sobota, 1 lutego 2014

Uwaga, ważna data!



Przypominam! Drugiego lutego niedźwiedź budzi się ze snu zimowego i wyłazi z nory. Gdy zaświeci słońce, miś przestraszy się swojego cienia i wraca do nory. Śpi dalej, zima będzie jeszcze trwać sześć tygodni. Jeśli cienia Miś nie zobaczy bo pochmurny dzień jest – o spaniu nie ma już mowy i zaczyna się wiosenne przebudzenie. 
 
foto z net
 
    Urocza historyjka, zaliczana do ludowych, pogodowych prognoz. Staropolskiego Niedźwiedzia zastępuje od pewnego czasu nowomodny Świstak, chyba importowany z kultury amerykańskiej. No cóż, niechaj pogodę wróży świstak, aby tylko prognoza korzystna była. Europejskie, alpejskie świstaki mają teraz dużo czasu, zaprzestały zawijania słodyczy w sreberka. Hi, hi, hi, hi… kontrakt na reklamę wygasł? Niech więc prognozują rychłą wiosnę! W porozumieniu z misiami!  

       Obserwujmy pogodę jutro! Ja czekam tu na doniesienia w tej sprawie! 

       Och, ale nas czekają emocje!

 Uwaga! Temperatura nie gra roli, liczy się tylko słońce i cień. 

Zapraszam do przeglądu zdjęć zimy w zimie

sobota, 25 stycznia 2014

Gdzie jest karnawał?



  alElla pyta: Co słychać w sprawie karnawału? A ja szukam i szukam, wieszam dzieciom baloniki, serpentynki… Nie, nie, konfetti nie sypię, bo to już przesada i za dużo sprzątania potem. Hi, hi, hi… Szukam karnawałowych notek i proszę! Jest!  W roku 2010 już tak ładnie narzekałam:

„Czy Karnawał jeszcze istnieje ?

W peerelu istniał. Nie, żeby jakieś huczne bale, wieczorowe suknie i tym podobne szaleństwa. Ale zawsze organizowano zabawy  karnawałowe w każdej szkole i każdej organizacji młodzieżowej. Ach… pamiętam te stroje z kolorowej bibuły…”  

Serpentyny wycinane nożyczkami z malowanego farbkami wodnymi papieru i konfetti z biurowego dziurkacza! Ogromne papierowe kapelusze ozdobione kwiatami i piórami z bibuły! Bez bibuły nie było karnawału! Prawdziwe papierowe damy tańczyły w tenisówkach wybielonych pastą do zębów. W przerwie zajadały kanapki z pastą rybną albo serwolatką, a pragnienie gasiły oranżadą w szklanych flaszkach czekając na … Kotylionowego Walca! Wyrób kotylionów to niezbędny składnik karnawałowych przygotowań. Robiłyśmy je z różnobarwnych wstążek od warkoczy, tasiemek i koronek. Najważniejszy był środek kotyliona od którego zależała jego uroda i wartość. Środek był wypełniany koralikami, klipsami, broszkami i przypinkami lub w ostateczności  ozdobnymi guzikami. Ważne, aby było błyszcząco i wyglądało na bogato. A najważniejsze było aby taki kotylion dostać od tego najmilszego, wypatrzonego kolegi lub obdarować nim wybranka.  

 „Cóż… teraz dyskoteka w każdy weekend”… Zresztą chyba też już powoli wychodzi z mody. „Kto chce się bawić w szkole ? Trudno – niech nowe czasy mają swoje prawa”.

Goście u alElli odnaleźli i odkurzyli urok kotylionów. Trwają nadal poszukiwania charakterystycznego dla tego okresu przysmaku jakim były smażone Karnawałowe Róże. Taaa… Dammmm!!!!! Oto one!

Foto Bet, 2014
 
Foto Bet, 2014

  Sporządzone według peerelowskiego przepisu mojej „przyszywanej” Cioci Lusi!
 
