środa, 3 maja 2017

Gawęda majowa



Druhny i Druhowie! Przesyłam Wam serdeczne pozdrowienia  z okazji Święta  Konstytucji! 

Wiecie? Rosjanie mają zwyczaj, który mi się zawsze bardzo podobał. Mianowicie z okazji świąt państwowych i kościelnych, zwracali się do każdej mijanej osoby słowami: „Pozdrawiam Was z okazji…” I tu wymieniano aktualnie obchodzone Święto.

Fajne też były pozdrowienia wielkanocne: „Chrystus zmartwychwstał!”. Osoba, do której się zwracano odpowiadała: ”Istotnie,  zmartwychwstał”.  No, a potem ściskali się i całowali.

Ja mieszkałem przy ulicy, gdzie kwaterowali żołnierze radzieccy, w pobliżu był też ich klub oficerski.  Często zdarzało się, że po imprezie w klubie,  około trzeciej nad ranem, oficerowie wracali do swego osiedla dość hałaśliwie. Wyobraźcie sobie taką dużą, około stuosobową grupę (oczywiście, że po dużej  wódce) maszerującą z głośnym śpiewem na ustach. Śpiewali głośno i bardzo ładnie! 

Już wracam do tematu, tylko zacytuję ich popularny toast: „Za przyjaźń i miłość!”…

Jeszcze proponuję Wam odszukanie koncertu Chóru Aleksandrowa w Watykanie dla Jana Pawła II.

A teraz - Witaj majowa  jutrzenko, Świeć naszej polskiej krainie, Uczcimy Cię więc piosenką, Której sława nie zaginie…

Pierwsza dekada maja to było prawie nieustające świętowanie uroczystości:
- Święto Pracy   -   1 maja
- Święto Konstytucji -  3 maja
- Dzień Zwycięstwa  -  9 maja

     W 1945 roku wszystkie te uroczystości rozpoczynały się Mszą. Potem  ludzie przechodzili na plac, gdzie odbywał się okolicznościowy Wiec. Tu obowiązkowo śpiewano następujące pieśni: Rotę, Hymn Narodowy oraz Międzynarodówkę.  Następowało formowano pochód w taki oto sposób:
Na czele szła orkiestra Straży Pożarnej. Tuż za orkiestrą podążała kolumna młodzieżowa czyli szkoły i organizacje  młodzieżowe. Kolumnę młodzieżową prowadziła moja przyszła żona, która była  Hufcową Hufca żeńskiego i Starościną gimnazjum i liceum żeńskiego. Następną kolumnę tworzyły organizacje takie jak między innymi Związek  Cechów Rzemieślniczych czy Związek Kupców, organizacje polityczne PPR, PPS, SD, PSL i przedstawiciele dużych zakładów pracy.

Na czele kolumny młodzieżowej szła moja drużyna  ponieważ  byliśmy jednolicie umundurowani, a jednocześnie znaliśmy musztrę paradną. Naszym organizatorem i drużynowym był oficer stacjonującego w naszym  mieście pułku. W związku z tym ten Pułk Ludowego Wojska Polskiego był naszym patronem i sponsorem.

      Oczywiście pierwszy  Dzień Zwycięstwa obchodziliśmy 10 maja.
Wyobraźcie  sobie, że zorganizowanie tej manifestacji wymusili mieszkańcy, którzy zaczęli zbierać się na największym  placu nazwanym Placem Wolności.  Oczywiście pierwszymi, zgromadzonymi uczestnikami uroczystości była młodzież  gimnazjalna i licealna. Następnie dołączyła orkiestra Straży Pożarnej oraz żołnierze zarówno polscy jak i radzieccy. To było coś niesamowitego. Wydaje mi się, że był to spontaniczny wyraz akceptacji  postanowień teherańskich i jałtańskich. Tak wyglądała  społeczna  akceptacja tej, podobno, „okupacji”.

A teraz opowiem Wam jak powstała „bajeczka” o buncie młodzieży w dniu 3 maja 1946 roku, w którym  ja uczestniczyłem…

       Otóż… W piątek dnia trzeciego maja 1946 roku, o godzinie dziewiątej w kościele katedralnym, odbywała się uroczysta Msza dla uczestników manifestacji. W trakcie Mszy odczytano komunikat Prezydenta Miasta o odwołaniu wiecu i pochodu. Wiecie, uroczyste Msze kończyły się zawsze odśpiewaniem pieśni „Boże coś Polskę” z wykorzystaniem słów: „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”. 

