niedziela, 6 stycznia 2019

Dymgła


        Nie mogłam się oprzeć, aby tego słowa nie uwiecznić w przestrzeni Internetu. Usłyszałam wczoraj przypadkiem, oniemiałam, trwam w zachwycie i chyba mi nie przejdzie. Co oznacza to cudne słowo? Połączenie dymu z mgłą czyli polski odpowiednik słowa smog… Brrr… Zjawisko paskudne, ale słowo piękne i miękkie jak pierzynka.

        Dymgła, dymgła… Wymawiane z akcentem na pierwszą sylabę brzmi melodyjnie, swojsko, zrozumiale. Ach, miód na moje udręczone obcojęzycznymi nazwami całkiem swojskich rzeczy oraz zjawisk, ucho oraz duszę. 

Mgła jako słowo i atmosferyczne zjawisko, jest poetycka i intelektualnie uskrzydlająca. Czymże byłaby epoka krakowskiej dekadencji bez spowicia mgłą zmieszaną z tytoniowym dymem? Czy Wesele w Bronowicach mogłoby się bez rzeczonej mgły odbyć? Może tak, ale klimat i przesłanie dramatu już nie. 

Dym bywa złowrogi, ale i przyjazny gdy bucha z rozgrzewającego ogniska. Druga część zdania już nie jest tak oczywista jak dawniej za sprawą emisji ceodwa, którą dawniej nikt się nie przejmował więc dym z ognisk był lubiany.  


Wyrosłam w dymgle. Od kolebki atakowana z trzech stron przez groźnych trucicieli: Nowa Huta, elektrownia Skawina, fabryka Sody Solvay. Pozbawiona naturalnej wentylacji powietrza z powodu nieckowatego położenia geograficznego rodzinnego miasta. Od dziecka wesoło baraszkująca w śniegu, który wówczas padał każdej zimy i nie był postrzegany jako zjawisko nadprzyrodzone lecz biały był tylko chwilę. Bo już niebawem po opadzie szarzał, pokryty złowrogim pyłem z pobliskich kominów. W powietrzu wyraźnie czuć było woń amoniaku. Mówiono, że spuszczano kominami salmiak… NH4Cl, - produkt uboczny w procesie produkcji sody. Ongiś jawił się złowrogo, ale obwiniany był głównie jako brudziciel okien, śniegu i suszącej się bielizny. Dziś czytam, że to związek chemiczny stosowany w lecznictwie. A zatem - aplikowany darmo miałam leczniczy związek! Może dlatego wyrosłam okrągła, rumiana i zdrowa jak rzepka? Bez śladu alergii, braku tolerancji na nic oprócz chamstwa i głupoty?
   
        Kto dzieckiem w kolebce łeb urwał hydrze”…   Hi, hi, hi… „Ten młody” i już niemłody zdusi działanie smogu=dymgły? 
        Nie noszę antysmogowej=antydymgłowej maski choć czuję wieczorami nieprzyjazną woń powietrza. Patrząc na zatłoczone samochodami ulice i osiedlowe, spokojne dotychczas uliczki jestem skłonna obwiniać o smog=dymgłę te automobile bardziej niż salonowe kominki. Naukowe badania podobno tego nie potwierdzają zalecając zaprzestanie spalania drewna i węgla. Uznaję zatem, że tak jest i się nie wymądrzam.

        Bronić raczej będę polskiego nazewnictwa! Wolę „dymgłę” od „smogu”. Nadal nie rozumiem dlaczego nie lansujemy i nie stosujemy polskiej nazwy na wolne soboty i niedziele. Była kiedyś propozycja, aby weekend nazywać zapiątkiem. No co, całkiem ładnie i każdy zrozumie o co chodzi. W świetle nowego ustawodawstwa może trafniej byłoby mówić teraz „bezpracek”? Albo, czyniąc kompromis polsko-angielski – „bezshoppek”  i wymawiać to słowo po polsku - „bezszopek”? 

