Pierwsze wzmianki o papryce na polskiej ziemi tkwią w zakamarkach mojej pamięci w postaci słoików z papryką marynowaną - import z bratniej Bułgarii. Długie i smukłe strąki zatopione w słodko-kwaśnej zalewie tłustawej od oleju słonecznikowego. Wydobyte ze słoja papryki Mama faszerowała nadzieniem „gołąbkowym” i dusiła jakimś cudem nie powodując rozpadania się miękkich już przecież w momencie rozpoczynania obróbki, warzyw. Smak tego dania niezapomniany do dziś i niestety nie do odtworzenia współcześnie. Och… Mniam, mniam…
Pamiętam też zdumione szepty pań kupujących w warzywniaku ziemniaki i kapustę na widok świeżej papryki z rzadka pojawiającej się w asortymencie: ”To można jeść? I jak Pani to przyrządza?” Paprykę kupowali więc bardziej wyrobieni kulinarnie i światowo obywatele głównie „powracający” z zagranicznych urlopów węgiersko-bułgarskich. Ci szczęśliwcy mieli okazję zasmakować węgierskiego leczo i sałatki szkopskiej. Na pamiątkę z wakacji chętnie kupowali „ U Bratanków” paprykę w proszku oraz pastę paprykową w tubkach. Te przyprawy przydawały się do sporządzania swojskiego Paprykarza Szczecińskiego i to chyba był jeden z elementów budujący wspólnotę bratnich państw:)
Pamiętam jaką fascynację wzbudzały w nas, młodzieżowych podróżnikach, dorodne i soczyste strąki papryki widywane na bułgarskich i węgierskich bazarach. Zjadaliśmy je na surowo ogryzając gniazda nasienne jak jabłka.
Potrawy z papryki jako wspomnienia z zagranicznych wojaży były więc pożywieniem trochę ekskluzywnym, szpanerskim. Do czasu…
Popularność papryki wzrastała wraz z rozwojem wiedzy i poziomu życia. Poszukiwano nowinek kulinarnych, propagowano uzupełnianie jadłospisów w warzywa nawet te „mało znane”. Już nie tylko kapusta i kalafior, ale także cukinia, brokuły, pasternak, bakłażan i papryka właśnie, która to, wraz z rozwojem nauk rolniczych, okazała się możliwa w uprawie w naszym klimacie. Krajowa branża ogrodniczo-badylarska zwęszyła nowatorski biznes. Tunele i namioty foliowe zaczęły pokrywać co raz większe połacie polskiej ziemi. Wyhodowano także odmiany zdolne owocować wprost w gruncie bez osłon. Paprykarze rośli w siłę i doszło do tego, że w chwili klęski żywiołowej padło dramatyczne pytanie: „Jak żyć (bez papryki) Panie Premierze?”
Polacy pokochali paprykę „jak swoją” i ja też. Właśnie zaczyna się sezon na paprykowy raj. W ubiegłym roku oszalałam na punkcie pomidorów – teraz padło na paprykę:) Ulegam tej fascynacji i karmię papryką nie tylko ciało, ale i łaknącą doznań estetycznych część duszy gdyż formy i barwy tego warzywa zachwycają.
Da się żyć!
.png)



Nie wiem, czy to kwestia ocieplenia klimatu, czy ambicji lobby ogrodniczo badylarskiego, ale na papryce nie poprzestano. Mamy już cytrusy hodowane w doniczkach, banany w przydomowych ogródkach i całą masę wszelakich owoców egzotycznych. Nadal jednak - jak to z nowinkami bywa - warzywo, czy owoc jest najlepsze ze swojej "ojczystej" ziemi.
OdpowiedzUsuńOczywiście, najlepsze jest to co rośnie obok nas. Papryka już rośnie nawet w gruncie więc jest nasza!
UsuńBanany niech zostaną w tropikach.
Kiedyś, w czasach braku kawy, próbowano lansować uprawę kawy w doniczkach. Próbowałam, ale bez sukcesu:))
Lansowano też arbuzy. Dałam się namówić. Były żółte i wcale nie arbuzowate. Lepsza poczciwa nasza dynia, a z niej krem mniam, mniam, palce lizać.
UsuńTak, początkowo polskie arbuzy były "oryginalnie smaczne":)
UsuńDynia za to zyskała popularność i uznanie bez zastrzeżeń.
