyba od czasu, gdy wynaleziono żelazo?), tym bardziej, że trwa on nadal. Kratami zabezpieczamy drzwi, ogrodzenia domów, a nawet całkiem spore dzielnice miast!
    A wolny rynek? Jest takie coś u nas??? ;) :)

    2. Dach nad głową mieli wszyscy, a czynsz był równowartością od jednego piwa do 0,75 l. alkoholu. Praca była ustawowo zabezpieczona. Milicja pomagała staruszkom na przejściach dla pieszych, teraz goni ich za handel pietruszką. Urzędnik (gł. państwo) ponosił wszelkie konsekwencje popełnionych błędów. Funkcjonowała demokracja, bo naród miał możliwość odwołania władz np. nawet za złą lokalizację sklepu alkoholowego, czy przystanku tramwajowego. Do tego bezpłatna edukacja, pomoc prawna, służba zdrowia (leki za 33%), itd., itd.,

    3. Odp. jak wyżej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! O! O! Nie wymiguj się od odpowiedzi na pytanie trzecie. Jak wyżej nie wystarczy.
      Przyznam się, że podałam Kamili link do Twojej notki o imieninach w pracy sugerując, że jest to jedna z możliwych odpowiedzi na pytanie trzecie :))))

      Usuń
    2. No dobra ...
      Ad. 3
      Nie zgadzam się z powszechną opinią, jaką powieliłaś, że "...Nasza tęsknota jest często podyktowana chęcią wspominania dzieciństwa i młodości...". Nikt jakoś nie tęskni za czasami sanacji (1926-1939), powojennego zamordyzmu (1944-1956), czy "poGierkowskiego" okresu 1981-1989, nawet jeżeli był wtedy pięknym, młodym, i zdrowym beneficjentem tych czasów. Oczywiście to się odnosi tylko do stosunków społecznych, politycznych, i ekonomicznych. Nie wnikam w kwestie mody, zachowania, tradycji, zwyczajów, itd. bo to temat na kilka prac ... habilitacyjnych.

      Usuń
    3. Zapomniałem dodać. Urzekło mnie: zaufanie między ludźmi, opieka nad starszymi, dbałość o humanitaryzm, stosunki sąsiedzkie, ochrona pracownicza, służebne funkcje urzędników, negatywne odnoszenie się do donosicieli, podmiotowość człowieka, itd., itp. ... j.w. habilitacja. ;)

      Usuń
    4. Nadal się wymigujesz:))) Chodzi o "męski punkt widzenia". Dlaczego rzekomo mężczyźni mają większą skłonność do nostalgii za peerelem? No, dlaczego?
      Odniesienie do młodości też ma sens bo jako młodzież peerelu braliśmy z niego najwięcej dobrych stron tego czasu: darmowe kształcenie, kolonie o obozy "za grosze", kolorowe hippisowskie stroje, prywatki i "big-bit" itp. Nie musieliśmy jeszcze walczyć o byt rodziny. No i kto nie zajmował się polityką to spał spokojnie.

      Usuń
    5. No jeżeli komuś wypadło trafić na "Złotą Epokę Gierka", w wieku 16-30 lat to super! Gorzej, gdy ten rzekomy okres młodości przypadł na wymienione przeze mnie wyżej okresy. To dowodzi, że nie wiek, a raczej ogólne warunki danej epoki miały większe znaczenie. Myślę, że tego nie trzeba bliżej uzasadniać, wystarczy porównać chociażby dane statystyczne, aby nie mieć wątpliwości dlaczego lata 1970-1980 nazwano "Złotą Epoką Gierka". Ja nie uciekam od odpowiedzi, ale nie chcę odrabiać "pracy domowej" za ucznia. Podpowiem jeszcze, że przecież nawet kultura, sztuka, a także sport odcisnęły swoje piętno w tej właśnie epoce.

      Usuń
    6. No tak, ja nie znam ponurego okresu tuż po wojnie... Więc moja ocena peerelu nie jest pełna. To prawda. Przyznaję, że w tym wypadku odniesienie się do wspomnień z czasu młodości nie jest najbardziej szczęśliwe.
      Nie sądzę jednak, aby ktokolwiek tęsknił za tamtym okresem. Myślę, że nie o ten okres chodzi Kamili, która zadaje pytania przytoczone w notce.

      Usuń
    7. Mnie też nie było na świecie, gdy powstawał PRL, dobrze pamiętam dopiero epokę środkowego Gomułki. Okres "Złotej Epoki Gierka" najmilej wspominał nawet mój stryj Julian (o którym piszę na blogu "LegionyPolskie"), mimo, że wtedy miał już 80-tkę na karku ... mógł rozmawiać o Piłsudskim, i spotykać się ze swoimi legionistami. PRL nie był przecież jednolity we wszystkich okresach, i to też warto uwzględnić.

