Przychodzi taki moment w życiu gdy trzeba zmierzyć się z przeszłością. Sposobności ku temu jest wiele, a jedną z nich okazuje się potrzeba zniszczenia starej korespondencji papierowej nagromadzonej przez dziesięciolecia. Kiedyś przecież trzeba pozbyć się zalegających pudełek z dziesiątkami kart pocztowych – świątecznych i okazjonalnych, listów z kraju i zagranicy, archaicznych telegramów na ozdobnych blankietach.
Tak, wiem, że sztuka epistolografii straci wiele cennych eksponatów, ale cóż… ”Przyszła kryska na Matyska” i pora uruchomić bezduszną niszczarkę. Staram się panować nad pozbawioną emocji maszyną i każdą pocztówkę na pożegnanie obdarzam czułym wspomnieniem Nadawcy.
Z jeszcze większą estymą obchodzę się z listami. Chwilami zadrży ręka przy wyjmowaniu arkusika z koperty, czasem oczy wilgotnieją na widok drogiego sercu charakteru pisma pokrywającego papier, nie zawsze listowy. Z rozrzewnieniem odczytuję niezgrabne kulfoniki kreślone dziecinnymi rączkami na kartkach z zeszytu ozdabianych rysunkami kwiatków i serduszek. Równocześnie z kopertami otwierają się kolejne klapki w pamięci odtwarzając postacie i zdarzenia. Ożywają dawne emocje zwłaszcza gdy z koperty wypadnie zasuszony płatek kwiatu… Prawie słyszę turkot przewijającej się taśmy filmu minionych etapów życia. Wracają obrazy zdarzeń, osób, a nawet barwy i zapachy! Ożywione myśli i emocje buzują jeszcze długo po zniszczeniu papieru aż do ponownego ich uśpienia. Przyznam, że mimo kilku łez ogólne wrażenie tego doświadczenia jest przyjemne, troszkę oczyszczające. Ostrza niszczarki pożarły wszak również i złe zdarzenia.
Może dla takich wrażeń warto było przechowywać stare listy? Następne pokolenia, komunikujące się elektronicznie, będą ich pozbawione.
Ciach, ciach i ciach! Poszło do kosza kawał życia. Ale tak to już musi być.
.jpg)


Jedna wersja: listy od kolegi, z którym korespondowałem na interesujące nas tematy w czasach listów papierowych - po uzgodnieniu z nim zebrałem i mu wysłałem. Był zadowolony interesującą lekturą. Ale zaraz po jego śmierci zwróciłem na to uwagę jego córce. Druga wersja: kartki wysyłane przez rodzinę lub do rodziny przed likwidacją odnotowałem na Excelu: od kogo, kiedy, skąd. To cenny materiał do przypomnienia sobie, gdzie i kiedy byliśmy. Korespondencja mniej "masowa" do indywidualnej decyzji przed lub zamiast likwidacji. (Mareczek)
OdpowiedzUsuń