1 szklanka mąki, 3 żółtka, 1 łyżka masła, 3 łyżki śmietany 1 łyżka octu /ale lepiej spirytusu!/
Z tego wyrobić gładkie ciasto, wybijać wałkiem, aż pojawią się pęcherzyki powietrza. Z ciasta rozwałkowanego na bardzo cienki placek /około 2 mm/  wycinać krążki różnej średnicy. Brzegi krążków ponacinać nożem, krążki nakładać na siebie, po trzy różnej wielkości – środek zlepić i smażyć na bardzo gorącym tłuszczu. Środki udekorować konfiturą, całość posypać cukrem pudrem z wanilią.

        Ciocia nie zdradziła na czym smażyła chrust i karnawałowe róże bo różnie z tym bywało w zależności od zaopatrzenia sklepu oraz aktualnej mody kulinarnej. Pierwotnie był to, niestety smalec… Niekiedy olej… A z czasem utwardzany tłuszcz roślinny. Duże, kwadratowe, chyba półkilogramowe kostki białej masy zawiniętej w woskowany papier z niebieskim napisem Ceres. To było podobno zdrowsze, nie śmierdziało i nie przypalało się. Modyfikacja Ceresu przyniosła nowy produkt pod wdzięczną nazwą OMA sprzedawany w zgrabnych 250 gramowych kosteczkach w sreberku. Teraz, do smażenia róż oraz pączków i faworków polecam nie mniej elegancką w formie i ubraną w kolorowe opakowanie, Plantę. 

        Balowicze, do róż!


sobota, 18 stycznia 2014

Zapomniane rocznice



Naprawdę zapomniałabym… O styczniowych rocznicach wyzwolenia dwóch ważnych miast: Warszawy i Krakowa. Na nic lata uczestnictwa w szkolnych akademiach, malowania gazetek ściennych i składania kwiatów przy pomnikach radzieckich bohaterów. Ulatuje z pamięci to co zgodnie z linią socjalistycznego wychowania powinno tkwić tam mocno.

        17 i 18 stycznia to były ważne i uroczyście obchodzone dni poświęcone wspomnieniom pierwszych dni wolności. Aż się boję napisać to słowo z obawy przed atakiem zwolenników  teorii „radzieckiego zniewolenia” Polski po 1945 roku. Cóż jednak poradzić znając historię tamtych dni jedynie ze szkolnych podręczników i innych przekazów? Można i chyba trzeba pamiętać o żołnierzach, którzy okrutną wojnę zakończyli. Byli to żołnierze radzieccy… Stawialiśmy im pomniki wdzięczności, ulice i budowle znaczyliśmy nazwiskami radzieckich bohaterów, wieszaliśmy czerwone flagi z gwiazdą. 

        Związek Radziecki runął, zmieniła się polityka i znaki wdzięczności za zakończenie wojny zniknęły. Pomniki zburzono, flagi z gwiazdą wyrzucono, ulice i budowle nazwano inaczej.

        Żołnierze radzieccy, którzy w tej wojnie polegli na naszej ziemi zostali. Więc może przypomnę o nich z okazji rocznicy wyzwolenia Krakowa w dniu 18 stycznia. Choć nie ma już pomnika wielkiego marszałka Koniewa, którego  słynny „manewr ocalił Kraków”, nie ma ulicy 18-stycznia,  a niektórzy historycy twierdzą, że Niemcy z Krakowa sami uciekli. Nie trzeba było nikogo wyzwalać, ani żadnych manewrów wykonywać bo rzekomych min pod Wawelem nie było. 

        Nie ośmielę się w tej sprawie rozstrzygać, ale datę zakończenia okupacji niemieckiej w Krakowie z szacunkiem odnotowuję wykonując także specjalnie na tę okazję świeżutkie zdjęcie jeszcze nie zburzonego pomnika ku czci radzieckich wyzwolicieli miasta.

Foto Bet, 18 stycznia 2014, Kraków

        Ps.
 Czy ja dobrze pamiętam, że koncentrowaliśmy się na obchodzeniu rocznic wyzwolenia właśnie tych dwóch miast: Warszawy i Krakowa z powodu ich stołeczności? Nie pamiętam uroczystości w sprawie Gdańska i „zaślubin z morzem”. Lublin i Chełm „załatwiano” przy okazji obchodów 22 Lipca, a co z innymi ważnymi miastami?