      Usuń
    8. Masz rację. Obaliłeś mit dotyczący nostalgii za młodością. Cieszę się z tego bo mnie ten mit też nie bardzo pasował. Odtąd będę go obalać razem z Tobą:)))

      Usuń
  4. A, i myśmy mieli poczucie sensu, bez względu na to, czy było lepiej czy gorzej. No właśnie. Kto wie, skąd ono sie brało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe pytanie... Może to atrybut młodości? Bez względu na otaczającą rzeczywistość?
      Młodzi budują - bez względu gdzie są i jaki maja budulec do dyspozycji.

      Usuń
    2. a może to sposób przekazywanie sensu przez starsze pokolenie - ci co nas wychowywali bardzo chcieli żyć i tym życiem się cieszyli i widzieli sens w tworzeniu budowaniu ratowaniu pomaganiu ... dobro to było dobro a nie jakiś względny sucstytut pewnie to wszystki i radość z tego jakoś w nas zaszczepili, my z kolei tęskniliśmy za czym innym i to zaszczepiliśmy ... czy dobrze ?

      Usuń
    3. Po mojemu sens zawiera się w tym, co powoduje, że ludzie mają poczucie sensu nawet wtedy, gdy są biedni i chorzy. Może to edukacja i kultura? Może to... Może tamto...

      Usuń
    4. Malinko, każde pokolenie ma inne doświadczenia do przekazania i inne "sensy".
      Każde pokolenie szczepi trochę inne szczepki. Dlatego świat się zmienia.

      Usuń
    5. Do tego użyźnianie i pielęgnacja szczepek, i mamy grządkę pełną owoców i rabatę kwiecia.
      Najważniejsze, by ze szczepek powstawały grządki i klomby, a nie ugory,o!

      Usuń
    6. Do tego użyźnianie i pielęgnacja szczepek, i mamy grządkę pełną owoców i rabatę kwiecia.
      Najważniejsze, by ze szczepek powstawały grządki i klomby, a nie ugory,o!

      Usuń
    7. Tam gdzie szczepki i pielęgnacja tam nie ma ugoru.

      Usuń
  5. Czy wysłalibyście dziś dziesięcioletnie dziecię samo, w podróż pociągiem z przesiadką? Czy byście je wysłali rowerem do odległego o kilkanaście kilometrów miasta? Mnie wysyłano. I co mnie dziś najbardziej dziwi to to, że "zaparkowany" w tym mieście bez zabezpieczenia i dozoru rower - po godzinie czy dwóch nadal stał na swoim miejscu.
    Czy to znaczy, że było lepiej? To błędnie postawione pytanie - każdy żyje w swoich czasach i warunkach i się do nich lepiej czy gorzej dostosowuje. Jeżeli dostosowuje się gorzej, to zazwyczaj ma pretensje do wszystkich, prócz siebie...
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też wysyłano jako nastoletnie dziewczę autostopem...
      Druga część Twojej wypowiedzi zmusza do myślenia. Lubię takie komentarze. Przychodzi mi na myśl cytat z Marii Dąbrowskiej: "gdziekolwiek się jest byle się było człowiekiem dźwiga się ze wszystkimi losy świata". Popatrz, tyle lat po maturze a ja wciąż pamiętam takie cytaty...

      Usuń
  6. Dziesięć a kilkanaście to jednak różnica. Zauważyłaś, z jakim uporem walczą niektórzy, by ich dzieci szły tylko o ten jeden roczek później do szkoły odległej o kilkaset metrów?
    Autostopem podróżowałaś "z rękami w kieszeniach", a rower to był kiedyś majątek. Widziałaś włoski film "Złodzieje rowerów"? - Okazuje się, że tak źle u nas nie było...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzice "walczący" często i tak nie mają czasu dla swoich dzieci i wcale nie zajmują się nimi w domu tylko podrzucają babciom i opiekunkom. A do szkoły nie chodzą tylko są dowożone. Ale to już inny temat.
      Prawdą jest, że dawniej dzieci były bardziej samodzielne bo czasy mniej niebezpieczne.
      Dziś strach podróżować nocnym pociągiem nawet dla dorosłego. Strach usiąść w pustym przedziale, nawet za dnia. Nikt nie opowiada historii swojego życia współpasażerom, wszyscy milczą lub stukają w klawiatury i wtykają słuchawki do uszu aby odgrodzić się od innych ludzi.

