A dokąd? Nie sposób uwolnić się od wojennej tematyki, a że przy okazji jest tam wiele interesujących mrówki kopców – kierunek Fort 52 Borek!
Tup, tup, tup… Mrówcze nóżki drepczą tam gdzie warowne umocnienia. Oto jeden z fortów Twierdzy Kraków zbudowany w latach 1885 – 1886. Stary, ale może się przydać. Wprawdzie obecnie przekształcony w bardzo przyjazne miejsce gdzie kwitnie działalność kulturalna, ale to jednak Fort! Jest też całkiem duże urządzenie militarne skierowane we właściwą stronę oraz dość solidny kompleks pomieszczeń wewnątrz głównego kopca. Korytarze, tajemne przejścia, stanowiska obserwatorskie umocnione drewnianym szalunkiem oraz coś dla pokrzepienia ciał czyli urocza kawiarenka serwująca niebiański tort bezowy! Och, wrażenia smakowe niwelują całkiem atmosferę wojennej grozy.
Ach wiem, że sprawy obronności nie powinny być powodem do żartów ale ta beza… Mniam, mniam…
Fort stoi tu od stulecia ale ten zapamiętany z dzieciństwa to odrażająca ruina pełna śmieci i miejsce schadzek meneli. Dzieciom zabraniano tam przebywać, a nawet dorośli czuli wstręt i strach.
A teraz, proszę! Pięknie odrestaurowany z zachowaniem respektu dla historii obiekt służy celom kulturalnym i edukacyjnym. No i łakomstwu także:) Wiele tu aktywności dla wszystkich grup wiekowych, w tym dla seniorów też. Teren wokół zabudowań to teraz zadbany park z alejkami i miejscami odpoczynku. Miejsce urocze zważywszy, że znajduje się na obrzeżach miasta więc wielkomiejski ruch i smród jest nieobecny.
No i ta armata na szczycie wzniesienia daje poczucie bezpieczeństwa:)





Zawsze mam szacunek do tego typu inicjatyw. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńJa także:)
UsuńJako wyjątkowy łasuch, chętnie spróbowałabym tortu bezowego. Życzę wielu udanych wiosennych spacerów-niechaj dopisuje zdrowie.
OdpowiedzUsuńŁączę się z Tobą w umiłowaniu łasuchowania:)
UsuńWkroczyłaś w tę wiosnę... militarnie i wystrzałowo! Tym bardziej, jak widać, pogoda sprzyjała wędrówce.
OdpowiedzUsuńZainspirowałaś mnie do odświeżenia wiedzy o "moich" (jak to brzmi!), miejscowych fortach - pozwiedzałam je wirtualnie.
Jak się okazuje, mieszkam w nieźle ufortyfikowanym mieście - tych starych fortów jest aż osiemnaście! Na czele ze słynną Cytadelą.
Mieszkam o rzut beretem jednego z nich - pamiętam, że był tam niezły teren do zjeżdżania na sankach. Jako dzieciak, bywałam tam z dziadkiem (a zimy były śnieżne w tamte lata 😉). Dziadek - powstaniec wielkopolski, łączył zabawę z nauką historii. Fajny był ten mój dziadek!
Potem jakoś zapomniałam o fortach... aż do dzisiaj 😁😘
Uwielbiam być inspiracją! Gdzieś wyczytałam, że amfiteatr przy poznańskiej Cytadeli czeka rewitalizacja i ma tam powstać cudowny ogród miododajny. Opis tego co ma się tam wydarzyć brzmi nader obiecująco więc trzymam kciuki za realizację.
UsuńWspomniałaś o Dziadku więc ja a propos: Swojego Dziadka nie zaznałam za swojego życia ale przeglądając stare fotografie zapałałam do niego wnuczkowskim uczuciem. Chyba to odczuł bo przy ostatnich porządkach w starych dokumentach i pamiątkach co i rusz natrafiałam na jego fotografie. Wypadały prawie z każdego pakiecika. Uznałam, że coś ode mnie chce więc powiesiłam portrecik Dziadka nad łóżkiem. No i uspokoił się, już nie wyłazi z każdego kąta:)
Jest tu w regionie Twierdza Boyen - bardzo godny uwagi obiekt, który wszakże był cokolwiek zaniedbany, gdy tam spacerowałem ćwierć wieku temu. Niestety, z uwagi na odległość ponad 100 km nie mam dość motywacji i entuzjazmu, by sprawdzić aktualny stan twierdzy. A co do pierwszego wiosennego spacerku - z uwagi na ciągłość spacerków nie zauważam różnicy między ostatnim jesiennym a pierwszym zimowym itd. (Mareczek)
OdpowiedzUsuńAj, Mareczku, czepiasz się:)) Jakiś tytuł przecież trzeba tekstowi nadać a w momencie publikacji nie wpadłam na pomysł, który podsunęła Lilka. Mogło być "Wystrzałowy spacer" albo "Do strzału gotowi zawsze!" albo wręcz "Czołem żołnierze"!
UsuńJako (były już chyba) oficer rezerwy przyjmuję "czołem żołnierze". No i ukłony dla Lilki jako Poznaniak po mieczu. (Mareczek)
UsuńAle się Lilka ucieszy!
UsuńTey!
UsuńNo pewnie, że zawsze miło spotkać "ziomala" (nawet po mieczu 😉)!
Przytulam więc Mareczka w moich poznańskich ramionach! 😘
Niezły, jak na razie, bilans komentarzy: jedna uradowana i jeden przytulony!
UsuńTakie rewitalizacje robią wrażenie. Kiedyś obserwowałam podobne różne zmiany w miastach angielskich, na przykład dawne kopalnie stały się jeziorami jeziorami, a ich biura miejscami wystawowymi, kawiarniami, galeriami.
OdpowiedzUsuńW moim mieście straszono nas "kierkutem". Mówiliśmy przez e. A teraz to ładny park na małej górce prawie w centrum miasta. A ja nadal ze strachem przechodzę tamtedy na skróty.
No i takie są skutki straszenia dzieci, potem trudno oswoić takie miejsca.
UsuńChociaż tak wiosną wojenne bastiony odwiedzać kiedy wokół, jak mówia "pełno skalowa wojna". Dodam dla porządku żydów, którzy rozszerzają wojenne rujnowanie na wschodzie. Kto kogo namówil: żydzi Trumpa, czy odwrotnie...? i ten "Pakt dla Pokoju" w Gazie...
OdpowiedzUsuńCała ta sytuacja amerykańsko-izraelska jest niejasna i bardzo zła dla wszystkich. A niech to dunder świśnie, że tak zaklnę po staropolsku!
UsuńI tej Mrówczej Publikacji należy się Uroczyste KLIK DOBRY:) po długiej przerwie na mrówczych ścieżkach. Ale.. żeby aż do fortu zawędrować. Ho, ho...
OdpowiedzUsuńAle żeby o 3.18 mrówkę budzić to dopiero jest "Ho, ho..."
UsuńKlik dobry chętnie przyjęty - nawet nocą:))