poniedziałek, 21 grudnia 2020

Boże Narodzenie roku pamiętnego dwa tysiące dwudziestego

Przyjaciele! 

Autorzy, Komentatorzy oraz mili Goście!

Z całego serca i z głębi strapionej duszy życzę wszystkim

Bezpiecznych i Dobrych Świąt!


Załączam wizerunek bezrobotnej w tym roku jemioły w ramach wsparcia przez stęsknionych za pocałunkami ludzi.

Jemioło nasza Narodowa wróć!



 

czwartek, 17 grudnia 2020

Odkurzane pamiątki i symbole - część trzecia i pół

         Moje przedświąteczne odkurzanie pamiątek okazało się zaraźliwe! Może to jeszcze nie jest epidemia, ale gdzieś wspominkowe pucowanie trwa.

Elżbietka53 pisze:

Moja maszyna do pisania nie stoi w pawlaczu. Stoi od 44 lat na komodzie. Waży pewnie 20 kg, wiec wytaszczenie jej do pawlacza nie wchodziło w rachubę :) To rewelacyjna maszyna Mercedes, zakupiona dokładnie w 1976 roku za 1500 zł. Kwit zakupu załączam na dowód :) Maszynę kupiłam u Taty w pracy. Była już tak stara, że mogli ją wyrzucić na złom, ale niektóre egzemplarze trafiły do sprzedaży. Wybrałam Mercedesa, bo dobrze się kojarzył, ponadto była to najmniejsza maszyna z zaproponowanych. Niosłam ją z Kopernika na Miodową. Szłam ponad dwie godziny, bo jest piekielnie ciężka. Odpoczywałam co kilka kroków, opierając maszynę o każdy napotkany po drodze element: mur kamienicy, lampę, stoliki pod Halą Targową. Jakim cudem doszłam, sama nie wiem:)


      Miałam stypendium fundowane w wysokości 900 zł.  Prawie dwa stypendia wydałam na zakup maszyny:) Ale byłam ogromnie szczęśliwa, że zostałam posiadaczka ..... Mercedesa:)

Napisałam na niej swoją pracę magisterską i w ciągu kolejnych dwóch lat aż 28 prac magisterskich moich znajomych z roku. Teraz stoi na komodzie i odpoczywa:) Zabawne były moje początki pisania na klawiaturze komputera:) Wciąż brakowało mi wajchy do przesuwania kartki na wałku:)


 

I drugi eksponat, który budzi podziw moich Gości:) To oryginalna, niemiecka maszyna do szycia "Singer". Ileż kilometrów materiału ona uszyła. Ma jednak jeden feler. Nie obrębia materiału. Nawet pokrowiec z drelichu na małego fiata uszyła:) Stoi w kąciku pokoju od blisko 70 lat. Jest starsza ode mnie:) Zastąpiła ją walizkowa maszyna o tej samej nazwie. Nową maszynę obsługuje mój mąż, ja nie mam do niej serca. Dzisiaj na "Singerze" stoją kwiaty i chyba dobrze się czują w towarzystwie tej maszyny, bo kroton kwitnie już trzeci raz w tym roku:)


       Tak wygląda sama góra.  Powinna zagrać w jakimś filmie z okresu międzywojennego :):):)


 tekst i zdjęcia: Elżbietka53


 


 

niedziela, 13 grudnia 2020

Odkurzane pamiątki i symbole - część trzecia

         Czas ucieka, już trzecia świeca adwentowa płonie więc spieszę kończyć odkurzanie:) Przecież świąteczny karp nie może zastać  mnie ze ścierką w dłoni!

        Z wysokości podsufitowego pawlacza poklikuje stareńkimi klawiszami duma peerelowskiego domu – maszyna do pisania! Po co nam to było skoro żaden z domowników nie parał się pisarstwem ani pracą naukową? Hmmm… Chyba troszkę snobizmu zmieszanego z zachwytem techniką spowodowało ten zakup. Ale, z biegiem lat, sprzęt ten okazał się całkiem przydatny ze względu na „dorośnięte” do etapu studiowania latorośle. Ćwiczenia w maszynopisaniu okazały się także bardzo przydatne na pewnym, początkowym, etapie kariery zawodowej w pracy biurowej. A potem, ułatwiały korzystanie z klawiatury komputera! Co prawda nie udało się wyjść poza posługiwanie się nadal tylko dwoma palcami, ale za to jak sprawnie! Stuk, stuk, klik klik… Śmigam jak młódka! Do dziś lubię odgłos pracującej maszyny do pisania – zwłaszcza zamaszyste przechodzenie do kolejnej linijki tekstu. Bżżżżdźźź… Trach! 


        Dobrze, że zdążyłam zetrzeć ślady fioletowej kalki niezbędnej do tworzenia kopii pisma maszynowego z palców, które to niezbędne są do uruchomienia kolejnego zabytku!  Drrr…Trrr… Drrr… wybieranie numeru przez pokręcanie tarczą – to dźwięki towarzyszące oczekiwaniu na połączenie. Dokładnie pamiętam dzień gdy ten cud techniki instalowano w naszym mieszkaniu po dziesięcioleciu oczekiwania. Luksusem było zamówienie dwóch gniazdek dostępu w różnych pokojach. Pamiętam dreszcz emocji podczas pierwszych, próbnych połączeń z koleżankami w sąsiednim bloku. Ach, och! Słychać tak jakby była tuż obok! Ach, jakie to ekscytujące nawet podczas połączeń z „zegarynką” lub centrum odtwarzania z taśmy bajek. Za pomocą tego telefonu można było nadać telegram, zamówić połączenie międzymiastowe lub nawet międzynarodowe! Szeroki świat stał się odrobinę bardziej dostępny.


         A kto to tak stopką stuka domagając się uwagi? Stopka we współpracy z igłą i bębenkiem dają znać, że niegdyś były w Tym domu niezbędne, a wręcz pierwszoplanowe! Nieomal wszystkie kreacje, okrywające młodocianą peerelowską postać powstały dzięki tej maszynie. Półki i szuflady zalegały koperty z wykrojami kopiowanymi z kobiecych pism a pudełko z kolorowymi nićmi i guzikami stało pośród nich. W czas tworzenia tekstylnych dzieł podłogę zaścielały nitki i ścinki materii, a domorosła krawcowa-amator przymierzała, fastrygowała i stębnowała jak szalona. Spódniczki proste i marszczone, bluzeczki z kołnierzami na stójce, spodnie, firanki, serwety i nawet bielizna pościelowa wychodziły spod tej stopki dziś znudzonej bezczynnością i smutnej. 

 


 
Cóż, kochana! Przedmioty podobnie jak ludzie mają swój dobry oraz gorszy czas.