sobota, 20 maja 2017

Dolny Śląsk z elementami minionej epoki. Część pierwsza


okolice zamku Czocha, foto Bet
Byłam na wycieczce. Wyprawa od samego początku zapowiadała smaczek dawnych, pracowniczych benefitów oferowanych przez zakłady pracy. Współcześnie działający Związek Zawodowy świetnie zorganizował i dofinansował w stopniu znacznym wyjazd krajoznawczo-integracyjny do Polskiej Doliny Loary położonej na Dolnym Śląsku. Tą bajkową nazwą określa się unikatowe zbiorowisko zabytkowych zespołów pałacowych i zamków, między innymi Wojanów i Staniszów. Tak brzmiał tytuł wycieczki. W rzeczywistości zaproponowano nam zwiedzanie zamku Czocha jako słynnej gwiazdy filmów i seriali oraz coś dla ducha czyli Sanktuarium Maryjne w Krzeszowie. No, cóż – bez miejsc świętych nie ma dziś wycieczki? A może tylko taki plan zyskał akceptację obecnej, jakiejś tam „Centrali”? Nie ma co narzekać bo od zwiedzania pałaców może się „przewrócić w głowie”, a święte miejsce w Krzeszowie warte obejrzenia – prawdziwa perła baroku. Przepych złota i marmurów, alabastry i kryształy żyrandoli… Pośród tego bogactwa wszędobylskie pulchniutkie aniołki, a w ołtarzu głównym maleńki, najmniejszy na świecie /60x40 cm/ cudowny obraz Maryji z Dzieciątkiem.  W sąsiednim kościele św. Józefa można zobaczyć niespotykany nigdzie indziej wizerunek zacnego Józefa we flamandzkim kapeluszu oraz  Maryję w makijażu, ubraną w dość frywolną suknię i równie fantazyjny kapelusz. Taką wizję Świętej Rodziny miał dolnośląski twórca, uznany mistrz malarstwa. Niestety, fotografii nie mam bowiem jestem nietypowym zwiedzającym: Chłonę wrażenia chwili uchem i okiem – nie dokumentuję pstrykiem. Taki mam feler.

Sanktuarium  w Krzeczowie, foto Bet
      Feler miała także przecudna z urody Bazylika Wniebowzięcia NMP – było zimno jak w zamrażarce. Przemarzliśmy na kość jak nigdy dotąd. Ze stanu częściowej już hibernacji wybawiły nas Siostry Benedyktynki serwując gorący kompot jako aperitif do obiadu. Zbawienne ciepło w płynie spożyliśmy chciwie i bez obowiązującego w takich okolicznościach /gospoda przy klasztorze!/ umiarkowania. Bóg zapłać, Siostry, za uratowanie przed zamrożeniem.

ołtarz główny Sanktuarium w Krzeczowie

        
 No i tak mi jakoś wyszło, że relacjonuję wydarzenia w odwrotnej niż by należało kolejności. Krzeszów i benedyktyński obiad to był ostatni punkt naszej wycieczki. Potem już tylko autostrada i podziwianie z dużej oddali górującej nad Wrocławiem wieży Sky Tower oraz pogodnego nieba.

        Drrryyyy…Drrr…Drr…Stop. Cofam maszynkę wspomnieniową i opowiem o wcześniejszej wizycie w zamku Czocha. Budowla znana z filmowych opowieści „Gdzie jest generał” , „Tajemnica twierdzy szyfrów” i chyba jeszcze kilku innych. Nie będę odkrywcza gdy powiem w tym miejscu, że telewizja kłamie. Na ekranie zamek Czocha wydawał się ogromnym trudno dostępnym zamczyskiem z obszernym dziedzińcem. Do zamku prowadziła leśna droga wijąca się nieomal na dnie wysokiego wąwozu. W rzeczywistości to dość zgrabny i łatwy do ogarnięcia wzrokiem zameczek z bardzo obskurnym i zaniedbanym parkingiem. Głęboki i srogi wąwóz to zwykła leśna droga biegnąca u podnóża pagórka. Na brzydkim i błotnistym acz płatnym parkingu zdjęcia nie zrobiłam z litości. A zamkowi za to jak najbardziej tak, bo ładny. Zamek oblany jest wodami spiętrzonej niebotyczną zaporą rzeki. I ja tam byłam, niezliczonej ilości schodami w górę oraz w dół chodziłam, na wieżę widokową zamku po schodo-drabinie wlazłam, a co zobaczyłam to i pokazuję.