Nie wiem jak w innych miastach, ale we Włocławku większość sztandarów szkolnych i organizacyjnych przetrwało wojnę. Zostały ukryte i przechowane. Te sztandary, a szczególnie szkolne i harcerskie były po prostu czczone. Sztandary, szarfy biało- czerwone przechowywano w gabinecie Dyrektora. Podczas uroczystości prezentowane były przez Poczet Sztandarowy. Wyglądało to tak:  Wszyscy uczniowie i nauczyciele stali w dwuszeregu przed szkołą. W momencie gdy Poczet Sztandarowy niosąc Sztandar wychodził z budynku, Przewodniczący Samorządu Szkolnego komenderował BACZNOŚĆ i Poczet Sztandarowy przechodził  przed wyprężonymi, ustawionymi w dwuszereg uczestnikami uroczystości na czoło kolumny. W tym samym składzie i przy zachowaniu tego samego rytuału sztandar powracał do miejsca jego przechowywania. To było odprowadzanie sztandaru.

Tego dnia, 3 maja 1946 roku po zakończeniu okolicznościowej, uroczystej Mszy, szkoły i harcerze odprowadzili swe sztandary. Spontanicznie, za naszymi kolumnami poszli Rodzice. Po dojściu do Szkoły dowiedzieliśmy się, że na Starym Rynku gdzie miał się odbyć Wiec, pomimo jego odwołania, gromadzą się mieszkańcy miasta. Pobiegliśmy więc i my na Stary Rynek. Tam, usłyszeliśmy przemowy kilku ważnych osób. Mowy te pozbawione były akcentów antyustrojowych  czy antypaństwowych. W tym czasie do organizatorów Wiecu dotarła informacja, że Urząd Bezpieczeństwa będzie próbował rozproszyć ewentualny pochód. Gdyby nie ta informacja to po wiecu uczestnicy być może rozeszli by się do domów. Ale na wieść o planowanej interwencji UB zorganizowano pochód… Ponieważ my /moja drużyna i koledzy/ znaliśmy  musztrę paradną więc szliśmy jako pierwsi. Za nami kolumnę uformowali najstarsi licealiści – maturzyści. Przeważnie byli to niedawni żołnierze oraz partyzanci. 

Otrzymaliśmy informację, aby w przypadku pojawienia się Milicji lub UB wykonać tak zwane „rozproszenie roju”. Polegało to na tym, że kolejne dwójki uczestników marszu zasiadać miały po przeciwnych stronach jezdni, na chodnikach. Na placu wolności rzeczywiście stał kordon ubowców. Rzeczywiście nie padł ani jeden strzał. Nasi chłopcy ich rozbroili, a broń przerzucili za mur klasztoru Ojców Reformatów. Na Zielonym Rynku pochód został rozwiązany. Po obiedzie, normalnie, zgodnie z programem odbywały się imprezy sportowe, artystyczne no i zabawy ludowe. Na pozór, nic się nie stało! Około północy, Rodzice mężczyzny, z którym wtedy /moja przyszła żona/ Sławka „chodziła”  powiadomili Ją, że jej chłopak został aresztowany. Następnie zjawiło się u Niej kilka koleżanek z informacją, że ich chłopcy również zostali aresztowani. W sobotę rano przed naszymi szkołami stały Dziewczyny z GMK i informowały nas o aresztowaniach jednocześnie zapraszając do stawienia się na godzinę dziewiątą pod Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego. Zdziwicie się, ale nie padło tam ani jedno hasło antypaństwowe. Dziewczyny miały również tuby nagłaśniające. Po jakiejś godzinie wyszedł do nas oficer z informacją, że aresztowani chłopcy zostali przed godziną ósmą przewiezieni do Prokuratury. Prokuratura i Sąd mieściły się przy trasie przelotowej przez miasto i naprzeciwko więzienia śledczego. Był to jeden z głupszych pomysłów UB. Po jakiejś godzinie do  Sądu przyjechał Prezydent Miasta i z okna Prokuratury poinformował nas, że rozmawiał telefonicznie z Prezydentem  Bierutem, który wyrażał zaniepokojenie incydentem w naszym mieście oraz polecił jak najszybciej ten konflikt rozwiązać no i że Prezydent nas pozdrawia. Zaproponował byśmy czas potrzebny na formalne załatwienie sprawy przeczekali w Gimnazjum l Liceum Ziemi Kujawskiej. Zaoferował, że pójdzie z nami jako zakładnik. Około trzynastej lub czternastej zadzwonił podobno ktoś z Sekretariatu Urzędu Miejskiego wzywając przebywającego z nami Prezydenta do urzędu. Dyrektor Szkoły, który był świadkiem tej rozmowy potwierdził przekazane nam wiadomości. Prezydent Miasta dał słowo honoru, że za godzinę do nas wróci. 

