sobota, 13 czerwca 2026

Klęska urodzaju w czerwcu!

        Maj, jak słusznie zauważyłam w poprzedniej notce („samochwała w kącie stała”) był bogaty. Głównie w cudowności przyrodnicze. Czerwiec tego roku poraża wręcz klęską urodzaju w emocje piłkarskie. Chodzi o piłeczki oraz piłki w różnych kolorach i rozmiarach – co potęgą swego intelektu sprytnie rozróżniam:)

        Zaczęło się od tenisa i epokowego sukcesu Wiadomo Kogo! Mała, żółta, piłeczka rozpaliła zainteresowanie takiego tenisowego ignoranta jak ja. Dotychczas przysypiałam na meczach nie rozumiejąc nic z akcji na kortach. Teraz orientuję się! I choć nadal zdziwienie budzi dlaczego punkt liczy się jako 15, a po uzyskaniu sumy 40 znowu jest tylko 1 - to już wiem kiedy podskoczyć z radości. Dodatkowych wrażeń estetycznych dostarczają swoiste rytuały towarzyszące dostarczania piłeczek, chowania ich pod spódniczkami i prezencja tenisistek. Pył ceglanej mączki opadł (choć ku mojemu zdziwieniu, mączka na kortach nie pyli) i już niebawem zacznie się pląs tenisowy na trawie z jeszcze większą elegancją i estetyczną oprawą. Dobrze, że sezon na truskawki w pełni! 

Iga i Maja – do boju! Bo na facetów nie ma co tu liczyć.

        Trochę większa piłka, zdobiona w paski, podbijana jest teraz ręcznie, ale wciąż ponad siatką, w rozgrywkach Ligii Narodów Siatkówki. Wielka ilość meczów zarówno kobiet i mężczyzn na kilku kontynentach. Ach, terminarz pęka w szwach i zmusza do pobudki już od wczesnego ranka. Nasze Siatkarki i Siatkarze grają pięknie i ambitnie choć nie zawsze z sukcesem. Ale nie traćmy wiary bo zespoły są młode i wielce obiecujące. Uwielbiam ich wszystkich i kibicuję z zapałem. Siatkówka jest ładna i choć też wymaga użycia siły to nie robi wrażenia brutalnej, a atmosfera na trybunach wręcz wspaniała. Rozczulają azjatyckie buzie pomalowane na biało czerwono choć wiadomo, że to tylko reżyserowany show.

        Najcięższa, choć nie największa piłka to ta do kopania nogą oraz umieszczania jej w siatce!  Mamy wszak turniej światowy czyli Mundial. Nooo… Tu już nie ma miejsca na wrażenia estetyczne. Chyba, że skupimy się na aparycji piłkarzy – bo  można się często zachwycić:)) Polskiej reprezentacji brak, ale… Jak donoszą sportowe media, reprezentacja Haiti miała zamiar umieścić polska flagę na swoich, mundialowych, koszulkach w dowód pamięci o wsparciu przez Polaków walki zbuntowanych niewolników za czasów Napoleona. Coś takiego? Fakt historyczny znany zapewne tylko pasjonatom historii, albo mit, ale gest Haiti – uroczy. Niestety, bezduszna FIFA nie zezwoliła i nakazała zmianę koszulek. Wrrr…. I tak kibicuję reprezentacji Haiti, a co!


         Atrakcji dopełniają przelatujące nad głową drogocenne samoloty z jeszcze bardziej cennymi, pilotami wewnątrz.

        Reasumując – mam ciężki czas. Zdarza się, że stojąc pomiędzy dwoma telewizorami, wzdycham jak ta żaba ze starego dowcipu: ”Przecież się nie rozerwę…”

        Acha, doglądanie żabiego stawu to już czysta przyjemność i niejako „na deser” czerwcowych zajęć. Kijankom wyrosły nóżki i pływają „żabką”! Mają się dobrze, zgodnie z książkowym cyklem rozwojowym.



 

       

       

       

 

niedziela, 3 maja 2026

Bogaty maj

        Tak sobie pomyślałam, że ten miesiąc można nazwać bogatym ze względu na wielość uroczystości, a także dostatek świeżej zieleni i rozkwitających kwiatów. Po smutnym i zimnym przednówku miła to odmiana. 

         A zatem po kolei:

1 Maja choć przekształcony w Dzień Grilla – bywa raczej radosny. I mało kto już pamięta, że to Święto Pracy, którą w każdej epoce należy szanować. Fajnie też by było nie zapomnieć, że te grille i majówki to poniekąd skutek naszego wejścia do Unii Europejskiej właśnie dnia 1 maja choć już 22 lata temu. 

2 Maja ustanowiony jako Dzień Flagi – to akurat miłe i dla wszystkich dobre świętowanie.

3 Maja – wiadomo, wzniosłe i dumne wspominanie historii chętnie celebrowane przez polityków. Stara Konstytucja ma wielkie poszanowanie, ale ta współczesna już niekoniecznie. Niestety.