zamek Czocha, foto Bet
 
zamek Czocha, foto Bet
 
widok z wieży zamku Czocha, foto Bet

    
niebotyczna zapora na jeziorze Leśniańskim obok zamku Czocha, foto Bet
    
Wśród zwiedzających sporo emocji budził brak wiarygodnego źródła pochodzenia niebanalnej nazwy zamku – Czocha... Można sobie wybrać wersję wskazującą na powiązanie z pobliskimi Czechami lub słowotwórstwo od czynności „czochrać się”. A w piwnicy słynnej ze zbiorów wina, którym upajał się poszukiwany w filmie generał obecnie wina brak lub serwuje się je turystom podczas nocnego zwiedzania zamku.


Jeszcze kilka zdjęć z Krzeszowa - ośmielona zainteresowaniem zdjęciami wnętrz sakralnych odważyłam się pokazać resztę moich nieudolnych fotografii.

Ołtarz główny w kościele Św.Józefa, foto Bet

Maleńkie organy w kościele Św.Józefa, foto Bet

Barokowe sklepienie Sanktuarium MBŁ, foto Bet

Wielkie organy w Sanktuarium MBŁ, foto Bet

         Zapowiadane w tytule notki elementy minionej epoki ukażą się w pełnej krasie w następnym odcinku. W tej części opowieści na wyróżnienie pod tym względem zasługują:

- wstępna przemowa Prezesa Związku Zawodowego w stylu: „Koleżanki i Koledzy…” oraz zapowiedź wieczorku integracyjnego w dniu następnym
- parking przy zamku Czocha
- kompot do obiadu
- częste westchnienia Pani Przewodniczki: „Tu były organy i marmury, które dziś zdobią kościoły warszawskie lub gdańskie… A te zabytkowe budynki w centrum miasta rozebrano, aby pozyskać materiał do odbudowy Stolicy… Obrazy i cenne dzieła sztuki stanowiące wyposażenie tutejszych kościołów wywieziono do Polski Centralnej…” Widać wiele zaniedbanych budynków i pozostałości powojennej prowizorki.  

karczma wiejska, foto Bet

I tak to było. Ziemie Odzyskane ograbiano traktując ich zasoby jak wojenne łupy. Trochę mi wstyd było tego słuchać więc opuszczam głowę i zamykam część pierwszą opowieści.

Ciąg dalszy nastąpi… 




55 komentarzy:

  1. Tak było .Ciekawie opowiadasz..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tych "grabieżach" na Dolnym Śląsku wiedziałam wcześniej jakkolwiek niewiele o tym mówiono i pisano. Co innego jednak wiedzieć a co innego zobaczyć na własne oczy.

      Usuń
  2. Pięknie! A z "grabierzy" najbardziej szkoda mi kamieniczek... Tych juz się nie odtworzy..
    Czekam na część drugą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, rozbiór kamieniczek to była zbrodnia. O ile można jeszcze zrozumieć wywożenie dzieł sztuki z kościołów - brak zabezpieczeń i niepewność co do dalszych losów tych ziem - o tyle demontaż zabytkowych kamienic to była zbrodnia na żywym ciele tych miast.

      Usuń
    2. Ta zbrodnia była w ramach "cały naród buduje swoją stolicę".

      Usuń
  3. Klik dobry:)
    Spodobała mi się wycieczka z elementami minionej epoki. Szczególnie kompot i karczma wiejska.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to miło, że się spodobało. Karczma jest nieczynna i widziana tylko z okna autokaru więc zdjęcie pstryknięte byle jak.
      Kompot był nomen-omen boski bo gorący:))
      Będzie jeszcze o tym napoju w części drugiej.