Kiedyś krem i zupa z dyni były poczciwymi daniami dla biedoty, z braku lepszych lepszości. Dzisiaj jest to wykwintne danie pod nazwą "dyniowy krem brulee". Nie pamiętam, czy pisałaś już o powszechnym jedzeniu w czasach PRL, które dzisiaj zyskało miano wykwintnego.
UsuńPS. Ciekawi mnie, z czego to wynika. Z przesytu współczesnymi dobrami zamorskimi? A może nasze organizmy domagają się jedzenia z tej ziemi, na której wyrosły? To chyba temat dla socjologów.
UsuńByła dość obszerna notka o dyni - Niezwykła kariera dyni. I może coś jeszcze? Też nie pamiętam ale obiecuję poszperać.
UsuńMareczek w komentarzu wyznaje, że najbardziej odpowiada mu to rosło u nas 50 lat temu:)) To głęboka myśl.
A po co tracić czas na szperanie. Skoro temat powrócił, to i nowe przemyślenia może warto opublikować w nowej notce?
UsuńTeż prawda:)
UsuńPrócz tej z bułgarskich słojów pamiętam, jak w drugiej połowie lat 60-tych "rzucono na rynek" większą ilość zielonej papryki. Sprzedawano ją po 2 zł/kg co mnie bardzo urządzało, bo było to taniej niż pomidory, czy nawet ogórki. Bardzo sobie też chwaliłem albański dżem figowy, nie droższy od naszego truskawkowego, Jednak nie zostałem entuzjastą brokułów, bakłażanów, manga, kiwi, pomarańcz, ananasów i innych, których nazw nie pamiętam. Najchętniej jem nie to, co dziś u nas rośnie, tylko co rosło 50 i więcej lat temu. (Mareczek)
OdpowiedzUsuńNo i masz rację - co sprawdzone nigdy nie zawodzi.
UsuńOwoców egzotycznych też nie poważam - jabłka są najlepsze.
Moja żona zamiast farszu gołąbkowego daje sos beszamel z krojoną szynką konserwową. wychodzi wspaniale. A paprykę sam zbieram aktualnie z ogródka
OdpowiedzUsuńO, ciekawa propozycja z sosem i szynką - muszę spróbować.
UsuńDobrych plonów paprykowych życzę:))
Dziękuję
UsuńNie mam zdolności kulinarnych mojej matki, która w słoiki z zalewą wkładała każde warzywo(z powodzeniem), robiąc zapasy na czas zimowy. Paprykę konserwową kupuję, by czasami traktować ją jakom surówkę do drugiego dania. Paprykę surową kładę na kanapki tak jak pomidory czy ogórek zielony. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńPapryka na kanapce smakuje bardzo dobrze. Jeszcze lepiej papryka upieczona. Ale to już więcej zachodu choć warto:))
UsuńSmacznego paprykowego.
Mam podobne wspomnienia jak ty w związku z papryką i Bułgarią. Te pasty doskonale pamięta i ich smak. I szopski/ nie szkopski😄/ sałat szykuję zawsze w lecie. Już prawie 50 lat.
OdpowiedzUsuńPapryka jest bardzo zdrowa, ja robię na patelni grillowej. W paski na zagryzke.
W słoikach kupuję, bo mi się nie chce robić.
Doskonałe wspomnienie. Rzeczywiście po podróżach zagranicznych zaczęłam jeść cukinię, kabaczki, bakłażany itd
Popularne były bigosiki z kabaczków.
To kolejny dowód na to, że podróże kształcą:))
UsuńCukinia i bakłażany przebiły się do polskich jadłospisów stosunkowo niedawno i nadal maja ograniczone grono wielbicieli. Choć w ogródkach udają się znakomicie.
Klik dobry:)
OdpowiedzUsuńO, tak, tak, tak!!! Z papryką piękne życie. Lubię ją w każdej postaci. Tylko w słoiczkach nie chce mi się robić, a kupiona nie tak smakuje (za dużo octu!) Pochwalę się, że miałam paprykę na działce, ale nie tak dorodną. Trochę gorzka też była.
Dziękuję za smaczną notkę i serdecznie pozdrawiam.
PS. Na chwilę powróciłam, by powalczyć z wiatrakami. Pomalutku wyciągam działa, na razie średniego zasięgu. Zapraszam więc na wskrzeszone "Posiaduszki".