        Żarty żartami, ale gdyby… Escape rooms znane były jako „pokoje pułapek” lub „pokoje bez wyjść” albo wręcz „pokoje grozy” to… Może idę zbyt łatwo i za daleko w krytykowaniu obcojęzycznych nazw. Nie zmienia to jednak mojego umiłowania do słowa dymgła co wszystkim polecam.


https://pogadajmyopeerelu2.wordpress.com/2019/01/06/dymgla/
tekst jest też tutaj

niedziela, 30 grudnia 2018

Jak Sylwestrować, Panie Premierze? Jak?


Rozświetlone milionami żarówek dni świąteczne przeszły do historii. Nastał leniwy czas międzyświętowania nadal pełen uroczystych iluminacji. Co tam, wszak prąd nie zdrożeje nic a nic. Sklepowe lodówki też świecą, ale poświąteczną pustką. Gdzieniegdzie wylegują się znudzone i blade kurczaki lub zamalowane marynatą pieczenie. Na ulicach pełen blask, ale miejskie życie jakby przełączono na tryb: „pomiędzy świętami” albo zgoła: „na pół gwizdka”. Niech nas jednak nie zwiedzie pozorny spokój! Tuż, tuż czai się bowiem nowe wyzwanie jak powitać Nowy Rok? Mobilizacja pomysłów i konsultacje trwają już dni parę.

Klik dobry:-) Pobudka! Baloniki trzeba dmuchać na Sylwestra!

Klik dobry:-) Tak jest! I szykować fajerwerki:)

Klik dobry:-) Fajerwerki są niemodne. Trzeba lasery uruchomić! Albo chociaż pomrugać żarówką ledową?

- Błąd: Pan Prezydent jest przeciwny ledowym żarówkom.

- Ach, no to co robimy? Kandelabry ze świeczkami odkurzyć?

- Tak! Kandelabry i stare żarówki - takie bez atestu unijnego.

- Acha. Biegnę szperać w szufladach, piwnicach i na strychach. A może nawet w archiwum blogowym? Hmmm… Skąd ja starą żarówkę wytrzasnę?

 








         Tu i ówdzie strzelać zakazano. Stoiska z fajerwerkami skromniutkie, jak nigdy. Rozbudowano za to dział alkoholowy. Tu, gdzie kilka dni temu piętrzyły się ozdobne pudełka na prezenty, kusiły góry czekoladek i zabawek, teraz wyrosła potężna piramida spirytualiów… Będziemy „strzelać jednego” do kieliszka raz po raz. Korkiem od Igriskoje też na vivat w odpowiedniej chwili. Dobra zmiana?

W Warszawie Sylwester zorganizowano na Placu Bankowym. Nomen omen w roku, który upłynął pod znakiem awantur  bankowych. Bo to przecież:

- Komisja Ambergoldowa
- naskoki na SKOKi
- niezaszumidłowane KNF

I jak tu zaśpiewać pełnym głosem znakomity hymn Maryli Rodowicz: „Niech żyje Bal” aby słowa bal ze słowem bank nie pomylić?

         Zaprzyjaźniony Kominek drży z obawy bo palenie drewnem też nieobyczajne się stało. Emisja, ach emisja Ce O Dwa! Poczciwe, stare palenisko profilaktycznie strajkuje, skoro palić w nim strach, bo drony nadlatują, namierzają i mandaty wlepiają. Może jeszcze nie wszędzie, ale poczekajcie tylko! Was też ten problem dopadnie! 

Ach, kiedyś był tu Kominek nad kominkami buchający żarem, a wokół Bal na 100 fajerek! 

https://aleblogowanie.wordpress.com/2010/12/31/sylwester-na-cztery-fajerki/ 

  
No to jak teraz Sylwestrujemy, może tak?
 
foto alElla

Jak te świece zapalić? A, tak!

foto alElla



 

piątek, 21 grudnia 2018

Niech będzie jasno na Święta oraz Nowy Rok!