W trakcie naszego pobytu w GZK duże, prywatne, spożywcze zakłady rzemieślnicze i restauracje przysyłały nam jedzenie. Gdzieś około piętnastej robotnicy dużego zakładu przemysłowego, zawiadomili nas, że na terenie ich zakładu (położonego na obrzeżach miasta ) przyjeżdżają i przebywają umundurowane i zbrojone jednostki UB z terenu całego województwa. Wobec takiego zagrożenia, nasze młodzieżowe kierownictwo postanowiło, aby wszyscy uczestnicy zgromadzenia opuścili teren GZK. Na miejscu mieli pozostać tylko przywódcy młodzieży. Po długich przetargach zgodziliśmy się z ich decyzją i około godziny 19 rozeszliśmy się. Zapamiętałem dokładnie tę godzinę bowiem wszyscy poszliśmy od razu na nabożeństwo majowe do Katedry. Postąpiliśmy tak bo… Naprzeciw Katedry mieścił się Urząd Bezpieczeństwa! Jak mi później już opowiadała Żona, tuż po północy zadzwonił dowódca tej jednostki interwencyjnej z prośbą by im odsprzedała zgromadzone za dnia, podarowane w formie wsparcia, jedzenie. Sławka nie wyraziła zgody na sprzedaż natomiast wyraziła zgodę na nieodpłatne przekazanie zapasów pod warunkiem otrzymania pokwitowania. Oczywiście przyjechali, jedzenie odebrali i pokwitowali.

Aresztowani mężczyźni zostali zwolnieni po czterech miesiącach z wyrokiem chyba pół roku za zakłócanie spokoju.

W 1947 roku obchodziliśmy  Rocznicę uchwalenia Konstytucji chyba już jako Święto Oświaty i Kultury. Do dziś nie wiem czyj był to pomysł i inicjatywa. Wiem za to z całą pewnością, że wkrótce zmieniliśmy słowa harcerskiej „Dobranocki” i w miejsce słowa Bóg wstawialiśmy słowo Duch. I to było politycznie akceptowane.

Idzie noc, słońce już,
Zeszło z gór, zeszło z pól,
Zeszło z mórz,
W cichym śnie, spocznij już.
Bóg /Duch/jest tuż, Bóg/Duch/  jest tuż.

CZUWAJ! Nasz Starszoharcerski Kręgu!

 Mirek


niedziela, 30 kwietnia 2017

Na barykady!


        Zbieżność daty oraz hasła w tytule jest poniekąd przypadkowa. Ale barykada jak najbardziej realna.

Rozpoczęłam prywatną i indywidualna wojnę z dwoma gołębiami. Wiosną ubiegłego roku skarżyłam się tu publicznie na bezprzykładny atak ze strony tych dwóch ptaszysków. Wrrr… Wtedy pomagało jeszcze tupanie nogą, okazjonalne wymachiwanie szmatkami. Długofalowo skuteczny okazał się rozcapierzony mop koloru niebieskiego, zatknięty za balustradę pełnił straż balkonową w dni powszednie oraz święta bez względu na pogodę rok cały. Estetycznie naganny, ale cóż… „Nie szata zdobi…” Liczy się wykonanie zadania. Walka wydawała się wygraną do tego stopnia, że ptaki przestały zanieczyszczać także sąsiednie balkony. Mop otrzymał w nagrodę za zasługi miejsce dożywotnie w towarzystwie uroczych upraw balkonowych oraz dozgonną wdzięczność, a także zwolnienie z przypisanych mu z definicji funkcji czyli czyszczenia powierzchni płaskich. Idylla trwała, aż do obecnej wiosny. W nieliczne, jak dotąd, dni ożywienia przyrody, gdy słoneczko jakimś cudem chwilowo wygrywało walkę z zachmurzeniem i grzało nieco, gołąbki poczuły chęć gniazdowania. Wrrr… Wczesnym rankiem budziło mnie ich namiętne /chyba…/ Gruu, grruu, grrruuu… I radosne: Gul, gul, gul…