Przybiegły dziewczynki na paprykę! Dobrze, że wiem jak Was skusić:))
UsuńOj, oj, te działa brzmią groźnie więc zanim się wybiorę poszukam jakiejś miotły do obrony:)
Miotłę bierz, ale do ataku. Ty nie musisz się bronić. Pomóż pozamiatać, o!
UsuńPodwijam kiecę i lecę. Na miotle!
UsuńTwoja jedna miotła, Bet, nie daje rady. Musisz przysłać więcej.
UsuńAj, muszę naostrzyć kije:))
UsuńTo prawda, że w Polsce "zaprzyjaźniliśmy się" z różnymi odmianami papryk - papryka stała się swojskim warzywem. Ponoć ekstremalnie ostrą papryką jest Carolina Reaper. Pewien pizzaiolo w Bydgoszczy opracował z niej sos, który dodaje do pizzy. Pizza ta nazywa się Petarda i w mediach społecznościowych wyznaczono wyzwanie: kto zje taką pizzę. I ile? Ludzie tracą oddech, płaczą, czerwienieją i... próbują zjadać.
OdpowiedzUsuńJa się nie odważyłam, a najostrzejszą papryczką, którą lubię jest chili, zwłaszcza w paście Harrisa, którą stale mam wśród przypraw (podobna jest do tej dawnej węgierskiej pasty w tubie).
Słodką paprykę (zwłaszcza czerwoną) chrupię, jak jabłka - bardzo lubię!
Afrykanie twierdzą, że „człowiek jest jak papryka pili-pili, dowiesz się, czy jest mocna, tylko wtedy, kiedy ją zjesz” 😉😁
Doszło do tego, że wyhodowano pomidory w kształcie papryki i nazywają się nawet "paprykowe". Bardzo smaczne:)
UsuńPaprykę ostrą jak żyletka poznałam osobiście podczas jednego z wakacyjnych pobytów . Dowcipny tubylec poczęstował naiwne dziewczęta lokalnym okazem prawdziwie diabelskim. Na przywrócenie oddechu pomogły lody.
Od tamtej pory wystrzegam się ostrych papryk w ilości większej niż szczypta do przyprawienia potrawy.
Petardę należy zostawić też dla paprykowych twardzieli:))
o tak! też poznałam ostry smak okrągłej papryczki w węgierskim rosole!
UsuńTo był lokalny przysmak, serwowany na wiejskim stole, a papryczki w zupie wyglądały tak niewinnie i smakowicie... o jesssuuuuu....!
(podejrzewam, że lokalsi celowo podsuwali to danie naiwnym turystom i mieli niezły ubaw...)
Oczywiście, że te lokalne przysmaki były serwowane jako swoisty żart:)) Na szczęście nikogo to nie zabiło choć może mogło?
UsuńAleż piękna, smakowita podróż przez wspomnienia! 😊 Czytając, niemal czuje się tę słodko-kwaśną zalewę i zapach papryki z dawnych słoików. Niesamowite, jak smaki potrafią przechowywać całe kawałki naszego życia. A dzisiejsza papryka? Chyba rzeczywiście możemy powiedzieć: Polacy pokochali ją na dobre. ❤️🌶️
OdpowiedzUsuńMiła Filiżanko, doceniam, że kolorem dopasowałaś się do tematu notki:)) Miło Cię gościć i mam satysfakcję, że obudziłam dobre wspomnienia. Też myślę, że papryka jest doceniana i kochana w Polsce. Konsumujmy "na zdrowie"!
OdpowiedzUsuńDziękuję za przypomnienie - rzeczywiście to była pewna egzotyka.
OdpowiedzUsuńTak egzotyka. Teraz mamy banany tańsze od krajowych jabłek:))
UsuńWszystko prawda. Sam też używam papryki w formie zakąski. ;)
OdpowiedzUsuńNo tak, zakąski to Twoja specjalność:))
UsuńWczoraj pokroiłam paprykę w paski i podsmażyłam na patelni. Następnie zblendowałam z serem feta. Wyszła mi pasta do kanapek. Taka sobie. Szkoda było roboty.
OdpowiedzUsuńNo bo zabrakło przykrywki z plasterka kiełbasy. Mięsko zawsze poprawia smak wszystkiego:))
Usuń