      Usuń
    2. To już gdzieś pisałem u siebie na blogu, więc nie chciałbym się powtarzać. Epoka "końcowego Gomułki" była jeszcze zamordystyczna, ale ... np. trzęsąca się o lasce 70-letnia staruszka mogła wytargać za ucho dwa razy większego od niej 15-letniego dryblasa tylko za to, że np. rzucił w tramwaju na podłogę papierek po cukierku ... mogła, bo takie było przyzwolenie społeczne. Za przeklinanie na ulicy (albo palenie) dorosły mógł wziąć nastolatka j.w. za ucho i zaprowadzić go do komisariatu. Dzisiaj jest odwrotnie, osoby starsze, słabsze, niepełnosprawne są dla kilkunastoletnich przestępców tylko "chodzącymi bankomatami", któremu jak się da w łeb bejsbolem to jakaś kasa zawsze wyskoczy ... Tych przykładów jest cała masa, wystarczy chociażby popatrzeć na niektóre filmy o PRL i wyciągnąć WŁAŚCIWE wnioski.
      Sztandarowym przykładem "złego PRL" są nocne kolejki przed sklepami, te największe miały po kilkaset metrów, albo się stało nocami przez kilka miesięcy, aby dostać np. kolorowy TV z Węgier. Ale jakoś dzisiaj nikt nie zauważa, że kilkanaście lat oczekiwania np. na wszczepienie endoprotezy staje się już standardem ...

      Usuń
    3. Przytaczasz bardzo ważne argumenty. Zmieniły się standardy dotyczące wychowania. Nikt nie wymaga od młodzieży "dobrego wychowania" i trudno się dziwić młodym, że zachowują się jak "dziczki". Mamy to co sobie wychowaliśmy a raczej nie wychowaliśmy.
      Zmieniły się także kolejki... Ale, ale... Czy w czasach PRL wykonywano endoprotezy? usuwano laserowo zaćmy? Leczono taką gigantyczną ilość nowotworów? Chyba też zapotrzebowanie na "dobra" zmieniło kierunek kolejek.

      Usuń
    4. Postęp techniczny... Jednego skuteczniej wyleczą, drugiemu skuteczniej dopie..... i jakoś to wszystko idzie do przodu...
      allensteiner

      Usuń
  7. Bet.
    Niezwykle karkołomnym są próby odpowiedzi na pytania postawione przez Kamilę. Jak tego dokonać w telegraficznym skrócie, by np. plusy nie przesłoniły minusów albo odwrotnie? Czy w skondensowanych aforystycznych zdaniach można oddać pół wieku egzystencji narodu? I naszego miejsca w systemie zwanym PRL?
    Podziwiam alElla i Andrzeja Rawicza-zawarli w komentach...z 50% niegdysiejszych śniegów. Gdyby komuś udało się to w stu procentach, zasłużyłby na Nobla. Z ekonomii (za oszczędność papirusu i inkaustu).
    Do ,,ekonomicznych'' trudności dodałbym parę innych czynników gmatwających opis. Przede wszystkim brak uniwersalnych wartości, tzw. obiektywnych kryteriów oceny czegokolwiek. Probierzy, odnośników porównań. Przemiany mentalne, zmianę prawa prywatności itp. Co skazuje na subiektywizm w oglądzie PRL-u. No i, ten sentyment do wiosny życia każdego z opisujących tamtą Polskę znaną z autopsji.
    Jedynie co może przybliżyć Kamili obraz ,,tamtejszej'' Polski, to statystyki. A wyciąganie wniosków pozostawmy jej samej.
    Kończę czepialstwo uwagami K. Kerstena i A. Fiszke;
    ,,Manichejski dualizm dobra i zła dzielący tamtą Polskę dychotomicznie na czerń i biel jest fałszowaniem historii. Tamtą Polskę tworzyli ludzie z krwi i kości-żywe istoty posługujące się rozumem i wiedzą oraz reagujący instynktownie i emocjonalnie. A instynkt przetrwania był dominujący, więc się przystosowali. A przystosowanie było racjonalnym podejściem do egzystencji, więc egzystowali realizując się w tamtym systemie, na ile było im dane.
    Odbudowy kraju, rozwoju gospodarczego i boomu demograficznego nie da się opisać w kolorach czarno-białym''.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Scyzoryk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm ... a co z powiedzeniem: "Kłamstwo, straszne kłamstwo, i statystyka"? Żeby wykorzystać dane statystyczne trzeba mieć także spory zasób wiedzy n.t. stosunków społecznych, politycznych i ekonomicznych danego okresu. I gdzie to ma znaleźć Kamila?
      Dlatego najlepszym miernikiem "uniwersalnych wartości" jest opisywanie tych zjawisk, które nie dają się inaczej opisać jak poprzez przytaczanie przykładów z życia wziętych, właśnie takich jakie przedstawiła alElla.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Też tak uważam, Andrzeju Rawiczu. Pani Jasia z przytoczonych przeze mnie przykładów jeszcze żyje. To przedstawicielka pokolenia moich rodziców. My, to dzieci tego pokolenia. Z nią też warto by było porozmawiać. Nie ma lepszych opracowań statystycznych od pań Janinek i panów Jasiów.