        I tak aż do momentu gdy zerwana ze snu wykonałam na posadzce wściekłe przytupy. Ufff, cisza… No to myk pod kołdrę! A za chwilkę…

Gruuu, gruuu, chu, chuuuuu… Gul, gul, gul…

Niebieski mop, nawet wprawiony w ruch prosty albo obrotowy był bezczelnie ignorowany. Nie pomogło nawet nadepnięcie w przytupie na pazury pierzastego intruza. Gołębie spokojnie rozpoczęły budowę gniazda. W zacisznym kąciku gromadziły budulec znosząc drobne patyczki. i układając je w zgrabny stos w zacisznym kącie balkonu, wykorzystując stojący tam taborecik i koszyczek na przyszłe truskawki. Oooo! Nie! Tego było mi za wiele. Zbudowałam barykadę wykorzystując  taborecik i koszyczek na oczekiwane w nowym sezonie truskawki. Całość dopełniał legendarny mop. No i co? 

Gołębie niewzruszone obecnością barykady gnieździły się nadal radośnie gruchając. Domownikom wyznaczyłam dyżury balkonowe. Obecność w domu czyniła odpowiedzialnym za wypędzanie ptaków. Zewsząd płynęły złowrogie wieści:
- media donoszą, że gdzieś tam pomieszczenia ludzkie zostały zaatakowane przez kleszczopodobne owady żerujące na gołębiach. Owady te atakują także ludzi.
- w pamięci mam tegoroczną, kilkumiesięczną i wielce kosztowną walkę z owadami wypadającymi z gniazd jaskółek jaką znam i prowadziłam osobiście w pomieszczeniach podległych mi służbowo. Jaskółki  upodobały sobie wnęki okien pokoi zamieszkałych przez urocze nastolatki. Uwierzcie, to nie przelewki. Nastolatki udaje się ujarzmić – gorzej z owadami.
- widok gzymsu obok balkonu sąsiada przyprawia o mdłości

Dość! Sięgam po tajną broń. Jest nią Plastikowy Kruk Odstraszyciel sprzedawany w komplecie z tajemnicza „dzidą”. Wygląda groźnie nawet dla człowieka. Czy się sprawdzi w działaniu anty gołębiowym? Właśnie testuję. Gołębie chyba też, bo bacznie obserwują sytuację z pozycji balkonu sąsiada. Jak widać zasięg siły rażenia Kruka jest niewielki. No, widocznie norma przewiduje jeden kruk na jeden balkon…

Po bliższym zapoznaniu się z zakupionym odstraszaczem „dzida” okazała się wielką szpilą pomocną w umocowaniu atrapy ptaka w kwiatowej skrzynce. Haczyk na końcówce „dzidy” pozwala także na umieszczenie ptaka w pozycji wiszącej. To dopiero będzie straszydło! 

Gołębie! Obserwuję Was, mam w zanadrzu jeszcze jeden na Was sposób i nie zawaham się go użyć. Jak wojna to wojna.

 


Aby być w zgodzie z kalendarzem i wpojoną za młodu tradycją stawiam dodatkową doniczkę z czerwoną pelargonią pośród białego kwiecia zdobiącego parapet. W tle łopocze biało-czerwona flaga. 



Niech się Święci Pierwszy Maja!




Dodatek specjalny od druha Mirka przysłany w dniu 1 maja

Przepraszam, że powrócę jednak do Święta Pracy. Oczywiście również za ten przydługi tekst. Wiesz przecież, że marudzenie wynika z mego wieku.     No, ale ad rem. 
Serdecznie pozdrawiam z okazji Międzynarodowego Dnia Pracy.

Rządzący światem samowładnie
Królowie kopalń, fabryk, hut
Tym mocni są, że każdy kradnie
Bogactwa, które stwarza lud!
W tej bandy kasie ogniotrwałej
Stopiony w złoto krwawy pot
Na własność do nas przejdzie cały,
Jak należności słusznej zwrot!

