Kasztany – zakwitły jak zawsze. Termin matury mają wpisany
w swoje kasztanowe geny. To cóż, że wiosna spóźniona, arktyczne powietrze i
strugi deszczu. Zakwitły i są prymusami w egzaminie dojrzałości.
Tematy z języka polskiego – zawsze budziły największe emocje. Dni poprzedzające maturę to prawdziwa giełda polonistycznych pewniaków. Wymyślano tematy powiązane z jubileuszami klasyków literatury, rocznic historycznych i bieżących wydarzeń politycznych. Wieczór poprzedzający egzamin był zatem bardzo pracowity. Centrum akcji stanowili nieliczni posiadacze telefonu. Drrr… drrr….. Czarne, ebonitowe aparaty grzały się do czerwoności. Starszy brat odbierał wiadomości, mama z tatą pisali tematy na karteczkach, które młodsze rodzeństwo jako „gońcy” donosili zaprzyjaźnionym maturzystom. Bohater wieczoru czyli maturzysta nie miał na to głowy bo kulminacja giełdy tematów była przed kościołem, po wieczornej mszy odprawianej za pomyślność spanikowanej młodzieży.
Kto
i dlaczego wymyślał te „pewniaki” z polskiego do dziś nie wiadomo. Prawie nigdy
nie były prawdziwe.
Bułka z szynką oraz
oranżada – posiłek w trakcie pisemnych egzaminów. Pamiętam jak dziwiła nas,
a nawet irytowała ta demonstracja dbałości o naszą kondycję. Od września trwała
wytężona nasza praca. Byliśmy wyciskani jak cytryny przez zmasowane sprawdziany
i powtórki. Katowani dodatkowymi lekcjami i wkuwaniem po nocach. Nie rozczulano
się nad nami, nie było szkolnych sklepików i automatów z napojami, nikt nie
mierzył przeciążenia pracą, dysfunkcji i szkolnych fobii. Stawiano wymagania i
egzekwowano wiedzę. A tu proszę, na finał, szynka! Produkt luksusowy z
najwyższej półki jakimś cudem zdobyty przez Komitet Rodzicielski. Oczywiste
było, że oprócz szynki, kanapki zawierały w sobie „ściągawki” niezwykle pomocne
przy egzaminie z matematyki. To już nas nie irytowało.
„Ściągawki” lub „ściągi” –
miniaturowe, niezwykle skoncentrowane dawki wiedzy. Arcydzieła drobniutkiego
pisma i tajemniczych znaków kreślonych na,
niekiedy sporej długości, paseczkach papieru przemyślnie składanych w
harmonijkę i chowanych w nie mniej przemyślnych miejscach…
Maskotka na szczęście – zabawka
ustawiana na stoliku obok butelki z oranżadą, często ukrywająca „ściągę”.
Maturzystom
pozostawało już tylko pisać, pisać, pisać… Wynik egzaminu nie był pewniakiem.