      Usuń
  4. Słyszałam, że w zamku Czocha przez jakiś czas mieszkali uchodźcy z Grecji. W sali rycerskiej trzymali zwierzęta gospodarskie, które dokonały dzieła dewastacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wasza... To te zwierzęta się czochrały...

      Usuń
  5. Przeczytałam na zdjęciu, że w karczmie jest coś, co się nazywa "Pi O". :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale na pewno nie ma nic wspólnego z pewnym świętym Ojcem.

      Usuń
    2. Ale na pewno nie ma nic wspólnego z pewnym świętym Ojcem.

      Usuń
  6. Od soboty przeglądam sobie te krzeszowskie zdjęcia i wspominam czasy z lat 60/70 ub.w., gdy właśnie tutaj rozpoczynałem przygodę z fotografią dokumentalną. Minęło pół wieku i widać, że chociaż wnętrza wypiękniały (szkoda, że głównie na jarmarczną modłę) to jednak obiekty nie straciły nic ze swojej atrakcyjności i chyba zachowały minione klimaty.

    PS. Dziękuję za wyrażenie zgody na publikację Twoich zdjęć na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęć mam mało bo jak wspominałam skupiłam się na "chłonięciu" za pomocą osobistych zmysłów. Ponadto wiem, że zdjęcia w moim wykonaniu są więcej niż niedoskonałe a zainteresowani mogą wyklikać sobie profesjonalne obrazy na stosownej stronie www.
      Jeśli te niedoskonałości na coś się przydadzą to tylko miło mi będzie.
      Wnętrza Krzeszowskie są wspaniałe, świetnie zakonserwowane, odnowione i aż dziw, że nie "rozgrabione" w powojennym czasie.

      Usuń
    2. 50 lat temu ja też przez pierwszych parę godzin pobytu w tym klasztorze nie byłem w stanie robić zdjęć, bo to co zobaczyłem szokowało. Klasztorem opiekowali się Cystersi, może dlatego nie był taki zniszczony. Ale w latach 70' włamywacze wynieśli sporo łupów. Opisałem to zresztą tutaj:
      http://foto-anzai.blogspot.com/search/label/Architektura
      więc można porównać co było 50 lat temu, a czego już nie ma. ;) ☺
      A zdjęcia super, bo w kolorze, więc sobie odświeżyłem wspomnienia.

      Usuń
    3. moje zdjęcia są sprzed 25 lat, też już niezłe ruinki były ...
      lecę zobaczyć Twoje Anzai

      Usuń
    4. Chcieliście to macie! Dołożyłam zdjęć skoro takie jest zainteresowanie. Wstydziłam się je dać wcześniej z powodu jakości. Wnętrza jest bardzo trudno dobrze fotografować.

      Usuń
    5. Pewnie, że jest zainteresowanie. Nie rozumiem, dlaczego od razu tego nie zrobiłaś, tylko pożałowałaś nam zdjęć.
      Ktoś, kto był wcześniej, może nie zauważyć, jeśli wróci tylko po odpowiedź na swój komentarz, o!

      Usuń
    6. Jak to? Tego bloga nie czyta się "na okrągło" rano i wieczorem? Hi,hi,hi...

      Usuń
    7. No właśnie w tym zaczytywaniu się można przegapić nowe zdjęcia.

      Usuń
    8. Nooo Bet. I Ty chciałaś ukryć te zdjęcia przed nami?! Patrzę już na nie parę godzin i porównuję z innymi "wyguglanymi" i swoimi zdjęciami. Niestety zauważam, że wiele szczegółów zginęło, a inne przybyły. Mam nadzieję, że jak to robiła Malinka, to będzie tylko czysty zysk.
      W Krzeszowie byłem kilka razy, ale nie miałem sprzętu, wtedy potrzebne były specjalne lampy (flesze za słabe), statywy i filtry. Pamiętam, że w 1967 r. teren klasztoru był ogrodzony (chyba jakąś żelazną kratą). Po lewej stronie stało coś w rodzaju przybudówki, zakrystii, gdzie była cała administracja. No i było trochę więcej bardzo starych drzew.