      Usuń
    3. Scyzoryku, statystyka nie odda klimatu, nastroju i odczuć. Statystyka jest kłamliwa, nieobiektywna i w ogóle... Do bani:)))
      Rację masz, że nie sposób jakoś ogólnie i sprawiedliwie wydać wyrok na PRL. Ocena zależy od zbyt wielu czynników i będzie tak różna jak różni są ludzie i ich sytuacje życiowe.

      Usuń
    4. Będzie też taka, jak ją przedstawia telewizja. Podobno tylko milion osób czyta, rozpytuje i docieka. Z internetu z tych naszych i podobnych wspomnień - ile osób czerpie? Niech będzie, że też milion i założę się, że to ten sam milion. A telewizję ogląda i łyka bezrefleksyjnie wszystko jak leci, ile milionów?

      Usuń
    5. Nie bardzo wiem o co mamy się dalej spierać ze Scyzorykiem, który przecież ma poglądy podobne do naszych. To prawda, że statystyka jest jedynym miarodajnym źródłem wiedzy, ale możliwym do wykorzystania tylko w określonych obszarach (np. przy produkowaniu dóbr o określonych parametrach, które mają zaspokoić WIĘKSZOŚĆ konsumentów). Ale równocześnie w innych obszarach statystyka kłamie, bo nie może uwzględniać t.zw. "szarej strefy". W PRL jadłem mięso w ilości 2-3 x większej niż wynikało to z przydziału kartkowego, bo korzystałem z usług t.zw. "bab" poza statystyką sprzedających kulki cielęce. Poza obiegiem kartkowym w stołówce zakładowej jadłem w tygodniu 3 schabowe, 1 mielony, i 1 rybkę. To, że w jednych sklepach był tylko ocet, a w drugich go nie było (bo akurat gospodynie robiły marynaty) wynikało z "planowanej" gospodarki, którą planowo burzyli spekulanci. Kolorowy TV "Videoton" w 1984 r. w cenie sklepowej 47 tys. zł. był nieosiągalny, ale na czarnym rynku można go było zawsze dostać za ... prawie 500 tys. zł. To samo z papierem toaletowym, sznurkiem do snopowiązałek, których cena na bazarach zwiększała się o 4-5 razy. Spekulanci też musieli z czegoś żyć, bo do pracy nie opłacało się chodzić. Sam sprzedawałem płyty CD, które po nagraniu zyskiwały ok. 60 razy (!) na wartości, tak przecież powstawał small biznes, dopóki nie wkroczyła mafia. To nie PRL się nie sprawdził, to zawiodła transformacja systemu zakładająca, że pierw trzeba zburzyć gospodarkę PRL, a potem zbudować XIX w. kapitalizm.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Ze Scyzorykiem spierać się nie radzę:)) Wiadomo, jednak to Scyzoryk:)))
      Co do spadku spożycia mięsa - nie jest to już wyznacznik zamożności czy dostatku. Zmieniły się nawyki i mody żywieniowe. Co raz więcej wegetarian, wegan i innych bezmięsnych filozofii życia.
      Jadamy krewetki, sałaty a dawny schabowy traktowany jest jak wróg z powodu swego cholesterolu.

      Usuń
    8. AlEllu, ten blog powstał miedzy innymi jako sprzeciw przeciwko zakłamywaniu PRL w mediach. Pamiętasz?

      Usuń
    9. Tak! Tak! Dobrze, że przypomniałaś. Zaczęto wtedy nas nazywać straconym pokoleniem.

      Usuń
    10. No właśnie! Jakie my stracone? Toż to kwiat społeczeństwa:)))

      Usuń
  8. Jakość życia utożsamia się przeważnie /szczególnie w opracowaniach ekonomicznych/ z dobrobytem społecznym. Tymczasem na jakość życia składa się wiele czynników, w tym jakość nauczania, jakość produktów, jakość pracy a nawet miejsce zamieszkania, pogoda i klimat.
    Zależy też, jaki etap swojego życia bierze się pod uwagę. Świetnie i najkrócej na świecie - bez potrzeby wielotomowych opracowań naukowców wszelkich specjalności - pokazuje to Adam Mickiewicz:
    Polały się łzy me czyste, rzęsiste
    Na me dzieciństwo sielskie, anielskie,
    Na moją młodość górną i durną,
    Na mój wiek męski, wiek klęski;
    Polały się łzy me czyste, rzęsiste...

