To
bardzo popularne wśród klasy robotniczej powiedzonko trzeba by zapisać w
słowniczku wyrażeń zapomnianych. Już tylko na wiejskich weselach można to
usłyszeć jako przyśpiewkę oddzielającą serie muzycznych utworów tanecznych. A w
peerelu było tak:
W
PRL, problem alkoholowy dotyczył znacznej części społeczeństwa. Ostre picie
dotyczyło przedstawicieli wszystkich stanów. Prywatnie i służbowo. W domu i w
pracy. Często, zwłaszcza w pracy i służbowo. Wyróżniano nawet zawody obarczone
wysokim stopniem alkoholowego ryzyka. Na przykład zaopatrzeniowiec. Ileż wódki
musiał biedak wypić, aby załatwić przysłowiową
uszczelkę? A wszystkie służby pełniące dyżury nocne, z palaczami CO na czele? W
kotłowniach, dozorcówkach i strażnicach pobrzękiwały butelki. Jak inaczej przetrwać na
posterunku do rana? Pijano gęsto w zaciszach gabinetów ważnych dyrektorów fabryk.
Panie biurowe ukrywały butelki w segregatorach. Pierwsze, poranne łyki konsumowano
już w drodze do pracy. Tak powstało zapewne powiedzenie: „piwo z rana jak śmietana”.
Piło się ostro w rolnictwie. Alkoholowy napęd pozwalał przetrwać trudy kampanii
żniwnych i wykopkowych. Nierzadki był widok pijanego woźnicy albo traktorzysty.
Szczęście nasze, że ruch na drogach niewielki wtedy był.
Proletariat
pijał wódkę czystą z czerwoną kartką. Taka etykieta była i można domniemywać
dlaczego akurat czerwona?
Inteligencja
pracująca gustowała w Jarzębiakach, Krupnikach, Żytniej z Kłoskiem. W latach
otwarcia na świat pojawił się calvados… o swojskiej nazwie Złota Jesień. W
latach niedoboru popularnym zajęciem była domowa produkcja bimbru. Niekiedy w
różnych, wyrafinowanych smakach. Studenci preferowali tanie wina owocowe marki
Vino. Na weselach wszyscy solidarnie pili „przepalankę” na spirytusie. Na
przyjęciach mało dbano o odpowiednie schłodzenie alkoholu. Ciepłą wódkę w
kieliszkach zwanych „małgorzatką” trzeba było wypić obowiązkowo do dna.
Dzielenie porcji napitku uważano za brak solidarności. Wrażliwi pomagali sobie
popitką lub popychaczem. W tej roli występowała często zwykła herbata w
szklance ewentualnie oranżada nalewana do małych szklaneczek zwanych
literatkami. Och, jak to smakowało, brrr…
Z klasą robotniczo-chłopską alkoholowo integrowała się
ochoczo inteligencja twórcza. Zapewne za pomocą wspomnianych
szklaneczek literatek.
* „Spośród
wszystkich idei socjalistycznych mających łączyć stany wódka działała
najlepiej”.
Pisarze, poeci, filozofowie okresu PRL
tworzyli w oparach tytoniowo - alkoholowych wiernie kontynuując tradycje artystów
epoki międzywojennej. Sami o sobie mówili: * „my byliśmy bohemą, cyganerią. Mówiliśmy w imieniu
szarego społeczeństwa i stamtąd braliśmy tematy do pisania”.
Może to tylko
usprawiedliwienie dla alkoholowych inspiracji? Faktem jednak jest, że używki
sprzyjały talentom. Dość wspomnieć
literackie kabarety Zielony Balonik czy bardziej współczesną Piwnicę Pod
Baranami powstające w mrocznych i zadymionych kawiarniach. Czy w dzisiejszych,
sterylnych warunkach klimatyzowanych pomieszczeń powstanie coś o podobnym
poziomie artystycznym?
Ogólnonarodowe
picie wódki trwało aż do momentu gdy władza ludowa powiedziała: dość!
Wprowadzono ograniczenia w sprzedaży oraz reglamentację. Alkohol dostępny był
od godziny 13-tej. Nigdy nie zrozumiałam, dlaczego akurat ta magiczna godzina
stanowiła granicę trzeźwości. Dyktat zegara wkrótce zastąpiła zmiana ustroju i
sposobu życia Polaków.
* „Wolna Polska przerwała wódczany
karnawał… nowy inteligent upija się tylko w momentach przewidzianych
biznesplanem"
Wydaje
się, że społeczeństwo wytrzeźwiało w znacznym stopniu. Już nie pijemy w pracy.
Preferujemy alkohole lekkie, często używamy samochodów co obliguje do
trzeźwości. Upijanie się jest niemodne i potępiane. Pijemy w zaciszach
monitorowanych osiedli, przy weekendowych grillach, czasem tylko tracąc umiar
na integracyjnych imprezach dużych korporacji. Na weselach rzadko pada się
twarzą w sałatkę, alkohol jest prawidłowo zmrożony i dozowany pod postacią „drinków”.
Coraz mniej apeli o „trzeźwość narodu”… Mądrzejemy czy cywilizujemy się? A może
po prostu czujemy się wyzwoleni i bezpieczni? Wolni od zewnętrznych zagrożeń nie potrzebujemy neutralizować stresu
alkoholem?
*Cytaty pochodzą z artykułu Marcina Kołodziejczyka -„Łzy
polskiej ziemi” – raport opublikowany w nr 9 Polityki z dnia 27 lutego
2010.
W tekście wykorzystałam fragmenty notki publikowanej
na onetowym blogu Pogadajmy o Peerelu w dniu 27 lutego 2010