      Usuń
    9. No, to już wiem dlaczego "Posiaduszek" Anzai nie odwiedzi. Woli klasztory od roboty, która u mnie czeka. ;)

      Usuń
    10. Posiaduszek zapewne oczekuje aż odsłonisz te okna i będzie mógł podziwiać zawartość pomieszczeń😆

      Usuń
  7. Ha, podobno chłoniesz a nie pstrykasz, a proszę jakie piękne foty zamczyska stosownie podpisane autorką nam tu pokazujesz. Zamierzam latem obejrzeć ten zamek i jak sie uda - kilka innych z polskiej doliny Loary. Pozdrowienia ślę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do piękności tym zdjęciom daleko, ale taki ze mnie "pstrykacz":))
      Kainę polskiej Loary polecam uwadze i jestem tym regionem "zarażona". Trzeba tam wrócić i ponachłoniać się do syta:))

      Usuń
    2. Zdjęcia rewelacyjne !
      A zamków i zameczków u nas ci nasiało, jak psów. jeszcze trochę do uratowania jest .

      Usuń
    3. Malinko, a może zorganizujesz dla nas wycieczkę szlakiem Malinowych Zamków?

      Usuń
    4. Tak, tak! Malinko - do dzieła!

      Usuń
    5. Obecny-chętny!

      Usuń
  8. Bardzo, bardzo przepraszam, że odbiegam od tematu tekstem tej piosenki:
    Gdy musisz wstać,
    choć tulisz tak pod głową obłoczek snu
    i słów tyle znasz uczonych cicho przez noc,
    a tu dzień wstaje już kolorowo - witaj!

    Gdy musisz wstać,
    bo słońce już zawiesza na szczytach wież
    poranny swój żar i rusza cień w długi marsz,
    wokół drzew krząta się ptaków rzesza - witaj!

    Zacznij od Bacha, nim słońce po dachach
    zeskoczy, jak kot po nocy ćmej...
    I zacznij od Bacha, gdy w progu się waha
    ktoś, kto winien wejść, a może nie..

    Nigdy w życiu nie spotkałem się z wielpkrotnym wykonawcą swych tekstów z takim uczuciem i swobodą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ech, to była ulubiona piosenka mojego pierwszego w życiu szefa . Poważny, starszy pan, którego się bałam ... przystawał bza naszymi deskami, sprawdzał co też kombinujemy i często śpiewał ...

      Usuń
    2. Druh Mirek wspomina piosenkę tak mistrzowsko wykonywaną przez zmarłego dziś artystę... Zbigniew Wodecki już tego nie zaśpiewa... Dziękuję za ten, bardzo aktualny wtręt.
      Dziękuję artyście Wodeckiemu za wiele wzruszeń przy jego piosenkach.


      Usuń
    3. To była Jego pierwsza piosenka a wykonał ją w radiu w studiu warszawskim.
      Właściwie to nie pamiętam dla czego nie wykonał jej w radiu krakowskim.

      Usuń
    4. Zapewne siła przebicia Warszawy była jak zwykle większa. Karierę można było robić tylko ze Stolicy.
      Wszyscy dziś wspominają postać tego artysty.

      Usuń
  9. oooooo - Bet !!!! prawie padłam i zemdlałam , toż wpadłaś w sam środeczek "mojego" Krzeszowa , ech od 90-tych lat tam projektuję, jak w gospodzie między Bazyliką a Józefem obiad jadłaś to moja "robota" :) to była stara, rozwalająca się wozownia, stał karawan, łaziły myszy, a belki mogły spaść na głowę ... teraz to nawet za przeproszeniem strudzony pielgrzym siusia ma gdzie zrobić ... jak sobie patrzyłaś na elewacje to tylko Józef nie mój, cała reszta moja, i bazylika i Klasztor i Dom Opata, zanudzam u siebie o tym od lat a tu - tym razem BET napisała !świat mały jest jednak :)
    Nie masz pojęcia Bet jaki pyszny chleb pieką siostrzyczki, projektowałam wnętrze klasztoru, to często tam jeździłam, czasem wracałan z "łapówą" czyli chlebem ... a piec chlebowy stary, jeszcze barokowy, dał się wyremontować ... szkoda, że projekt się skończył, takiego chleba nigdy potem już nie jadłam. kupić się nie da , bo tylko tak, dla siebie pieką