    Każdy będzie oceniał jakość według własnych kryteriów, bo dla każdego co innego wpływa na poziom jego jakości życia.
    Maksymalnie upraszczając zobrazowałabym tak:
    - Ależ ja mam wspaniałe życie w tej głuszy pod lasem. Krystaliczna woda ze strumienia, czyste powietrze, mleko od krówki, jajeczko od kurki, truskaweczki z ogródka, nie smrodzą mi samochody...
    - To ja mam wspaniałe życie w wieżowcu przy Marszałkowskiej. Ciepła woda w kranie, winda, sklepy, tramwaje, kablówka, nie muszę palić w piecu i rąbać drewna.

    Wspomniana w komentarzach wyżej kolejka /kiedyś po telewizor kolorowy, a dzisiaj po endoprotezę/ dla jednego ma wpływ na jakość życia, a dla drugiego nie. Np. nie potrzebowałam stać w kolejce /przywiozłam telewizory z ZSRR . Jeden sprzedałam, a drugi został za darmo. A co się przy tym nazwiedzałam.../ a dzisiaj np. nie potrzebuję endoprotezy i nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, jakie kilometrowe kolejki dzisiaj po nią stoją, a raczej leżą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie można się przyczepić do tej Twojej wypowiedzi. Bardzo rzeczowe argumenty.
      Kolejny raz kiełkuje we mnie stwierdzenie, że wszyscy mamy rację i wspaniale się uzupełniamy.

      Usuń
    2. Dlatego bardzo dobrze, że Kamila ma te uzupełnienia i różne racje.

      Usuń
    3. Dlatego apelowałam o pomoc i zaprosiłam Was wszystkich do wypowiedzi. Ocena jednej osoby na nic się nie zda.

      Usuń
  9. Bet.
    Daleki jestem od odmawiania prawa do prywatnych refleksji. Chociaż wiem, że dalej im do poprawności przekazu niż mnie do święceń kapłańskich. Mamy demokrację-jak mawiał filmowy Pawlak. Przeto i ja mam prawo do posługiwania się danymi. (,,Statystyka'' nie jest może trafnym pojęciem). Liczbami bezwzględnymi przyrostu naturalnego (na occie!) czy ilości wybudowanych zakładów pracy (przy braku sznurka do snopowiązałek). Takie dane nie są nacechowane emocjonalnie, więc przemawiają precyzyjniej niż plakatówki służące do obrazowania ,,tamtej'' Polski. A klimatu i nastroju nie wszczepimy żadnymi środkami. Tamto należało przeżyć.
    Zatem pozostając przy liczbach.
    -Mięsa Polak zjadał 66 kg. rocznie. Im bliżej ku teraźniejszości tendencja spadkowa galopuje. Z wielu powodów. Poza biedą (24% strefa nędzy) najważniejszym czynnikiem jest rozwadnianie mięsa. Otóż za PRL z 1 tony tego surowca wyrabiano 850 kg. wędlin. Dziś z tony mięsa powstaje 2000 kg. wędlin...o podobnych.
    -Z 1000 szkół na tysiąclecie uczyniono program 1000 kościołów (jedynie słusznego wyznania) na drugie tysiąclecie. I zrealizowano. Nie, żeby przybyło chętnych na miejscówki w raju przeznaczono 1500 szkół do likwidacji, tylko, że KC Episkopatu wykazuje większą zaborczość niż KC PZPR.
    -Bezrobocie oscyluje wokół feralnej trzynastki. Niech nikogo nie wprowadza w błąd ta kompresja. Bo, gdyby przywrócono stan normalności w administracji (560 tyś. etatów) i powstrzymano masową emigrację (circa 3 mln.), odsetek bezrobotnych skoczyłby do poziomu ,,czystej''.
    Pozwoliłem sobie przytoczyć parę przykładów dla obrony swoich racji. Co nie oznacza, jak wspomniałem, niesłuszności operowania półcieniami w opisie tamtej Polski tj. anegdota, impresja czy stereotyp. Wybacz, ale pozostaję przy swoim.
    Ukłony.
    Scyzoryk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ciekawa analiza przyczyn spadku spożycia mięsa. Dodam do tego jeszcze zmianę nawyków żywieniowych.
      Nie ma statystyk mówiących o bezrobociu w PRL. A przecież jakieś tam było.