Do tego kilka pozytywnych wydarzeń polityczno – społecznych w  kraju i okolicy poprzedzających majówkę: Wybory u Bratanków, rewelacyjnie optymistyczna akcja Łatwoganga i uwolnienie pana Andrzeja Poczobuta oraz „nierozpad” koalicji rządzącej… No i udana akcja ratowania humbaka Timmy! Dla porządku dodam, że ostatnio zaistniałe, ponure i tragiczne wieści także rejestruję z uwagą lecz do bogactwa majowego  nie zaliczam. Aaaa… Kysz!

Tuż po zakończeniu weekendowych przyjemności oraz wzruszeń kolej na naukowe zmagania młodzieży bo to przecież Matura! Kasztany w gotowości, co sprawdziłam osobiście podczas spaceru, więc: Maturzyści do piór! Powodzenia!

Na koniec zostawiam najlepsze. 19 lat temu, właśnie w maju, rozpoczęły się w raczkującej jeszcze sieci internetu, pogaduszki i wspominki na temat PRL. Gadali, pogadali i tak się niektórym to spodobało, że kilka miesięcy potem,  powstał ten blog.

  Dzielna harcerka z miasta Krakowa
Blog założywszy stała się blogowa
Prawdę o peerelu spisuje
Wspomnienia przywołuje
Z podziwu ludziom kiwa się głowa

Autor: alElla, luty 2012, w czwartą rocznicę utworzenia bloga

Klik  notka urodzinowa

To ci dopiero wiekopomne osiągnięcie warte wspomnienia oraz zaliczenia do majowego bogactwa :)



 

 

 

piątek, 27 marca 2026

Wielkanoc po wiejsku razy dwa

         Dawno, ale nie tak bardzo, dawno temu było tak:

Idą, idą dzieci drogą… Koszyczki wielkanocne, pięknie ustrojone niosą. Na rozstaju wiejskich dróg, pod rozłożystą lipą, gdzie maleńka kapliczka stoi, będzie ceremonia poświęcenia pokarmów. Kilka krzeseł z okolicznych domów nakryto białymi obrusami aby było uroczyście. Koszyczki ustawiono i Dobrodziej odziany w białą komżę przybył i spełnił liturgiczna powinność.

        Lokalny obyczaj Wielkanocnego Święcenia pod tym samym drzewem nadal trwa pomimo upływu lat. Czyż to nie jest urocze?


              Innym razem, ale też dość dawno temu, było tak:

Po góralsku, paradnie i na bogato! Ceprów z Koszyczkami do święcenia  wiezie konna bryka. Nie wiadomo kto tu bardziej wystrojony – Gospodarz czy jego koń?  W izbie czeka zastawiony jadłem stół więc koniku: Wiśta wio!


         A razu pewnego, w wielkim mieście, było tak:

  

        Przyznaję, że zdjęcia dobrałam tendencyjnie, aby wykazać, że wieś bardziej się nadaje do Świętowania. Zarówno wiosną jak i zimą. Czy Mieszczanie się na mnie oburzą?

 

Wszystkim jednakowo życzę Wesołych Świąt

gdyż najważniejsza jest uroda serc i dusz

bez względu na okoliczności przyrodnicze.

 



 

       

piątek, 13 marca 2026

Pierwszy wiosenny spacer

        A dokąd? Nie sposób uwolnić się od wojennej tematyki, a że przy okazji jest tam wiele interesujących mrówki kopców – kierunek Fort 52 Borek!

 

        Tup, tup, tup… Mrówcze nóżki drepczą tam gdzie warowne umocnienia. Oto jeden z fortów Twierdzy Kraków zbudowany w latach 1885 – 1886. Stary, ale może się przydać. Wprawdzie obecnie przekształcony w bardzo przyjazne miejsce gdzie kwitnie działalność kulturalna, ale to jednak Fort! Jest też całkiem duże urządzenie militarne skierowane we właściwą stronę oraz dość solidny kompleks pomieszczeń wewnątrz głównego kopca. Korytarze, tajemne przejścia, stanowiska obserwatorskie umocnione drewnianym szalunkiem oraz coś dla pokrzepienia ciał czyli urocza kawiarenka serwująca niebiański tort bezowy! Och, wrażenia smakowe niwelują całkiem atmosferę wojennej grozy.



        Ach wiem, że sprawy obronności nie powinny być powodem do żartów ale ta beza… Mniam, mniam…


         Fort stoi tu od stulecia ale ten zapamiętany z dzieciństwa to odrażająca ruina pełna śmieci i miejsce schadzek meneli. Dzieciom zabraniano tam przebywać, a nawet dorośli czuli wstręt i strach.