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostry gotuję i pieką, produkują różności kulinarne bo w ten sposób utrzymują się i chyba cały klasztor. Jest ich tam teraz tylko kilka i walczą o przetrwanie.

      Usuń
    2. Malinko, wpadłam nie tylko w "Środeczek" ale i zakochałam się w Dolnym Śląsku! Jeszcze tam wrócę!

      Usuń
  10. przy okazji trochę prywaty :)
    założyłam kiedyś blog z projektami, na tym blogu, po prawej stronie znajdują się obiekty, o których Bet pisze. Po kliknięciu w obrazek rozwija się wpis, historia obiektu, stare zdJęcia, coś z projektowania. Pod hasłem Wozownia otworzy się gospoda, w której Bet sobie "obiadowała" W klasztorze można zobaczyć to, czego normalnie się nie ogląda :)

    http://ajakbiuroa.blogspot.com/

    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Malinko, obejrzałam wozownię to nie tam obiadowałam. W wozowni stałam w długiej kolejce do WC:)))
      Obiadem podejmowały Siostry w swojej klasztornej gospodzie - po wyjściu z Sanktuarium kierowaliśmy się na lewo.
      W Wozowni także jest gospoda i można tam jeść ale my poszliśmy do Sióstr.

      Usuń
  11. Hej turyści! Nie dajcie się zbałamałucić przewodnikom wszelakim,takim i owakim. Klasztor to nie jest dzieło jakiś tam..Oni tylko fundamenty podnieśli i usiedli na d....(mama zabroniła mi używać brzydkich wyrazów..) Prawda jest taka,że to Malinka podniosła ten zapomniany obiekt ku górze go wywindowawszy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć Bet!Czochrałem się tam troszeczkę,ale motory wyły z rozpaczy i musieliśmy ruszać. Nie zdążyliśmy zwiedzić,choć nas niezwykle intrygowała ta winna piwniczka("Gdzie jest generał?").Ale tam jeszcze,kurcze,WRÓCĘ!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej Waszku! Gdybym wtedy wiedziała, że stąpam po śladach Malinki...
      Nie wiedziałam i zachwycałam się bezosobowo.

      Usuń
  13. Obejrzałam dodane zdjęcia. Jest co oglądać, o! Na kolejną wycieczkę w te strony wpraszam się uprzejmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę się wpraszasz? "No to jadziem, panie Zielonka!"

      Usuń
  14. Malinko,ja z Tobą to bym nie tylko do Czochy,ale nawet na koniec świata!!!

    OdpowiedzUsuń
  15. Eluniu,jeśli byś potrzebowała przewodnika,to ja do usług jestem,albowiem lubię strasecnie przewodzić uroczym kobietkom..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli Szefowa wyrazi zgodę, to czemu nie? :)

      Usuń
  16. Ło matko jedyna!! Nie śpię,nie dojadam,huragan we łbie..CO POWIE SZEFOWA???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A która to Szefowa?

      Usuń
    2. No, jak to która? Ta z elementami minionej epoki i zatwierdzona przez egzekutywę. :)))

      Usuń
    3. Całe szczęście, bo Waszek tu do Malinki wzdycha więc popadłam w wątpliwość:))
      Zatwierdzam i wyrażam zgodę w imieniu Egzekutywy.

      Usuń
    4. Waszek wzdycha do wszystkich dziewczyn. Taki to on kochliwy.

      Usuń
  17. Dobrze mi się czytało o miejscach serdecznie znajomych. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.