      Usuń
    2. Bet, w PRL marzyłem o bezrobociu. Trudno było pijaka czy złodzieja wywalić z pracy, ale jeszcze trudniej - znaleźć kogoś na jego miejsce...
      allensteiner

      Usuń
    3. Otóż to! W PRL nie używano terminu "bezrobocie" - oficjalnie nie występowało. U schyłku okresu zaczęło się wspominać coś o "ukrytym bezrobociu" oraz "higienicznym bezrobociu".
      Bezrobotni ujawnili się gdy zaczęto przyznawać zasiłki dla nich. To była istna lawina bezrobotnych...

      Usuń
    4. To prawda, za to pracownik najszybciej mógł awansować przy ciągłej zmianie miejsca pracy. Drugi nonsens to taki, że w PRL pracodawcy szukali chętnych do pracy, a pracownicy kombinowali jak być bezrobotnym. No i jak ten PRL mógł wyrobić, gdy jeszcze "Hamerykanie zrzucali nam na pola stonkę"?

      Usuń
    5. A nakaz pracy obowiązujący absolwentów szkół wyższych? Trzeba było odpracować darmowe studia.
      Stypendia fundowane - zakłady pracy wspierały studentów zapewniając sobie napływ wykształconej kadry.

      Usuń
    6. Zlituj się Bet, ukryte bezrobocie to nie tak, jak sobie wyobrażasz. To nie bezrobotni na wieść o zasiłkach poczęli wyłazić skądś, gdzie się ukrywali nie pracując. W PRL zatrudnienie mieli wszyscy, chyba że ktoś się bardzo zaparł. Tylko efektywność pracy była marna, ale to nie temat na dwa zdania.
      allensteiner

      Usuń
    7. Bezrobocie ukryte i jego skalę w jednym zdaniu świetnie określa powiedzenie: „czy się stoi, czy się leży, tysiąc złotych się należy”.

      Usuń
    8. Mili komentatorzy, instytucja "nakazu pracy" ewoluowała we wszystkich epokach PRL! Do 1948 r. to był prawie karny obóz pracy, obejmowano nim wszystkich "opornych", od inżyniera do pomocnika murarza, tacy dostawali skierowanie na drugi koniec Polski, alternatywą było więzienie. Po 1953 r. złagodzono i kierowano tylko tam, gdzie tego potrzebowała gospodarka. Za średniego Gomułki już nie stosowano nakazów pracy, bo o pracę było trudniej. "Złota Epoka Gierka" to luz, bluess itd., pracy było w bród, nic nie obowiązywało, ale nawet absolwent studiów nie musiał podejmować pracy w wyuczonym zawodzie, i wtedy nie musiał nic odpracowywać, opłacało się czmychnąć na Zachód. Dopiero Jaruzelski ok. 1984 r. musiał wprowadzić obowiązek podejmowania pracy (decydował o tym wpis w dowodzie), bo naród generalnie zaczął spekulować i handlować, ale to też nie skutkowało ... Jeżeli więc poruszamy ten problem to trzeba dodać o jaki okres chodzi.

      Usuń
    9. alEllu, to było:..."dwa tysiące się należy"...

      Usuń
    10. Andrzeju, nakaz pracy obowiązywał gdy kończyłam studia. Był to nakaz mało uciążliwy bo i tak wszyscy prace podejmowali z powodów życiowych i obyczajowych "bo tak trzeba było". Przynajmniej w moim środowisku nikt nie myślał nawet, że można nie pracować. Na uczelni było stanowisko pracy Pełnomocnik do spraw zatrudnienia, który oferował pracę jeśli ktoś samodzielnie jej nie znalazł i rejestrował losy absolwentów. Nieznane mi są represje w razie nie podjęcia pracy bo nikt się od tego obowiązku nie uchylał. Czmychanie na Zachód nie było wtedy łatwe.

      Usuń
    11. Allensteiner, to skąd te rzesze rejestrujących się bezrobotnych w chwili ustanowienia zasiłków? Skoro ich nie było to po co wprowadzano te zasiłki?