        Dość już przedświątecznej krzątaniny. Wieczorem idziemy na spacer by zaczerpnąć ulicznej światłości, zachłysnąć się błyskotkami, łapać w dłonie kapiące świetliste sople. Może uda się obudzić dziecięcą radość i od nowa uwierzyć w świąteczną bajkę? A, co? Warto spróbować. W tym celu wizyta w centrum miasta nieodzowna.


          Świateł dużo acz bez zbytniej rozrzutności. Niedawno zakończony szczyt klimatyczny zobowiązuje do oszczędności energii, zwłaszcza naszej, węglowej. Może władze miasta przejęły się losem planety? Tak czy inaczej dekoracje wykonano z umiarem i estetycznym smakiem. Żarówki misternie upięte w kształt strzelistych choinek zdobią każdy znaczący plac lub skwer. Obok tych wzniosłych niby-choin „pasą się” świetliste renifery lub bajkowe jakieś stwory. Licznie występują srebrzyste anioły zaopatrzone w stosownej wielkości  trąby do głoszenia dobrej nowiny, a wzdłuż mostów rozwieszono błyszczące girlandy oraz mnóstwo dzwonów symbolizujących ważne wydarzenie. Wszak jest to miasto gdzie króluje prastary dzwon Zygmunt, który grzmi gdy sytuacja tego wymaga. Tu i ówdzie widać także świecącego żarówkami Lajkonika. Że też mu ten turecki turban od ich blasku nie wybuchnie! Ach! Reprezentacyjny spacerowy trakt ozdabiają dumne pawie pióra. Ot, takie z regionalnych czapek zdjęte.

 Krakowiaczek, ci ja! Hop, hop!

Jarmark Bożonarodzeniowy na Rynku mnie nie zachwyca. Kramy z różnościami świątecznymi oraz produktami regionalnymi stłoczone na małej części płyty Rynku. Tak, jakby Wieszcz Adam oraz towarzyszące mu Krakowskie Kwiaciarki na więcej nie zezwolili. Na dodatek, centralną część tego skąpego terytorium zajmuje wielka beka z grzanym piwem budząca spore zainteresowanie. Hmmm… Piernikowe serca ze straganu tuż obok patrzą na to nieco zniesmaczone. Albo może tylko tak mi się wydawało? Phiii… Dlaczego jednak po drugiej stronie Sukiennic pusto? Wiatr hula po pustej przestrzeni gdzie stoją tylko dostojne Anioły z Anielętami oraz kapiące świetlnymi soplami drzewa. Tak, bo tutaj na drzewach zamiast liści… Wiszą żaróweczki, które leją błyszczące wielkie krople! Ach, jak pięknie! Ach, jak słodko i pokojowo! Kap, kap, kap… To kapanie to aluzja do pobliskiej ulicy Brackiej gdzie, jak śpiewa Grzegorz Turnau: „Bo w Krakowie na Brackiej pada deszcz”.
 


A mnie zachwycają zimowe kawiarenki utworzone „na polu” w miejscu letnich ogródków. Tam, gdzie latem łopotały połacie brezentowych parasoli mamy teraz szklane komnaty z płonącymi kolumnami ciepła dodatkowo rozświetlone świątecznymi ozdobami. Każdy może poczuć się w tym wnętrzu jak prawdziwa Królowa Śniegu otoczona klejnotami. Czynię to lubością… 




Nałapałam świateł pełne dłonie, upchałam dziecięcą radość w kieszenie i zaprosiłam do domu Anioły! Zapaliłam światełka, wszystkie swoje /ledowe/ iskierki i gwiazdeczki, zjadłam chrupiące pierniczki. Ach, jeszcze zapaliłam na moment światełka na choineczkach i balkonowej „ptasiej stołówce”. Wstęp do Świąt w pełni zaliczony.

A Wam, drodzy blogowi Przyjaciele, Sympatycy i Obserwatorzy dobrego świętowania i radosnego wejścia w Nowy Rok
serdecznie życzę
Bet




https://pogadajmyopeerelu2.wordpress.com/2018/12/21/niech-bedzie-jasno-na-swieta-oraz-nowy-rok/