piątek, 11 września 2026

Ziemniaki i jeszcze coś tam

        Zieeeeeemmniaaaaki! Dawno nie słyszany zaśpiew handlującego swoimi produktami rolnika, wykonany jego własnym głosem, wybrzmiał donośnie na pogrążonym w ciszy osiedlu. Uradowałam się, bo to jakby malutki sygnał powrotu do przeszłości kiedy to każdej jesieni w ten sposób nawoływano do gromadzenia zimowych zapasów. Co prawda dziś nie ustawiła się kolejka chętnych, reakcja ludności była żadna, ale miło było usłyszeć ponownie znajome odgłosy, nawet te zapowiadające jesień.

        O, biedny Rolniku! Kto kupi worek Twoich, choćby najlepszych na świecie, ziemniaków skoro już tak niewielu gotuje domowe obiady,  piwnice w ocieplanych styropianem blokach nie nadają się do przechowywania żywności. No, chyba, że gromadzimy marynaty w słoikach.

        O, biedny Rolniku! Czy nie wiesz, że Twoje wołanie trafia do wyjadaczy produktów z marketowych półek, które to pełne poręcznych, nisko gabarytowych woreczków z ziemniakami różnorodnych odmian i one nie zakiełkują i nie zgniją bo zostaną szybko spożyte?

        Amatorom jesienno-ziemniaczanych wspomnień pozwolę sobie przypomnieć notkę sprzed piętnastu lat. Och, hi, hi, hi…

Miastowe wykopki

        Nawoływanie rolnika obudziło jednak we mnie apetyt na placki ziemniaczane więc dzielnie maszeruję na bazarek w celu zakupu tych warzyw okopowych – w ilości detalicznej :)) Wyszło mi na wadze 1,29 kg produktu. Starczy. Rolnik z osiedla musi wybaczyć. W ramach rekompensaty  dostał miejsce w notce na wiekopomnym blogu:)

        A ja tymczasem, zgodnie z wieloletnim obyczajem, gromadzę nikomu niepotrzebne dary jesiennego lasu. Co spacerek to kilka żołędzi, mały kasztanek, znowu kilka żołędzi… A może urodziwa szyszeczka? Albo lepiej od razu dwie…

        I nie tylko ja tak mam bo koleżanka alElla też!

 

        Takie to nasze, jesienne Niewiadomopococośki!

Aż się boję pomyśleć co będzie gdy spadną z drzew kolorowe liście i lśniące na brązowo, dojrzałe kasztany:) Bo przecież całkiem niedawno wyrzuciłam zalegające w puzdereczkach i wazonikach niegdysiejsze pamiątki lata w postaci kolekcji urodziwych kamieni, muszelek a nawet piasku i strączków roślin. Szczęśliwie wyleczyłam się z nawyku zbierania fantazyjnych korzeni, które bywały niegdyś modną dekoracją, szczególnie dobrze prezentującą się na tle słomianej maty.

Teraz podziwiam ich urodę wyłącznie w plenerze więc może „apetyt” na żołędzie i kasztany też mi przejdzie?

 


 

       

 


10 komentarzy:

  1. Jeszcze jak dzieciaki i wnuczęta były ciekawe świat dookolnego takie niewiadomopocosośki zapełniały parapety i półki. Jeszcze teraz tu i ówdzie znajdujemy pamiatki z lat minionych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to jest gdy młodzież wyrasta ze zbierania czegośtamtów - my także ustajemy:))
      Ale mnie trzyma długo mania zbiecania:))

      Usuń
  2. Klik dobry:)
    Pamiętam to nawoływanie siedzącego na furmance pełnej ziemniaków rolnika. Kupowało się wtedy ziemniaki w ilościach wystarczających do późnej wiosny.

    Niewiadomopocośki zawsze zbierałam. Miło mi, że zapamiętałaś ten fakt. Dziękuję za podanie linka do mojego bloga. Czuję się zmobilizowana do opublikowania moich dawnych niewiadomopocośków.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tej ziemniaczanej furmance największe emocje wzbudzał koń! Bardziej nowoczesne wozy z ciągnikiem już nie były tak atrakcyjne, nawet estetycznie.
      Czuj się kopnięta! Mobilizacja to za małe słowo:))

      Usuń
    2. Pokazałam na swoim blogu moje niewiadomopocośki. Proszę o zatwierdzenie. ;) :)))

      Usuń
    3. Leeecęęęęę!!!

      Usuń
    4. Najbardziej pamiętam Żydka (on sam tak się przedstawiał). Miał ładną furmankę z siedziskiem, jak dla króla. Bardziej był handlarzem niż rolnikiem. Przywoził wszystko, także na zamówienie. Nawet skrzypce i cielęcinę. Jesienią głównie kapustę, cebulę i ziemniaki.

      Usuń
    5. U nas była zwykła furmanka i biały, stary koń. Gdy Koń nie przeżył kolejnej jesieni na osiedlu zapanowała żałoba.
      Koń miał też cebulę w ofercie:))

      Usuń
  3. jesienne skarby… doskonale rozumiem zbieranie żołędzi, kasztanków i szyszek – przecież one aż proszą się, żeby je zabrać do domu, choć rozsądek podpowiada, że za chwilę zabraknie na nie miejsca. 😉 „Niewiadomopocośki” mają jednak swój urok, szczególnie gdy później stają się wspomnieniem jesiennego spaceru. 🍂🌰

    A rolnikowi życzę, żeby jednak znalazł amatorów na swoje ziemniaki – choćby takich, którzy po zakupie woreczka z marketu zatęsknią za prawdziwym smakiem domowych placków ziemniaczanych. ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też kibicuję rolnikowi:) Na osiedlowym bazarku staram się kupować od drobnych hodowców co to mają kilka wiązek czosnku, marchewkę z ogródka albo wiaderko jajek - brudnych bo prosto z kurnika:))

      Usuń

Dla błądzących - pomoc przy komentowaniu:

Jeśli nie masz konta w Google wybierz opcję:

- Anonimowy, ale podpisz się pod treścią komentarza, proszę.

- Nazwa/adres URL w okienku Nazwa wpisz swój nick lub imię, a w okienku adres URL wkopiuj adres swojego bloga

Za wszystkie komentarze bardzo dziękuję.