      Usuń
    12. Tak jak pisałem wyżej "nakazy pracy" funkcjonowały do końca lat 40' (!!!) ub.w. i to była taka łagodniejsza kara więzienia dla opozycjonistów (nakaz wydawał sąd, albo kolegium ds wykroczeń - ktoś to jeszcze pamięta?). To co otrzymywałaś od pełnomocnika funkcjonowało 30 lat później (!), nazywało się "skierowaniem do pracy" i miało pogodzić wysokie oczekiwania absolwentów studiów z niskim potrzebami pracodawców. Dyplomanci po prostu chcieli od razu być kierownikami i dyrektorami, zaś pracodawcy widzieli w nich tylko mało przydatnych stażystów. Tego nie dało się pogodzić, i co bardziej kumaci, załatwiali sobie wycieczkę na Zachód i tam pozostawali, to był na tyle powszechny proces, że zaczęto go wykorzystywać w kabaretach. Największe branie na Zachodzie mieli absolwenci wolnych zawodów, w latach 1960-1970 w ten sposób na Zachód (głównie do USA) uciekło kilkaset artystów klasy Polańskiego, głównie architekci, konstruktorzy, muzycy (!), inżynierowie i lekarze.

      A propo's zasiłków, ja zasiłek Kuroniowski otrzymałem pocztą, chociaż nigdy o niego nie występowałem. W 1990 r. było to ok. 20-30 zł. (stare 200-300 tys.), z czego 5 zł. napiwek od razu dostawał listonosz. Po dwóch zasiłkach fikcyjnie się zatrudniłem, aby móc dalej dorabiać jako informatyk.

      Usuń
    13. Ja jestem z tych "niekumatych" bo wszelkie kombinatorstwo było i jest mi obce. Ja mówię cały czas o szaraczkach, gdzie mi tam do artystów z kręgów Polańskiego itp. Moje koleżanki lekarki brały posady na prowincji gdzie dostawały mieszkania i zasiłki na zagospodarowanie. Podobnie jak nauczyciele oraz inżynierowie.
      Stare 200-300 zł było nie do pogardzenia przy ówczesnych cenach.

      Usuń
    14. ... stare 200-300 TYSIĘCY (!) zł.

      Usuń
    15. No i z tego uzbierało się po milionie dla każdego:))

      Usuń
    16. Czy my myślimy o tym samym?
      Od 01.01.1995 r. stare 10 tys. zł. zastąpiono 1 zł.
      Do tego czasu np. wódka "Krakus" 0, 5 l. kosztowała 71.500 zł.czyli za swój zasiłek, ok. 220 zł., pobierany przez 2-3 miesiące mogłem kupić 3 półlitrówki.

      Usuń
    17. Nie myślimy o tym samym. Milion dla każdego, obietnicę Wałęsy, przytoczyłam jako żart.

      Usuń
    18. Tak sobie myślę, że niewątpliwie już od dawna jesteśmy na manowcach, ale bycie z Tobą gdziekolwiek to niezwykła przyjemność, brnijmy więc dalej. ;)
      Wałęsa obiecywał po sto milionów dla każdego, dociśnięty wyjaśnił, że nie wie skąd, ale jest "za, a nawet przeciw", żeby każdemu dać nawet 200, albo i 300 milionów. Pozostańmy przy tych 100 mln. zł. (starych) ... na nowe to jest 10.000 tys. PLN (polskie zł.). No i nadal nie wiem o jaki "milion dla każdego" chodzi? Bet jesteś urocza na tych manowcach, i za to Cię coraz bardziej lubię. :)

      Usuń
    19. Rzesze bezrobotnych zaczęły się pojawiać z początkiem prywatyzacji i w miarę jej rozwoju szybko rosły, bo kapitalizm jest systemem bardziej efektywnym i obchodzi się mniejsza liczbą pracowników. W firmach robiących nadal to samo co "za komuny" zatrudnienie w ciągu kilku lat zmniejszyło się o 50-70 procent i stąd się właśnie wzięli bezrobotni.
      allensteiner

      Usuń
    20. To też jest część prawdy o nowo powstałej klasie bezrobotnych

      Usuń
    21. Andrzeju, odwzajemniam lubienie manowców z Tobą:))) To nie ja jestem urocza, ale właśnie te manowce:)))

      Usuń
  10. Drodzy Czytelnicy Bloga! Chciałabym wszystkim bardzo, bardzo podziękować za dyskusje, odpowiedzi i przytoczone historie. Jako że nie znam epoki PRL-u, jedynym rozwiązaniem (oczywiście oprócz książek i filmów, ale jednak najważniejsze są bezpośrednie świadectwa ludzi), żeby czegoś się o niej dowiedzieć są Wasze relacje. Przeczytałam wszystko z wielkim zainteresowaniem, przy okazji odwiedziłam też inne blogi o podobnej tematyce (opis PRL-owskich imienin z bloga pana Andrzeja jest majstersztykiem!) i chyba poczułam klimat tamtych lat :) Jeszcze raz serdecznie dziękuję wszystkim za tak obszerne i ciekawe odpowiedzi. A Właścicielce bloga - za zorganizowanie pospolitego ruszenia :) Serdecznie pozdrawiam! Kamila

    OdpowiedzUsuń
  11. Kamilo, my się dopiero rozkręcamy:))) To jeszcze nie koniec dyskusji, jak sadzę.
    Miło, że młode pokolenie chce słuchać naszych wspomnień. Zostań z nami na dłużej, będziesz zawsze mile widzianym gościem.