        A teraz, proszę! Pięknie odrestaurowany z zachowaniem respektu dla historii obiekt służy celom kulturalnym i edukacyjnym. No i łakomstwu także:) Wiele tu aktywności dla wszystkich grup wiekowych, w tym dla seniorów też. Teren wokół zabudowań to teraz zadbany park z alejkami i miejscami odpoczynku. Miejsce urocze zważywszy, że znajduje się na obrzeżach miasta więc wielkomiejski ruch i smród jest nieobecny.

        No i ta armata na szczycie wzniesienia daje poczucie bezpieczeństwa:)


 

 


piątek, 27 lutego 2026

Starych listów czar

         Przychodzi taki moment w życiu gdy trzeba zmierzyć się z przeszłością. Sposobności ku temu jest wiele, a jedną z nich okazuje się potrzeba zniszczenia starej korespondencji papierowej nagromadzonej przez dziesięciolecia. Kiedyś przecież trzeba pozbyć się zalegających pudełek z dziesiątkami kart pocztowych – świątecznych i okazjonalnych, listów z kraju i zagranicy, archaicznych telegramów na ozdobnych blankietach.

        Tak, wiem, że sztuka epistolografii straci wiele cennych eksponatów, ale cóż… ”Przyszła kryska na Matyska” i pora uruchomić bezduszną niszczarkę. Staram się panować nad pozbawioną emocji maszyną i każdą pocztówkę na pożegnanie obdarzam czułym wspomnieniem  Nadawcy.

        Z jeszcze większą estymą obchodzę się z listami. Chwilami zadrży ręka przy wyjmowaniu arkusika z koperty, czasem oczy wilgotnieją na widok drogiego sercu charakteru pisma pokrywającego papier, nie zawsze listowy. Z rozrzewnieniem odczytuję niezgrabne kulfoniki kreślone dziecinnymi rączkami na kartkach z zeszytu ozdabianych rysunkami kwiatków i serduszek. Równocześnie z kopertami otwierają się kolejne klapki w pamięci odtwarzając postacie i zdarzenia. Ożywają dawne emocje zwłaszcza gdy z koperty wypadnie zasuszony płatek kwiatu… Prawie słyszę turkot przewijającej się taśmy  filmu minionych etapów życia. Wracają obrazy zdarzeń, osób, a nawet barwy i zapachy! Ożywione myśli i emocje buzują jeszcze długo po zniszczeniu papieru aż do ponownego ich uśpienia. Przyznam, że mimo kilku łez ogólne wrażenie tego doświadczenia jest przyjemne, troszkę oczyszczające. Ostrza niszczarki pożarły wszak również i złe zdarzenia.

Może dla takich wrażeń warto było przechowywać stare listy? Następne pokolenia, komunikujące się elektronicznie, będą ich pozbawione.

        Ciach, ciach i ciach! Poszło do kosza kawał życia. Ale tak to już musi być.


 


      

 

wtorek, 3 lutego 2026

Starocie wyszły z szafy

         Znowu to zrobiły bo chyba uznały, że wypada pokazać się w karnawale. Wprawdzie do szampańskiego nastroju mi daleko lecz dotarły nieśmiałe szepty z szafy:” Spójrz i przypomnij sobie…”

         No to patrzę i widzę słodko-gorzki obrazek na starym pudełku czekoladek. Słodka była bez wątpienia zawartość opakowania, ale  ozdobna pokrywka zawiera porcję goryczy bowiem zacną i  znaną od kilku pokoleń cukierniczą firmę Wedel przemianowano po socjalistycznemu na Zakłady Przemysłu Cukierniczego (Z P C) 22 Lipca. Cóż, takie to były następstwa  nacjonalizacji. Pozostawiono jedynie dopisek d. E.Wedel. Maleńki to gest uczciwości, ale jednak. Mogę się tylko domyślać jak gorzko smakowały te słodycze członkom rodziny Wedlów tym bardziej, że wraz ze zmianą nazwy i właściciela zmieniła się jakość produktu. W tym starym pudełku były czekoladki o zawartości 53% kuwertury czekoladowej co uwidoczniono na denku opakowania. 

         

       Patrzę też na ten plastikowy koszmarek obecny na biesiadnym stole jakiejś, karnawałowej być może, imprezy… Pompka dozująca wódkę do kieliszków. Hmm… Gadżet z końca epoki PRL cieszący się wtedy sporą popularnością. Wtedy jeszcze pijano pod zakąskę mocne wódki w kieliszkach i dozownik pompujący ograniczał kapanie trunku na obrusy. A może odmierzał sprawiedliwie jednakowe porcje? A,że wyglądał koszmarnie jakoś nie miało wtedy znaczenia. Taki to był pęd do nowoczesności! Brrr… Coś takiego na stole we współczesnym salonie jest chyba nie do pomyślenia.

        Jak dobrze, że nam się gust i jakość czekoladowej galanterii poprawiły:)