Byłem w czasach 1945 – 1956 uczestnikiem Świąt Majowych:
 1 maja - Międzynarodowego Dnia Pracy, a następnie
 3 maja - Rocznicy Konstytucji.
 9 maja – Dzień Zwycięstwa, który kończył majowe uroczystości
Od 1956 roku byłem już nie tylko uczestnikiem, ale również  współorganizatorem.
Muzyka: DAWID TUCHMANOW
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA -
O NIM MARZYŁ KAŻDY Z NAS,
BYŁ DALEKI,
JAK ODLEGŁEJ GWIAZDY BLASK.
NASZE DROGI,
SKRYWAŁ WTEDY WOJNY PYŁ,
PRZYBLIŻALIŚMY TEN DZIEŃ
ZE WSZYSTKICH SIŁ.
W JASNY DZIEŃ ZWYCIĘSTWA
KWITNIE BIAŁY BEZ,
GRZMIĄ SALUTY
I SZTANDARY CHYLĄ SIĘ.

WIELKA RADOŚĆ,
ALE OCZY PEŁNE ŁEZ.
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA !
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA !
DZIEŃ ZWYCIĘSTWA !
Wiecie to nie prawda, że społeczeństwo było zmuszane do udziału w tych uroczystościach.. Oczywiście zdarzały się nieliczne przypadki  wywierania nacisku do uczestnictwa w tych uroczystościach.
Jak sobie przypominacie to w okresie międzywojennym działały dwie partie lewicowe. Były to Polska Partia Socjalistyczna i Komunistyczna Partia Polska. Według mnie używanie słowa Komunista lub komunistyczny jest nadużyciem, ponieważ nigdzie ta ideologia nie zaistniała. Przypomnę, że KPP zostało usunięte z międzynarodowej organizacji podobno „komunistycznej”, której władze urzędowały w Moskwie. Przypomnę, że kilka tysięcy członków KPP, którzy uciekli Polski do Związku Radzieckiego znalazło się w łagrach radzieckich. Przypomnę również, że kilkuset członków KPP (szczególnie jej liderów) było psychicznie represjonowanych przez władze Polski Ludowej.
Przepraszam, że znowu odbiegam od tematu.
          Okres między 01 do 09 maja to był okres naszego polskiego karnawału. Wszystkie miastecka, miasta i wsie były udekorowane i nie tylko flagami biało czerwonymi, ale również czerwonymi. Większość z nich były zradiofonizowane głośnikami ulicznymi. Z których przeważnie nadawano muzykę, Pieśni i piosenki zarówno ludowe i patriotycznie.
W tym okresie nasilona była organizacja imprez kulturalnych i sportowych no i oczywiście zabaw ludowych………………

W święta majowe jak również w Święto Odrodzenia czyli 22 lipca był zwyczaj, że nie tylko przedsiębiorstwa ale również organizacje społeczne ofiarowywały Krajowi w prezencie wykonane w czynie społecznym jakieś dobra materialne. A wszystkiemu towarzyszyły piosenki. Pamiętacie?
Budujemy nowy dom.
        Nad Wisłą, nad Wisłą szeroką
       Znów się pieśń na usta rwie.
       Pójdę na Stare Miasto

      Ukochany Kraj, umiłowany Kraj
      Ukochane miasta i wioski

     Czynem bogaci, Myślą skrzydlaci
    Z płomiennych serc uczyńmy grot:
    Naprzód, wytrwale, śmiało, zuchwale
    W podniebne szlaki skierujmy lot

      Podobno „starość jest piękna” to stwierdzenie jest nie prawdziwe.  Z pewnością miałem to życie bardzo ciekawe: 6 lat i 8 miesięcy żyłem w Kraju sanacyjnym, następnie do 20 stycznia 1945 roku byłem „dzieckiem wojny”. Później byłem wychowankiem i uczestnikiem odbudowy, przebudowy i rozbudowy PRL,  a teraz jestem obywatelem III RP.
Serdecznie pozdrawiam Mirek
 

sobota, 8 kwietnia 2017

Wiosenne wspomnienie o społecznym czynie



Nawiązując do notki  Stara wiara nie rdzewieje  opublikowanej w kwietniu 2011  uprzejmie  przypominam, że:

      Jednym z popularnych dowcipów opowiadanych dla umilenia zgromadzeń biesiadnych, które to odbywały się często jako ogólnie dostępna dla ludu rozrywka, była taka oto dykteryjka:

„ W Ameryce pieniądz opiera się na złocie, a w Peerelu na cynie. Społecnym…”

        Wiosenna chęć do wymiatania po zimowych brudów i porządkowania otoczenia skłania do wspomnienia o zapomnianym zjawisku jakim był „czyn społeczny” czyli działanie polegające na nieodpłatnym wykonywaniu pracy służącej lokalnej lub ogólnopolskiej społeczności. Wielu z nas uczestniczyło w zbiorowych akcjach sadzenia drzew /obecny Minister od Wycinki i Wyrębu prawdopodobnie też/ plantowania terenów i zakładaniu trawników, malowania płotów i wielu jeszcze innych społecznie użytecznych prac. Czasem był to pracowniczy mus, często jednak zwyczajna ludzka potrzeba poprawy estetyki i komfortu życia. 

        Ludzi aktywnych w organizowaniu lokalnych społeczności nazywano „Społecznikami”. To oni wyznaczali cele, agitowali i organizowali prace. Zazwyczaj byli to ludzie cieszący się uznaniem i sąsiedzkim autorytetem, ludzie z organizacyjnym talentem i dużą wrażliwością na potrzeby innych. Używając współczesnego języka można by o nich powiedzieć: Liderzy kreujący motywację, odpowiedzialni za przygotowanie logistyczne i sprawne przeprowadzenie przedsięwzięcia. Ufff…       Wbrew pozorom takie działania prowadzi się także współcześnie, ale kto by się odważył nazwać to czynem społecznym? Albo Lidera Społecznikiem? Za nic.

        Efekty prac wykonanych w ramach czynów społecznych były szczególnie dobrze widoczne na komunalnych osiedlach i wokół nich. Ludzie tam zamieszkujący z własnej inicjatywy pielęgnowali zieleń, uprawiali ogródki i sadzili krzewy na społecznej „ziemi niczyjej”. Prawdą jest, że ówczesny styl i tempo życia znacznie im to ułatwiał. Ludzie żyli może mniej dostatnio i komfortowo, ale znacznie wolniej. Był czas na zajęcia dla „dobra wspólnego” bo dobrym obyczajem było utrzymywać kontakty z sąsiadami i wzajemna sąsiedzka pomoc. 

        Dawne osiedla komunalne obecnie przekształciły się w zbiór Wspólnot Mieszkańców. Nie wiem czy wszędzie tak jest, ale Wspólnoty na moim osiedlu koncentrują się na wspólnym narzekaniu, stawianiu żądań, rozliczaniu Administracji i… Rozjeżdżaniu trawników kołami swoich „wypasionych” samochodów. Żywopłoty powyrywać? Taaak! Będzie więcej miejsca dla aut. A podobno Właściciel  bardziej dba o swój teren niż Lokator zasiedlający państwowy lokal. Nie pierwszy raz teoria mija się z praktyką. W oczekiwaniu na podjęcie działań przez spierające się o odpowiedzialność i kompetencje instytucje, osiedle wyglądało tak jak na zdjęciu po lewej. Jakże wtedy tęskniłam do czynu społecznego.  Tęskniłam w osamotnieniu, bez sąsiedzkiego wsparcia.
 
        Tak sobie pomyślałam, że choć zza żelaznej kurtyny, mieszkańcy Peerelu działali w zgodzie z hasłem Prezydenta USA Johna F. Kennedy’ego: „Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, pytaj, co ty możesz zrobić dla swojego kraju” .

        Tak! Tacy to byliśmy „hop, do przodu”!  

        Tyle teorii na dziś. Pora chwycić za sekator aby przyciąć nieco krzewy rosnące na wspólnotowym trawniku i ukwiecić również wspólnotowy balkon. Przecież jestem z Peerelu…

         Acha, dodać także muszę, że instytucje odpowiedzialne uzgodniły stanowiska i obecnie osiedlowa zieleń jest porządkowana i strzyżona przez firmę opłacaną z funduszy wspólnotowych. I stało się to przed erą "dobrej zmiany"!