    OdpowiedzUsuń
  12. "Takie są rzeczypospolite, jakie są jej młodzieży..... Zapomniałem, coś takiego ktoś mądry powiedział.
    Nauczano mnie w szkole, że prezydenta , ministra, starszych ludzi itp. należy szanować. Jakoś tam w którymś momencie się to odwróciło. Zaczęło się bodaj od strajków nauczycieli, którym nie przypadł do gustu kurator, no i młodzież miała fajnie - nie było lekcji. Czy aby na pewno dziś każdy nauczyciel każe szanować rząd? No nie, bo rząd jest kiepski i nie można tego przed dziećmi ukrywać. "Klauzula sumienia". Ale to się odbija na każdym rządzie, nawet na "tym dobrym"...
    allensteiner

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie można winić tylko nauczycieli za zaniechanie wychowania bo to zaczyna się w domu rodzinnym. Jednorazowy strajk nie miał aż tak wielkiego wpływu na wychowanie.
    Faktem jednak jest, że im młodszy nauczyciel tym mniej działań wychowawczych podejmuje.
    Cóż się dziwić? Pokolenie "niedowychowanych" zaczyna karierę zawodową i postępuje tak, jak ich "nie dowychowano".
    Tak więc cytat /Staszic, Zamoyski/ nic nie stracił na aktualności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wychowywanie uczniów np. poprzez publiczne zwrócenie uwagi to obecnie naruszanie ich godności osobistej. Nie wolno więc wychowywać i basta! O!

      Usuń
    2. O, tak. Nie wolno. Nie wolno nawet rodzicom bo to się nazywa "przemoc domowa".

      Usuń
  14. Być ekspertem to rozumiem, ale kopalnia to już mi mniej odpowiada
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Praca. Przekleństwo, jak w starożytnym Rzymie, kara za grzech pierworodny...czy dobrodziejstwo kołaczy? Łatwa, lekka, przyjemna rzecz?
    Pytano F. Fiszera czym się zajmuje.
    -Metafizyką-odpowiada kawalarz.
    -A, co robi taki metafizyk?-dopytuje niedoinformowany.
    -Nic nie robi-wypala Fiszer.
    -Ależ panie Franz. Co by było, gdyby wszyscy nic nie robili?
    -Od każdego takiej trudnej rzeczy nikt nie wymaga-ucina przechera.

    Panie Bogdanie-pyta krawężnik z drogówki zatrzymujący po raz enty Łazukę jadącego drogą Syrenką zygzakiem. Dlaczego w dowodzie nie ma pan wbitej pieczątki zatrudnienia? (Ci ze starszym nr. pesel pamiętają ustawowy przymus pracy).
    -Widzi pan panie władzo-odpowiada Bogdan ,,trzymaj się''. Kiedyś w zupie znalazłem włos. Od tamtego czasu nie tykam głębokich talerzy. A już w dzieciństwie trafiłem włos w pracy.

    Praca uszlachetnia. Praca czyni wolnym. Nobilituje człowieka...ble, ble, ble. Tak prelegent agitował niebieskie ptaszki w niedzielę urodzone. W końcowych pytaniach na temat, któraś z ptaszyn rzuca;
    -Czy to prawda, że Pstrowski na stojąco buty sobie wiązał? A zabił się przydeptując palce u rąk palcami u nóg?

    No i, złamałem ciszę wyborczą. Dylematem wyboru; praca czy lenistwo.
    Scyzoryk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Scyzoryku, bardzo finezyjnie złamałeś, o ile w ogóle, ciszę. Czekam wieczora z niecierpliwością i obawą.

      Usuń
  16. Tak a'propos "włosa w talerzu".
    W stołówce szpitalnej przy jednym stole siedzą pracownicy laboratorium analitycznego. Jeden z nich, stażysta, z obrzydzeniem wyciąga z zupy długi włos i odkłada go na śmietniczkę. Inny laborant go wyjmuje ze śmietniczki, oblizuje i mówi: "Włos w zupie to nic, ale włos w g.... to jest problem" ...

    OdpowiedzUsuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.